Dziecko miłosierdzia

Żaden ból świata nie omija Boga, ale staje się w jakimś stopniu Jego bólem. Właśnie tutaj, na styku nieszczęścia i miłości, rodzi się miłosierdzie.

Reklama

"Święty ojciec" Rekolekcje wielkopostne na Wiara.pl.

Kiedy życie rozpada się na małe kawałki i wygląda na to, że już nie da się tego posklejać… Kiedy dotyka cierpienie, które przygniata nas twarzą do dna i nie pozwala oddychać… Kiedy nadzieja wydaje się tylko tkliwym wspomnieniem, gdzieś z dawnych lat, przysypanym górą rozczarowań… Kiedy myślimy, że to już koniec!

Nie!

To nie koniec. Wtedy pojawia się ktoś lub coś, co pokazuje, że można chociaż dwa małe kawałki z tego roztrzaskania wziąć i skleić. Może powstanie coś nowego, ale nie będą to gruzy. Pojawia się ktoś lub coś, co uniesie nam głowę, co pomoże nam wstać z dna, złapać oddech. Może jeszcze nie pełną piersią, może na razie będzie to płytki i urywany oddech, ale życiodajny. Spotyka nas ktoś lub coś, co zapala płomyk wiary, że może jeszcze kiedyś będzie dobrze.

Znamy dobrze te doświadczenia. Jeśli nie z osobistych przeżyć, to przynajmniej z opowiadań innych ludzi. Wielu pyta wtedy: dlaczego? Więcej: co ja takiego zrobiłem Bogu, że tak mnie ukarał?

Odpowiedź brzmi: nic. Ponieważ pytanie zadane jest do nieodpowiedniego adresata. Zło jest konsekwencją nieposłuszeństwa Bogu… bo gdyby żaden człowiek nie kradł, nie zabijał, nie oszukiwał, nie zdradzał; gdyby każdy był sprawiedliwy, cierpliwy, nie zazdrościł, nie szukał sławy kosztem innych… Znamy przecież Dekalog. To czy byłoby na świecie zło?

Jedna z myślicielek żydowskich (przepraszam, ale nazwiska nie pamiętam, będę bardzo wdzięczna, jeśli któryś z czytelników przypomni), wykazała się niezwykłą intuicją. Kiedy była więziona w obozie koncentracyjnym, pewnego dnia wykonano wyrok śmierci przez powieszenie na dziecku, chłopcu. Wtedy wykrzyczała Bogu pytanie: gdzie jesteś, że pozwalasz na takie rzeczy, na takie cierpienie? I w jednej chwili zobaczyła odpowiedź. Bóg był w tym cierpiącym chłopcu.

Ta kobieta wyraziła to o czym mówi Jan Paweł II, kiedy mówi o Miłosiernym Bogu. Bóg nie jest twórcą ludzkiego cierpienia. I nie odwraca twarzy od cierpiącego człowieka. Żaden ból świata nie omija Boga, ale staje się w jakimś stopniu Jego bólem. Właśnie tutaj, na styku nieszczęścia i miłości, rodzi się miłosierdzie.

„Bóg bogaty w miłosierdzie” (Ef 2,4) – właśnie to Imię spośród wielu Imion Boga w Piśmie wybrał papież na tytuł swojej encykliki. Bo to Imię, które wybrał dla siebie Bóg od czasu pierwszego upadku człowieka. „Ukochałem cię miłością odwieczną…” (Jr 31,3) – Bóg mówi do człowieka i choćby góry ustąpiły i zachwiały się pagórki, Jego miłość nie odstąpi od niego (por. Iz 54,10). W Jezusie Chrystusie Bóg wychodzi naprzeciw każdemu człowiekowi i chce mu towarzyszyć na każdej drodze. Posłał Syna, by podjął walkę ze złem. Z tej walki Bóg Miłosierny wychodzi zraniony. Zraniony, ale zwycięski.

Miłość Boga nie jest jakąś chwytliwą ideą, dającą ludziom fałszywą nadzieję. Nie jest też jakąś nieokreśloną krążącą gdzieś energią. Miłosierdzie jest bardzo realne i konkretne. Dotyczy każdego. Bóg oddał Syna, by zbawił każdego człowieka, osobiście. I choćbyś był, choćbym była, jedynym człowiekiem, który potrzebuje zbawienia – to On by to zrobił!

Każdy z nas od chwili narodzin zatopiony jest w splocie wielu relacji z innymi ludźmi. I do pewnego stopnia jesteśmy efektem ich działania. Jesteśmy pod wpływem niesprawiedliwości, bezwzględności czy zadawanych ran. To czasami sprawia, że serce staje się twardym, czy nawet zatwardziałym. Ale to nie jest cała prawda o rzeczywistości. Nie rzadko zdarza się też, że jesteśmy dowartościowywani, podnoszeni na duchu, kiedy ktoś dostrzeże nasze dobro, pod nawarstwieniami zła, kiedy ktoś przywróci nam godność – wtedy Bóg objawia swoją miłosierną miłość. Prawo rządzące sercem Boga nie jest prawem twardej, bezwzględnej sprawiedliwości, ale – nieco paradoksalnie – Ojciec ma wiele z matczynej miłości. Stąd prawem rządzącym sercem Boga jest miłosierdzie. Tego kto rani siebie i rani Jego serce, bardziej chce ocalić od zła niż potępić. Zbliża się, by z miłością uleczyć rany, współcierpieć, otoczyć miłością.

Jeśli więc jesteś cierpiący, nieszczęśliwy albo grzeszny – a kto nie należy przynajmniej do jednej z tych kategorii – to Bóg wychodzi do ciebie ze swoim Miłosierdziem. I nie bój się. On sam – Miłosierdzie jest większy od wszelkiego zła w tobie i  świecie. On niczego nie pragnie bardziej, jak uczynić zranionym, ale zwycięskim, ubogim, ale obdarzonym Jego największym bogactwem, Jego Miłosierdziem. Byś stał się Dzieckiem Miłosierdzia.


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama