Żywa obecność

Wspólnota to „jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest" (Ef 4,5) a także „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40). Nad leżącym na drodze najpierw trzeba się pochylić, obmyć mu rany, a dopiero potem zawieźć do gospody.

Tam niech ksiądz nie idzie, oni przeszli do sekty, ostrzegali sąsiedzi. Obawiając się zwykłej, ludzkiej złośliwości, ale i wiedziony ciekawością, poszedłem. Na stole, nakrytym białym obrusem, leżała Biblia. Nie było krzyża i świec. Wspólnie odmówiliśmy Modlitwę Pańską, potem, trzymając nad ich głowami Pismo święte, wypowiedziałem nad nimi błogosławieństwo Aarona. Rozmowa, zainicjowana przez gospodarzy, nie miała nic wspólnego z przeciąganiem liny. Po prostu opowiedzieli swoją historię. Na rodzinę spadło szereg nieszczęść. Wielokrotnie zwracali się do najbliższych i sąsiadów z prośbą o pomoc. Za każdym razem wyciągnięta ręka trafiała w próżnię. Zostali sami na przysłowiowym lodzie. I wtedy pojawili się oni. W następnym domu pytano, czy mnie nawrócili. Owszem, odpowiedziałem, dzięki nim lepiej wiem, na czym polega żywa obecność Kościoła. Ożywienie parafii przez ofiarowanie wiernym poczucia wspólnoty chrześcijańskiej, o czym mówił przed laty w słynnym „Raporcie o stanie wiary” obecny papież, to nie tylko dobre kazanie, porywający śpiew i pięknie przygotowana liturgia. Parafia to także spora grupa ludzi bezradnych, zagubionych, uwikłanych w trudne sytuacje życiowe, nie zawsze mających siłę i odwagę by kolejny raz wołać o pomoc. To, że nie ma ich na niedzielnej liturgii, nie są zaangażowani w życie społeczności lokalnej, nie oznacza, że należy ich przekreślić, kwalifikując do tzw. obojętnych religijnie. Tym bardziej nie można odmówić im zaszczytnego tytułu brata i siostry w wierze. Ich nieobecność jest raczej niemym wołaniem o odrobinę choćby zainteresowania i życzliwości nie tylko duszpasterza, ale i miejscowej wspólnoty. Ostatniego słowa użyłem z pełną świadomością. Bo wspólnota nie oznacza jednakowo przeżywanego dobrego samopoczucia. Wspólnota to „jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5) a także „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Nad leżącym na drodze najpierw trzeba się pochylić, obmyć mu rany, a dopiero potem zawieźć do gospody. W jednej z parafii młodzież zaczęła przygotowywać niedzielną Mszę św.. Zadbano o piękny śpiew i komentarze. Szybko jednak odkryto, że tej liturgii brak jest dalszego ciągu. Dlatego w pewnym momencie pojawiło się ogłoszenie, że od następnej niedzieli przed kościołem zbierane będą dary dla „dzieci ulicy”. Te dary niesiono do ołtarza w procesji, a następnie – przez cały tydzień – rozdzielano dzieciom w świetlicy środowiskowej. Wspólnota chrześcijańska nie może być wyłącznie wspólnotą kultu. Liturgia domaga się dalszego ciągu. Jeśli go zabraknie, przyjdą inni i zagospodarują wolną przestrzeń. To niekoniecznie muszą być sekty. Bliżej jest beznadzieja, alkohol i narkotyki. Ta trójca tylko czeka, by zamknęła się furtka pomiędzy liturgią a życiem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • IXIS
    28.11.2008 11:19
    Pierwsze Pismo Święte, Biblię Tysiąclecia dostałem do ręki od świadków Jehowy, kiedy leżałem przed laty w szpitalu.
    Będąc chłopcem byłem ministrantem, jeszcze pamiętam niektóre fragmenty łacińskiej ministrantury. Jedynym Słowem Bożym jakie do mnie docierało w Kościele Katolickim, była czytana w czasie mszy ewangelia.
    Jedyne relacje z innymi to "dzień dobry", ewentualnie jeszcze parę zdawkowych słów ...
    Jedyne zorganizowane świeckie wspólnoty, to trzeci zakon.
    Dziś w niektórych parafiach są wspólnoty. Ludzie coraz częściej zaczynają czytać Słowo Boże. Bóg otwiera oczy, zaczyna się dostrzegać drugiego człowieka.
    Jestem od lat we Wspólnocie, służę w Szkole Nowej Ewangelizacji, jeżdżę na Ewangelizację taką od drzwi do drzwi, lub platformy, czy na ulicy. Pomagam jak mogę, tym którzy się zwrócą o pomoc. Służę modlitwą wstawienniczą.
    Paradoksem jest to że w mojej parafii nie ma wspólnot. Ksiądz proboszcz nawet nie chce słyszeć o tym. Najpóźniej dziesięć minut po mszy kościół jest zamykany na przysłowiowe cztery spusty aż do następnej mszy. Do kościoła chodzi coraz mniej ludzi. W tygodniu po południu jedynym uczestnikiem mszy jest odprawiający ksiądz. Az przykro patrzeć.
    Potrzebny jest Pasterz z prawdziwego zdarzenia. Święty Kapłan.
    Powiedz drogi księże, jak w takich sytuacjach mówić o drugich, kiedy pomocy potrzebują pierwsi. Nie można dać drugiemu, jeżeli się nie ma.
    Owszem o budowlę kamienną się troszczą, tylko za niedługo nie będzie miał kto chodzić do Kościoła.
    Ostatnio otrzymałem ostrą reprymendę, że nie przychodzę pracować przy remoncie kościoła. Mimo że jestem w radzie parafialnej, proboszcz zupełnie mnie nie zna. Nawet nie zapytał czy jestem zdrów, czy mogę.
    To nie jest rozważanie, to konkretny przypadek.
  • Artur
    28.11.2008 11:27
    Nie rozumiem, dlaczego ksiądz użył słowa sekta.
    Niekatolickie musi być od razu sekciarskie, nawet jeśli chrześcijańskie?
    No chyba że chodzi o Świadków Jehowy, ale dlaczego nie powiedziano o tym wprost?
  • discipulus
    28.11.2008 20:32
    Do Antysmoka. Określenie "kocia wiara" czy "kociarze" niekoniecznie jest bardzo obraźliwe i nie dotyczy wszystkich sekt. To słowo nie ma nic wspólnego z kotem. "Kociarze" przysługuje tym, którzy siebie uważają za szczególnie czystych, czyli wolnych od wszystkiego, co pogańskie.

    Pochodzi ono od greckiego słowa "katharoi" - czyli "czyści". Stąd nazwa średniowiecznego wyznania "katarzy". Z tego również, przez uogólnienie, określenie "kacerze", a zatem i kociarze.
  • antysmok
    29.11.2008 22:31
    dzięki discipulus za etymologie zwrotu "kocia wiara". Nie miałem pojęcia o tym, chociaż lubię czasami bawic sie w takie doszukiwania. Jednak należałoby się zastanowić, czy szeregowy pan Zenek z miejscowości Kolibki Małe, gm. Wygwizdowo ma pojęcie, jakie mają właściwe znaczenie te słowa? Czy ma np pojęcie, że wschodnie określenie osoby księdza czyli "pop" pochodzi od greckiego słowa "pappas" - ojciec - i nie jest jakimś tam językowym dziwolągiem, używanym przez wschodnich odstępców? ..... i że na dodatek tym słowem "pop" Polacy do XV wieku określali także duchownych katolickiego wyznania?

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...
    « » Maj 2018
    N P W Ś C P S
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    Pobieranie...