16. tydzień zwykły (2005)

Przeczytaj i rozważ


Bóg sprawiedliwy, choć nierychliwy (Mdr 12,13.16-19; Ps 86; Rz 8,26-27; Mt 13,24-43)

Spotykam ludzi, których poczucie niesprawiedliwości ze strony Boga popycha ku bluźnierstwu. Pytają, gdzie był, gdy spotykała ich krzywda. Dlaczego milczał, kiedy Go wzywali. Nawet gdy krzywdę wyrządził im drugi człowiek, oni obwiniają Jego. Bo przecież jest wszechmocny. Bo przecież podobno kocha swoje dzieci. Buntuję się przeciwko ich zarzutom, ale trudno mi cokolwiek powiedzieć. Gdy mimo wszystko próbuję, czuję się po wielokroć niezręcznie. Bo nie przeżyłem ich cierpienia. Bo moje doświadczenia są zapewne tylko okruchem ich bólu. Przede wszystkim zaś dlatego, że ja, nędzne stworzenie, stawiam się w roli adwokata mojego Pana. Przecież On przed nikim tłumaczyć się nie musi...

Ja wierzę, że jest sprawiedliwy. Tylko jest tak potężny, iż nie musi natychmiast okazywać swojej wszechwładzy. Może pozwolić sobie na łagodność w oczekiwaniu poprawy; na cierpliwość w nadziei, że zły w końcu zawróci ze swojej drogi. Nie jest drobiazgowy, a na ludzkie grzechy może patrzyć z wielką oględnością. By chwasty miały czas w cudowny sposób zamienić się w pełne ziaren kłosy.

Jednak tym, którzy poddają w wątpliwość Jego moc, szybko może ukazać ją w całej pełni. Wtedy dzieją się rzeczy, które po ludzku zdarzyć się nie powinny. Wobec zuchwale szydzących z Jego cierpliwości może swą potęgę okazać natychmiast. Wtedy nieszczęście niezwykle mało prawdopodobne ich nie ominie. Ale wszystko nie po to, by się mścić, ale by przywołać do porządku. By miara zła się nie przebrała. By przyszło nawrócenie.

Mój Bóg, choć sprawiedliwy, jest łagodny i cierpliwy. Nie postępuje ze mną według moich grzechów, ani według moich win mi nie odpłaca. Gdyby tak nie było, nie byłoby też dla mnie miejsca na ziemi. Ale to dzięki Jego szczodrobliwości ciągle na nowo próbuję żyć lepiej. Bo u Niego nigdy nie jestem przegrany. Dlatego modlę się: „Panie, niech w dzień sądu okażę się choćby skromnym kłosem z kilkoma ziarenkami dobra”.

Modlitwa dnia

Wszechmogący Boże, okaż miłosierdzie swoim wiernym i pomnażaj w nich dary swojej łaski, aby pełni wiary, nadziei i miłości zawsze wiernie zachowywali Twoje przykazania. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Wytrwać w dobrych postanowieniach (Wj 14,5-9a.10-18; Ps: Wj 15,1.2.3-4.5-6; Ps 95,8ab; Mt 12,38-42)

Jakże niestałe jest ludzie serce. Faraon nie wyciągnął wniosków z poprzednich lekcji. Szybko zapomniał o śmierci pierworodnych, a w ucieczce Izraelitów zobaczył już tylko utratę cennych niewolników. Izraelici w obliczu pościgu wojsk faraona porzucili swoje marzenia o wolności, a niewola zaczęła im się wydawać sensownym sposobem na życie. Wszyscy jakby zapomnieli dlaczego wcześniej podjęli takie, a nie inne decyzje. Choć widzieli wielkie dzieła Boga, szybko przestali Go w swoich kalkulacjach uwzględniać.

Czasem jestem do nich podobny. Nie uwzględniam w swoich kalkulacjach Boga. Wiem, że nie powinienem wystawiać Go na próbę nierozsądnie podejmując się rzeczy niewykonalnych w mniemaniu, że On za mnie wszystko zrobi. Są jednak takie sprawy, w których na pewno powinienem Mu zaufać. Nie wiem, czy zawsze potrafię odróżnić wystawianie Boga na próbę od zaufania Mu. Wiem jednak, kiedy mogę to zrobić bez namysłu: gdy powinienem przeciwstawić się złu lub gdy mam okazję czynić dobrze. Wtedy nie może mnie paraliżować ani strach przed utratą prestiżu czy majątku, ani lęk przed narażeniem się silnym tego świata...


Dlaczego mnie to spotkało? (Wj 14,21-15,1; Ps: Wj 15,8-9.10.12.17; J 14,23; Mt 12,46-50)

Kim chciałbym być? Uciekającym Izraelitą czy ścigającym Egipcjaninem? Łatwo mi pogodzić się z losem, gdy jestem jego beneficjentem. Gdy spotyka mnie szczęśliwy traf, gdy udaje mi się wywinąć z klęski wydawałoby się nieuchronnej. Trudniej gdy staję się ofiarą. Gdy cierpienie moje czy moich bliskich wydaje się bezsensowne, a daleki Bóg bezduszny. Nie chcę być nawozem historii. Próbuję zrozumieć sens, a gdy nie znajduję…

Wierzę, że Bóg nigdy mnie nie opuszcza. Nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się bez sensu. On mnie zna po imieniu. Nawet jeśli dla ludzi będę bezimiennym Egipcjaninem pogrążonym w odmętach Morza Czerwonego.

Dlatego modlę się zmieniając nieco słowa poety: Ty wszystko wiesz lepiej, więc jeśli trzeba „zwyczajny zrób ze mnie kamień, niechaj młotami mnie skruszą i w twardą drogę mnie zamień, po której inni wyruszą”...


Wierzę, że Bóg może wszystko (Wj 16,1-5.9-15; Ps 78; Mt 13,1-9)

Czy gdybym był jednym z Izraelitów wyprowadzonych na pustynię też szemrałbym przeciwko Mojżeszowi i Aaronowi? Gdy grozi głód, szybko się zapomina o wielkich ideałach. Ale jak można było zapomnieć o cudach, które działy się przy wyjściu? Jak można było nie wierzyć, że Ten, który plagami zmiękczył serce faraona, który otworzył morze przed uciekającymi, a pogrążył w odmętach ścigające ich wojsko, może także uratować od śmierci głodowej tych, którymi się opiekuje?

Ludzka pamięć i wdzięczność wobec Boga często są zawodne. Ja też, zanurzony w prozie życia, łatwo zapominam o wielkich dziełach, które dla mnie Pan Bóg uczynił. Może nie były tak spektakularne, ale przecież On pokazał mi, że może wszystko. Dlatego dziś, pouczony niewdzięcznością Izraela, chcę wrócić na ścieżkę zaufania Bogu. Chcę z pokorą dodawać do swoich próśb: „bądź wola Twoja”...


Wyprać swoje szaty na spotkanie z Bogiem (Wj 19, 1-2.9-1 1.16-20b; Ps: Dn 3,52.53a.54a.55ab.56a; J 15,15b; Mt 13,10-17)

Spotkanie Boga. Wśród grzmotów i błyskawic. U stóp drżącej i spowitej dymem góry. Przy dźwięku potężnej trąby. Chyba rozumiem tych, którzy drżeli ze strachu. Bo oto potężny Bóg pozwolił im siebie usłyszeć. Ten, który pokonał faraona i jego wojsko, Ten, który na pustyni karmi rzesze głodnych, staje przed nimi w swojej potędze. Jakże się na to święto nie przygotować. Jakże nie włożyć najlepszej szaty albo chociaż nie uprać swoich łachmanów.

Kiedy klękam do wieczornej modlitwy, nie zauważam, jak wielki zaszczyt mnie spotyka. Zapominam, jak niezwykłym darem jest możliwość spotkania z Bogiem przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. I nie doceniam, że Bóg dla mnie codziennie staje się chlebem. Wszystko to stało się dla mnie codziennością. A czasem nawet przykrym obowiązkiem.

Dziś uświadamiam sobie, że tak nie mogę. Muszę na spotkanie z Nim uprać swoje łachmany, muszę włożyć najpiękniejszą szatę. To przecież wielkie święto. Zostaję jak Mojżesz zaproszony, by wejść na szczyt góry.


Bóg, który mnie wywiódł z Egiptu (Rozważanie do czytań z piątku 16. tygodnia zwykłego rok I: Wj 19,17;20,1-17 Mt 13,18-23)

Nie jestem wyjątkiem. Jak każdy cenię swoją wolność i możliwość stanowienia o sobie samym. Bywa, że różne nakazy i zakazy mnie męczą i że się przeciw nim buntuję. Ale wiem, że są dwa rodzaje prawa i przepisów. Jedne stworzone chyba tylko po to, by ludziom uprzykrzyć życie, ale i inne ze wszech miar słuszne.

Bóg też nakazuje i zakazuje. Moim pierwszym odruchem jest bunt. Ale gdy wgłębiam się w treść Bożego prawa, widzę, że zostało dane dla mojego dobra. Bo przecież nie ma innych bogów, jest tylko ten, w którego wierzę i w Nim powinienem pokładać nadzieję. Bo wiem, jak wielkim złem jest niszczenie w bliźnich prawdziwego obrazu Boga, wiem, jak potrzebny mi jest wypoczynek. Rozumiem wagę więzi rodzinnych, nie zgadzam się na zabijanie, kradzieże, oszczerstwa. Przeczuwam, jak wielką krzywdą jest małżeńska zdrada i widzę, jak wielkie zło kryje w sobie niepohamowane pożądanie.

A przecież powinienem zaufać Bogu bez żadnych zastrzeżeń. Trochę Go poznałem i wiem, że jest moim dobroczyńcą. Jeśli powiem, że za mnie umarł i zmartwychwstał, zabrzmi to może trochę sztucznie, choć jest najszczerszą prawdą. Ale On dał mi dobre życie, zdolności, zdrowie, przyjaciół, piękno świata, szum wiatru, zapach łąk, smak świeżego chleba i dotyk szorstkiej, tatrzańskiej skały. Od tylu nieszczęść mnie uchronił, tyle razy mi pomógł…On mnie nie wywiódł z Egiptu, ale przez całe życie jest po mojej stronie. Czy mam prawo podejrzewać Go o niecne zamiary?


Bóg zawierający z ludźmi przymierze (Rozważanie do czytań z soboty 16. tygodnia zwykłego rok I: Wj 24,3-8 Mt 13,24-30)

Mówią, że Bóg nadał ludziom przykazania. Wyczuwam w tym narzekanie niewolnika na uciemiężenie przez swojego pana. Bóg narzucający ludziom swoją wolę. Dziś czytam, że Izraelici zawarli z Bogiem przymierze. Układ z Bogiem. Coś za coś. Boża opieka w zamian za wierność prawu. Dobremu i sprawiedliwemu prawu. To coś zupełnie innego.

Bo mój Bóg nie jest despotą. Wie, co dla człowieka dobre, a mimo wszystko często mu ustępuje. Nie wykłóca się o swoje. Cierpliwe czeka aż człowiek zmądrzeje. I zawsze traktuje go poważnie. Nawet wtedy, gdy zachowuje się jak rozkapryszone dziecko…

Czuję się trochę zawstydzony. Bo nie jestem partnerem godnym Boga. A jednak On tak mnie traktuje. Zupełnie poważnie. Stawia przede mną normalne, poważne wymagania. Ciągle mi pomaga dając mi siebie pod postacią chleba. Choć przecież dla Niego mógłbym być nikim...
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...