20. tydzień zwykły (2004)

Przeczytaj i rozważ

Reklama

Niedziela (Wniebowzięcie NMP)


Znak nadziei (Ap 11,19a; 12,1.3-6a. 10ab; Ps 45; 1 Kor 15, 20-26; Łk 1,39-56)

„Jak w niebie Matka Jezusa doznaje już chwały co do ciała i duszy, będąc obrazem i początkiem Kościoła mającego osiągnąć pełnię w przyszłym wieku, tak tu na ziemi, dopóki nie nadejdzie dzień Pański, przyświeca Ona pielgrzymującemu Ludowi Bożemu jako znak niezachwianej pociechy i nadziei” (KK 68).

Pierwsze były obrazy i rzeźby. Franciszek z Sieradza w prawej nawie, Bartłomiej Strobel w lewej i Mehoffer w prezbiterium. Pośrodku lipowa figura, zjedzona przez korniki od dołu. Najbliższa sercu była ta ostatnia. Pewnie dlatego, że tuliła do serca Dziecko. Na pozostałych była daleką. Cała w złocie, otoczona aniołami, ponad głowami ludzi, wydawała się być bardziej zainteresowana tym, co w górze, aniżeli losem wpatrzonych w Jej odejście.

Potem odkrywałem Jej dłonie. Pomagające Elżbiecie, wskazujące na młodą parę, obejmujące Jana, złożone do modlitwy wespół z apostołami. Pierwszy raz zwróciłem na nie uwagę w Krościenku. Stojąca nad źródłem Niepokalana Matka Kościoła do wszystkich wyciąga dłonie. Obdarowuje.

Ostatnio spotkaliśmy się na Wiktorówkach. Gaździna w tłumie żebraków. Nie zabrała z naszych serc trosk i niepokojów. Stanęła pomiędzy nami. Wespół z wszystkimi wyciągnęła dłonie ku niebu. Podtrzymywała nasze ręce, gdy mdlały.

Odległa na obrazach mistrzów. Bliska w pielgrzymowaniu.

Myśl dnia

Przez tajemnicę wniebowzięcia Maryja sama doznała w sposób definitywny skutków tego jedynego pośrednictwa, którym jest pośrednictwo Chrystusa-Odkupiciela świata i zmartwychwstałego Pana: „W Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia” (1 Kor 15,22-23). W tajemnicy wniebowzięcia wyraża się ta wiara Kościoła, że Maryja jest zjednoczona z Chrystusem „węzłem ścisłym i nierozerwalnym”, ponieważ jeśli jako dziewicza Matka była szczególnie z Nim zjednoczona w Jego pierwszym przyjściu, to poprzez stałą z Nim współpracę będzie tak samo zjednoczona w oczekiwaniu drugiego przyjścia; „odkupiona zaś w sposób wznioślejszy ze względu na zasługi Syna swego”, ma też to zadanie, właśnie Matki, pośredniczki łaski, w tym ostatecznym przyjściu, kiedy będą ożywieni wszyscy, którzy należą do Chrystusa, kiedy „jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć” (1 Kor 15, 26).

Z takim zaś szczególnym i wyjątkowym wywyższeniem „wzniosłej Córy Syjonu” przez wniebowzięcie, łączy się tajemnica Jej chwały wiekuistej. Matka Chrystusa doznaje uwielbienia „jako Królowa wszystkiego”. Ta, która przy zwiastowaniu nazwała siebie „służebnicą Pańską.”, pozostała do końca wierną temu, co ta nazwa wyraża. Przez to zaś potwierdziła, że jest prawdziwą „uczennicą” Chrystusa, który tak bardzo podkreślał służebny charakter swego posłannictwa: Syn człowieczy „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20, 28). W ten sposób też Maryja stała się pierwszą wśród tych, którzy „służąc Chrystusowi w bliźnich, przywodzą braci swoich pokorą i cierpliwością do Króla, któremu służyć znaczy królować”, i osiągnęła w pełni ów „stan królewskiej wolności”, właściwy dla uczniów Chrystusa: służyć — znaczy królować!

(Jan Paweł II)

Poniedziałek


Co mam czynić? (Ez 24,15-24; Ps. resp. Pwt 32; Mt 19,16-22)

Takich rozmów jest wiele. Młody człowiek, rozpalony pragnieniem zmieniania świata. Tematy zasadnicze. Miłość, relacje międzyludzkie, dobro i zło, wiara. Lawina pytań. Już po trzecim widać, że nie potrzebuje odpowiedzi. Ma własne. Coraz częściej z jego ust padają zwroty typu: czy nie lepiej, to jest bez sensu, to nie na dzisiejsze czasy, to ogranicza moją wolność, być może kiedyś to było dobre, gdyby Jezus żył dzisiaj, nauczałby zupełnie inaczej...

Zatem rezygnuję z argumentów wiary i sprowadzam rozmowę na płaszczyznę nauki. Psychologia, medycyna, socjologia, nauki ścisłe. Pojawia się kolejna bariera. Naukowcy najczęściej się mylą, hipoteza miesza się z teorią, każda prawda jest względna, niekwestionowane autorytety stają się podrzędnymi pismakami.

W tym momencie nie mam już wątpliwości. Nie chodzi o prawdę. Tym bardziej o Bożą wizję życia. Mam uderzyć się w piersi, przekreślić dwadzieścia wieków doświadczenia wiary Kościoła i uznać za słuszną rację, za którą stoi jeden argument - „ja myślę”.

Jeżeli mam wszystkie odpowiedzi - „miał bowiem wiele posiadłości” - po co pytać?

Myśl dnia

Prawdą jest, że każdy chętnie postępuje według swego zdania i bardziej lgnie do tych, co są jednej z nim myśli.

Lecz jeśli Bóg jest między nami, trzeba nieraz dla dobra pokoju odstąpić od swego sądu.

Któż jest tak mądry, by mógł wszystko doskonale wiedzieć? Nie chciej więc zbytnio ufać swojemu przekonaniu, posłuchaj natomiast chętnie zdania drugich.

Jeśli sąd twój jest dobry, ale dla miłości Boga odstąpisz od niego i zgodzisz się z innym zdaniem, zyskasz wiele.

(Tomasz a Kempis)

Wtorek


Cóż otrzymamy? (Ez 28,1-10; Ps. resp. Pwt 32; Mt 19,23-30)

Odwiedziny w seminarium. W pokoju znajomego kleryka student pierwszego roku słucha muzyki. Radmor. Jak na tamte czasy super sprzęt. Pół żartem, pół serio mówię:

- Proszę, proszę. Ja po pięciu latach kapłaństwa nie mam takiej wieży, jak kleryk na pierwszym roku.

- Widocznie kiepski ksiądz, słyszę odpowiedź. Po oczach widzę, że daną z przekonaniem.
Nie wytrzymałem nerwowo.

- Jak ty, synu, masz taką wizję kapłaństwa, lepiej od razu pakuj się i wracaj do mamy.
Po kilku miesiącach dowiedziałem się, że odszedł.

Młodzież pyta mnie często, czy nie brakuje mi rodziny, dzieci. Nie – odpowiadam. Raczej cierpię na ich nadmiar. Zdziwienie. Nie mając własnych dzieci Pan Bóg dał mi dużo cudzych. Wcale nie mniej kochających niż własne. Odczułem to mocno choćby na ostatnich wakacjach czy ślubie Ani i Andrzeja.

„Cóż więc otrzymamy?” Zależy, czego człowiek oczekuje. Tylko ten, kto niczego się nie spodziewa, dostaje wszystko.

Myśl dnia

Często bowiem słyszałem, że bezpieczniej jest rad słuchać niż je dawać.

Może się także zdarzyć, że zdanie każdego jest słuszne; nie chcieć jednak ustąpić innym, gdy wymaga tego rozum i sprawa, jest znakiem pychy i uporu.

(Tomasz a Kempis)

Środa


Idźcie do winnicy (Ez 34,1-11; Ps 23; Mt 20,1-16a)

Rozmowa podczas wizyty duszpasterskiej. Rodzicie dziecka z porażeniem mózgowym dzielą się swoimi problemami. Jest szansa, by dziewczynka uzyskała pewien stopień sprawności. Do tego trzeba jednak codziennie trzech godzin ćwiczeń, prowadzonych przez trzy osoby. Nie dają rady, zwłaszcza, że rehabilitacja jest wyczerpująca. Mówię o tym podczas czwartkowej Mszy św. z młodzieżą. Natychmiast zgłasza się spora grupa chętnych. Po wielu nie spodziewałbym się takiego zaangażowania. Obawiałem się słomianego zapału. Czas pokazał, że byłem w błędzie. Po dwóch latach widziałem Jagusię, żegnająca swoich przyjaciół, wyjeżdżających na Spotkanie Europejskie. Niczym nie przypominała tej z kolędy. Czułość, okazywana w tym momencie świadczyła, jak bardzo zżyli się ze sobą.

Ojciec święty w adhortacji „Christifideles laici” pisał, że winnicą, do której Jezus nas posyła, jest Kościół. Każdy ochrzczony ma w nim zadania, wynikające z chrztu. Należą do nich: głoszenie Słowa, zaangażowanie w sprawowanie sakramentów i posługa miłości. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki mówił w związku z tym o trzech podstawowych diakoniach (służbach), jakie powinny zaistnieć w każdej parafii: ewangelizacji, liturgii i miłosierdzia. W zależności od posiadanych talentów każdy może znaleźć miejsce dla siebie. Dla oazowiczów podjęcie takiej posługi jest znakiem, że lata formacji duchowej przeżyte było dobrze.

Wsłuchujemy się dziś w przypowieść o robotnikach w winnicy. Jezus zadaje nam pytanie: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” W przeciwieństwie do tych z przypowieści nikt dziś nie może powiedzieć, że „nas nikt nie najął”.

Myśl dnia

Unikaj za wszelką cenę ludzkiego zgiełku, albowiem bardzo przeszkadza rozprawianie o rzeczach światowych, choćby w dobrej myśli.

Pobożność światowa łatwo nas brudzi i bierze w niewolę.

Wiele razy wolałbym był milczeć i wśród ludzi nie przebywać.

Dlaczego jednak tak chętnie sami mówimy i z innymi rozprawiamy, chociaż tak rzadko wracamy do milczenia bez obciążenia sumienia?

Oto dlatego, że we wspólnych rozmowach szukamy wzajemnej pociechy i strudzonemu różnymi myślami sercu pragniemy ulżyć.

Bardzo też lubimy mówić i myśleć o tym, co miłe i przez nas upragnione, albo o tym, co nas dręczy i boli.

(Tomasz a Kempis)

Czwartek


Przyjdźcie na ucztę (Ez 36,23-28; Ps 51; Mt 22,1-14)

Wspomnienie z domu rodzinnego. W niedzielę wszystkie posiłki spożywaliśmy razem. Matka troszczyła się, by stół był choć odrobinę bogatszy niż w dni powszednie. Specjalny, biały obrus kładziono na Boże Narodzenie, Wielkanoc i imieniny. W dwa największe święta śniadanie przygotowywał ojciec. Nie mogliśmy wyjść z podziwu. Prawdziwe dzieło sztuki. Mężczyźni oczywiście musieli założyć białe koszule, a kobiety najlepsze sukienki.

W minioną sobotę byłem na weselu. Ania i Andrzej znali się od siedmiu lat. Przygotowania do uroczystości zaślubin trwały rok. Wśród gości, oprócz rodziny, bardzo liczne grono przyjaciół państwa młodych. Powiedzieć: goście bawili się świetnie - to za mało. Goście po prostu nie mogli nacieszyć się młodymi i sobą. Tę radość bycia razem widziałem zresztą dużo wcześniej. Podczas wspólnotowych eucharystii, w naszym zasadniańskim domu, podczas pielgrzymek i wzajemnych odwiedzin.

Bracia z Taize zachęcają, by zadbać o piękno miejsca, gdzie wspólnota gromadzi się na modlitwę. Zawiesić ikony, ułożyć kwiaty, zapalić lampki oliwne, przywitać wchodzących, zadbać o miejsce dla dzieci i niepełnosprawny, zauważyć przybyszów. Nie chodzi o tzw. „klimacik”, pozytywnie wpływający na stany emocjonalne. To jest uczta, jaką Ojciec wyprawia swemu Synowi. Święto Boga i człowieka. Miejsce, do którego nie wchodzi się, nie mając stroju weselnego. Bo zamiast radości bycia razem będzie nuda, przygnębienie i niecierpliwe czekanie na koniec.

Ps. W ostatnią niedzielę, podczas konsekracji chleba i wina, zamiast słów „Bierzcie i jedzcie”, miałem ochotę krzyknąć do mikrofonu: wyłącz pan tę komórkę...

Myśl dnia

Lecz niestety! Często na próżno i bez pożytku, bo ta zewnętrzna pociecha niemałą wyrządza szkodę pocieszę wewnętrznej i Bożej.

Dlatego czuwajmy i módlmy się, by czas daremnie nie mijał.

Jeśli wolno i wypada mówić, mów o tym, co służy ku zbawieniu.

Złe przyzwyczajenie i niedbalstwo o postęp wewnętrzny sprawiają, że nie strzeżemy naszego języka.

Natomiast pobożna rozmowa o rzeczach duchownych, zwłaszcza wtedy, gdy ludzie podobnego usposobienia i ducha jednoczą się z tobą w Bogu, przyczynia się niemało do wewnętrznego doskonalenia.

(Tomasz a Kempis)

Piątek


Serce, dusza, umysł (Ez 37,1-14; Ps 107; Mt 22,34-40)

Przed kilkoma miesiącami rozmawialiśmy na czacie o tzw. „słowach – wytrychach”. Niekoniecznie muszą być skrótem myślowym. Najczęściej są wyrazem nieporadności, braku wiedzy w omawianym zagadnieniu, zwykłym uproszczeniem, spłyceniem wyrwanej z kontekstu sentencji znanego autora. Takim wytrychem jest „miłość” i Augustynowe: „kochaj i czyń, co chcesz”. Po co bawić się w drobiazgi i dzielenie włosa na cztery? Przecież wystarczy tylko kochać – czytam często na ekranie komputera podczas wieczornej rozmowy.

Bogu nie chodzi o jakąś tam miłość. „Całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem.” Ma przenikać całego człowieka, dotykać każdej sfery jego życia, prześwietlać najbardziej mroczne sfery serca i umysłu, być lampą na świeczniku i miastem, położonym na górze.

Zatem serce. Czyli uczucia. Empatia, radości, nadzieje. Ale i smutek, rozgoryczenie, oziębłość duchowa, stanie na granicy rozpaczy. Kochaj całym sercem znaczy: bądź ze mną nie tylko w chwilach uniesień. Szukaj mojej obecności nie tylko w ogrodzie pełnym rozsiewających miłą woń kwiatów. Także na pustyni. Żyj nadzieją również wtedy, gdy wszystko wskazuje na zabrnięcie w ślepą uliczkę, a bądź wdzięczny, realizując wszystkie swoje plany.

Dusza. Coś, co oprócz rozumu i wolnej woli, czyni nas podobnymi do Boga. Kochać całą duszą to troszczyć się, by obraz nie został zamazany. „Świętymi bądźcie, bo ja jestem Święty.” Sanktuarium Jego zamieszkania nie może być jaskinią zbójców, grobem pełnym plugastwa, Ma być wypełnione wonią kadzideł wdzięczności i blaskiem czystych intencji.

Umysł. „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” (FeR 1). „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego i prawdziwego Boga...” (J 17,3). Więc kochać sercem to mieć w sobie pasję odkrywcy, bo „nie zabraknie bezkresnej przestrzeni dla tego, kto biegnie do Boga” (Hermas, Pasterz).

Myśl dnia

Wielkim cieszylibyśmy się pokojem, gdybyśmy przestali zajmować się cudzymi słowami i sprawami, które do nas nie należą.

Czy długo może trwać w pokoju ten, kto bez potrzeby wtrąca się w kłopoty innych i zabiega o rzeczy zewnętrzne, a rzadko lub wcale nie skupia się w sobie? Błogosławieni prostego serca, gdyż pozostawać będą w wielkim pokoju.

(Tomasz a Kempis)

Sobota


Niech będzie sługą (Ez 43,1-7a; Ps 85; Mt 23,1-12)

Dwóch Andrzejów. Starszy chodził do technikum. Nigdy nie pchał się po pierwsze miejsce. Na mszy młodzieżowej zawsze pod ścianą. Z kościoła wychodził jako jeden z ostatnich, po długiej adoracji Najświętszego Sakramentu. Był dokładny w tym, co robił i zawsze dotrzymywał słowa. Bardzo cierpliwy. Dlatego w wakacje postanowiłem zrobić go opiekunem grupy z dzieckiem niepełnosprawnym. Przypadł mu imiennik. Lekkie porażenie mózgowe. Cierpliwość okazała się darem błogosławionym. Z podziwem obserwowałem, jak kilkadziesiąt razy na godzinę odpowiada na zawsze to samo pytanie, a wieczorem czeka, aż jego podopieczny zaśnie. W połowie turnusu przyszedł podzielić się swoją radością. Andrzejek przestał pytać, kiedy przyjedzie po niego tata, a zaczął pytać, kiedy po raz kolejny znów pojedzie w Tatry. Dziś ślad po nim zaginął. Wyprowadził się gdzieś, w Polskę, założył rodzinę. Nie zabrał ze sobą listów pochwalnych, nie piszą o nim reportaży, pomnika też mu nikt nie postawi. Dla mnie pozostanie przykładem pokornej służby. Dla niego pewnie jedyną nagrodą jest wspomnienie dobra, jakie pozostawił w sercu dziecka.

Dwóch braci. Starszy – utalentowany animator muzyczny. Młodszy – w cieniu brata. Lekko zakompleksiony. Dlatego często wpadał w konflikty z otoczeniem. Któregoś roku przyjechali razem 10 dni przed oazą. Przygotować dom na przyjęcie uczestników. Remonty, malowanie, sprzątanie. W międzyczasie krótkie wypady w góry. Zaczepił mnie w przeddzień zjazdu. „Niech ksiądz idzie zobaczyć. Posprzątałem ubikacje. Chyba nadaję się już na animatora?” Okazał się świetnym opiekunem młodzieży trudnej. Gdy w grę wchodziły narkotyki, alkohol, ucieczki z domu – do akcji wkraczał Daniel. Nie wiem, jakich używał argumentów, jak rozmawiał, przekonywał. Wiem, że potem długo utrzymywał kontakt ze swymi podopiecznymi. Pomyśleć, że gdyby nie te ubikacje, nigdy nie powierzyłbym mu grupy.

„Największy z was niech będzie waszym sługą.”

Myśl dnia

Miłość domaga się również gotowości służenia bliźniemu. W każdej epoce Kościoła liczni są ci, którzy poświęcają się tej służbie. Możemy powiedzieć, że żadna społeczność religijna nie wyłoniła tylu dzieł miłości, co Kościół: dzieła te służą chorym, inwalidom i młodzieży w szkołach, niosą pomoc ludności dotkniętej klęskami żywiołowymi i innymi nieszczęściami, wszelkiego rodzaju ubogim i potrzebującym. Również dziś jesteśmy świadkami stałego powtarzania się tego zjawiska, które czasem wydaje się niemal cudownym: każdej nowej potrzebie odpowiadają nowe inicjatywy chrześcijan żyjących zgodnie z duchem Ewangelii, którzy ofiarowują swoją pomoc i służbę. Jest to miłość, której Kościół daje często świadectwo heroiczne. Jest w nim wielu męczenników miłości. Wymieńmy dziś jedynie Maksymiliana Kolbe, który zgodził się umrzeć, by uratować ojca rodziny.

(Jan Paweł II)
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Listopad 2017
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Reklama

Pobieranie...

Reklama