31. tydzień zwykły (2004)

Przeczytaj i rozważ

Reklama

Niedziela (31. zwykła)


Zobaczyć nie wystarczy (Mdr 11,22-12,2; Ps 145; 2 Tes 1,11,11-2,2; Łk 19,1-10)

Wróciła rozemocjonowana. „Widziałam Ojca Świętego z bliska! Nawet dotknęłam jego dłoni!” - opowiadała każdemu, kto chciał i kto nie chciał słuchać. Na ogół chcieli. Zwykle pytali: „I jak on się czuje?”, tak jakby w ciągu jednej chwili mogła postawić diagnozę. To że studiuje medycynę nie oznacza, że potrafi ocenić stan zdrowia człowieka przy pierwszym kontakcie.

Tylko jej młodszy brat, który właśnie postanowił zostać ateistą, bo się pokłócił z księdzem w szkole, złośliwie zareagował: „Widziałaś papieża? To rzeczywiście niebywałe przeżycie. Zastanawiam się, jak ono wpłynie na twoje życie. Może przestaniesz dręczyć swojego brata? Albo przestaniesz sypiać w tym gogusiowatym doktorkiem?”. „Odczep się” - usłyszał w odpowiedzi.

Zacheusz wlazł na drzewo, żeby zobaczyć Jezusa. Zrobił to z ciekawości. Dorabianie innych motywacji nie bardzo ma uzasadnienie w tekstach biblijnych. Dla niego sprawa była załatwiona z chwilą, gdy siedząc na gałęzi zobaczył intrygującego nauczyciela.

To Jezusowi nie wystarczyło, że Zacheusz Go zobaczył. Wypatrzył go wśród liści i odezwał się do niego. Wprosił się z wizytą. Dopiero gdy miał Jezusa u siebie Zacheusz zaczął dostrzegać istotę problemu.

Nawet wtedy, gdy człowiek robi bardzo wielkie kroki w stronę Boga, On zawsze robi o jeden krok bliżej w drodze do człowieka. Bo to On robi pierwszy krok.

Myśl dnia

Nadmierna ruchliwość zabrała dzisiejszemu człowiekowi możliwość refleksji nad samym sobą. Nie stać go na to, aby zastanowić się, czy jest jeszcze pewien samego siebie, czy jeszcze sobą kieruje, czy też może stał się już tylko pewnego rodzaju automatem. Zabiegany człowiek zamienia często słowa „chcę” i „powinienem” na słowo „muszę”. Zmienia postawę osoby wolnej na postawę kogoś spętanego, pół-niewolnika sterowanego przez cudze myśli, inicjatywy.

Nie mówmy, że świat jest coraz gorszy, coraz smutniejszy. Jeśli nawet tak jest, to źródła smutku są w nas, a nie gdzie indziej. I źródła radości muszą być w nas. Autentyczna radość to obecność Boga w nas.

(ks. Jerzy Popiełuszko)

Poniedziałek


I co ja z tego będę mieć? (Mdr 11,22-12,2; Ps 145; 2 Tes 1,11,11-2,2; Łk 19,1-10; a także Flp 2,1-4; Ps 131; Łk 14,12-14)

Nieustannie łapię się na tym, że prowadzę z Bogiem rachunki. Zasada jest prosta: ja staram się być w porządku wobec Niego, ale oczekuję, że On też wobec mnie będzie w porządku. Nie chcę dużo. Właściwie tylko tyle, żeby moje życie toczyło się na przyzwoitym poziomie, bez chorób, nieszczęść, niepowodzeń, jakichś poważniejszych problemów. No i żeby ci, których kocham, odpowiadali mi miłością. I tak to może trwać. Jeśli mi będzie dobrze na ziemi, to nie będę się stąd śpieszyć donikąd.

W zamian - w miarę moich możliwości, końcu jestem tylko człowiekiem, a nie aniołem - oferuję przestrzeganie przykazań, wypełnianie praktyk religijnych, od czasu do czasu jakiś uczynek miłosierdzia. Tak na poziomie średniej krajowej. No, może w Adwencie i Wielkim Poście ciut wyżej.

Denerwuję się, jak Bóg nie dotrzymuje swojej części umowy. Kiedy zdarza mi się jakiś życiowy kłopot zaraz zgłaszam moje zastrzeżenia. I oczekuję wyjaśnień - za co to? Jakaś kara? Przecież generalnie mieszczę się w standardach.

Nie zamierzam ponosić męczeństwa z powodu mojej wiary. Nie myślę o tym, by znaleźć się w gronie świętych. W ogóle staram się nie myśleć o śmierci.

No bo co ja będę mieć z tej świętości? Właściwie co to jest ta wielka nagroda w niebie?

Myśl dnia

Trzeba, umieć czytać wewnątrz widzialności. Znaki czasu chrześcijanin odczytuje zmysłem wiary i dzięki Ewangelii. W historii zawarte są moce zbawcze. Pewne wydarzenia uderzają w nas bardzo mocno, jak chociażby wybór Papieża, jego niezwykła osobowość i apostolstwo. To jest znak czasu.

Aby odczytywać znaki czasu, dane od Boga światu, każdemu z nas, musimy szeroko otwierać oczy wiary, nie patrzeć tylko na to, co zewnętrzne.

(ks. Jerzy Popiełuszko)

Wtorek


Normalnie nie mam czasu (I. Hi 19,1.23-27a; Ps 27; 1 Kor 15,20-24a. 25-28; Łk 23,44-46.50.52-53; 24,1-6a; - II. Dn 12,1-3; Ps 42; Rz 6, 3-9; J 11,32-5; - III. Mdr 3,1-6.9; Ps 103; 2 Kor 4,14-5,1; J 14,1-6; a także Flp 2,5-11; Ps 22; Łk 13,18-21)

Generalnie nie lubię czekać. A już najbardziej, jak kogoś zaproszę na kolację na określona godzinę, a on czy ona nie zjawia się punktualnie, tylko spóźnia się pół godziny albo i dwie godziny. Ci, którzy umówili się ze mną i wcale nie przyszli, już nie są moimi znajomymi. Ja tu staję na głowie, żeby wszystko było pierwsza klasa, a ktoś mnie olewa? Nie ma zgody na takie numery.

Wiem, że Bóg też czeka. Ma nadzieję, że przyjdę, że zrobię to czy tamto w związku moją religią. No trochę mi głupio, ale w tym współczesnym zabieganiu człowiek naprawdę nie ma czasu na pewne sprawy. Jakoś tak z doskoku się je załatwia. Może kiedyś, na emeryturze, gdy dzieci pójdą na swoje, dzień nie będzie się zaczynał od przestrachu nawałem problemów. Albo przynajmniej poczekajmy do wakacji, do urlopu. Teraz nie dam rady. Kto jak kto, ale sam Bóg powinien to zrozumieć i zdobyć się na trochę wyrozumiałości...

„Czekam na twoją modlitwę” - ktoś mi przysłał takiego maila. Nie wiem, kto to był. Adres jakiś dziwny. Znajomy popatrzył i powiedział: „Może to ktoś z twoich bliskich zmarłych?”. Niby nie wierzę w takie rzeczy, ale na wszelki wypadek: „Wieczny odpoczynek...”

Myśl dnia

Znakiem czasu idącym za człowiekiem od wieków jest miłosierdzie Boże, Boża miłość do człowieka. Jeśli Bóg przyjmuje nas do swego królestwa pomimo naszych nudnych grzechów, małości i pychy, to czyni to dzięki swojej miłości i swemu miłosierdziu. I ten znak Bożego miłosierdzia w naszym codziennym życiu ma być właściwie odczytany i powinniśmy nań odpowiadać miłością i miłosierdziem, bo i my sami jesteśmy znakami dla drugich, znakami ustawionymi na ich drogach istnienia.

(ks. Jerzy Popiełuszko)

Środa


Rozumna kolejność kochania (Flp 2,12-18; Ps 27; Łk 14,25-33)

„Kocham cię jak nikogo na świecie”. „Nikt nie jest dla mnie ważniejszy od ciebie”. „Tylko ty i nikt inny”. „W moim sercu jesteś na pierwszym miejscu”. Prawie każdy wypowiada te słowa przynajmniej raz w życiu. Rzecz w tym, do kogo.

Wiem, że mam kochać wszystkich. Nie umiem wszystkich kochać jednakowo. Miłość skłania mnie do wielkich ofiar i poświęceń, ale nie wobec każdego. Niektórych wręcz nie lubię, ale nie wykluczam ich ze sfery miłości. Muszę więc ustanowić porządek kochania.

Kto jest na samym szczycie? Mąż? Żona? Dziecko? Matka? Ojciec? Dziewczyna? Chłopak? Kochanka? Kochanek?

Kolejność kochania wymaga używania rozumu. Same uczucia nie wystarczą, by ją należycie skonstruować. To jest decyzja. Musi być przemyślana.

Jezus nie zostawia wątpliwości. Jeśli na pierwszym miejscu w porządku kochania jest u mnie jakikolwiek człowiek, to jestem w błędzie.

Myśl dnia

Do spotkania z Chrystusem trzeba dojrzewać. Otrzymaliśmy bilet do wiecznej szczęśliwości, do życia z Bogiem. Od nas zależy, czy owego biletu nie zamienimy na puste pragnienia.

Niektórzy chrześcijanie nie zdają sobie sprawy, że tkwią nadal w mentalności Starego Testamentu. Wyrażają to ich słowa: „Nie zabijam, nie morduję, nie kradnę, nie cudzołożę, a więc jestem w porządku. Nie przekraczam przykazań Bożych”.

(ks. Jerzy Popiełuszko)

Czwartek


Grunt to się dobrze zgubić? (Flp 3,3-8a; Ps 105; Łk 15,1-10)

Niejeden raz myślę, że nie warto być porządnym chrześcijaninem. Ba, nawet porządnym człowiekiem nie warto być. Bardziej opłaca się być łobuzem, grzesznikiem, i to nie jakimś tam drobnym, ale takim na serio, na dużą skalę. A potem w odpowiednim momencie (nie za wcześnie, oczywiście) dać się znaleźć Bogu i prosto do nieba maszerować.

Takie mnie myśli nachodzą. Zwłaszcza, gdy słucham Jezusowych przypowieści. Taki syn marnotrawny na przykład. Przyjmowany z honorami, radości sprawił co niemiara gdy się odnalazł. Aż ten drugi się musiał zbuntować. Albo z tymi owcami. Dziewięćdziesiąt dziewięć posłusznych i karnych to nic w porównaniu z tą jedną, co się gdzieś zapodziała.

Nic dziwnego, że dzieci z porządnych rodzin, otaczane miłością, całkiem często uciekają z domu, zaczynają chodzić na wagary, wpadają w złe towarzystwo. Nie dlatego, że nie są kochane. Dlatego, że nie są kochane tak, jak one by tego chciały. Nie odczuwają otaczającej ich miłości wystarczająco mocno.

Ja też nie czuję wystarczająco mocno Bożej miłości adresowanej wprost do mnie. Zaraz coś wymyślę, żeby zwrócić na siebie Bożą Uwagę. Jaki by tu grzech odpowiednio wielki zrobić?...

Nie zdaję sobie sprawy, że kiedy tak myślę, już się gubię. I sam Bóg mnie szuka.

Myśl dnia

Wszyscy przez chrzest zostaliśmy wezwani do osiągnięcia królestwa. Chrystus Król jest Królem serc i dusz ludzkich. Wpływa na nie, a przez to przemienią cały świat. Pozostajemy w królestwie tego potężnego Króla. Trwa ono i po naszej śmierci, gdyż jest królestwem wiecznym. Dziękujmy, że daliśmy się wprowadzić w bramy królestwa Miłości.

Duch Święty przychodzi, aby pocieszać. Napełniać radością, mądrością i odwagą. A poprzedzający jego nadejście wielki szum wichru i ogniste płomyki to znak prawdziwości tych wydarzeń. Ich naturalne potwierdzenie.

(ks. Jerzy Popiełuszko)

Piątek


Spryt w ziemskim stylu (Flp 3,17- 4,1; Ps 122; Łk 16,1-8)

Nie tylko kot spada zawsze na cztery łapy. Niektórzy ludzie też. W życiu się nie przyznam, jak im zazdroszczę. Mnie zwykle trudności przerastają i powodują, że się zaczynam wycofywać. Zwłaszcza wtedy, gdy ich rozwiązanie wymaga nieuczciwości i złamania prawa (zarówno ziemskiego, jak i Bożego). Nie dlatego, że tryskam uczciwością. Po prostu się boję.

Gdy dowiaduję się z gazet, radia czy telewizji o różnych cwaniakach, którzy mimo popełniania licznych przestępstw nie tylko czują się całkowicie bezkarni, ale również nie mają sobie nic do zarzucenia, przypominam sobie Jezusową przypowieść o nieuczciwym rządcy. Są w niej dwa dziwne zdania: „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”. Niektórzy czytając je uważają, że Chrystus (a więc sam Bóg) aprobuje ten rodzaj „sprytu” w sprawach ziemskich. Jak do tego doszli? Nie mam pojęcia.

Czasami kusi mnie, aby spróbować sprytu w moich relacjach z Bogiem. Gdy mi na czymś bardzo zależy, zaczynam podejmować różne zobowiązania. „Panie Boże, jeśli spełnisz moją prośbę, to ja...”. Oczywiście obiecuję coś, co się i tak Bogu należy.

Po ziemsku próbuję przekupić Pana Boga. Przecież Go obrażam!

Myśl dnia

Żyjemy tylko raz. Żaden dzień ani najmniejsza chwila nie powtarzają się, lecz zbliżają nas nieodwracalnie do ostatecznego celu. Poszczególne dni życia wyglądają jak wagoniki kolejki linowej, które z kopalni wychodzą albo puste, albo napełnione owocami ziemi.

Tylko tyle będzie wart nasz wysiłek, na ile przyczyni się do rozwoju osobowości, na ile dzięki rozumowi, woli i sercu będziemy zbliżali się do ludzi.

(ks. Jerzy Popiełuszko)

Sobota


Pod presją doczesności (Flp 4,10-19; Ps 112; Łk 16,9-15)

Zirytowała mnie wypowiedź jednego z szefów polskich hipermarketów, że jesteśmy pod presją doczesności i dlatego trzeba handlować w niedzielę. Zirytowało mnie przede wszystkim to, że zadeklarował się jako katolik, a równocześnie oświadczył „Żeby być, trzeba najpierw mieć”. Jak on mógł? Jakie on świadectwo daje swej wierze?

Dobrze mi idzie wytykanie zła innym. To prostsze i łatwiejsze, niż zastanawianie się nad takimi drobnostkami, jak koperta wciśnięta w zeszłym miesiącu lekarzowi przed operacją kogoś z moich bliskich, „prezent” dla policjanta, który mnie złapał na radar, dwuletnia nieobecność u krewnej, która cały majątek zapisała kuzynce.

„Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny” - powiedział Jezus. Czy dotyczy to również lojalności wobec mojej firmy? Czy mam obowiązek tkwić w niej, gdy wpadła w kłopoty, czy mogę przyjąć korzystną ofertę konkurencji? Mam przecież rodzinę na utrzymaniu.

Albo czy mam obowiązek łożyć na utrzymanie mojej parafii, skoro nie cierpię proboszcza i na Mszę chodzę do innego kościoła?

Niby sprawy pieniężne są takie proste. Ale jak przyjdzie do oddania dwudziestu złotych ekspedientce, która się pomyliła na swoją niekorzyść, to nagle pojawiają się problemy...

Myśl dnia

Jest to jedna ze stałych pokus ludzkości: czepiając się pieniędzy, mających, jak się uważa, jakąś niezwyciężoną siłę, łudzimy się, że możemy „przekupić nawet śmierć”, oddalając ją od siebie.

W rzeczywistości śmierć rozwiewa swoją niszczycielską mocą wszelkie złudzenie, zmiatając każdą przeszkodę, upokarzając wszelkie zadufanie w sobie (por. w. 14) oraz posyłając bogatych i biednych, panujących i poddanych, głupich i mądrych na drugi świat. Wymowny jest obraz, jaki Psalmista kreśli, przedstawiając śmierć jako pasterza, prowadzącego silną ręką stado przekupnych stworzeń (por. w. 15 15). Psalm 49 (48) zachęca nas więc do realistycznego i surowego zastanowienia się nad śmiercią, nieuchronnym i fundamentalnym celem ludzkiego istnienia.

Często na wszelkie sposoby staramy się ignorować tę rzeczywistość, oddalając od siebie myśl o niej. Trud ten jednak, poza tym, że jest jałowy, jest także niestosowny. Refleksja na temat śmierci okazuje się bowiem dobroczynna, ponieważ relatywizuje wiele drugorzędnych realiów, które niestety zabsolutyzowaliśmy, jak właśnie bogactwo, sukces, władza...

(Jan Paweł II)
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Listopad 2017
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

Reklama

Pobieranie...

Reklama