Wszystko w ręku Boga

Święta Faustyna mówiła, że jest tylko „tępym narzędziem” i właśnie dlatego posłużył się nią Pan Bóg. A czym bardziej jest tępe narzędzie, tym łatwiej jest Panu Bogu je wykorzystać.

Reklama

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dziś rano, odmawiając Liturgię Godzin trafiłem na bardzo ciekawe czytanie, które się pięknie wpisuje w tematykę dnia dzisiejszego: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie. Jeśli żyjemy – żyjemy dla Boga. Jeśli zaś umieramy – umieramy dla Boga. I w życiu więc i w śmierci należymy do Boga”. To zdanie bardzo pięknie wpisuje się w życie przede wszystkim naszych dwóch błogosławionych, którzy już jutro będą ogłoszonymi świętymi. Oni dobrze rozumieli znaczenie tych słów. Wiedzieli, że ich życie tu na ziemi nie należy do nich, że ich życie nie jest ich życiem, ale życiem dla Boga. Że oni są tutaj po to, aby pełnić wolę Pana Boga w swoim życiu, aby ją wypełniać. Oni byli tego w pełni świadomi, bo właśnie w ten sposób rozumieli swoją świętość – jako wypełnianie woli Bożej w swoim życiu. A wiedzieli oni bardzo dobrze, że jeśli tylko pozwolą Panu Bogu, aby to On kierował ich życiem, aby to On wypełniał wolę Bożą w ich życiu, to Pan Bóg poprowadzi ich najlepszymi drogami. Drogami, na których na pewno będą szczęśliwi. I na pewno tych dróg nie będą żałować. Każdy z nas wie, że w ich życiu się to wypełniło. Zostaną już jutro ogłoszeni wielkimi świętymi! Z ich twarzy zawsze promieniowała radość, szczęście, dlatego że było widać, że z nich promieniuje Bóg – dlatego, że oni wsłuchiwali się w wolę Pana Boga i pełnili ją w swoim życiu.

Moi drodzy! Dla mnie są oni wielkimi autorytetami. Szczególnie na tej mojej drodze, drodze ciężkiej choroby, tutaj ks. Bartek [Szostak – red.] wspomniał, że mam swoją historię. Nie wiem czy wszyscy wiedzą, czy nie, ale jestem po dwóch operacjach, walczę cały czas z nowotworem żołądka i jelit, a w tej chwili już całej jamy brzusznej. Mówiąc szczerze – ja już mogę wierzyć tylko w cud, wierzyć w Pana Boga, bo lekarze nie dają mi już jako takich większych szans, zaprzestali mojego leczenia. Dlatego teraz wszystko w ręku Pana Boga.

Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że ja w momencie, gdy dowiedziałem się o swojej chorobie, to pamiętam po dziś dzień było jakiś rok i cztery miesiące temu, usłyszałem dwa zdania, stwierdzenia z ust pewnej siostry, s. Józefy [ze zgromadzenia sióstr Pasjonistek – red.], która jest lekarzem. Pierwsze to było „Bóg cię bardzo kocha!”, natomiast drugie, jeszcze ważniejsze dla mnie, dopiero po pewnym czasie je zrozumiałem: „Bóg w stosunku do ciebie ma wielkie plany”. Pomyślałem sobie „Jakie plany? Siostro, ja jestem chory! Ja z tego może nigdy nie wyjdę. Co siostra mi w ogóle tutaj mówi?”. Choć tego nie powiedziałem, to jednak tak myślałem. Jednak poszedłem oddać to wszystko Panu Bogu na Adoracji. Te słowa jakoś we mnie pracowały i podczas Adoracji przyszło mi właśnie takie światło od Pana Boga, żebym po prostu Mu zaufał, żebym potrafił powiedzieć „Bądź wola Twoja!”. I  tak się stało. Wtedy podczas Adoracji w kaplicy seminaryjnej, będąc jeszcze na piątym roku powiedziałem Panu Bogu „Bądź wola Twoja! Rób Panie Boże to, co uważasz za słuszne, to co jest najlepsze. Ja w zupełności się Tobie oddaję i powierzam! Chcę, żebyś zrobił jak najwięcej dobra przez moje ręce”. Później mój kurs, tutaj diakon przedstawiciel jest z nami [dk. Kamil Kowalski – red.], również to słyszał, bo wtedy powiedziałem to głośno – żeby nie prosili nigdy o zdrowie dla mnie. Proszę was – wtedy mówiłem – proszę was o to, aby Pan Bóg wypełnił wolę Bożą w moim życiu i aby dał siłę do dźwigania tego krzyża, który mi powierzył, który mi daje, żebym umiał go przyjąć i udźwignąć.

Choć później było ciężko, bo przyszła operacja, przyszedł ból, cierpienie, trudne doświadczenia w życiu. Ten, kto doświadczył cierpienia, wie o czym mówię. I wtedy było ciężko powiedzieć „Bądź wola Twoja”. Kiedy człowiek leżał w szpitalnej sali i nie mógł przewrócić się z boku na bok, bo wszystko bolało, ciężko było powiedzieć „Bądź wola Twoja”. Gdy człowiek nie mógł wziąć do ręki brewiarza, Liturgii Godzin, którą się modlił codziennie do Pana Boga, ciężko było powiedzieć „Bądź wola Twoja”. Bo z jednej strony tak daleko był wtedy Pan Bóg, choć z drugiej strony był tak blisko. Z jednej strony brak było tego kontaktu przez modlitwę, z drugiej strony Pan Bóg jednak przychodził do mnie przez moje cierpienie. Jednak to było duże cierpienie, dlatego trudno było wypowiadać słowa „Bądź wola Twoja!”. Jednak dzięki modlitwom innych, dzięki też mojemu trwaniu w tym zawierzeniu wytrwałem w tym i cały czas powtarzałem „Bądź wola Twoja”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • dolores
    16.04.2015 14:56
    Święta Siostra Faustyna i inni święci byli "mali" dlatego Pan Bóg mógł się nimi posługiwać,Ten który jest w nich, posługuje się do zrealizowania swojej woli.
    Tak ogólnie Pan Jezus kocha "osiołki". Osiłki były przy Jego narodzeniu, na osiołku wjechał do Jerozolimy, ba a pewnego razu czytamy jak to oślica Baala przemówiła!
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Luty 2018
    N P W Ś C P S
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama