Poza słowami

Dla jednych bezsensowna paplanina, dla innych forma kontemplacji. Oto krótka „instrukcja obsługi” daru języków.

Reklama

Poza słowami

Jest rozpoznawalny już na pierwszy rzut ucha. Wprawia w zdumienie tych, którzy po raz pierwszy zetknęli się z tą formą modlitwy. Pamiętam, że gdy przed wielu laty usłyszałem go po raz pierwszy, skupiłem się na roztrząsaniu zagadnienia: „Hebrajski? Ormiański? Aramejski?”. Okazało się, że żaden z nich. Języki. Słychać je na Mszach z modlitwą o uzdrowienie, spotkaniach grup modlitewnych, rekolekcjach Ruchu Światło–Życie. Płynęły w niebo, unosząc się nad wypełnionym 60 tysiącami ludzi Stadionem Narodowym. Czym są „błagania, których nie sposób wyrazić słowami”?

Na językach

– Modlitwa o Ducha to coś… ryzykownego. Powinna być do niej dodana „instrukcja obsługi”, a w niej ostrzeżenia: skutki nieprzewidywalne! – uśmiecha się s. Bogna Młynarz ZDCH, doktor teologii duchowości. – Pojechałam do naszego domu rekolekcyjnego w Siedlcu. Pewnego dnia jak zwykle śpiewaliśmy jutrznię. Ja też śpiewałam. I w pewnym momencie zaczęłam śpiewać, ale nie te słowa, które widziałam w brewiarzu… I nie w tym samym języku. Nie miałam zielonego pojęcia, co się wydarzyło. Nigdy nie byłam na spotkaniu charyzmatycznym, nie czytałam niczego o glosolalii. Nic nie wiedziałam o tym doświadczeniu. Czułam jednak wyraźnie, że dzieje się coś ważnego. Że nagle mogę powiedzieć Panu Bogu absolutnie wszystko, na co do tej pory nie znajdywałam słów. Bo w darze języków nie jest ważne to, co i jak mówimy, ale to, co dzieje się w głębi ducha. Poczułam nagle, że moja dusza się rozszerzyła. 1 List do Koryntian jest prawdziwą „instrukcją obsługi” dołączoną do gry „Mały charyzmatyk”; znajdziemy tam również rozdział: „Dar języków dla średniozaawansowanych”.

Paweł pisze wyraźnie: „Chciałbym, żebyście wszyscy mówili językami” (1 Kor 14,5), dodając, że „Ten, kto mówi językiem, buduje siebie samego”. Dar języków jest ucieczką przed modlitewnym schematem. „Uwielbiam Cię, Panie. Uwielbiam Cię, Panie. Uwielbiam Cię, Panie” – powtarzamy w kółko, czując wyraźnie, że tego, co naprawdę chcemy powiedzieć, nie da się wyrazić słowami. Te stają się pustym dźwiękiem absolutnie bezradnym wobec rzeczywistości, do której się odnoszą. Napotykamy mur, ścianę, szlaban. Wówczas – zapewniał o. Joachim Badeni – wystarczy zaufać Bogu i… otworzyć usta, wierząc, że napełni nas Duch Święty. Na czym polega dar, który Paweł nazywa najmniejszym spośród charyzmatów? – Na wypowiadaniu zgłosek, sylab, wyrazów, w których jest harmonia, ale których człowiek nie rozumie i do tego stopnia nie sprawuje nad tym kontroli, że nie wie, co będzie wypowiadane – wyjaśnia ks. Jan Reczek w znakomitym przewodniku po charyzmatach „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch”. – Chociaż sama decyzja używania tego daru zależy w danym momencie od człowieka (Duch Święty nikogo nie zmusza!), umysł nie dyktuje żadnych treści. Rozpoczynając modlitwę językami, wchodzimy w relację z Bogiem, Chrystusem, poza pojęciami, poza jakimkolwiek formułowaniem.

Jak dzieci, zupełnie jak dzieci...

Wydawałoby się, że gdy kilkadziesiąt osób wypowiada naraz różne frazy i śpiewa różne melodie, ich modlitwie powinien towarzyszyć harmider, chaos. Wystarczy jednak wybrać się na jakiekolwiek spotkanie charyzmatyczne i zaobserwować niezwykłą prawidłowość: dar języków w czasie modlitwy wybucha w tym samym momencie i jednocześnie uspokaja się, wycisza, niknie. Towarzyszą mu ogromna jedność i harmonia. I choć w tym towarzystwie „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”, nie słychać zgrzytów, dysonansu. To nie jest bełkot „bez ładu i składu”. Modlitwie w językach towarzyszy pełna oddechu harmonia. To na nią zwracają uwagę ci, którzy po raz pierwszy zetknęli się z tą formą modlitwy. Glosolalia nie przypomina chaosu wieży Babel, ale jedność Wieczernika. „Bóg – przypomina św. Paweł – nie jest Bogiem zamieszania, lecz pokoju”. – Dar języków to modlitwa tak stara jak sam Kościół – przekonuje Aleksander Bańka, jeden z animatorów Tyskich Wieczorów Uwielbienia. – To forma modlitwy pozapojęciowej, określanej także mianem zwokalizowanej kontemplacji, w której wyrażone zostaje to, czego nie udaje się wypowiedzieć słowami. Można uznać, że modlitwa ta – bądź to w postaci śpiewu, bądź mówienia językami – jest raczej pewnym rodzajem obudzonej przez Ducha Świętego ekspresji niż przekazem konkretnej treści i dlatego nie wymaga większego zrozumienia, oraz formy, innej niż modlitwy, na które stać dzieci. W takim sensie dar języków, zwany też darem modlitwy w językach, zakłada postawę otwartości i prostoty – jest więc praktyczną realizacją w modlitwie ewangelicznego wezwania do przyjęcia wobec Boga postawy dziecka. To właśnie owo dziecięce gaworzenie jest istotą tego charyzmatu… Dla wielu kwintesencją tego daru jest wezwanie Jezusa: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa”. – Dar języków – wyjaśnia s. Bogna Młynarz – przynosi ogromną prostotę, rodzi pokorę. Wszystkie mury, blokady padają. Charyzmat ten – przypomina Aleksander Bańka – był zapowiedziany przez samego Jezusa: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: (…) nowymi językami mówić będą” (Mk 16,17). Pierwsze objawienie daru języków miało miejsce w Wieczerniku, podczas Zesłania Ducha Świętego (por. Dz 2,2-11). Św. Paweł mówi o darze języków jako o zjawisku powszechnym pośród pierwszych wspólnot: „Dziękuję Bogu, że mówię językami lepiej od was wszystkich” (1Kor 14,18). To rodzaj modlitwy prywatnej. Działa w nim bowiem bezpośrednio Duch Święty, usposabiając ludzkie serce do przyjęcia Bożej obecności, o czym w następujący sposób pisał św. Paweł: „Podobnie także Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości, gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie sposób wyrazić słowami” (Rz 8,26-27).

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Maria
    26.09.2013 12:43
    A ja Marcinie dziękuję Ci za ten artykuł.. Rozumiem intelektualną debatę jaka się toczy w umyśle każdego, kto nie doświadczył tego daru.. niemal każdy jej wtedy doświadcza... On wymaga wyjścia poza schematy własnego mądrego umysłu i pokornego uznania, że to Bóg ma prawo decydować w jaki sposób się udziela i objawia człowiekowi...., że Bóg ma prawo przekraczać nasze wyobrażenia i mniemania o Nim...
    Jestem absolutnie przekonana, bo wiem jakie owoce zrodził i rodzi nadal w moim życiu, że jest to dar umacniający moją relację z Bogiem, uczący mnie zdawać się na niego, w pełni Mu ufać i modlić się raczej sercem niż głową, raczej według Jego potrzeb i pragnień niż moich. Przenosi moją uwagę i troskę ze mnie samej na Niego i odsłania Jego serce...
  • gut
    26.09.2013 16:31
    Fajny artykuł.
  • Rohirrim
    27.09.2013 09:09
    Jerzyku,

    Oczywiście Twoje codzienne zaangażowanie w relację z Chrystusem poprzez pełne uczestnictwo we Mszy Świętej jest bardzo ważne. Oby owoce, których bronisz, tak jak i Twojej wspólnoty - rzeczywiście nie podlegały nigdy błędowi. Niezależnie jednak od tego istnieją obiektywne zagrożenia w ruchu charyzmatycznym, o których pisał nawet życzliwy w końcu charyzmatykom biskup Siemieniewski. Może w ramach pokory przyjmiesz te uwagi do wiadomości i zaczniesz zwracać na nie uwagę w swoim życiu ?
    O naśladowaniu Chrystusa pięknie pisał Tomasz a Kempis, mam nadzieję że jego nauki także nosisz w swoim sercu ?
  • Minerwa
    29.09.2013 21:59
    A ja tak nie chcę. Boję się. Nie wiem, kto będzie przemawiał przez moje usta, nie wiem, co będzie mówił. A jeśli tę drogę wybierze sobie szatan, żeby przeze mnie bluźnić Bogu? Nie. To ja już wolę powtarzać w kółko "uwielbiam Cię, uwielbiam Cię" - bo wtedy wiem, że uwielbiam. Na sposób na pewno ograniczony i niedoskonały, ale świadomy.
    Nie chcę broń Boże deprecjonować w ten sposób daru języków ani modlitewnego zaangażowania tych, którzy go otrzymali - mówię o sobie, bo czuję, że to chyba nie jest moja droga. Mam poczucie, że zostałam powołana do rzeczy zwyczajnych i prostych, do modlitwy jak potrafię i służby w małych rzeczach.
    Przecież i tak zdarza mi się cud największy z możliwych: Bóg przychodzi do mnie w Eucharystii. Wobec tego cudu bledną wszystkie objawienia, nadzwyczajne charyzmaty, nadprzyrodzone interwencje. Największy cud już się stał.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Maj 2017
    N P W Ś C P S
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama