Niech psy i koty gadają

Stojąc nad żłóbkiem, cieszę się, że Jezus, choć przez chwilę, w naszych dyskusjach o Kościele, wierze i świecie znów ma swoje pięć minut. 


Reklama

Polską tradycją jest, że mniej więcej od początku grudnia rodacy wylewają krokodyle łzy nad komercjalizacją świąt, a ubiczowawszy się – szparko ruszają na zakupy. Im jestem starszy, tym przedświąteczny rozkwit handlu mniej mi jakoś przeszkadza. To dobrze, że mogę wcześniej kupić i zaplanować, co trzeba, to dobrze, że ci, którzy mi coś sprzedają, mają pracę (a to, że idąc do sklepu, kupuję milion niepotrzebnych rzeczy, to już przecież wyłącznie moja, a nie sklepu wina). Tak dla porządku zastanawiam się jednak czasem, co by było, gdyby postulaty świątecznych radykałów rzeczywiście się spełniły, gdyby nie było sklepów, ubranych na czerwono grubasów z białymi brodami, całego tego „ho, ho, ho“ i nieśmiertelnego przeboju „White Christmas“ ? 


O co chodzi w Bożym Narodzeniu?


Z czym tak naprawdę zostalibyśmy? Nie tylko ci w wierze zorientowani średnio, ale nawet ci bardziej wierzący. Na czym oparliby wtedy swoje świętowanie? Mam wrażenie, że dla wielu z nas główne źródło radości z Bożego Narodzenia (już po odjęciu od niego całego kolorowo-sklepowo-jedzeniowego hałasu) biłoby w jego rodzinnym klimacie. To jedyna okazja w roku, żeby spokojnie usiąść przy stole z najdalszymi nawet bliskimi, a pretekst do tego spotkania też jest stuprocentowo familijny – spotykamy się przecież z okazji narodzin Dziecka. Absolutnie wyjątkowego, to prawda, ale klimat bożonarodzeniowych rytuałów ma jednak pod spodem w sobie coś z naszego dobrze znanego pępkowego, czy tak zwanych chrzcin. Jest w tej podświadomej intuicji coś naprawdę pięknego: nasz wewnętrzny kompas przypomina nam, że człowiek został stworzony nie po to, by zdychać w wyścigu szczurów, ale po to, by pielęgnować więzi.

Gdy na świat przychodzi nowe życie, we wszystkich (poza skrajnymi wypadkami) odżywają społeczne instynkty, wstępuje jakaś nowa nadzieja, narodziny wydobywają to, co w nas najlepsze. 
Nie twierdzę, że znaczna część z nas przeżywa pamiątkę urodzin Jezusa wyłącznie, jakby chodziło o (bardzo wyjątkowego) Stasia, Łukaszka czy Bożenkę. Zaryzykuję jednak przypuszczenie, że zbyt rzadko uświadamiamy sobie, że ponieważ chodzi o Jezusa, cud tych narodzin ma naprawdę kosmiczne konsekwencje.


Po pierwsze – nieśmiertelny Bóg decyduje się przyjść na stworzony przez siebie świat, dołączyć do swoich stworzeń. Tajemnica Bożego Narodzenia jest dla mnie równie wstrząsająca jak Wielki Piątek – to, że Bóg zdecydował się być człowiekiem, jest dla mnie skandalem tak samo wielkim jak to, że człowiek Go zabił. I gdzie na ten świat przychodzi! Okoliczności społeczne, które wybrał wcielony Bóg, są jednym z najlepszych argumentów za nadprzyrodzonym charakterem naszej religii. Gdyby chrześcijaństwo (jak wciąż chcą różni mądrale) było wymysłem grupy starożytnych bajarzy, musieliby oni być przecież niespełna rozumu. Jaki sens w wymyślaniu Zbawiciela pochodzącego z jednej z najniższych kast, zadającego się z wyrzutkami, omijającego centra polityczno-intelektualne, kompletnie niedbającego o PR, a po zmartwychwstaniu nieidącego do Piłata i Wysokiej Rady, by pokazać im gest Kozakiewicza i – w imię walki o prawdę – osiągnąć satysfakcję?

Żydzi oczekiwali, że na świecie zjawi się Boży posłaniec, kto mógł jednak przypuszczać, że będzie nim sam Bóg? 
Logicznie składa się to w całość – skoro człowiek wszystko popsuł (a ma wolną wolę, Bóg musi szanować i jego wybory, i ich skutki), tylko człowiek z własnej nieprzymuszonej woli mógł to wszystko naprawić. Kłopot w tym, że musiałby to być człowiek totalnie czysty, niewinny, taki, jakim w momencie dokonywania złego wyboru był Adam. Wśród ludzi takiego nie było, więc takim człowiekiem mógł stać się tylko Bóg. Ale nie musiał! To jednak nadal jest niepojęte dla kogoś, kto wierzy – sam Bóg pozbywa się wszystkiego i daje się poniewierać swojemu własnemu stworzeniu! Jakiego więcej trzeba dowodu, że temu Bogu naprawdę nie chodzi o władzę ani o zakładanie instytucji?! Przychodząc na świat, tak jak przyszedł, pokazuje, że On sam, relacja z Nim, nasze relacje między sobą, to wszystko ma jedną treść, jeden sens – miłość, a cała reszta to komentarze, dodatki, protezy.

Praktyczne konsekwencje tej miłości to bożonarodzeniowego szoku powód drugi. Ja nad żłóbkiem autentycznie skaczę z radości, nie tylko dlatego, że widzę w nim słodkie Bobo, ale dlatego, że – nauczyłem się tego ze wschodniej ikonografii – pieluszki, w które zawinięty jest Jezus, są identyczne jak chusty, w które zawinięto Go w grobie. Są tacy, którzy patrzą na to od mrocznej strony, w narodzinach Pana widząc zapowiedź Jego śmierci. Ja widzę te chusty odrzucone, dla mnie narodziny Jezusa są przede wszystkim zapowiedzią zmartwychwstania. Patrzę na Dziecko i dociera do mnie, że każdy, kto się począł, kto zaczął żyć, NIGDY już żyć nie przestanie. Ja też. Pan, który stojąc obok mnie na Pasterce, ryczy mi do ucha nieco zawianym już głosem, że „Bóg się rodzi!“, pani, która myśli głównie o tym, że trzęsie się z zimna, oraz pięciolatek, który za wszelką cenę próbuje wrzucić sto trzecie pięć złotych do kiwającego główką i wygrywającego w szopce kolędy aniołka. Żłóbek ogłasza mi, że mój grób też będzie pusty. Cała radość, jaką przeżywam w święta, obdarowywanie innych, dobre jedzenie, czas na chwilę odpoczynku, odwiedziny krewnych, to wszystko podszyte jest co roku odświeżaną nadzieją – to, co dobre, nigdy się już nie skończy. Przy wigilijnym stole z roku na rok coraz mniej osób, ale mam już pewność, że kiedyś jeszcze się przy nim zaroi od znanych i nieznanych twarzy (o ile po zmartwychwstaniu będziemy obchodzić Boże Narodzenie, rzecz jasna). 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Maluczki
    24.12.2014 10:42
    Ludzie będą sobie życzyli (czy szczerze?)wszystkiego najlepszego.
    Ale czy w ogóle wiedzą o to znaczy, co to jest dobro?
    Życzę wszystkim zrozumienia tego, co to jest dobro.
    Z całego serca.
    Maluczki.
  • Utu
    24.12.2014 11:04
    Lewacka poprawność polityczna nakazuje obchodzić BIAŁE ŚWIĘTA. Zenitem tej poprawności, jest rezygnacja z nawiązywania do Bożego Narodzenia w elementarzu. Nie wiem tylko co lewicowa społeczność celebruje. Czy białe święta to jakieś TARGI MĄCZNE czy FESTIWAL SERÓW i TWAROGÓW?
  • anna
    24.12.2014 13:44
    utu@- wypowiedź niestosowna. Obchodzimy urodziny MIŁOŚCI . Postarajmy się popatrzeć
    na wszystkich , którzy nas otaczają , przez pryzmat tej właśnie MIŁOŚCI , a zobaczymy efekt bardziej ciekawy od tego , który oglądamy przez różowe okulary .
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Luty 2018
    N P W Ś C P S
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama