Perły dla grzesznika

Do XIX w. Kościół wydał aż 457 dokumentów zachęcających 
do odmawiania Różańca. – Ta modlitwa 
jest potęgą, która może zmienić świat 
– uważa mariolog dr Wincenty Łaszewski, autor książki o Różańcu.

Reklama

Niektórzy mówią, że Różaniec jest jak okno do nieba, które otwiera przed nami Maryja. Zanim jednak ludzie odkryli tę modlitwę, musiało upłynąć kilkaset lat duchowych poszukiwań. Odnalezienie drogi do usystematyzowanego sposobu odmawiania zdrowasiek nie było łatwe. Podobnie jest z samą praktyką modlitewną, która wymaga ogromnej cierpliwości. Właśnie dlatego paciorki różańca porównuje się do pereł, które Bóg dał człowiekowi podczas jego odejścia z raju. – One są symbolem wieloletniej pracy, pełnej cierpienia, które owocuje pięknem. Ta modlitwa wiąże się z trudem, a jeśli go nie ma, to jest fałszywa – mówi Wincenty Łaszewski, autor książki „Wszystko o Różańcu, który może wszystko”.

Kamienie i miska

Początki Różańca sięgają III w., kiedy pustelnicy zaczęli poszukiwać bliskiej relacji z Bogiem. Sposobem na rozmowę z Najwyższym była modlitwa nieustanna. Mnisi uczyli się na pamięć ulubionych wersetów Biblii i powtarzali je wiele razy. Zakładali konkretną liczbę powtórzeń w ciągu dnia. Żeby się nie pomylić, do odliczania używali kamyków. Paweł z Teb jako pierwszy posłużył się narzędziem do liczenia modlitw, codziennie odmawiając „Ojcze nasz”. Brał na kolana miskę z 300 kamykami, a po odmówieniu kolejnej modlitwy jeden odkładał.

Z czasem to prymitywne urządzenie zostało zastąpione przez modlitewny sznur i tak powstał tzw. Różaniec Paternoster, na którym odliczano Modlitwę Pańską. Mnisi odkryli go jednak dopiero kilka wieków później. Jeszcze w VI w. na wspomnianym sznurze modlitewnym odmawiali klasyczny Psałterz składający się ze 150 psalmów, a w intencji zmarłego zmniejszali liczbę modlitw do 50. Niewykształceni bracia zakonni mieli problem z łaciną, więc ich modlitwę zastępowano prostszym „Ojcze nasz”, które podobnie jak psalmy powtarzali 50 razy. Dlaczego właśnie tyle? Chcieli kierować się w życiu „boskimi” liczbami, a po 50 dniach od zmartwychwstania Chrystusa narodził się Kościół i zstąpił Duch Święty. To była liczba radości.

Psałterz Maryi

Różaniec upowszechnił się wśród świeckich dzięki benedyktynom, którzy zadawali go jako pokutę swoim wiernym. W XI w. pojawił się Różaniec maryjny, który zaczął być traktowany na równi z Paternoster. Jego wprowadzenie wiąże się ze stopniowym przechodzeniem od modlitwy adresowanej do Jezusa ku pobożnemu wzywaniu Maryi. W XIII w. zakonnicy preferujący odmawianie biblijnego „Zdrowaś, Maryjo” nazwali swoją modlitwę Psałterzem Najświętszej Maryi Panny, po łacinie rosarium. – Właśnie stąd wzięło się określenie „różaniec” – tłumaczy Wincenty Łaszewski.

Dlaczego miejsce popularnej Modlitwy Pańskiej zajęły właśnie zdrowaśki? – Najprostsza odpowiedź jest taka, że Bóg tak chciał. Matka Boża ma być nam bliska – mówi Wincenty Łaszewski.

Do średniowiecza Kościół znał „Zdrowaś, Maryjo” jako modlitwę składającą się tylko z pierwszej części chwalebnej, wspominającej zwiastowanie. W XIV w. do objawionego tekstu, który Matka Boża usłyszała z ust archanioła Gabriela, dodano nowy fragment. W Europie pojawiła się wtedy plaga tzw. czarnej śmierci, która pozbawiła życia miliony ludzi. Cierpiący zwracali się do Maryi, która była patronką czasu upływającego do dobrej śmierci. – Wołali do Niej, żeby była przy nich: teraz i w godzinę ich odejścia. Modlili się w momencie życia, w którym rozstrzygała się wieczność – wyjaśnia W. Łaszewski.

A skąd wzięły się tajemnice? Na początku XV w. Dominik z Gdańska wstąpił do zakonu kartuzów. Jako środek do rozwoju polecono mu regularne odmawianie 50 zdrowasiek. Nie widział efektów, czuł się znudzony. Wtedy opat Adolf polecił mu rozważanie życia Jezusa i Jego Matki. Dominik wziął sobie tę radę do serca i opracował 150 klauzul opisujących życie Jezusa. – Wymyślił, żeby po słowie „Jezus” dodawać jakąś prawdę dotyczącą historii zbawienia, np. „który dla mnie umarł na krzyżu” – wyjaśnia Wincenty Łaszewski.

Odmawianie klauzul nie mogło stać się jednak masową praktyką, nikt nie był w stanie zapamiętać wszystkich. Właśnie dlatego bł. Alan de Rupe postanowił je uprościć. Wymyślił to, co było Różańcem aż do 2002 r., czyli 3 części, 15 tajemnic i 150 zdrowasiek. – To był przełom, który sprawił, że Różaniec stał się masową modlitwą świeckich – mówi W. Łaszewski. Kolejnej reformy dokonał dopiero Jan Paweł II, wprowadzając tajemnice światła.

Jak się modlić?

Istnieje kilka sposobów odmawiania Różańca. Najbardziej uproszczony wiąże się z powtarzaniem maryjnego wezwania w formie skróconej, samego „Zdrowaś, Maryjo”. – Siostra Łucja praktykowała ten wariant ze swoimi kuzynami. Chciała szybko wrócić do zabawy – opowiada Wincenty Łaszewski. Zauważa jednak, że w jej przypadku właśnie po tak odmawianych Różańcach przyszła Maryja. – Skoro niebo odpowiedziało najpotężniejszymi objawieniami w historii, to znaczy, że to nie jest zły Różaniec – dodaje.

Mariolog podkreśla, że czasami pójście na skróty świadczy o wyższym stopniu zaawansowania w modlitwie. – Nawet jeśli odmawiamy tylko pierwszą część zdrowaśki albo wołamy: „Maryja! Jezus!”, otwieramy przed sobą niebo z łaskami. To nie jest wprost Różaniec, to są akty strzeliste, do których prowadzi pogłębiona praktyka różańcowa – wyjaśnia.

Różaniec można odmawiać w rytmie oddechu, koncentrując się nad każdym wypowiadanym słowem. Medytacja polega także na chwilach ciszy pomiędzy modlitwami, poświęconych rozważaniu danej tajemnicy.

Inną metodą jest przyzywanie w czasie „Zdrowaś, Maryjo” imion swoich bliskich. Chętnie stosuje ją W. Łaszewski. – Mówię: módl się za mnie i za mego syna Antoniego, teraz i w godzinę jego śmierci – tłumaczy. Wyjaśnia, że wejście w taką modlitwę nie jest łatwe. – Na początku przechodziły mnie dreszcze. Rzeczywiście jednak jako człowiek wiary muszę się z tym pogodzić: mój syn kiedyś przejdzie przez śmierć, a moim obowiązkiem jest mu pomóc – dodaje doktor. Przyznaje, że najbardziej lubi modlić się w ciszy, ale niektórym głośne wypowiadanie słów może pomóc w zrozumieniu ich sensu.

Panaceum

Historia zna także wiele różańcowych cudów, które odwracały bieg historii. Dzięki modlitwie udało się wyzwolić Austrię spod okupacji Sowietów, a w bitwach pod Lepanto, Chocimiem i Wiedniem odepchnięto pragnący zawładnąć Europą islam. Czy w związku z obecnym kryzysem naszej cywilizacji także potrzebujemy krucjaty modlitewnej? – Zdecydowanie tak – odpowiada dr Wincenty Łaszewski. Dodaje, że Kościół musi na nowo odkryć moc Boga, który jest z nami w sakramentach. – Bóg kiedyś zapyta: a co ty zrobiłeś, żeby ratować świat? Odmawiałeś Różaniec? – podsumowuje mariolog.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama