Zuzia

Nie jest prawdą że dzieci nie są gotowe, że czekają tylko na prezenty, że nie rozumieją.

Rozpoczął się sezon (jeśli to dobre określenie) pierwszych i rocznicowych Komunii świętych. Przy tej okazji z reguły nasila się debata o stanie gotowości dzieci do przeżycia tej ważnej uroczystości. Ponieważ dyskusje owe najczęściej trącą jednostronnością, więc i ja na takową sobie pozwolę.

W mojej parafii jest to uroczystość rodzinna. Objawia się ona szczególnie w procesji komunijnej. Idzie dziecko, jego rodzice, rodzeństwo i chrzestni. Czasem jeszcze dziadkowie. Tak było również w pierwszą niedzielę maja.

Do ołtarza zbliżała się przedostatnia rodzina. Oskar, mój pierwszy chrześniak w parafii, jego siostra, za nią matka z Zuzią. Najmłodsza z rodzeństwa, do przedszkola poszła. Zuzia szła zapłakana. Ale to nie był zwykły płacz. Zuzia od płaczu niemalże unosiła się nad posadzkę. Przypomniałem sobie podobną sytuację sprzed roku (matka wówczas nie mogła jej uspokoić). Zapytana o powód odpowiedziała z właściwą sobie rezolutnością. Bo Oskar dostał Pana Jezusa, Oliwia i rodzice też, a ona jeszcze nie może. A tak by chciała…

Na kazaniu dla dzieci przygotowujących się do pierwszej Komunii mówiłem kiedyś o niewidomej dziewczynce. I o tym jak jej pomagał częsty bohater moich kazań, znany również z dwóch opowiadań w serwisie Liturgia Wojtek. Po Mszy świętej do zakrystii zgłosiło się rodzeństwo z matką. Brat z siostrą spontanicznie podjęli decyzję włączenia się w pomoc.

Podobną opowieścią, podczas majówki, uraczyli nas przybyli tu do rodziców goście ze Śląska. W ich parafii proboszcz ogłaszał zbiórkę na spalony kościół. Starszy syn (ten po Komunii świętej), wróciwszy do domu otworzył skarbonkę, wyjął z niej swoje oszczędności i dał dziadkowi. Uzbierałem stówkę, powiedział. Weź to i zanieś jutro proboszczowi. Dziadek oponował, obiecując, że da ze swoich. Ależ nie trzeba, zaprotestował malec. Przecież i ja mogę się dołożyć, żeby Pan Jezus miał dach nad głową…

Nie jest prawdą że dzieci nie są gotowe, że czekają tylko na prezenty, że nie rozumieją. Wiedzą i rozumieją więcej, aniżeli się dorosłym wydaje. Jeżeli do czegoś nie dorastają to najwyżej do filozoficzno-ideologicznych ambicji swoich rodziców. Ale to już inna bajka, warta kolejnego komentarza.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • paszacz
    16.05.2013 14:36
    Nie zgodzę się z tym, że to nie prawda, że dzieci nie rozumieją. Zbyt duża generalizacja. Może tak są dzieci, które rozumieją, ale nie wszystkie. Fakt fajnie na potrzeby artykułu dać kilka przykładów pozytywnych. Ale przykłady są różne. Bywa różnie. I może inaczej, to nie wina dzieci, że nie rozumieją, albo, że rozumieją na opak. Bardziej to, że to rodzice spychają na dalszy plan swoją rolę we właściwym ukształtowaniu swojego dziecka.
  • ann
    16.05.2013 17:14
    Motywy takiego zachowania dziecka mogą być wzniosłe - pragnie przyjąć Pana Jezusa jak również egocentryczne - inni mają a ja nie!
  • gosc-i-mira
    17.05.2013 08:43
    O Boże! Wszędzie doszukujecie się zła. Nawet gdyby postawić przed wami całą armię dobrych przykładów i tak znajdziecie "kontra".
    Artykuł jest wzruszający.
    Proszę pomyśleć o swoim wnętrzu, które zaraz każe dziecko podejrzewać o egocentryzm.
    Gdyby dać tu kilka złych przykładów, to nikt by nie tylko temu nie zaprzeczał ale i nie podał ani jednego "kontra" tylko mnożyłyby się następne złe.
    Jestem tak zmęczona ciągłym opisywaniem złych przykładów, że jestem bardzo wdzięczna autorowi za to niewiele, które przytoczył.
    Bo wiem że, to dobra jest więcej - jest tylko nieśmiałe i ciche. A zło hałaśliwe i wpycha się wszędzie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...
    « » Kwiecień 2018
    N P W Ś C P S
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    Pobieranie...