34 tydzień zwykły A (2005)

Przeczytaj i rozważ


Pastuch (Ez 34,11-12.15-17; Ps 23; 1 Kor 15,20-26.28; Mk 11,10; Mt 25,31-46)

– Z czym kojarzy wam się słowo pasterz? – spytał rekolekcjonista. Skojarzenia mieliśmy podobne, bardzo ciepłe: fujareczka, wełniane baranki plus kłębiaste obłoki.

– Tymczasem Talmud wymienia tylko trzy kategorie obywateli Izraela, które – jako najgorsze – nie mogły nawet łożyć na świątynię Pańską – ciągnął dalej zakonnik – To celnicy, cudzołożnice i... pasterze. Powszechnie uważani byli za złodziei. Spójrzcie, gdy Jezus powiedział do Żydów „Ja jestem dobrym pasterzem”, ci zareagowali na to niezwykle gwałtownie. „On jest opętany przez złego ducha i odchodzi od zmysłów. Czemu Go słuchacie?”

Dlaczego tak piękne dla naszego ucha słowa tak bardzo wyprowadziły ich z równowagi? Bo w ich uszach zabrzmiało to jak obelga: „Ja jestem dobrym pastuchem”. Czy ktoś, kto podaje się za Syna Bożego może tak nisko upaść?

To pasterze ujrzeli jako pierwsi Boga. Posłał do nich swego anioła.

Bóg przestawiając się jako pasterz bez wahania zajmuje najgorszą społeczną pozycję.

Jest Pierwszym (ALFA), który nie waha się zostać Ostatnim (OMEGA).

Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko.


Błogosławiona niewola (Dn 1,1-6.8-20; Ps: Dn 3,52.53b.54a.55ab.56; Mt 24,42a.44; Łk 21,1-4)

W trzecim roku panowania króla judzkiego Jojakima przybył król babiloński Nabuchodonozor pod Jerozolimę i oblegał ją.

Przedziwna pedagogika Pana Boga. By uratować swój lud, dozwala, by ten wpadł w babilońską niewolę. Nabuchodonozor jest uosobieniem zła. Ba, Ojcowie Kościoła widzieli w nim nawet figurę samego szatana, a jednak Pan wmówi o nim: „sługa mój, Nabuchodonozor”. Bóg potrafi posłużyć się złem. Nawet stwarzając raj, umieścił w nim przebiegłego węża.

– Czy nie widzisz– powiedział cadyk Widzący z Lublina – że Bóg posługuje się złem?

– Bóg tak, rabbi – odpowiedział Jakub Icchak z Przysuchy – Bóg może się wszystkim posłużyć, bo nic nie ma na niego wpływu. Ale dobro – mam na myśli nie dobro pochodzące od Boga, mam na myśli dobro istniejące na ziemi, doczesne dobro – kiedy ono usiłuje posłużyć się złem, tonie w nim. Niedostrzegalnie, samo tego nie dostrzegając, rozpuszcza się w nim, i już go nie ma.

Dlaczego Jerozolima była oblegana przez Nabuchodonozora? Jezuita Mieczysław Wołoszyn wyjaśnia: Przymierze w dekalogu nie spełniło w sercach narodu wybranego swej misji. Prorocy okazali się bezsilni. Między Izraelem a Bogiem Jahwe narastało morze nieporozumienia. Na Syjonie stało arcydzieło króla Salomona - świątynia kapiąca od złota, a w niej kult Boga Jahwe jako potężna rzeź zwierząt ofiarnych. Ten fakt uspokajał sumienia Judy i Izraela, które niepokoili prorocy Jahwe... Niepokoili groźbą kary Bożej, ponieważ w ogromne zapomnienie poszedł fakt, iż kult Boga polega przede wszystkim na życiu wg dwóch tablic dekalogu: miłości Boga i bliźniego. Miłość bliźniego, bowiem została zamieniona w potworny, nieludzki wyzysk słabych, bezsilnych... A kult „zazdrosnej”, świętej miłości Boga Jahwe został uzupełniony przez kult bogów płodności i prostytucję sakralną uprawianą z niezwykłą gorliwością na tzw. „wzniesieniach”, pod „drzewami zielonymi”...

Co Bogu Jahwe pozostało w tej sytuacji? Jahwe sięgnął po Babilon, po pogan, by ratować swój naród wybrany, który gardził poganami. Izrael i Juda musieli konsumować los niewolników ze strony pogardzanego Babilonu.

Czasem trzeba czasu ciemności, by dostrzec, jak ogromnie brakuje nam światła. Sytuacje, które przeklinamy okazują się zbawienne.

Jezus odkupił nas w najbardziej przeklętej sytuacji, jaka mogła Go spotkać.
Gdyby nie niewola Babilonu, Izrael nie zatęskniliby za Bogiem.


Kamyczek powalił kolosa (Dn 2,31-45; Ps: Dn 3,57-58a.59a.60a.61a.62a.63a; Ap 2,10c; Łk 21,5-11)

Kolos ze snu Nabuchodonozora przerażał i zachwycał. Pozornie wydawał się doskonały. Pozory jednak, jak zwykle, mylą.

Oto posąg bardzo wielki, o nadzwyczajnym blasku stał przed tobą, a widok jego był straszny. Głowa tego posągu była z czystego złota, pierś jego i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z miedzi, golenie z żelaza, stopy zaś jego częściowo z żelaza, częściowo z gliny.

To, co wysokie jaśniało złotem, to, co niskie było mieszaniną gliny i żelaza. Odwrotnie niż w pedagogice Pana uniżającego się, wcielającego, schodzącego z wyżyn nieba na ziemię, wybierającego to, co głupie, słabe

Wystarczył jeden kamień, by roztrzaskać olbrzymiego kolosa. Czy to ten sam kamień, który został odrzucony przez budujących?

Ten sam, który powalił Goliata?

Ten wymieniony przez ewangelistę opisującego Jezusa który w Ogrójcu „ddalił się na odległość rzutu kamieniem”?

Potężny posąg okazał się kolosem na glinianych nogach. Cóż z tego, że z daleka lśnił, mamił i błyszczał?

„Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne” - przypomina mi święty Paweł.


Bożek porozbijał kolegów (Dn 5,1-6.13-14.16-17.23-28; Ps: Dn 3,64a.65a.66a.67a.68a.6ga.70ab; Ap 2,10c; Łk 21,12-19)

„Wychwalałeś bogów srebrnych i złotych, miedzianych, żelaznych, drewnianych i kamiennych, którzy nie widzą” – powiedział Pan Nabuchodonozorowi. Przypomniała mi się opowieść o ojcu Abrahama.

Pewien żydowski midrasz opowiada, że Abram był synem Teracha - handlarza statuetkami bożków. Od wczesnego dzieciństwa poddawał w wątpliwość wiarę ojca i szukał prawdy. W końcu doszedł do przekonania, że cały wszechświat jest dziełem jednego Najwyższego Stworzyciela i zaczął nauczać o tym innych. Starał się przekonać swego ojca jak beznadziejne jest czczenie bożków.

Pewnego dnia, kiedy został sam i miał pilnować sklepu, rozbił wszystkie posążki bożków z wyjątkiem największego. W jego dłonie wsunął młot. Kiedy ojciec Abrama wrócił i zapytał, co się wydarzyło, ten odrzekł: „Bożki wdały się w bójkę i największy rozbił pozostałe”. Zdenerwowany ojciec krzyknął: „Nie bądź śmieszny! Te bożki nie mają w sobie ani mocy, ani życia, nie mogą niczego zrobić!”. Abram spokojnie odpowiedział: „Więc dlaczego je czcisz?”

Nabuchodonozor przeraził się. Wykorzystał do pijaństwa sakralne naczynia, skradzione ze świątyni Jahwe. Wychwalał „bogów którzy nie widzą”. Bóg, który „widzi z daleka” upomniał się jednak o swoją własność.

Co dzień przywłaszczam sobie łaski Pana Boga, chwalę się nimi, pokazuję zdolności, tak, jakby były moją zasługą. Zapominam, że wszystko jest łaską, wszystko jest darem. Bóg, który „widzi z daleka” upomni się o swoją własność. I co wtedy?


Lwy jak baranki (Dn 6,12-28; Ps: Dn 3,71-72a.73a.74-75a.76a; Łk21,28; Łk 21,20-28)

Mój Bóg posłał swego anioła i on zamknął paszczę lwom; nie wyrządziły mi one krzywdy, ponieważ On uznał mnie za niewinnego; a także wobec ciebie nie uczyniłem nic złego.

Denna sytuacja. Prorok znalazł się w pełnej lwów jaskini.

– Najlepiej czujesz opiekę Boga, gdy jesteś na dnie. Izrael doświadczył opieki Boga, gdy kroczył dnem Morza Czerwonego – opowiada o. Augustyn Pelanowski – Dla wybrańców Bożych dno tego morza było po prostu drogą, dla wybrańców tego świata – Egipcjan, stało się zagładą. Kiedy Bóg kogoś kocha, nawet dno, dno morza, dno jaskini, dno sytuacji bez wyjścia jest drogą, jest wyjściem. Exodus! Nigdy nie jesteśmy pozostawieni sobie samym. Danielem możesz być ty, w swoim zdołowaniu życiowym, w bezsensie. Bezsens dla ukochanych przez Boga jest nadsensem!

Wzrusza mnie ta historia o Danielu... Odkrywam w nim siebie. Bóg widzi ciebie w twojej jaskini, w twoim zamknięciu, w twoim upadku, w twoim pogrążeniu się w rozpaczy. Żadna bestia nie będzie mogła się na ciebie rzucić, ponieważ ręka Boga spoczywa na tych, których odrzucają ręce ludzi. To ciekawe, że Bóg nie objawiał swojej opieki przez cały czas prześladowania Daniela, ale dopiero w chwili, kiedy jego sytuacja zdawała się być nie do uratowania. Bóg najpełniej objawia swoją wszechmoc, gdy najgłębiej jesteśmy pogrążeni w bezsilności i tylko włos nas dzieli od pożarcia przez bestie.

Wściekamy się na Niego, że zwleka, oskarżamy Go, że zapomniał o nas, że jesteśmy Mu obojętni, nic nieznaczący. Ale to nieprawda. On objawia swoją opiekę w ostatniej chwili, „pięć po dwunastej”.


Bestie i ogień Pana (Dn 7,2-14; Ps: Dn 3,77-78a.79a.80a.81a.82; Łk 21,28; Łk 21,29-33)

Niesamowite, zapierające dech w piersiach czytanie. Zatrważająca wizja Daniela, który w środku ciemnej nocy ogląda bestie „okropne i przerażające, o nadzwyczajnej sile, którym przekazano władzę nad światem”. Uspokaja dopiero końcówka tekstu: na tronie zasiada Przedwieczny. To On naprawdę sprawuje władzę. A życie każdej z bestii jest policzone „co do godziny”.

Boże, jak trudno mi w to często uwierzyć: wydaje mi się, że moje życie wypadło z Twojej ręki. Szarpię się, biegam, uciekam. Jak bardzo musiał zmagać się sam Daniel! Biblia opowiada, że „popadł w niepokój ducha, a widzenia przeraziły go”. Wizje ujrzał w nocy, gdy nic nie jest pewne, nie widać odrobiny światła, a człowiek czuje się samotny i opuszczony. Jak łatwo wówczas przestraszyć się bestii, którym przekazano władzę. Jak łatwo zapomnieć, kto jest prawdziwym królem.

Wczoraj czytając o Danielu wrzuconym do jaskini pełnej lwów czytaliśmy komentarz ojca Augustyna Pelanowskiego, który podkreślał: „Bóg najpełniej objawia swoją wszechmoc, gdy najgłębiej jesteśmy pogrążeni w bezsilności i tylko włos nas dzieli od pożarcia przez bestie”.

Słowo to niesamowicie pasuje również do dzisiejszego czytania: w najciemniejszej chwili, gdy wydaje się, że nie ma już cienia nadziei, zdumiony Daniel dostrzega nagle… samego Boga. W jego wizji płonie On z miłości i tęsknoty za człowiekiem. Opowieść Daniela jest niesamowicie dynamiczna. Bóg to nie dziadziuś z długą siwą brodą. Potężnego Pana Zastępów otaczają żywioły. „Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego.”


Wojna ze świętymi (Dn 7,15-27; Ps: Dn 3,83-84a.85a.86a.87a.56; Łk 21,36; Łk 21,34-36)

Patrzałem i róg ten rozpoczął wojnę ze świętymi, i zwyciężał ich, aż przybył Przedwieczny.

Jak skomentować tę wizję? Sam Daniel był nią przerażony. Słowa są maleńkie i bezradne. Kilka tygodni temu inny Daniel (Ange) opowiadał na spotkaniu z Polakami w Gnieźnie: Pięćdziesiątnica trwa nadal, jest owocem męczeństwa tysięcy świadków naszych czasów: męczenników faszyzmu, komunizmu. To oni są źródłem tak wielkiego wylania Ducha na lud Boży. Męczennicy są otwartym sercem Jezusa, przez które wypływają na nas potoki łaski. Ci, którzy prześladują Kościół i próbują Go zniszczyć nie zdają sobie sprawy, że im bardziej Go tłamszą i niszczą, tym mocniej wybucha On łaskami Ducha. Jesteśmy w pełni Pięćdziesiątnicy miłości, której ceną było męczeństwo wielu ludzi. Na przykład Marty, Jana Pawła, mojego przyjaciela brata Rogera... Wszyscy kapłani powinni być gotowi na oddanie życia za ewangelię. Widzę wyraźnie, że nadchodzi era nowych męczenników. I to nie tylko w krajach islamu. Pamiętam jak odwiedzałem kościoły rumuńskie, gdzie kapłani oddawali za wiarę swe życie. Czułem się jak niegodny pielgrzym. Widziałem, jak chciano zabić Chrystusa przebijając Jego ciało.

Zaczyna się czas oczyszczenia: wielu księży będzie prześladowanych, wsadzanych do więzień na przykład dlatego, że powiedzą że homoseksualizm jest sprzeczny z duchem ewangelii.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...