20. tydzień zwykły (2005)

Przeczytaj i rozważ


On mnie nie odtrąci (Iz 56,1-7; Ps 67; Rz 11,13-15.29-32; Mt 4,23; Mt 15,21-28)

Czy jestem Bogu bliski? Czy cieszy się, kiedy do Niego przychodzę? Jest przecież tylu ludzi lepszych ode mnie. Jest tylu mądrzejszych, bystrzejszych; ludzi naprawdę prawych i szlachetnych. Co Mu po mnie? Przecież ciągle sprawiam tylko kłopoty. Wydaje mi się czasem, że w końcu zdenerwują Go moje grzechy i stanę się dla Niego zupełnie obcy. Jak długo może znosić moje słabości? Jak długo może wierzyć w moje mocne postanowienia poprawy?

Nie wiem. Ale wiem, że mój Bóg nie jest małostkowy. On nie szufladkuje. Nawet jeśli nie jestem kimś zasługującym na Jego łaskę, On zawsze mi jej udzieli. Bo dostrzega nawet obcych. Dostrzega dobro u tych, którzy nam, ludziom, wydają się obywatelami drugiej kategorii. Dostrzega potrzeby tych, których my odstawilibyśmy do granicy ze stemplem zakazującym powrotu do Polski.

Skoro przez chrzest stałem się kiedyś Jego dzieckiem, to żaden grzech Jego dobroci nie przekreśli. Dlatego w potrzebie zawsze za kananejską kobietą będę wołał: „Ulituj się nade mną Panie, Synu Dawida”. Usłyszy. Na pewno.

Modlitwa dnia

Boże, Ty dla miłujących Ciebie przygotowałeś niewidzialne dobra, wlej w nasze serca gorącą miłość ku Tobie, abyśmy miłując Ciebie we wszystkim i ponad wszystko, otrzymali obiecane dziedzictwo, które przewyższa wszelkie pragnienia. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Nie tak widzi człowiek, jak widzi Bóg (Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab; 1 Kor 15,20-26; Łk 1,39-56)

Żyję w społeczeństwie, w którym ważną rolę odgrywa pozycja. To chyba normalne. Każdy chce być kimś, chce być szanowany, chce by o nim dobrze mówiono. Widzę jednak czasami, jak niektórzy w walce o tę pozycję posuwają się do rzeczy podłych. Artyści, sportowcy, politycy. Zwykli ludzie też. A przecież wiem, że tak naprawdę ważne jest tylko to, z czym stoję przed Bogiem. Bo dla Niego moja pozycja nie ma znaczenia. Z uśmiechem czytam słowa Magnificat:

Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.


Tak. Ludzkie plany niewiele dla Niego znaczą. Zwłaszcza, kiedy ci ludzie nie w Nim, ale w sobie pokładają nadzieję. Mogą odnosić sukcesy, ale tylko do czasu. Cóż z tego, że ktoś po trupach dochodzi do władzy? Przychodzi dzień, kiedy zostawi swój urząd, a jego miejsce zajmie inny. Cóż z tego, że ktoś zgromadził wiele bogactwa, skoro nie był bogaty przed Bogiem? W dzień sądu zostanie z niczym. To pokorni kiedyś, wcześniej czy później, zostaną wywyższeni. To ubogich Bóg nasyci dobrami. Wielka sława to żart. Bóg patrzy na serce.

Modlitwa dnia

Boże, Ty wejrzałeś na pokorę Najświętszej Maryi Panny i wyniosłeś Ją do godności Matki Twojego Jedynego Syna, a w dniu dzisiejszym uwieńczyłeś Ją najwyższą chwałą, spraw, abyśmy zbawieni przez śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, przez Jej prośby mogli wejść do wiecznej chwały. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Gdzie wtedy był Bóg? (Sdz 6,11-24a; Ps 85; 2 Kor 8,9; Mt 19,23-30)

„Wybacz, Panie mój! Jeżeli Pan jest z nami, skąd pochodzi to wszystko, co się nam przydarza? Gdzież są te wszystkie dziwy, o których opowiadają nam ojcowie nasi, mówiąc: «Czyż Pan nie wywiódł nas z Egiptu»? A oto teraz Pan nas opuścił i poddał nas pod jarzmo Madianitów”.

Tak aktualnie brzmi dziś zarzut Gedeona. Skoro dawniej Bóg potrafił dokonywać takich cudów, dlaczego dziś milczy? Dlaczego dziś nie pokazuje swojej potęgi? Dawne cuda wydają się zmyślonymi baśniami. A Bóg daleki i obcy, jakby wcale nie interesował Go ludzki los.

Mam pretensje do Boga. A może wystarczyłoby, gdybym Mu zaufał. Zamiast wystawiać Go na próbę i żądać dowodów, że rzeczywiście istnieje i interesuje Go ludzki los, powinienem robić to, co nakazuje mi oświecone Bożym prawem sumienie. Tak łatwo potrzebą utrzymania rodziny tłumaczę zbędną pracę w niedzielę, pragnieniem sprawiedliwości usprawiedliwiam hodowaną latami nienawiść, duchem czasu swobodny stosunek do szóstego przykazania. Nie daję Bogu szansy, by dał mi możliwość utrzymania bez niedzielnej pracy; nienawiścią nie pozwalam pojawić się dobrym owocom przebaczenia, zapatrzeniem w cielesność ruinuję szansę rozwoju prawdziwej miłości. A kiedy przychodzi cierpienie swoją nieumiejętnością trudnego powiedzenia Bogu „tak” przekreślam szansę zrozumienia i w miarę pogodnego przeżywania tej arcytrudnej sytuacji.

Tylko jeśli przestanę budować świat po swojemu, kiedy pozwolę Bogu działać, będę mógł zobaczyć cuda...


Mądrość płynąca ze starej bajki (Sdz 9,6-15; Ps 21; Hbr 4,12; Mt 20,1-16a)

Gdy mądrzy i szlachetni nie potrafią wznieść się ponad swój próżny egoizm, wtedy do głosu dochodzi głupi i niekompetentny. Mądry i szlachetny powinien czasem podjąć ryzyko stawienia czoła ciężkim wyzwaniom, by znacznie gorzej nie zrobili tego głupcy bez skrupułów. Głos większości niekoniecznie jest głosem mądrości. W swoich wyborach trzeba być dalekowzrocznym, a nie kierować się chwilowymi emocjami. To garść mądrości płynących ze starej bajki Jotama. Widział to wszystko trzy tysiące lat temu. Do dziś nic się nie zmieniło.

Gdzie w tym wszystkim Bóg? On wpisuje się w ludzką historię; historię mądrych i głupich wyborów, decyzji ludzi szlachetnych i podłych. Prowadzi nas poprzez meandry pychy, pomyłek i złej woli. Ku prawdziwej mądrości. Ku życiu wiecznemu.


Bóg pogardzanych (Sdz 11,29-39a; Ps 40; Ps 95,8ab; Mt 22,1-14)

Nie mogę powstrzymać żalu, gdy czytam dzisiejsze Boże słowo. Bo nie mogę zrozumieć jak ktoś, nad kim był Duch Pana mógł złożyć tego rodzaju ślub. Ślub wprost godzący w jedno z Bożych przykazań, okrutny pod każdym względem. Nawet gdyby jego ofiarą nie stała się córka tego, który go złożył. Dlaczego Bóg na taki haniebny targ się zgodził?

Ale gdy otwieram Pismo Święte i czytam cały 11 i 12 rozdział księgi Sędziów zaczynam rozumieć. Czy rzeczywiście Bóg się na takie postępowanie Jeftego zgodził? Chyba nie. Prawo Boże obowiązuje zawsze i wszystkich. Zwycięstwa Jeftego nie musiały wcale być skutkiem złożonej Bogu obietnicy. Ale Bóg nie gardzi tymi, którymi pogardza świat. Pozwolił zostać wodzem wyrzuconemu z domu nieszczęśliwemu awanturnikowi. Choć ów wybraniec zbłądził, jego rękami Pan historii zrealizował swoje plany.

Wiem, że Bóg nie pochwala zbrodni w jakiekolwiek imię była by popełniona. Ale wiem też, że nie gardzi nawet największym grzesznikiem. Gdy więc znów ogarnie mnie przerażanie, że oto zło zaczyna zalewać świat, a ludzie Kościoła bywają niegodni swoich pozycji, z pokorą zaufam Temu, który zawsze wie co robi i potrafi nawet z największego zła wyprowadzić jakieś dobro. Zaufam specjaliście od pisania prosto w krzywych linijkach. Także w chwili, gdy łzy cisną się do oczu nad okrutną śmiercią najłagodniejszego na świecie człowieka...


Na ścieżkach Bożych planów (Rt 1,1.3-6.14b-16.22; Ps 146; Ps 25,4b.5; Mt 22,34-40)

Co skłoniło młodą Rut do pozostania przy Noemi? Może brak perspektyw we własnym kraju, wśród bliskich? Może troska i przywiązanie do dobrej teściowej? A może zafascynowanie Bogiem, który walczy po stronie swojego ludu? Nie wiem. Zwyczajna ludzka historia. Trudno mi odgadnąć, dlaczego jest Bożym słowem. Niecierpliwie obracam strony Pisma czytając tę krótką księgę do końca.

...Odkładam zadumany. Jedno z ostatnich zdań brzmi: „Wzięła Noemi dziecko (Rut i Booza) i położyła je na swym łonie. Ona też je wychowywała. Sąsiadki (...) nadały mu imię Obed. On to jest ojcem Jessego, ojca Dawida”... A więc cała historia opowiedziana po to, by pokazać losy prababki Dawida... Gdyby nie jej dziwna decyzja, on, największy król Starego Testamentu, wzór dla wszystkich innych władców, nigdy by się nie narodził...

Tak. To rzeczywiście święta historia. Widzę w niej Boga, jakiego dotąd nie widziałem; Boga realizującego swoje zamysły poprzez zwyczajne, może nawet trochę przypadkowe ludzkie wybory. Kiedy ktoś pytał mnie o swoją wolność w obliczu Bożych planów, bałem się, że te dwie sprawy się wykluczają. Dziś widzę, że delikatny Bóg swój plan oparł na naszych wolnych decyzjach.

To dobrze. Mogę mieć też nadzieję, że On, Mistrz tworzenia spraw wielkich z tych z pozoru niewiele znaczących, pozwoli zakiełkować nawet najmniejszemu ziarenku dobra, jakie zasiałem. Może wyrośnie z niego jakieś drzewo...


Bóg pamięta (Rt 2,1-3.8-11; 4,13-17; Ps 128; Mt 23,9a.10b; Mt 23,1-12)

Ubóstwo zawsze jest trudne. Przyciśnięta przez biedę Rut poszła zbierać kłosy, które żniwiarze zostawili, a które zgodnie z zasadami Mojżeszowego prawa (Kpł 19, 9; 23;22; Pwt 24 19) mogli wziąć sobie ubodzy. Zapewne nie było to łatwe zajęcie, gdyż ktoś taki narażony był na różnorakie przykrości ze strony pracujących. Jednak kiedy nie ma z czego żyć, człowiek ima się różnych zajęć.

Podobnie jest i dzisiaj. Też wielu wśród nas ubogich i ubóstwem zagrożonych. Zniechęconych ciągłym słuchaniem, że nie ma dla nich pracy, przerażonych możliwością eksmisji. Czasem, żeby się utrzymać, wykonują pracę przez wielu uważaną za poniżającą. Kopią węgiel w biedaszybach, grzebią w śmietnikach. Wytykani palcami i pogardzani. Po prostu ubodzy.

Bywa, że dane mi jest cieszyć się razem z nimi, gdy niespodziewanie pracę znajdują, gdy wreszcie komisja przyznaje im wymarzoną rentę, gdy spotykają kogoś, kto pomaga im stanąć na nogi. Los w końcu się do nich uśmiecha. Jak do Rut. Bo Bóg o nikim nie zapomina.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...