Zmień buty

Dar to nie wszystko. Trzeba go jeszcze dostrzec, „rozpakować”, a z tym bywa już niestety gorzej. A widzisz…

Reklama

„Idźcie w pokoju Chrystusa!” „Bogu niech będą dzięki…” No to idziemy. Czy w pokoju Chrystusa? Nie wiem, nie myślałem o tym. Zwyczajnie, trzeba wrócić po Mszy do domku. Może jakiś obiad, ciasteczko, spotkanie z rodziną czy znajomymi. Wieczorem dobry film. A potem? Potem od nowa Polska ludowa. Przecież nic się nie zmienia… Nic… Czy jednak na pewno?

Wróćmy na chwilę do niedzielnej Ewangelii. Do Jezusa (pewnie przez przypadek) przyszli trędowaci, i to cała dziesiątką. No to mamy już małą wspólnotkę, małą parafijkę. „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Każdy przecież ma w sercu lub nawet na języku jakieś intencje, które przynosi Bogu. Co On na to? „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. Ale jak to?! Czy Jego to nic nie obchodzi? Ot, zwyczajnie zbył nas. Idźcie gdzieś, tam, dalej, byle ode mnie… Czy o to chodziło Jezusowi? Czemu nie powiedział trędowatym nic o uzdrowieniu? Przecież znał takie słowa: „Twoja wiara Cię uzdrowiła; bądź wolny od swojej dolegliwości”. Przecież mógł! On mógł… A Ty? A ja – co mogę?

Wydaje się, że nic. Skoro Bóg nie reaguje w sposób nadzwyczajny na moje prośby to chyba muszę dać Mu wreszcie spokój. Dobrze, odesłał mnie, powiedział na koniec Mszy: „Idźcie w pokoju Chrystusa”, a więc idę. Idę, idę, idę… Idę znów, idą dalej, idę… I nic? Ale na pewno nic? A sprawdzałaś, sprawdzałeś czy nic się nie zmieniło? Wróćmy jeszcze na chwilę do naszej Ewangelii…

Łukasz mówi: „A gdy szli, zostali oczyszczeni”. Słyszysz? Oni jednak dostali to, o co prosili! Niestety dar sam z siebie nie rozwiązał problemu. Dar to nie wszystko. Trzeba go jeszcze dostrzec, „rozpakować”, a z tym bywa już niestety gorzej. A widzisz…

Może to wcale nie jest tak, że Bóg nie słyszy Twoich próśb. Może to nie jest tak, że jesteś Mu obojętna, obojętny, i że tylko odsyła Cię wciąż i wciąż z kwitkiem. Może On już udzielił Ci tego, o co Go prosiłaś, prosiłeś, ale problemem jest to, że nie widzisz tego w sobie. Nie potrafisz spojrzeć w siebie – może boisz się własnego trądu? A może za bardzo się do niego przyzwyczaiłaś, przyzwyczaiłeś? Może nie potrafisz żyć jako zdrowy, ale Twoją tożsamość określają te słowa – jestem trędowaty; jestem alkoholikiem, narkomanką, erotomanem, nieudacznikiem życiowym, sierotą, wdową, jestem odrzucona, zdradzony? Tak bardzo się w to zapatrzyłeś? Wciąż nie widzisz? Hm…

Może to nie przypadek, że akurat ten jeden uzdrowiony, który wrócił, był Samarytaninem? Prosty wniosek – pozostali byli Żydami. Pozostali patrzyli na świat w sposób właściwy (no dobrze: „właściwy”). Trędowaty nie ma miejsca w społeczeństwie – może i dalej idące wnioski – nie zasługuje na własną miłość? Tylko ten biedny Samarytanin nie uwierzył do końca w ostateczność swojej choroby i odrzucenia. Tylko on jeden nie patrzył na świat jako czarno-biały. Tylko on jeden, biedak, nie był poprawny politycznie w patrzeniu na innych i samego siebie… Biedak…

Tylko wiesz co? Bóg uzdrawia właśnie takich niepoprawnych biedaków…

Może warto zmienić perspektywę i iść dalej, ale tym razem naprawdę we WŁASNYCH butach…


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama