Ze spokojną pewnością

Katedra, czyli krzesło biskupa, to symbol władzy, jaką Chrystus powierzył apostołom jako strażnikom przekazywania kolejnym pokoleniom depozytu wiary. Taki jest najgłębszy sens Święta Katedry św. Piotra.

Reklama

To niezwykle istotne święto obchodzimy 22 lutego. Z racji swej nazwy wielu błędnie kojarzy się ono z hołdem dla watykańskiej bazyliki św. Piotra. To nieporozumienie. Katedra to uroczyste krzesło, na którym zasiada biskup. To od nazwy tego krzesła pochodzi potoczna nazwa katedry jako kościoła biskupiego, czyli najważniejszej świątyni każdej diecezji. Krzesło biskupa jest znakiem jego urzędu nauczyciela, kapłana i pasterza, którego nauki wierni powinni przyjmować z zaufaniem. Papież Paweł VI, wyjaśniając znaczenie tego święta, pisał: „nasuwa się najpierw myśl o tej materialnej katedrze, to znaczy o szczątkach katedry, na której Apostoł zasiadał, kiedy przewodniczył zebraniom wiernych, we wszystkich tych bowiem wspólnotach chrześcijańskich tron biskupi zaznawał wielkiego szacunku. (…) Wspaniały i słynny pomnik z brązu, na polecenie papieża Urbana VIII wykonany przez Berniniego w absydzie bazyliki, nosi nazwę ołtarza katedry”.

Łódź na wzburzonym morzu

Od wieków prymat tronu św. Piotra bywał kwestionowany. Największe zmiany w tej kwestii przyniosła reformacja, której liderami byli Marcin Luter czy Jan Kalwin. Dziś siła Kościołów protestanckich i reformowanych przestała być już poważnym wyzwaniem dla katolicyzmu. Reformacja przeżywa w ostatnich dekadach swoje własne, poważne kłopoty, których nie zmieniły ani ordynacja kobiet, ani liczne ustępstwa doktrynalne wobec prądów rewolucji obyczajowej. Znacznie większym problemem jest raczej nagłaśniana przez zwolenników laicyzacji tendencja części wiernych do tworzenia katolicyzmu, w którym można wybierać „à la carte”. Chodzi o próby dostosowywania wiary do własnych wyobrażeń, a często i do własnej wygody. Papież Paweł VI pisał w tym kontekście tak: „Dzisiaj niektóre prądy umysłowe, które jeszcze uważa się za katolickie, pragnęłyby, ażeby dla sformułowania obowiązujących prawd wiary wspólnota wiernych posiadała pierwszeństwo przed funkcją nauczania episkopatu i pontyfikatu rzymskiego, wbrew nauczaniu Pisma Świętego i wbrew nauce Kościoła, otwarcie przez niedawny Sobór potwierdzonej. Te prądy stanowią niebezpieczeństwo dla autentycznego pojęcia o Kościele, dla jego bezpieczeństwa wewnętrznego i dla jego posłannictwa ewangelizacji w świecie. Gdy ze czcią odnosimy się do magisterium hierarchicznego, oddajemy cześć Chrystusowi, jedynemu naszemu nauczycielowi”. A co się dzieje, gdy tej czci do magisterium hierarchicznego zabraknie?

Znikające wspólnoty

Niedawno prascy husyci zdecydowali się na zlikwidowanie niedzielnych liturgii. W to miejsce mają pojawić się spotkania przy kawie, zabawy i workshopy. A przecież 90 lat temu, gdy powstawał Zbór Braci Czeskich – czeski Kościół narodowy nawiązujący do postaci Jana Husa – miał on być bardziej chrześcijański i żarliwy duchowo niż rzekomo skostniały katolicyzm. Ten zainicjowany na początku lat 20. XX w. związek wyznaniowy, nazwany wtedy „Kościołem czechosłowackim”, powstał z inicjatywy grupy byłych katolickich kapłanów z Karelem Farskym na czele. W swojej nowej wspólnocie religijnej wprowadzili oni wszystkie postulaty, które wcześniej odrzuciła Stolica Apostolska – język czeski w liturgii, demokratyzację władz wspólnoty i wreszcie wyniesienie do rangi oficjalnych pism liturgicznych dzieł Jana Husa – czeskiego bohatera narodowego i reformatora religijnego z XV wieku. Kościół czechosłowacki największe sukcesy święcił w latach 20. i 30. XX wieku. Wieszczono wtedy nawet, że ten nowy Kościół, popierany przez prezydenta Czechosłowacji Tomasza Masaryka, rychło przewyższy liczbą swych członków czeski Kościół katolicki. W 1930 roku członkostwo nowego związku wyznaniowego deklarowały 779 672 osoby, co stanowiło 7,3 proc. całej populacji Czechosłowacji. Ale po śmierci Karela Farskiego w 1927 roku na czele husytów nie było już równie charyzmatycznych postaci. W czasach komunizmu husyci skompromitowali się serwilizmem wobec ateistycznej władzy. Spadku autorytetu nie zatrzymały zmiany w kierunku religijnego modernizmu – już w 1948 roku Kościół czechosłowacki ogłosił wyświęcanie kobiet na duchownych. Według spisu z 1991 roku, do Kościoła husyckiego przyznawało się jeszcze 178 036 mieszkańców ówczesnej Czechosłowacji. Spis z 2001 r. odnotowywał ich już tylko 99 103 osoby, a spis z 2011 – 39 276. W międzyczasie Kościół katolicki wprowadził język narodowy do liturgii i złagodził swoje stanowisko w sprawie Husa. Kościół ten nie ma w kraju naszych południowych sąsiadów łatwo, ale też nie rozpada się w oczach tak jak wspólnota husytów. Charakterystyczne jest to, że dla husytów najbardziej niszcząca nie okazała się rywalizacja z katolicyzmem, ale szerszy proces laicyzacji Czechów. Jeżeli już ludzie odchodzili od katolicyzmu, to faktycznie zostawali bezwyznaniowcami, nawet jeśli formalnie „na złość Rzymowi” składali akces do nowej religii. Ten proces zintensyfikował się pod rządami komunizmu i uderzył znacznie mocniej w husytów niż w katolików. Jeśli dorzucić do tego nawyk do ślepego popierania państwa – to trudno się dziwić schyłkowi husytów. Husyccy kontestatorzy byli popierani przez ateistów dopóty, dopóki rozsadzali katolicyzm od wewnątrz. Gdy niewiara objęła większość Czechów – nikt z wcześniejszych pseudoprzyjaciół z obozu rozumu już się o ich los nie martwił.

Jak przestać być Kościołem?

Lekcja, jaką przeszli husyci, powinna dać do myślenia oddolnym kontestacyjnym ruchom katolickim typu „Wir sind die Kirche” (My jesteśmy Kościołem) czy „Kirche von unten” (Kościół od dołu), które co pewien czas przypominają o swoim istnieniu w Austrii i Niemczech. I tu, jak w wypadku husytów, zaczynało się od deklarowania wrażliwości na czystość wiary, obaw o skostnienie katolicyzmu i zdolność do reagowania na znaki czasu, a kończy się na polityzacji ruchu, jego zeświecczeniu i dawaniu się wykorzystywać przez media niechętne wszelkiemu sacrum. Ruch „Wir sind die Kirche” powstał w Austrii w 1995 r. na fali żądań koniecznych zmian w Kościele, zainicjowanych po głośnej aferze pedofilskiej związanej z wiedeńskim kard. Hansem Hermannem Groerem, oskarżonym o przestępstwa na tle seksualnym. Ruch w Austrii osiągnął sukces i kardynał podał się do dymisji. Ale na tym „Wir sind die Kirche” nie poprzestał. Wykorzystał swój sukces do wezwania do zmian w Kościele. Aktywiści ruchu – zbuntowani teologowie, nauczyciele religii, progresywni księża oraz katoliccy intelektualiści rzucili hasła wyświęcania kobiet, wolnego wyboru dla kapłanów w kwestii celibatu i „uznania prymatu sumienia człowieka w decyzjach dotyczących dziedziny etyki seksualnej”. Postulowano też „w miejsce koncentrowania się na problemach moralności seksualnej, przeniesienie tego akcentu oraz większe zaangażowanie się na inne palące tematy (m.in. pokoju, sprawiedliwości społecznej, ekologii)”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • profanacja
    22.02.2016 11:46

    Latem byłem w Rzymie w Bazylice.
    Żałosny widok.
    Targowisko turystyczne.
    Najświętszy Sakrament umieszczono w niewielkiej, bocznej niszy, gdzie... siedzą na ławkach wycieczki z Azji,odpoczywając i wysyłając sms.
    Do czego doprowadziliście to miejsce!
    Jaki wstyd, jaka profanacja!
    Jeszcze przed dwudziestu laty była to Świątynia.

    Jeśli chociaż na milimetr przesadziłem w opisie, to mi wypomnijcie (wiecie, że jest o wiele gorzej niż napisałem).

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Luty 2018
    N P W Ś C P S
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama