13. tydzień zwykły (2005)

Przeczytaj i rozważ


Czego potrzebuje prorok? (2 Krl 4,8-11.14-16a; Ps 89; Rz 6,3-4.8-11; Mt 10,40; Mt 10,37-42)

Historia z pozoru prosta, klasyczny schemat – „coś za coś” lub „wyrównanie rachunków”. Kobieta – dawała trochę. Zobaczyła, że może dać więcej i zrobiła to. Prorok – przyjął dar. Dowiedział się, czym może się odwdzięczyć i zrobił to.

Można powiedzieć, że obojgu było łatwo. Ona była bogata, mąż liczył się z jej zdaniem. Zaś prorocy, wiadomo, mają swoje dojścia.

Jednak, jeśli przyjrzeć się uważniej, schemat nie okazuje się taki prosty, a bohaterom wcale nie było łatwiej niż innym. Tutaj bowiem dar poprzedzało rozeznanie i – przyznajmy – dobra organizacja. Ona – po rozmowie z mężem przyszykowała pokój. On – wypytał służącego i, zgodnie z prorockim zwyczajem, zapewne pomodlił się.

Gościnność Szunemitki to gościnność przemyślana. To nie jest blichtr, pogoń za poklaskiem, oczekiwanie na dziękczynne uśmiechy. Jest posiłek, łóżko, stół, krzesło i lampa – to, co rzeczywiście potrzebne. Co więcej, nie ma tu miejsca na domową rewolucję, stawiania spraw na głowie, jakiegoś „zastaw się a postaw się”. Ona wiedziała, na co stać ją samą i na co stać jej bliskich, nie oczekiwała wdzięczności. Prorok też nie był w gorącej wodzie kąpany. Jak czytamy – najpierw się wyspał. Potem – przepytał sługę.

Niekiedy łatwiej jest dać bez namysłu, niż zadać sobie trud rozeznania sytuacji. Trud zastanowienia się, kim jest ten, kto stoi obok mnie i czego potrzebuje tak naprawdę. I prorok, i Szunemitka są, w pewnym sensie, patronami dobrego rozeznania.

Modlitwa dnia

Boże, Ty przez łaskę przybrania uczyniłeś nas dziećmi światłości, nie dopuść, aby nas ogarnęły ciemności błędu, lecz spraw, abyśmy żyli w blasku Twojej prawdy. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Modlitwa wysłuchana (Rdz 18,16-33; Ps 103; Ps 95,8ab; Mt 8,18-22)

No, to jak w końcu było? Bóg wysłuchał, czy nie wysłuchał modlitwy Abrahama?…

Próbuję zrozumieć, co się wtedy stało… Dlaczego Bóg w ogóle rozmawiał z Abrahamem? Przecież z niczego nie musiał się tłumaczyć! Czemu Abraham z takim zacięciem się targował? Przecież prosił za obce sobie miasta… Czy ważne jest to po prostu, że Bóg go usłyszał? To, że obaj – i Bóg, i Abraham, wysłuchali się nawzajem?…

Niekiedy doświadczenie uczy, że szanse są niewielkie. Zdrowy rozsądek podpowiada, że siły zła są przeważające. Po naszej stronie nie stoi nawet sprawiedliwość – znamy słabość tego, co pragniemy ocalić.

Niekiedy widzimy rzeczy, z których każda nas przerasta. Ocieramy się o losy ludzi i społeczności, a każdy los jest większy niż my sami.

Wtedy właśnie – jedyną walutą, jaką dysponujemy, jest modlitwa.

„Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem…”.


Okoliczności ocalenia (Rdz 19,15-29; Ps 26; Ps 730,5; Mt 8,23-27)

Niepokojąca perspektywa: być obudzonym w środku nocy, zmuszonym, by rzucić wszystko, pognać w nieznane. Więc tak ma wyglądać ocalenie?…

Pewne rzeczy dzieją się jakby bez naszego udziału. To, co wydawało się znane, przestaje być bezpieczne. Tracimy dotychczasowe punkty oparcia. Coś się zmienia. Coś zostaje nam zabrane. Dzieją się rzeczy, których nie rozumiemy. I – nic nie wskazuje, że Opatrzność czuwa, a wszystko zmierza ku dobremu.

Myślę: „to nie mogę być ja!…”. Albo: „dlaczego właśnie mnie zawsze spotykają takie rzeczy?…”. W sumie – to na jedno wychodzi – taki sam bunt, rozpacz, cierpienie. Taki sam strach przed nieznanym, niepewność jutra, poczucie osamotnienia.

Strasznie trudno wtedy zachować spokój ducha, nie mówiąc już o nadziei. Strasznie trudno uwierzyć, ze Bóg patrzy, prowadzi, chroni.

Bóg pamięta.


Kiedy zjawia się anioł (Dz 12,1-11; Ps 34; 2 Tm 4,6-9.17-18; Mt 16,18; Mt 16,13-19)

Co zrobisz, jeśli przed świtem obudzi cię anioł? Opadające kajdany, pokonana straż, otwarta brama – nie jesteś pewien, czy to jest rzeczywistością. Może wcale nie czekałeś na cud, a jedynie prosiłeś o wytrwałość. Może anioł cię zaskoczył, a nagła światłość w twojej celi wydaje się złudzeniem.

Czy masz uwierzyć w anioła? Czy wstaniesz szybko i pójdziesz za nim? Dobrze się zastanów! Boskie interwencje nie biorą się znikąd, nie są sztuczką iluzjonisty dla zadziwienia gawiedzi. „Angelos”, czyli posłany, przyszedł w OKREŚLONYM celu. Trafił pod WŁAŚCIWY adres.

Jakub, brat Jana, został ścięty. Piotr został uratowany. Anioł bowiem zjawia się, gdy Bóg zechce. Przy kim zechce i kiedy Bóg zechce. Kiedy zjawia się anioł, to oznacza, że należę do Boga.

Piotr po uwolnieniu z więzienia poszedł do braci, mógł dalej głosić Ewangelię. Kiedy zjawia się anioł, to oznacza, że człowiek ma służyć.

Wiemy, jak zginął Piotr. Nie uniknął męczeństwa. Został ukrzyżowany. Kiedy zjawia się anioł, to oznacza, że Bóg, nie my, wyznacza czas próby.

I co, nadal chcesz czekać na anioła?


Jak być posłusznym grzesznikowi? (Rdz 22,1-19; Ps 116A; 2 Kor 5,19; Mt 9,1-8)

Czytam opowieść o tym, jak Abraham, posłuszny Bogu, wziął swego jedynego syna, Izaaka do kraju Moria, by tam złożyć go w ofierze. Czytam o tym, jak Bóg wstrzymał rękę Abrahama. Czytam i myślę o Izaaku.

Myślę nie tyle o tym, co czuł, jak sobie to wszystko tłumaczył – raczej o sytuacji, w której się znalazł. O podległości Izaaka. O posłuszeństwie Izaaka. O jego ofierze.

Są tacy, którzy mają nad nami jakąś władzę. To delikatna sfera i trudno o tym pisać – bo są to ludzie, grzesznicy, tak samo, jak my. Postawieni nad nami z urzędu, z racji pełnionej funkcji. Albo dlatego, że razem istniejemy w sieci wzajemnych współzależności: w rodzinie, w pracy, we wspólnocie.

Zaufać tym, którzy na różny sposób nas prowadzą. Zaufać rodzicom, mężowi, zaufać żonie. W innej perspektywie zobaczyć wymagania stawiane przez dzieci. Być posłusznym przełożonemu, inaczej spojrzeć na biskupa i papieża.

Także: być do dyspozycji. Dać ofiarę ze swojego czasu, swoich pragnień, pracy, dać siebie samego.

Ostatecznie i nade wszystko – zaufać Bogu. Pamiętać, że czuwa nad nami ręka Pańskiego Anioła.


Powtórka z geografii (Rdz 23,1-4.19;24,1-8.10.48.59.62-67; Ps 106; Mt 9,12b.13b; Mt 9,9-13)

Kiriat-Arba, Makpela, Aram-Naharaim, Lachaj-Roj - nazwy obco brzmiące w moich uszach. Dla Sary, Abrahama, Izaaka i Rebeki były to miejsca Bożego działania. Były to miejsca, w których rozstrzygał się nie tylko ich osobisty los, ale los całej ich rodziny, los całego narodu.

Szarzyzna codzienności - żadne tam cuda, tym razem brak podniosłych wydarzeń. Zwyczajny koniec życia: śmierć Sary w Kiriat-Arba. Makpela zaś - tam Abraham kupił dla żony grób, a nawet musiał się targować. W Aram-Naharaim spotykamy następne pokolenie - tam właśnie sługa patriarchy znajduje Rebekę, żonę dla Izaaka. A Lachaj-Roj? W tamtych okolicach po raz pierwszy spotykają się młodzi, wszystko w zgodzie z ówczesnym zwyczajem.

A gdyby tak poszukać miejsc, w których rozstrzygał się los przeszłych pokoleń i nasz własny? Gdzie działy się zdarzenia niby zwyczajne, zarazem jednak takie, które nadają życiu kierunek: narodziny i śmierć, początek czegoś, czegoś koniec. To, co sprawiło, że jestem dziś właśnie tutaj.

Przypomnieć sobie nazwy, być może obco brzmiące w innych uszach. Dla mnie jednak - miejsca Bożego działania.


Przebiegłość człowieka i przebiegłość Boga (Rdz 27,1-5.15-29; Ps 135; Jk 1,18; Mt 9,14-17)

Rzecz zupełnie zwyczajna: nie wybieramy miejsca i czasu swojego urodzenia. Nie wybraliśmy rodziców, sióstr ani braci. Nieosłonięci wchodzimy w rodzinne układy, panujące zwyczaje, dziedzictwo pokoleń. I co? I pragniemy szczęścia, oczywiście. Pragniemy, żeby los nam sprzyjał. Żeby wszystkie okoliczności pomyślnie się ułożyły. Próbujemy być przebiegli. Próbujemy pomóc szczęściu, leciutko nagiąć fakty, wygładzić linie losu, poszukać uzasadnień i usprawiedliwień. Nie ze złej woli przecież, nie po to, by kogoś oszukać, ale w końcu coś nam się od życia należy, co nie?

Historia uczy, że nie należy nam się nic. Dzieci umierają. Dobrych ludzi łatwo oszukać, niekoniecznie sprzyja im szczęście. Wiele razy popełniamy błędy. Pewne wybory drogo kosztują, i to nie tylko nas, także ludzi nam bliskich. Nasza przebiegłość na nic się nie zda. Stajemy bezradni w obliczu kataklizmu, a nawet zwykłej burzy. Jesteśmy pełni rozpaczy w obliczu choroby i powszechnego bezrobocia. Nie umiemy rozwiązać więzów, pozbyć się tego, co nas krępuje. Nie umiemy spłacić zobowiązań zaciągniętych jeszcze przed naszym urodzeniem. Wszyscy tak samo: Polacy, Ukraińcy, Niemcy, Amerykanie, Rosjanie, Czeczeńcy, Arabowie... Ba! Sąsiad z sąsiadem i brat z bratem... Zło rodzi zło, nienawiść prowadzi do nienawiści, rozłam owocuje rozłamem.

A jednak Bóg jest przebiegły także, choć inaczej niż człowiek. Daje dobro, nie negując naszych wyborów. Pozwala na pomyłki, ale nie udaje, że wszystko jest ok. Daje błogosławieństwo, pomnaża, wśród słabości ofiarowuje moc. Jakby na przekór, jakby nie licząc się z naszym zawikłaniem, naszą winą, złem.

Uczynić małe dobro, ale dzisiaj. Wtedy za kilka lat, może za kilka wieków, kto wie...?
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...