Okres Narodzenia Pańskiego (2005)

Przeczytaj i rozważ

Reklama


Koniec błądzenia (Msza św. w nocy: Iz 9,1-3.5-6; Ps 96; Tt 2,11-14; Łk 2,10-11; Łk 2,1-14; Msza św. o świcie: Iz 62,11-12; Ps 97; Tt 3,4-7; Łk2,14; Łk 2,15-20; Msza św. w dzień: Iz 52,7-10; Ps 98; Hbr 1,1-6; J 1,1-18)

Na uroczystość Narodzenia Pańskiego są trzy zestawy czytań w lekcjonarzu. A więc także trzy pierwsze czytania. Wszystkie trzy są piękne, ale czytanie przeznaczone na pasterkę jest niesamowite. Już sam początek jest fantastyczny:

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło.

Co za obraz! Co za wydarzenie! Zamykam oczy i widzę wielką rzeszę ludzi idącą po omacku w kompletnym mroku. Oni błądzą. Nie mają pewności, czy idą we właściwym kierunku. Są pełni niepewności. Pełni lęku. Co będzie, jeśli pomylą drogę?

I nagle jest. Nagle się pojawia. Światło! Koniec błądzenia. Nareszcie wszystko jasne. Wiadomo dokąd iść. Krok staje się nie tylko pewniejszy, ale także szybszy. Prawie biegną...

Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza.
Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju.


Nie bez powodu w chwili narodzenia Jezusa zabłysła na niebie nowa gwiazda (nieważne, jak sobie ją tłumaczą dzisiejsi naukowcy). Gdy Bóg się rodzi, świat nareszcie widzi wszystko jasno.

Oczywiście, jeśli chce. Jeśli otworzy szeroko oczy. I serce. Bo jeśli ktoś zamknie oczy ze strachu, nadal pozostanie w ciemnościach.


Kamień jak kamień (Dz 6,8-10;7,54-60; Ps 31; Ps 118,26a.27a; Mt 10,17-22)

Kamień nie ma tu nic do gadania. Kamień milczy i nie ma swojego zdania, niezależnie od tego, czy umieszcza się go w fundamencie jakiejś budowli czy tez rzuca się nim w kogoś innego. To ja decyduję, do czego użyję kamienia.

Ze słowem jest tak samo, jak z kamieniem. Nie tylko z tym słowem, które wypowiadam, ale także z tym, które słyszę. To ja decyduję, czy stanie się ono fundamentem pod coś wielkiego i dobrego w moim życiu czy też stanie się ono dla mnie „kamieniem obrazy”.

Dla tych, którzy słuchali św. Szczepana, słowa stawały się powodem agresji i nienawiści. Nie dlatego, że Szczepan wypowiadał słowa agresywne i nienawistne. On mówił o Bogu i miłości, a jednak część słuchaczy w odpowiedzi sięgnęła po kamienie. Dlaczego?

Tak samo można zapytać „dlaczego?” w odniesieniu do tysięcy męczenników znanych i nieznanych, którzy cierpieniem zapłacili za miłość, wiarę, nadzieję, którymi chcieli obdzielić innych.

Myślę z niepokojem - czy umiem przyjmować dobre słowo? Czy nie odpowiadam na nie rzutem kamienia?


Na własne oczy (1 J 1,1-4; Ps 97; J 20,2-8)

Nie ma jak naoczny świadek. Dziennikarze wiedzą o tym najlepiej. Jeśli sami nie zdołają zobaczyć czegoś na własne oczy, szukają ludzi, którzy widzieli i mogą opowiedzieć.

Co robi świadek? Mówi o tym co widział i co słyszał. Mówi o tym, czego sam doświadczył, co przeżył osobiście. Wylicza fakty, przypomina słowa. Ale nie tylko. Prawdziwie rzetelny świadek mówi też o własnych myślach, refleksjach, wnioskach. Mówi o tym, co przeżył, ale także jak przeżył. Uczciwie opowiada o tym, w jaki sposób wydarzenia wpłynęły na jego życie, na jego poglądy na świat.

Życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione, oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i słyszeli, abyście i wy mieli łączność z nami.

Świadek jest łącznikiem. Pozwala innym doświadczyć tego, co sam przeżył. Wprowadza innych w wydarzenia, które ich z różnych względów ominęły.

Mieć z nami łączność znaczy: mieć ją z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.


Grzech czy nie grzech? (1 J 1,5-2,2; Ps 124; Mt 2,13-18)

„Chrześcijaństwo polega na tym, żeby nie grzeszyć” - powiedział w telewizji pewien człowiek. Dość mocno minął się z prawdą. Istotą chrześcijaństwa nie jest unikanie grzechu. Istotą chrześcijaństwa jest miłość.

Gdyby rzeczywiście istotą chrześcijaństwa było unikanie grzechu, świat byłby miejscem nie do zniesienia, a ludzie byliby najpaskudniejszymi istotami na ziemi. Byliby skoncentrowani na tym, co złe. Bez przerwy zastanawialiby się, czy przekroczyli któryś z przepisów czy nie.

Takie widzenie chrześcijaństwa przez pryzmat zła to jeden problem. Dzisiaj o wiele poważniejszym problemem wydaje się coś dokładnie odwrotnego - brak poczucia grzechu, lekceważenie go, udawanie, że zło nie jest złem. Coraz liczniejsi są ci, którzy nie szukają rozgrzeszenia u Boga, lecz sami się rozgrzeszają.

Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg będąc wiernym i sprawiedliwym odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.

Tylko Bóg może odpuścić grzechy człowieka. Tylko On ma moc nas oczyścić.


Znak rozpoznawczy (1 J 2,3-11; Ps 96; Łk 2,32: Łk 2,22-35)

Właściwie w Polsce nie powinno być takich wątpliwości. Przecież 95 procent Polaków deklaruje się, jako katolicy. Jeśli dodać do tego członków innych wyznań chrześcijańskich, to pytanie, czy ten ktoś, z kim właśnie rozmawiam, jest chrześcijaninem, powinno być bezprzedmiotowe.

A jednak często je sobie zadaję, spotykając różnych ludzi. Niejednokrotnie mam ochotę w rozmowie odwołać się do słów Jezusa, do Pisma Świętego, ale zaraz przychodzi myśl: „A jeśli to nie jest człowiek wierzący? Trafię, jak kulą w płot”.

Jak w dwudziestym pierwszym wieku rozpoznać chrześcijanina? Tak samo, jak w pierwszym stuleciu:

Po tym poznajemy, że znamy Jezusa,
jeżeli zachowujemy Jego przykazania.
Kto mówi: „Znam Go”,
a nie zachowuje Jego przykazań,
ten jest kłamcą
i nie ma w nim prawdy.
Kto zaś zachowuje Jego naukę,
w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała.
Po tym właśnie poznajemy,
że jesteśmy w Nim.


To miłość i wynikające z niej przestrzeganie przykazań jest znakiem rozpoznawczym uczniów Jezusa. Święty Jan w bardzo radykalnych słowach mówi na ten temat. Nie zostawia marginesu na „częściowe” przyznawanie się do Chrystusa. Chyba nie lubił „wierzących niepraktykujących”.


Prawa rodziców (Syr 3,2-6.12-14; Ps 128; Koi 3,12-21; Kol 3,15a. 16a; Łk 2,22-40)

Nie jest łatwo być teraz rodzicem. Dzieci zrobiły się strasznie wyemancypowane.

Przykład z życia. Podczas kolędy mama prosi drugoklasistę, aby na chwilę wyszedł do drugiego pokoju, bo chce o czymś trudnym porozmawiać z księdzem. Chłopak ani myśli posłuchać. „Ja też chcę słyszeć” - mówi i mocniej zasiada na kanapie. Prośby trwają dobre kilka minut. Nie skutkują też polecenia wydawane przez ojca. W końcu mama bierze dziecko pod pachę i najzwyczajniej wynosi wierzgającego i wyrywającego się syna do sąsiedniego pomieszczenia. Wraca lekko zdyszana...

„To wina rodziców” - powiedział w telewizji dyrektor jednej ze szkół, w której uczniowie znęcali się nad nauczycielem. „To wina nauczycieli” - odpowiedzieli przed kamerą rodzice rozwydrzonych nastolatków.

Pan uczcił ojca przez dzieci,
a prawa matki nad synami utwierdził.


Dzieci nie chcą już być poddane swoim rodzicom. Na dziecko nie wolno teraz podnieść ręki i dać klapsa, bo to przemoc w rodzinie. Media pełne są doniesień o maluchach ciężko pobitych przez swych rodzicieli. Teraz rodzice mają być partnerami dla dziecka. Wszystko trzeba negocjować... Pojęcie posłuszeństwa zatraca sens.

Jak w tych warunkach wytłumaczyć dzieciom i młodzieży, że Bóg jest Ojcem i trzeba Go słuchać? A przykazania nie są tematem do dyskusji, tylko nakazami, którymi należy się w życiu kierować?


Ostatnia godzina (1 J 2,18-21; Ps 96; J 1,14.12: J 1,1-18)

Tak naprawdę spotkać kogoś, kto szczerze i bez żadnego udawania czeka na koniec czasów i powtórne przyjście Jezusa nie jest łatwo. To prawda, na wieść o jakichś strasznych katastrofach lub o ludzkim zdziczeniu wpadamy w popłoch i mówimy czasem, że koniec jest już bliski. Ale w głębi serca mamy ogromną nadzieję, że jednak ten koniec nie jest taki bliski. Że przynajmniej nie nastąpi za naszego życia i za życia naszych dzieci.

Podobnie bez entuzjazmu myślimy o śmierci. Własnej i ludzi nam bliskich. Nawet wielu starszych ludzi denerwuje się, gdy ktoś pyta ich, czy przygotowują się do śmierci.

Dzieci, jest już ostatnia godzina,
i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi,
bo oto teraz właśnie
pojawiło się wielu antychrystów;
stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina.


Święty Jan oddaje świadomość pierwszych chrześcijan. Oni czekali niecierpliwie na koniec. Nie mogli się doczekać powrotu Chrystusa. Chcieli tego.

Trwa ostatnia godzina. Cóż z tego, że trwa już dwa tysiące lat? Dla Boga czas płynie inaczej niż dla nas na ziemi. Bóg nie podlega naszym zegarkom. Ważne, że to ostatnia godzina. Pan jest blisko. Mamy wyjątkowe szczęście, że znamy tę prawdę.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Styczeń 2018
N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

Reklama

Pobieranie...

Reklama