Rachunek sumienia

Nie należy w nim zanadto analizować swoich różnych upadków. Pamiętaj, że chrześcijaństwo jest tak zbudowane, że światło jest w marszu. Trzeba iść!

Reklama

Gdy robicie rachunek sumienia to pamiętajcie o pewnych rzeczach, mianowicie, to nie jest inwentarz, to nie jest remanent, gdzie wszystko trzeba zinwentaryzować, a więc rachunek sumienia zasadniczo powinien być wybiórczy.

Oczywiście, grzechy ciężkie, gdybyśmy je mieli na naszym sumieniu, winniśmy je wyznać. Ale musimy w sposobie  robienia rachunku sumienia respektować  samą strukturę życia duchowego. A więc życie duchowe to jest życie z Bogiem i Bóg działa przez swoją łaskę. I łaska w duszy działa jak fala, która uderza o pewne przeszkody, które w duszy są i uderzając w te przeszkody, oświetla te przeszkody, wskazuje je. Ten opór, który my stawiamy łasce, jednocześnie uświadamia nam te punkty, w których łaska Boża w nas natrafia na opór. I w te punkty należy uderzyć, te opory należy usunąć, aby łaska Boża mogła iść dalej. I wtedy nasz  rachunek sumienia stanowi część organiczną z całą naszą pracą wewnętrzną współpracy z Bogiem.

My wtedy widzimy żądania Boże i  żądania Boże uświadomione są tym najlepszym wynikiem rachunku sumienia. Bo wtedy natychmiast ten rachunek sumienia ustawia cię w osobistym stosunku do Boga i do Jego Woli. I spowiedź twoja jest wtedy aktem tego osobistego stosunku do Boga. I to ci ukaże punkty kluczowe, że nie będziesz się gubić w różnych grzechach, owszem, których popełniłeś bardzo dużo, ale w tym momencie ty nie możesz swojego wysiłku moralnego rozpraszać na takie mnóstwo rzeczy, bo nic z tego nie będzie.

Musisz się skoncentrować. Musisz dostrzec w tobie strukturę twojego własnego życia duchowego i działania łaski. Oczywiście, są pewne punkty zasadnicze, które możemy przejrzeć: stosunek do Boga, do bliźniego, do obowiązku. Z tym, że my obowiązki musimy rozumieć całościowo.

Często się słyszy taką formułę, która jest dwuznaczna: uświęcanie się przez obowiązki. Mówi się, że nie trzeba tak dużo do kościoła chodzić, dużo się modlić, ale uświęcać się przez obowiązki w dobrej intencji spełniane. Czy to jest słuszne czy niesłuszne? I tak, i nie. Bo jeżeli pojmujesz obowiązki tylko jako obowiązki zawodowe czy stanowe, a nie rozumiesz, że twoim obowiązkiem jest również mieć czas na uwielbienie Boga, na poznanie Boga, na pogłębienie twojej wiary, na zastanowienie się nad twoim życiem duchowym i nad twoją walką wewnętrzną, którą musisz prowadzić, jeżeli tak zacieśniasz pojęcie obowiązku, to na pewno przez takie  pojęcie obowiązku się nie uświęcisz. Musisz pojąć obowiązki całościowo, całkowicie, wszystko, co należy do ciebie jako do chrześcijanina i jako człowieka w takim stanie i w takim zawodzie się znajdującego.

Nie należy w rachunku sumienia zanadto analizować swoich różnych upadków. Pamiętaj, że  chrześcijaństwo jest tak zbudowane, że światło jest w marszu. Trzeba iść. Nie zatrzymywać się, analizować bez końca. Trzeba iść. Teraz może nie jesteś w stanie wszystkich twoich win należycie zrozumieć. Naprzód. Potem będziesz rozumiał lepiej. Trzeba iść. Jest dynamika w życiu chrześcijańskim. I to słowo – Naprzód! Naprzód! – jest bardzo ważne, żeby człowiek nie grzązł gdzieś.

Święty Paweł sam mówi, że jego życie jest biegiem do mety. Jeżeli człowiek chce wiedzieć, co dalej, za zakrętem się znajduje, to musi do tego zakrętu dojść, a nie stać w miejscu i zastanawiać się. Musisz dojść i zobaczyć, co dalej. Jeżeli chcesz zobaczyć dalszy widok, to nie wystarcza ci wytężać wzrok, wejdź wyżej na górę, stamtąd widać. Czyn musi być. Czyn jest generatorem światła coraz większego. Jest ta wymiana światła i działania w życiu chrześcijańskim. Życie chrześcijańskie jest pełne jakiejś wewnętrznej dynamiki i problemy ludzkie, bardzo skomplikowane, rozwiązują się również poprzez marsz naprzód.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na wielkiej węzłowej stacji pociągów. Jest tych torów dwadzieścia, one się uproszczą, jeżeli pociąg będzie szedł. Potem się zrobi dziesięć, pięć, trzy, dwa. I to się wszystko uprości, dlatego, że pociąg idzie. Więc trzeba iść.

W rachunku sumienia oczywiście musimy  uwzględniać sumienie, formować swoje sumienie. Dzisiaj są pewne kierunki niebezpieczne, które tak bardzo podkreślają sumienie człowieka, że wydaje się, że jest ono  normą autonomiczną człowieka. Normą nienormowaną.

Oczywiście jest prawdą, że sumienie jest bezpośrednią normą twojego postępowania, jeżeli więc masz sumienie błędne, coś błędnie osądzasz, ale działasz według tego sumienia, to nie grzeszysz. Czynisz dobrze. Ale nie jest dobrze mieć sumienie błędnie człowieka kierujące, więc sumienie też ma normy. Normy, które są w Objawieniu Bożym i nauce przekazywanej przez Kościół. A więc nie formować sumienia według poglądów świata.

Na przykład, dzisiaj dziwne są poglądy na miłość i na to,  co wolno,  a czego nie wolno w miłości. Tu musimy prostować nasze sumienie według nauki Kościoła i musimy mieć to pragnienie poddania się woli Bożej. Bo jeżeli człowiek, na przykład, przychodzi do kapłana i mówi, że chciałby się starać o unieważnienie swojego małżeństwa. Kapłan bada sytuację, widzi, że sprawa trudna, nie ma dosyć argumentów po temu. I wtedy ten chrześcijanin mówi, że chce mieć ślub kościelny, bo chce z kimś innym się ożenić i, chce się poddać prawu Bożemu, ale jeżeli nie znajdzie się sposób na unieważnienie jego małżeństwa, to on i tak się ożeni z tamtą osobą tak, jak zaplanował. To jest śmieszne podejście. Bo jak to? To ty, znaczy, chcesz Boga słuchać wtedy, kiedy Bóg ciebie będzie słuchał? Kiedy wola Boża będzie taka jak twoja?

Więc trzeba, żeby człowiek był gotów słuchać woli Bożej nawet wtedy, kiedy mu jest bardzo trudno.  Bo pomiędzy człowiekiem, którego można przekupić tysiącem złotych, a człowiekiem, którego można przekupić stu tysiącami złotych, nie ma wielkiej różnicy – obydwaj są nieuczciwi. Więc jeżeli ktoś odstępuje od woli Bożej dla  powodów mniejszych, czy dla powodów większych, to i tak odstępuje. Więc tu chodzi o wyrobienie sumienia mocnego i jasnego według nauki Kościoła.

Idąc do spowiedzi pamiętajmy o tej przypowieści ewangelicznej o synu marnotrawnym, bo ta przypowieść  jest jakby Ewangelią w łonie Ewangelii. To jest wielkie objawienie Bożego serca. Radzę wam bardzo przeczytać ją przed spowiedzią. Ten syn marnotrawny decyduje się, decyduje się  pomimo tylu błędów, które popełnił, wrócić do Ojca.  I tak samo my: po tylu błędach decydujemy się: wstanę i pójdę do Ojca. I on mówi:  Wstanę i pójdę i powiem: Ojcze, nie jestem godzien zwać się twoim synem. Uczyń mnie jako jednego z najemników twoich.

Ale kiedy się zbliża, Ojciec już czeka na niego, z oddali wybiega mu na spotkanie, nie pozwala mu skończyć tego oskarżenia, rzuca się na szyję, całuje go i sprawia wielką uroczystość świąteczną, że syna swego odzyskał. Takie jest Serce Boże. Do takiego Boga my idziemy. Musimy sobie to wciąż uświadamiać. Bo nie ma winy dotkliwszej dla Boga jak nieufność, która niedocenia Jego Serca.

***

Piotr Rostworowski OSB, W głąb misterium, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Listopad 2017
    N P W Ś C P S
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama