24. tydzień zwykły (2004)

Przeczytaj i rozważ

Reklama

Niedziela (24. zwykła)


Szukać zaginionych (Wj 32,7-11.13-14; 1 Tm 1,12-17; Łk 15,1-32)

Bóg jest hojny w przebaczaniu. Gotów jest szukać zagubionych i chętnie przygarnia tych, którzy do niego wracają. Nie wypomina małostkowo człowiekowi jego grzechów. Nie cieszy go możliwość wymierzenia kary. Raczej raduje go każdy, kto po latach przebywania na obczyźnie odnalazł drogę do domu. Ubrudzonego grzechem i odartego z godności dziecka Bożego każe ubierać w najlepszą szatę i na jego cześć wyprawia wspaniałą ucztę. A kiedy komuś własne grzechy wydają się nie do przebaczenia, On gotów jest skruszonemu wkładać na rękę pierścień marnotrawnego syna. Wiem o tym, bo wiele razy doświadczałem Jego miłosierdzia.

Nigdy nie odpłacę Bogu za jego łaskawość. Ale tak bardzo obdarowany, powinienem obdarowywać innych. Swoją łaskawością. Swoim przebaczeniem. Mogę razem z Dobrym Ojcem cieszyć się z powrotu każdego marnotrawnego Syna. Bo przecież gdybym przyjmował postawę starszego z braci, wyrzucającego Ojcu zbytnią łagodność, byłbym zwykłym obłudnikiem.

Nie jestem tylko pewien, czy zawsze mam jedynie czekać na takie powroty. Może choćby czasami muszę, chroniony ciepłym Ojcowskim płaszczem, wyruszyć ciemną nocą na poszukiwanie tych, którzy sami wrócić już nie potrafią...

Myśl dnia

Uznanie historycznych grzechów zakłada przyjęcie określonej postawy wobec wydarzeń i ich rzeczywistego przebiegu, co jest możliwe jedynie dzięki zrównoważonej i pełnej rekonstrukcji historycznej. Oceniając wydarzenia historyczne, należy najpierw uznać z realizmem wpływ kontekstu historycznego, a dopiero potem można obarczyć odpowiedzialnością moralną jednostki.

Kościół nie boi się oczywiście prawdy zapisanej przez historię i gotów jest uznać błędy, których popełnienie zostało stwierdzone, zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi szacunek należny osobom i wspólnotom. Odnosi się on z nieufnością do ogólnikowych osądów uniewinniających bądź potępiających różne epoki historyczne. Powierza badania nad przeszłością cierpliwym i uczciwym metodom naukowym, wolnym od uprzedzeń o charakterze wyznaniowym czy ideologicznym, zarówno w odniesieniu do przypisywanych mu win, jak i doznanych krzywd.

Kościół uważa, że jego obowiązkiem jest uznać winy swoich członków i prosić Boga i braci o ich przebaczenie, jeśli są one potwierdzone przez poważne badania historyczne. Owa prośba o przebaczenie nie ma być przejawem fałszywej pokory ani przekreśleniem liczących dwa tysiące lat dziejów Kościoła, pełnych zasług na polu miłosierdzia, kultury i świętości. Jest ona wyrazem nieodpartej potrzeby prawdy, która obok aspektów pozytywnych uznaje ograniczenia i ludzkie słabości różnych pokoleń uczniów Chrystusa.

(Jan Paweł II)

Poniedziałek


W pokorze zaufać Bogu (1 Kor 11,17-26.33 Łk 7,1-10)

Pochylony nad kartami Pisma Świętego czytam o setniku z Kafarnaum, którego słowa powtarzam podczas każdej Mszy Świętej: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach. Zdumiewa mnie jego pokora. Prosił Jezusa o cud. Ale jednocześnie nie wykorzystał okazji, by zabłysnąć w tłumie. Nie szukał rozgłosu i sławy. Chciał tylko zdrowia dla swego sługi i mocno wierzył, że Jezus może jego prośbę spełnić.

Nie muszę być na ustach tłumu. Ludzie nie muszą kłaniać mi się na ulicy, a wielcy tego świata poznawać na ważnych spotkaniach. Wystarczy, że zna mnie Bóg, choć i z tym nie zamierzam się obnosić. Chcę iść przez życie cichym i pokornym sercem. Jedno tylko musi być we mnie wielkie: zaufanie do Boga. On nigdy nie zawodzi. Nie pozwoli, by spotkało mnie coś naprawdę złego. Choćby czasem sprawy toczyły się nie po mojej myśli, to wiem, że tak na pewno jest lepiej. Bo przecież jestem ważniejszy od wielu wróbli...

Myśl dnia

W pokusach i udręczeniach człowiek doświadcza, ile postąpił; wtedy też większą zdobywa zasługę i bardziej się ujawnia jego cnota.

Cóż w tym wielkiego, gdy człowiek jest pobożny i gorliwy, kiedy mu nic nie dolega? Jeśli jednak w czasie przeciwności zachowuje się cierpliwie, wtedy jest nadzieja dużego postępu w dobrym.

Niektórzy potrafią się oprzeć wielkim pokusom, a mimo to ulegają często małym i codziennym; dopuszcza to Bóg, ażeby w ten sposób upokorzeni nie ufali sobie zbytnio podczas wielkich doświadczeń, skoro pod ciężarem drobnych upadają.

(Tomasz a Kempis)

Wtorek


Śmierci już nie ma (1 Kor 12,12-14.27-31a Łk 7,11-17)

Lubię wędrować po górskich szlakach, czuć we włosach powiew wiatru, wdychać ostre powietrze, słuchać ciszy i napawać oczy pięknem bezkresnej przestrzeni. Kocham moich bliskich. Lubię przyjaciół, choć czasami mam dla nich tak mało czasu. I jeśli coś w życiu naprawdę mnie boli, to uciekający czas. Patrzę na siwiuteńkie skronie mojej matki, widzę, jak maleńkie dzieci stają się dorosłymi. I wiem, że powoli moje życie zaczyna zmierzać ku zachodowi.

Jeśli mogę żyć spokojnie, to tylko dlatego, że wierzę, iż moje życie nie będzie miało końca. Wierzę Jezusowi, który powiedział: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Kiedy dziś czytam, jak wskrzesza młodzieńca z Nain, wiem, że może spełnić to, co obiecał. Życie nie będzie miało końca. Wszystko, co w tym życiu piękne, będzie miało swój ciąg dalszy...

Myśl dnia

Zwracaj uwagę na siebie samego, a wystrzegaj się sądu o cudzych sprawach. Człowiek sądząc drugich na próżno się trudzi, często błądzi i łatwo grzeszy; natomiast osądzając i badając samego siebie, pracuje zawsze pożytecznie.

Zwykle sądzimy o rzeczy podług tego, czy nam do serca przypada; albowiem miłość własna utrudnia nam wydanie prawego sądu.

Gdyby Bóg był zawsze jedynym celem naszych pragnień, nie tak łatwo oburzałoby nas sprzeciwianie się naszemu zdaniu.

(Tomasz a Kempis)

Środa


Nie być malkontentem (1 Kor 12,31-13,13 Łk 7,31-35)

Spotykam czasem ludzi poszukujących prawdy o Bogu. Mają wiele wątpliwości, zadają wiele pytań. Jak mogę, staram się im pomóc. Nieraz, by się uspokoili, wystarczy jedno wyjaśnienie. Kiedy indziej trzeba mozolnego prostowania ich myślenia, bo jeden nierozwiązany problem zdołał wywołać kilka następnych. Najgorzej jednak, gdy wątpliwości służą człowiekowi jako alibi usprawiedliwiające odrzucenie Boga.

Niestety, takie sytuacje się zdarzają. Gdy dla człowieka prawda o Zbawicielu jest niewygodna, gdy nie chce przyjąć wymagań stawianych przez Ewangelię, wtedy żadne wyjaśnienia nie pomagają. Zawsze znajdzie się powód, by usprawiedliwić niewiarę. Brakuje jednoznacznych dowodów, pojawiają się alternatywne „prawdy”, a w razie potrzeby zawsze można wskazać na kilku księży, którzy niezbyt poważnie potraktowali słowa Jezusa. W zależności od sytuacji raz można gorszyć się tym, że Bóg interweniuje w świat za mało, innym razem - że nie zostawia człowiekowi dostatecznie wiele wolności....

Wiem jednak, że i we mnie tkwi malkontent. Ja też szukam usprawiedliwienia dla swoich niedoskonałości, dla swojego lenistwa. „To nie te czasy”, „może gdybym miał lepsze warunki”, „może gdybym miał mniej pracy”, „gdybym miał lepszych uczniów”, „gdybym miał lepszego katechetę”. Powodów dla odmowy postawienia Boga i jego Ewangelii na pierwszym miejscu znajdzie się wiele. Czas z tym skończyć. Tu i teraz. „Boże, nie pozwól mi być byle jakim”...

Myśl dnia

Często w nas samych kryje się coś takiego, a może też przychodzić z zewnątrz, co bardziej nas pociąga niż Bóg.

Wielu w tym, co czynią, szuka samych siebie, a o tym nie wiedzą.

Wydają się trwać w całkowitym spokoju, dopóki wszystko układa się według ich woli i przekonania; gdy jednak inaczej się dzieje, oburzają się i smucą.

Z powodu różnorodności odczuć i mniemań często wszczynają się niesnaski między przyjaciółmi i rodakami, a nawet wśród ludzi pobożnych i zakonników.

(Tomasz a Kempis)

Czwartek


Ponieważ bardzo umiłowała (1 Kor 15,1-11 Łk 7,36-50)

Słyszę czasami o ludziach mocno uwikłanych w jakiś grzech. Zdarza mi się spotykać ich na moich drogach życia. Jestem skłonny widzieć w nich tylko zło. Przecież znają naukę Chrystusa. Przecież wiedzą, gdzie mają szukać ratunku. Mimo to pozostają z daleka od Boga. Jakby byli głusi na Jego wezwanie. Zbuntowani, rozgoryczeni, ale i zagubieni w przeklętym kręgu niemocy.

Patrzę też na siebie. Zadowolony zauważam, że jestem od nich lepszy. Gdybym żył dwa tysiące lat temu w Palestynie, może byłbym jednym z gości w domu Szymona. Może tak jak on zgorszyłbym się sytuacją. Bo przecież święci nie powinni obcować z ludźmi podejrzanego autoramentu. No, najwyżej z takimi jak ja; którzy nikomu nie szkodzą, ale i niewiele dobrego robią.

Tyle tylko, że ja dla Boga nie poświęcam zbyt wiele czasu. Ważniejsze jest dla mnie moje wygodne życie. A owi grzesznicy, gdy któregoś dnia dotknie ich Boże miłosierdzie, może porzucą swą drogę. I może wtedy zostaną gorliwymi chrześcijanami. Bo skoro wiele im się odpuści, bardzo umiłują...

Myśl dnia

Trudno jest wyzbyć się dawnych nawyków i przyzwyczajeń i nikt nie daje się chętnie prowadzić poza własne zdanie.

Jeśli bardziej polegasz na swoim rozumie i przemyślności niż na cnocie poddania się Chrystusowi, nie łatwo i nie prędko otrzymasz światło; Bóg bowiem chce, byśmy oddali się Jemu całkowicie, a przez gorącą miłość wznieśli się ponad własny rozum.

(Tomasz a Kempis)

Piątek


Przyjdź królestwo Twoje (1 Kor 15,12-20 Łk 8,1-3)

To musiały być piękne dni, kiedy Jezus przemierzał Galileę i mówił ludziom o zbliżającym się królowaniu Boga. Pewnie przepełnione były słońcem, radością i oczekiwaniem. Jak ostatnie chwile przygotowania na długo oczekiwany wyjazd, jak godziny przed spotkaniem z ukochaną osobą. W ludzkich sercach, znużonych, wątpiących, zabłysło światło nadziei. Bo nie były to puste słowa. Widzieli, jak wielkich rzeczy dokonywał. Słyszeli, jak leczył chorych, wypędzał złe duchy, a nawet wskrzesił umarłego. To była rzeczywiście Dobra Nowina. Bóg wreszcie zaprowadzi swoje królowanie. A jeśli chcieli się upewnić, zawsze mogli zapytać tych, którzy z Nim chodzili, a którzy często sami doznali Jego uzdrowieńczej mocy.

Minęły stulecia. Nasz zapał ostygł. Pełne nadejście Królestwa zdaje się opóźniać. Coraz częściej szukamy potwierdzenia, że Jezus nas nie zwodził. A ja coraz częściej Dobrą Nowinę zamieniam w smutny zestaw zakazów i nakazów. Jak to dobrze, że Jezus nie zostawił nas samymi. Że od czasu do czasu w Kościele i ludzkich sercach pod tchnieniem Ducha rozpoczyna się na nowo wiosna. I choć zabrzmi to może dziwnie, to widać ją między innymi po tych, którzy dla królestwa gotowi są oddać swój czas, zapał, ale i – wzorem ewangelicznych niewiast – także swoje mienie...

Myśl dnia

Dla żadnej rzeczy ziemskiej ani dla miłości kogokolwiek z ludzi nie wolno czynić nic złego; jednakże dla czyjegoś pożytku można czasem pominąć jakiś dobry uczynek lub zastąpić go czymś lepszym.

W ten sposób dobry czyn nie przepada, a zmienia się na doskonalszy.

Zewnętrzny uczynek bez miłości na nic się nie przydaje; cokolwiek zaś robi się z miłości, choćby było małe i liche, staje się owocne.

Bóg więcej ceni intencję czynu niż sam czyn.

(Tomasz a Kempis)

Sobota


By gleba serca była żyzna (1 Kor 15,35-37.42-49 Łk 8,4-15)

Dziwię się czasami, dlaczego mimo pracy tak wielu nauczycieli w Chrystusie wyniki tej pracy są - po ludzku – tak znikome. Przecież skoro sam Bóg jest z nami, to już dawno wszyscy powinni zostać chrześcijanami, a już na pewno nie powinni swojej wiary porzucać. Kiedy jednak patrzę na dzieje chrześcijaństwa widzę, że tak było zawsze. A dzisiejsza przypowieść o siewcy uprzytamnia mi, że nic w tym nadzwyczajnego.

Zawsze będą ludzie, z których serc diabeł szybko zabierze ziarno Bożego słowa. Ciągle będzie się zdarzało, że w sercach niektórych wiara tak szybko będzie wysychała, jak przyszło jej wykiełkować. Wielu troski doczesne i ułuda bogactwa na kształt cierni przysłoni światło Bożej prawdy. Ale będą i tacy, w sercach który słowo przyniesie obfity plon.

To Bóg rozsiewa swoje ziarna. To On daje wzrost. Ja mogę tylko pomagać. Mogę starać się odganiać Złego swoją modlitwą, próbować rozmiękczać twarde ludzkie serca przykładem dobrego życia; wyrywać chwasty złudzeń świadectwem własnego życia, a zniechęconych wzmacniać dobrym słowem. Muszę jednak przede wszystkim zadbać o to, by gleba mojego serca była jak najbardziej żyzna. Może wtedy nasz świat stanie się bardziej podobny do żyznego rajskiego ogrodu...

Myśl dnia

Nie dziwcie się, gdy na swej drodze napotkacie krzyż. Czyż Jezus nie powiedział swoim uczniom, że ziarno pszenicy musi paść w ziemię i obumrzeć, aby mogło przynieść obfity plon (por. J 12, 23-26)? Dał tym samym do zrozumienia, że Jego życie, złożone w darze aż po śmierć, wyda owoc. Jak wiecie, po zmartwychwstaniu Chrystusa śmierć już nigdy nie będzie miała ostatniego słowa. Miłość jest silniejsza od śmierci. Jezus zgodził się umrzeć na krzyżu, czyniąc go źródłem życia i znakiem miłości, nie przez słabość czy upodobanie do cierpienia. Uczynił to, aby nas zbawić i już teraz dać nam udział w swym Boskim życiu.

(Jan Paweł II)
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Listopad 2017
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Reklama

Pobieranie...

Reklama