6. Tydzień Wielkanocny (2005)

Przeczytaj i rozważ


Wkładali na nich ręce (Dz 8,5-8.14-17; Ps 66; 1 P 3,15-18; J 14,23; J 14,15-21)

Grapa nad Białką Tatrzańską. Lipcowy wieczór przed dwudziestu laty. Zapowiadało się zwykłe spotkanie modlitewne. Gdy doszliśmy do próśb, niespodziewanie prowadzący otworzył Pismo święte i odczytał fragment o wylaniu Ducha Świętego i wkładaniu rąk. Potem zaproponował, by każdy, kto odczuwa taką potrzebę klęknął przed kapłanem i poprosił o modlitwę nad nim. Utworzyła się bardzo długa kolejka. Jeszcze dłużej trwały rozmowy o tym dla wielu pierwszym doświadczeniu. Nowym również dla mnie. Z nieodłącznymi pytaniami i wątpliwościami. Zwłaszcza u tych, którzy nie dowierzają emocjom.

Pierwszym sprawdzianem była celebracja sakramentu pokuty. Z bardzo dojrzałym przyglądaniem się jakości wiary. Potem długa cisza. Ludzie rozjechali się po świecie. Na studia, w poszukiwaniu pracy. Owoce pojawiały się po latach. Szczęśliwe rodziny, zaangażowanie w życie Kościoła. Odnaleźli swoje miejsca w różnych duszpasterstwach, ruchach, stowarzyszeniach. Kilka powołań kapłańskich, dwoje misjonarzy. Sporo, jak na stuosobową grupę.

Duch Święty, otrzymany w sakramencie bierzmowania to często uśpiona moc. Aby ją obudzić, trzeba z pokorą klęknąć przed bliźnim i poprosić o modlitwę. To nic, że potem długo nic się nie dzieje. Owoce dojrzeją po latach...

Modlitwa poranna

Przyjdź, światłości prawdziwa,
o przyjdź, życie wieczne,
przyjdź, tajemnico ukryta!
Przyjdź, skarbie bez miana,
przyjdź, światłości bez zmierzchu,
przyjdź, radości wieczna,
nadziejo, która chcesz nas zbawić.
Przyjdź, powstanie z martwych,
Przyjdź!

Przyjdź Ty, który chcesz
żebym ja Ciebie chciał.
Ty niedostępny, przyjdź!
Tchnienie mojego życia, przyjdź!
Pocieszenie mojego serca, przyjdź!

(św. Symeon Nowy Teolog)


Usiadłszy rozmawialiśmy (Dz 16,11-15; Ps 149; J 15,26b.27a; J 15,26-16,4a)

Gdy pierwszego dnia zobaczyłem ich ze słuchawkami na uszach, kiwających się w rytm psychodelicznej muzyki, przeglądających tzw. pisma młodzieżowe, pomyślałem, że to będzie zmarnowany tydzień ferii. Słuchając następnego dnia rozmowy o wielkich pieniądzach najpierw pomyślałem, że pomyliłem miejsce, do którego miałem jechać, a potem zacząłem modlić się. „Panie Boże, przyślij kogoś z domowników, z kim będzie można normalnie pogadać, bo ja z nimi zwariuję.” Wysłuchał błagania. Po południu otrzymałem wiadomość. „Będę jutro rano. Niech ktoś po mnie wyjedzie na pierwszy autobus z Sącza.”

Zaraz po przyjeździe, nie bacząc na ociągających się dyżurnych śpiochów, zajął się przygotowaniem śniadania, a pierwszy wspólny posiłek okrasił Shakespeare’m. Cytaty w języku polskim i angielskim, porównywanie przekładów, zachwyt Barańczakiem. Towarzystwo z wrażenia zamilkło. Później, podczas wyprawy na Trzy Korony, słuchali z podziwem, gdy dzielił się swoja wiedzą o Pienińskim Parku Narodowym. Nie wiadomo kiedy zaczęły się poważne tematy. Być sobą; być kimś; żyć z sensem. Wieczorem padł zmęczony. Ale oni chwycili bakcyla. Magnetofony i słuchawki wylądowały w plecakach, ktoś chwycił gitarę. Owszem, były żarty. Był śmiech. Ale pojawiła się nowa jakość. Przeskoczyli poprzeczkę i już nie mieli zamiaru zniżać lotów.

Kilka lat później to właśnie oni w sławetnym wielkim tygodniu Polaków wysyłali sms-y i zgromadzili kilka tysięcy młodych ze swojego miasta, przewodnicząc ich modlitwie.

W polskim duszpasterstwie panuje przekonanie, że długie rozmowy z młodymi nie są pracą. Że nic z nich nie wynika. Całe szczęście, że innego zdania był Paweł, Jan Paweł i wielu im podobnych.

Modlitwa poranna

Panie, Ty znasz moje serce, Ty wiesz, że jedynym moim pragnieniem jest dawać innym to, co Ty mi dałeś.

Niech moje uczucia i słowa, moja praca i mój odpoczynek, czyny moje i myśli, moje sukcesy i trudności, moje życie i moja śmierć, moje zdrowie i moje choroby – to wszystko, czym jestem, i to, co przeżywam, to wszystko niech będzie ich i dla nich, ponieważ Ty sam raczyłeś wydać się cały dla nich.
Naucz mnie, Panie, pod tchnieniem Twojego Ducha pocieszać udręczonych, przywracać odwagę tym, którzy mają jej za mało, podnosić upadłych, czuć się słabym razem ze słabymi i stać się wszystkim dla wszystkich.

Włóż w moje usta słowa prawe i słuszne, abyśmy wszyscy wzrastali w wierze, nadziei i miłości, w czystości i pokorze, w cierpliwości i posłuszeństwie Twej woli, w gorliwości ducha i serca.

Daj mi światłość, bym się znał na tym, na czym znać mi się trzeba. Pomóż mi, bym podtrzymywał nieśmiałych i bojaźliwych i bym pomagał wszystkim, co są słabi. Spraw, bym się umiał przystosować do każdego z mych braci, do jego charakteru i usposobienia, do jego zdolności i do ograniczeń, stosownie do czasu i miejsca, jak Ty sam, Panie, uznasz to za dobre.


Szaty Królowej (Ap 11,19a; 12,1.3-6a.10ab; Ps: Jdt 13,18bcda.19-20; Kol 1,12-16; J 19,27; J 19,25-27)

Wracam pamięcią do pierwszej Mszy św., oprawionej na Jasnej Górze. Kazanie o szatach Królowej. Na pożółkłych kartkach odnajduję fragmenty zapisków.

Płaszcz. Znak przyobleczenia w łaskę. „Stałeś się nowym stworzeniem i przyoblekłeś się w Chrystusa, dlatego otrzymujesz białą szatę. Niech Twoi bliscy słowem i przykładem pomagają ci zachować godność dziecka Bożego, nieskalaną aż po życie wieczne.” Płaszcz, czyli godność. Z Jezusa przed ukrzyżowaniem zdarto szatę, by Go pozbawić godności.

Berło. Władza. Czyli służba. Bo „Syn Człowieczy nie przeszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” Dlatego pokolenia powtarzają za Maryją: „Oto ja służebnica Pańska”. Berło jest niekiedy buławą, którą wodzowie wskazywali wojsku kierunek. „W zwoju księgi o mnie napisano: radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, a Twoje prawo mieszka w moim sercu.”

Korona. „Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego.” Korona to ból rodzenia się nowego człowieka. Ale też i zapowiedź nagrody. „Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały.”

Kto ma oczy niechaj czyta „wielki znak na niebie”.

Modlitwa poranna

Boże, dzięki Ci składam za to, że mamy Królową, która jest Matką, że mamy Matkę, która jest Królową. Dzięki Ci składamy za jej niezmierzoną dobroć, której doznawały i doznają całe pokolenia naszych rodaków i wszyscy, którzy przybywają do Jej sanktuarium.

Dzięki Ci składamy za jej męstwo wówczas, gdy brakowało męstwa najmężniejszym. Ona była Niewiastą mężną i była źródłem męstwa w najcięższych chwilach naszych dziejów. Dlatego też ta Matka jest naszą Królową, Królową naszych dusz.

I za Nią składamy Ci dzisiaj dzięki.

Równocześnie nie przestajemy prosić, abyśmy byli godni takiej Matki i takiej Królowej. Nie przestajemy prosić, ażeby Maryja zwyciężyła w polskich sercach, żeby to zwycięstwo było zwycięstwem wiary, nadziei i miłości. Żeby to zwycięstwo było zwycięstwem dobra, uczciwości, szlachetności, trzeźwości.

(Jan Paweł II, 3 V 1979)


Zapobiegliwość? (Dz 17,15.22-18,1; Ps 148; J 14,16; J 16,12-15)

Chwycić za guzik, widząc kominiarza.
Rzucić za siebie grosz do wody, nie patrząc, gdzie poleci.
Obrócić się na pięcie, mijając zakonnicę.
Przysiąść na chwilkę, wracając po zapomniane rzeczy do domu.
Uważać, by nie stłuc lustra, ściągając siedem lat nieszczęść.
Zawrócić, robiąc trzy koła, gdy czarny kot drogę przebiegnie.
Nie podejmować ważnych decyzji trzynastego w piątek.
Zabrać ze sobą misia na szczęście.
Założyć czerwone majtki na egzamin maturalny.
Przybić na drzwiach podkowę.
Nie dziękować, gdy życzą połamania pióra.
Odpukać w niemalowane drzewo.
Nie witać się przez próg.
Wziąć ślub w miesiącu, mającym „r” w nazwie.
.....
Jak łatwo zbudować ołtarz nieznanemu bożkowi.
Jak trudno budować ołtarz zaufania Bogu, który uwierzytelnił swojego Syna przez wskrzeszenie Go z martwych.

Modlitwa poranna

Panie, pozwól mi ze spokojem ducha spotkać wszystko, co mi niesie każdy dzień. Pomóż mi poddać się Twojej świętej woli. W każdej chwili dnia ucz mnie i podtrzymuj we wszystkim. Objaw swoją wolę dla mnie i otaczających ludzi. Jakiekolwiek otrzymałbym dzisiaj wieści, spraw niech je przyjmuje ze spokojem i mocnym przekonaniem, że we wszystkim dzieje się Twoja święta wola.

Kieruj wszystkimi moimi myślami, słowami, czynami i uczuciami. We wszystkich nieprzewidzianych wypadkach daj, abym pamiętał, że wszystko pochodzi od Ciebie i że Ty jesteś Panem wszystkiego.

Naucz mnie rozumieć ludzi i z prostotą postępować z każdym członkiem mojej wspólnoty, nikogo nie zasmucając i nie wnosząc w jego duszę zamętu.

Panie, dodaj mi sił do znoszenia trudów każdego dnia i do przyjmowania tego, co się wydarzy. Ty sam kieruj moją wolą, przyciągając do Siebie, i ucz mnie co dzień, jak mam wierzyć w Ciebie, jak cierpieć i jak przebaczać z miłością Twoją w moim sercu.

Panie, wierzę, że zawsze jestem Twój i dziękuję Ci za tę wiarę każdego dnia.

(Modlitwa zakonników z Dalekiego Wschodu)


Pójdę do pogan (Dz 18,1-8; Ps 98; J 14,18; J 16,16-20)

Jeszcze w seminarium byłem pod wielkim wrażeniem książki Davida Wilkersona „Krzyż i sztylet”. Pastora, niosącego Ewangelię młodym z nowojorskich gangów. Zdejmującego na ulicy buty, by oddawszy je rozmówcy, uwiarygodnić Dobrą Nowinę. Kilka lat później szedłem na spacer z grupą młodzieży z małego miasteczka w Wielkopolsce. Zawędrowaliśmy w okolice kawiarni. Wszyscy wiedzieli, że zbiera się w niej miejscowy margines społeczny. Moi rozmówcy, patrząc w okna tego przybytku, z politowaniem kiwali rękami, mówiąc o siedzących za szybą, że dla Kościoła są już straceni. Trochę mnie to zamurowało. Zaangażowani w oazie, scholi parafialnej, służbie liturgicznej, grupie recytatorskiej. Mający wiele fajnych pomysłów. A jednak ograniczeni tylko do tych, którzy w społeczności wierzących odnaleźli jakoś swoje miejsce. Zamknięci na pogubionych, zranionych, nie mających w życiu swojego miejsca. Wiecie – zacząłem z wolna – a ja myślę, że przyjdzie taki czas, kiedy dźwięk dzwonów nie będzie zapraszał do środka świątyni, ale będących w jej wnętrzu wyprowadzał na misje do takich miejsc, jak „Lotos”.

Przed dwoma miesiącami jedna z mam powiedziała mi, że nie zgodzi się, by jej syn chodził do salki przy plebanii, bo tam zbiera się największe dziadostwo. Szanowna pani – odpowiadałem z uśmiechem – dobrze, że zbiera się właśnie tam, a nie gdzie indziej.

Modlitwa poranna

Panie, nawróć nas, potrząśnij nami,
ażeby Twoje posłannictwo miłości
stało się ciałem naszego ciała,
krwią naszej krwi,
jedyną racją naszego życia.

Niech nas wyrwie z błogiego spoczynku
dobrego sumienia.
Niech będzie wymagające,
niewygodne, trudne,
bo tylko tak przyniesie nam pokój,
Twój pokój.

(Dom Helder Camara)


Przestań się lękać (1 Kor 15,1-8; Ps 19; J 14,6b.9c; J 14,6-14)

Pamiętam, jak ojciec uczył mnie pływać. Miałem wtedy sześć lat. Pojechaliśmy całą rodziną nad jezioro. Najpierw pokazywał, jak oswajać organizm z wodą. Zapamiętałem ten rytuał i ostrzeżenie. Organizm jest rozgrzany. Gdy wskoczysz gwałtownie, może chwycić skurcz. Więc najpierw zanurzasz nogi, potem moczysz ręce, kark, polewasz sobie plecy. Po tej kilkunastominutowej lekcji dostrajania ciała do temperatury wody stanął twarzą do brzegu, chwycił mnie za obie ręce i cofając się, zaczął prowadzić coraz głębiej. W pewnym momencie kazał nogami odbić się do tyłu i uderzać nimi na przemian o powierzchnię wody. Jak piesek. Wyczuwając, że ruchy są dość mocne i pewne, puścił ręce. Ale na wszelki wypadek asekurował mnie, podkładając delikatnie ręce pod brzuch. I tak powoli zaczęliśmy oddalać się od brzegu. Po kilku takich ćwiczeniach już samodzielnie zapuszczałem się w kierunku środka jeziora, od czasu do czasu machając ręką w kierunku ojca, stojącego na skraju lasu.

Dlaczego wracam do tej historii, opisując ją w szczegółach? Nie wystarczy powiedzieć komuś: „Przestań się lękać”. Trzeba samemu pokazać, jak stawiać pierwsze kroki, chwycić za ręce, dyskretnie asekurować. Jak Jezus, który stał się Pasterzem, wchodząc między owce, by razem z nimi iść z pustyni na zielone pastwiska.

Pamiętając, że ktoś, kto nie chce puścić rąk dziecka, przestaje być ojcem, a staje się niańką.

Modlitwa poranna

Wyzwól mnie, Panie,
od lenistwa, które się miota
przebrane w działalność;
od tchórzostwa, które czyni to,
czego się od niego nie wymaga, bo chce uniknąć ofiary.

Daj mi pokorę,
w której jedynie jest odpocznienie,
i wybaw mnie od pychy,
która jest najcięższym ciężarem.

Przeniknij całe moje serce
i całą moją duszę
prostotą Twojej miłości.

(Thomas Merton)


Znający świetnie Pisma (Dz 18,23-28; Ps 47; J 16,28; J 16,23b-28)

Rekolekcje oazowe drugiego stopnia kończą się przyjęciem tzw. Drogowskazów Nowego Człowieka. Ten obrzęd z reguły poprzedza kilkudniowa, burzliwa dyskusja, zazwyczaj koncentrująca się na wymaganiach abstynencji. Część młodzieży jest w przededniu osiemnastki i trudno jej pogodzić się z myślą, że będą musieli przy tej okazji zrezygnować z alkoholu.

Kiedyś w samym środku takich sporów usłyszałem spokojny głos jednego ze starszych animatorów. „Nie wiecie, o czym mówicie. Osiemnastka jest tylko raz i po kłopocie. Zastanawialiście się, co znaczy wygospodarować sobie każdego dnia pół godziny na lekturę Pisma św. i Namiot Spotkania?” Wiedział, o co pyta. Często widziałem, jak na rowerze, z Pismem świętym w plecaku, jechał za miasto nad rzekę, by – jak to sam określał – pooddychać Słowem Bożym. Można było domyślać się, ile go ta codzienna praktyka kosztuje.

Potrafimy bez trudności wyliczyć potrawy, podawane na stół wigilijny. Wiemy, że na zakończenie oktawy Bożego Ciała święci się wianki z ziół. Na pamięć znamy „powtórkę z geografii”, zrobioną przez Jana Pawła II w Starym Sączu i słynny tekst o kremówkach z Wadowic. Gdy trzeba wykazać się świetną znajomością Pisma na twarzy pojawia się zakłopotanie. Tymczasem „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17).

Modlitwa poranna

Przyjdź, Duchu Święty, do naszych serc i zapal w nich ogień Twojej miłości. Przyjdź, Duchu Święty, i przez wstawiennictwo Maryi, która umiała kontemplować i zbierać w sercu wszystkie wydarzenia z życia Chrystusa, i zachowywać je w pamięci kochającej i twórczej – daj nam łaskę rozczytywania się w Pismach, byśmy również potrafili pamiętać o wydarzeniach Chrystusowych w sposób kochający i czynny.

Spraw, Duchu Święty, byśmy karmili się tymi wydarzeniami i odzwierciedlali je w naszym życiu.

I daj nam, prosimy Cię, jeszcze większą łaskę: dostrzegania dzieł Bożych w widzialnym Kościele, działającym w historii, tak byśmy kontemplowali w nim, a zwłaszcza w Kościele pierwotnym, obecność miłosierdzia Bożego w Jezusie, który stał się ciałem historycznym – ciałem wśród ludzi, ciałem w czasie.

(Kard. C. M. Martini)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...