Być księdzem. Jak to jest, jak ma być?

Kilka myśli Benedykta XVI o kapłaństwie i kapłanach. Nie tylko dla kapłanów.

Głęboko, najgłębiej. O koniecznym rozdarciu księdza: „tylko z perspektywy biurka wszystko to stanowi piękną harmonię. W rzeczywistości Krzyż jest rozdarciem człowieka. I także kapłan będzie stale doświadczał Ewangelii jako próby rozdarcia swojego życia. Jednak tylko przez rozdarcie człowiek może dojść do swojej pełnej wielkości. Nie wolno nam się łudzić, rozdarcie jest straszne, ale jest także owocne. Otwiera szczelinę, która pozwala na spojrzenie w nieskończoność” (konferencja w Brixen, 1967 rok).

O celibacie: „Celibat jest tylko dlatego moralnie i religijnie znaczącym fenomenem, że ludzie, którzy są zdolni i gotowi do zawarcia małżeństwa, rezygnują z tej podstawowej ludzkiej wartości na rzecz Boga, i to po to, aby Mu służyć. Gdyby krąg celibatariuszy był stowarzyszeniem starych kawalerów, nie byłby nic wart. Jest on ważny przede wszystkim dlatego, że ludzie na rzecz Pana i w celu ukazania w Kościele wspólnego znaku nadziei w Panu rezygnują z czegoś, z czego by nie zrezygnowali [!!! – xjsz], gdyby ten wspólny i publiczny znak nie dawał im nowego zadania i nowego sposobu spełnienia. (…) duchowe talenty są powierzane w taki sposób, że ich posiadacz musi zarówno nimi żyć, jak i je wycierpieć [!!! – xjsz] (…) cierniem w oku naszych czasów pozostaje to, że istnieją ludzie, którzy na tyle wierzą Ewangelii, że robią dla niej to, co w kategoriach ziemskich nierozsądne, i że całym swoim życiem, ciałem i duszą, ręczą za nią [!!! – xjsz], w ten sposób ją uwierzytelniając. Bez wewnętrznego poręczenia Ewangelii nie da się bowiem żyć w takiej wierności” (list z 1977 r., konferencja z 1969 r., kazanie z 1977 r.).

O odwadze. Z dedykacją dla tych z nas i dla tych sfer w każdym z nas, które „dla miski soczewicy” kupczą wiarą z „tzw. nowoczesnością”: „Bycie dzielnym nie oznacza (…) tyle co »nie bać się«. Oznacza: nie pozwolić, aby strach i obawa doprowadziły do zdrady prawdy i słusznej sprawy (Josef Pieper). Nie trzeba mówić, że rzeczy, które ogólnie określa się jako »odważne« (»odważny film«, »odważna powieść«, »odważny teolog«) w rzeczywistości są pupilami opinii publicznej [!!! – xjsz], które tak naprawdę niczym nie ryzykują [!!! – xjsz] (…). Biskup musi mieć odwagę, aby sprzeciwiać się poglądom większości, aby działać wbrew stereotypom opinii publicznej właśnie wtedy, kiedy są »moralnie« podkolorowane, aby przełamywać wygodne porozumienie grupy [!!! – xjsz] ze względu na misję, którą reprezentuje” (1986 r.).

Pasterz nie może być „niemym psem” (Iz 56,10), który tchórzliwie i bezczynnie przygląda się, „jak stopniowo sprzedaje się wiarę za miskę soczewicy tzw. nowoczesności” – tak streszcza Ratzinger zarzuty zostawionych samym sobie „owiec”. Z czasem mówi jeszcze ostrzej: nieme psy „z obawy przed naporem liberalnych mediów bezczynnie się przyglądają demontażowi wiary za rzucany im przez nie »ochłap« uznania”. Tymczasem prawdziwy pasterz musi być adwokatem wierzących, obrońcą ludu „przed potęgą intelektualnych elit” – za każdą cenę. A z drugiej strony nie może być twardym i bezwzględnym przewodnikiem, który wprawdzie prowadzi owce właściwą drogą, ale czyni to „chłoszcząc je prawdą”, nie bacząc na ich cierpienie, bez współ-odczuwania. Pisze cudownie jasno na ten arcytrudny temat: „Autentyczne duszpasterstwo prowadzi do prawdy i pomaga w znoszeniu bólu, który wiąże się z jej przyjęciem”.

Jak dążyć do duszpasterskiej równowagi między tymi skrajnościami? Przylegając sercem do Najlepszego z Pasterzy, wyjaśnia. On pokaże drogę.

Genialnie, przenikliwie, pocieszająco – à propos księżowskich grzechów: „często ci, którzy nie chcą przebaczenia, są nawet bardziej cnotliwi, gorliwsi. Mimo to, jeżeli ktoś w swoim życiu odmawia przebaczenia, staje się toksyczny [!!! – xjsz], niepogodzony ze sobą, ze światem i z Bogiem, staje się pozbawiony radości i agresywny, ponieważ działa w nim to nieprzebaczone [!!! – xjsz]. I na odwrót: ktoś może często grzeszyć, ale kiedy wykazuje prostotę serca, która to przyznaje i pozwala sobie przebaczyć, wtedy znajduje radość, naturalność i jest pogodzony sam ze sobą” (Msza Krzyżma, Monachium 1979 r.) „winę za to ponosi zawsze cicha, często nierozpoznana pycha (…) ponieważ pycha jest właściwą chorobą człowieka” (kazania: 1979 r., 1982 r.). 

Ciarki chodzą po plecach: „Tylko przez zaangażowanie własnego istnienia można stać się pasterzem ludzi (…). To jest wysokość stawki, która jest wymagana; jeżeli dajemy mniej, jeżeli chcemy się trzymać z dala, nie powinno nas dziwić zanikanie Kościoła i wiary” (fragment tekstu dedykowanego abp. Nossolowi na jego 70. urodziny, w 2002 r.).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...
    « » Maj 2018
    N P W Ś C P S
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    Pobieranie...