3. tydzień Wielkanocny

Przeczytaj i rozważ

Niedziela


Skok do wody (Dz 5,27b-32.40b-41; Ps 30; Ap 5,11-14; J 21,1-19)

Bardzo poruszyła mnie dzisiejsza ewangelia. Piotr znający Jezusa od lat… nie rozpoznaje Go. Wiele razy wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi. Tymczasem muszę powiedzieć szczerze: nie wiem, jaki jest i jak wygląda. Szukam Go po omacku.

To co mówimy o Bogu już Nim nie jest. On jest zawsze inny – naucza św. Augustyn. Bóg wymyka się schematom. Nie daje się zaszufladkować. Nawet Piotr, który niedawno zaparł się Mistrza i przepłakał całą noc nie rozpoznaje w człowieku na brzegu swego ukochanego nauczyciela.

Ta ewangelia pokazuje jak ważna jest wspólnota. Ile razy Jola, Szymon, Adam pokazywali mi Jezusa. Mówili: zobacz, w tych sytuacjach, które uważasz za przeklęte jest Bóg. I rzeczywiście tam był…

„Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze”.

Piotr wykonał paradoksalny gest. Zamiast rozebrać się przed skokiem na głębię, ubrał się, „był bowiem prawie nagi”. To dla mnie klucz to tego czytania. Gdy oddalam się od Boga, zdradzam Go czuję się nagi. Nie mogę uwierzyć, że Bóg zwraca się do mnie „Dziecko, czy jesteś głodne?”

Nie dziwię się Piotrowi. Przeczuwam, jak czul się po zdradzie. Oczekiwał wymówek, a usłyszał: „Dziecko…”. Jego haniebna, wstydliwa nagość została zakryta płaszczem łaski.


Poczekał aż go zdjęli (Dz 1,3-8; Ps 126; Flp 20c-30; J 12,26; J 12,24-26)

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo...

Znajomy zakonnik wysłany na misje po kilku miesiącach zaczął zrezygnowany pisać list do przełożonych: zdejmijcie mnie z tej placówki.

– To były bardzo trudne chwile – opowiada - Byłem zniechęcony tą orką na ugorze i brakiem jakichkolwiek perspektyw, by się to zmieniło. I gdy kiedyś prowadziłem drogę krzyżową (pierwszą w tym kościele od kilkudziesięciu lat!) i czytałem rozważania kard. Daneelsa, dotknął mnie szczególnie jeden tekst. Mówił o tym, że Jezus mimo zachęt do zejścia z krzyża, nie zszedł, ale poczekał aż Go zdjęto. To było Słowo Boga dla mnie. Zaakceptowałem to cierpienie, ogromną samotność, oddałem się Bogu bez reszty… Zostałem.

Mnich czekał. I wtedy Bóg zaczął działać cuda. Ludzie belgijskiej parafii zaczęli się nawracać.

Najtrudniej umierać z dnia na dzień. Mamy przecież tyle znakomitych pomysłów na życie…


Ręce które leczą? (Dz 7,51 -59;8,1; Ps 31; J 6,35; J 6,30-35)

Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba

Wielka pokusa. Zamiast dziękować bezpośrednio Bogu, skupiamy się na pośrednikach: ludziach, nieużytecznych sługach. Pisaliśmy kiedyś tekst o skutecznej modlitwie wstawienniczej zakonnic klauzurowych. Zadzwoniliśmy do pewnej karmelitanki, A ona powiedziała: Możecie spisać moje świadectwo, ale Broń Boże, nie podawajcie mojego nazwiska. – Dlaczego?

– Bo kiedyś jedna z gazet napisała o tym, co „wymodliłam”. I od rana do wieczora w klasztorze dzwoniły telefony. Wszyscy prosili: czy możemy rozmawiać z siostrą NN? Ona uzdrawia… A przecież to nie moja zasługa! Modliłam się z innymi mniszkami.

Wielkim spotkaniom charyzmatycznym na Wisłą od lat towarzyszyło niebezpieczeństwo. Część ludzi przychodziła dla „uzdrowicieli”. Traktowali często kapłanów jako „chrześcijańskich Kaszpirowskich”, którzy poprzez jakąś płynącą z ołtarza formę magii leczyli choroby. Nie pomagały tłumaczenia samych charyzmatyków, że uzdrawia jedynie Bóg.

To nie Mojżesz dał chleb z nieba, nie ojciec Tardif uzdrawiał.

To Bóg. Sam. Wystarczył.


Znaki (1 P 5,5b-14; Ps 89; 1 Kor 1,23-24; Mk 16,15-20)

Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Wszyscy zaangażowani w modlitwę o uzdrowienie mówią o jej ważnym elemencie: uwielbieniu. To ono jest kluczem wielu uzdrowień. Świetnie opisuje to pewna historia. Pierre był zamknięty na cztery spusty, pogrążony w potwornej depresji. Psychiatra stwierdził ostrą psychozę urojeniową, chorobę uchodzącą za nieuleczalną. – Ten chłopiec pogrążył się w piekle bez wyjścia – opowiada brat Efraim – Zachęcałem, by otworzył serce Jezusowi. „Nie mogę, nie mogę” – mamrotał pod czupryną. Pewnego poranka podszedł do mnie mówiąc, że nie potrafi już wytrzymać, cierpienie jest zbyt dokuczliwe, a halucynacje nie do zniesienia.

Tamtego dnia przed posiłkiem podniósł się śpiew, śpiew w Duchu, harmonijny i pełny. Ręce złączyły się na znak jedności. Wraz z zakończeniem modlitwy, Bóg przeszedł między nami w swej mocy i niewysłowionej łagodności. Pierre Etienne, jak sam to wyraził, odebrał wrażenie jakby ciosu nożem chirurgicznym w czubek głowy, później – dobroczynnego, orzeźwiającego deszczu. Bóg uzdrowił go w okamgnieniu. Nazajutrz zorganizował próbę śpiewu, podczas której nauczył nas „Credo” Andre Gouzesa. Został odpowiedzialnym za liturgię we Wspólnocie Błogosławieństw.


Pokolenie mp3 (Dz 8,26-40; Ps 66; J 6,51; J 6,44-51)

Dzisiejsze czytanie mówi mi o tym, jak ważne jest słuchanie, otwarcie na poruszenia Ducha. Filip nie otrzymał od Niego jednorazowej szczegółowej wskazówki. Słuchał. A Słowo Boże przychodziło etapami. Na początku usłyszał absurdalną z punktu widzenia świata informację: Idź na drogę, która jest pusta.

Po co iść na drogę, która jest pusta? Sprawdzian wiary? Żart? Filip zaufał. Wyszedł na pustą drogę. Właśnie przejeżdżał tamtędy wóz dworskiego urzędnika etiopskiego.

Filip ponownie usłyszał „odgórne polecenie”: Podejdź i przyłącz się do tego wozu. Duch prosił o to, by Filip podszedł do wozu, a Biblia już w następnym zdaniu mówi: że uczeń „podbiegł”. Spełniał nakazy Ducha z ogromną gorliwością. Nie dziwota, że Etiop poprosił go o chrzest.

Dlaczego takie rzeczy nie dzieją się na naszych oczach? Rano jechałem tramwajem. Większość młodych obok mnie miała słuchawki na uszach. Pokolenie mp3. Duch Święty musiałby przebijać się przez dźwięki z iPoda.


Sięgnąłem dna (Dz 9,1-20; Ps 117; J 6,54; J 6,52-59)

A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos

Wielu moich znajomych spotkało Boga dopiero wówczas, gdy upadli na ziemię. Pamiętam poruszającą opowieść Wieśka, starego narkomana. Jego noga jest fioletowa. Jedna wielka rana. Przez dwadzieścia lat (!) wstrzykiwał w nią narkotyki. Specjaliści z Monaru dawali mu najwyżej kilka lat życia. Żyje do dziś.

Po dwudziestu latach matka, za namową mojego proboszcza zdobyła się na szaleństwo. Powiedziała: albo jedziesz na pielgrzymkę do Medjugorie, albo wylatujesz na ulicę.

– Była rozdarta: która matka tak powie dziecku? – opowiada dzisiaj – Ale to mnie ocaliło! Wszedłem do kościoła po 25 latach. Wynudziłem się strasznie na różańcu (aż trzy części), na Mszy. A potem znajomy Chorwat powiedział: teraz będzie adoracja. Zostajesz? A ja potwornie wynudzony i konający ze zmęczenia, nie wiedzieć czemu odpowiedziałem: zostaję.

Wystawiono Najświętszy Sakrament. I wtedy przyszedł moment, że sięgnąłem dna. Została we mnie tylko ciemność i rozpacz. Wyłem jak pies: Boże, jeżeli istniejesz, ratuj! Ja w Niego nie wierzyłem, ale już nie miałem do kogo się zwrócić. I nagle: pstryk. Wszystko zniknęło – Wiesiek głośno strzela palcami – opanował mnie nieznany spokój. W ciągu sekundy przestałem być narkomanem. Wiem, wiem, wszyscy mówią, że narkomanem jest się do końca życia. Ja nie jestem.


Izba na górze (Dz 9,31-42; Ps 116B; J 6,63b.68b; J 6,55.60-69)

Piotr został wplątany w historię, która łudząco przypominała mu wydarzenia, które przeżył na własnej skórze. To częste w Biblii. Dotykanie tych samych wydarzeń ale w inny, przemieniony przez Boga sposób.

…zaprowadzili go do izby na górze.

Czy Piotr przypomniał sobie inną izbę na górze? Tę w której tchórzliwie ukrył się z apostołami w obawie przed Żydami i własną słabością? Wówczas w sali na górze dokonał się cud: przyszedł Jezus, zstąpił Duch Święty. To tam apostołowie nabrali odwagi. I znów podobna sala.

Po usunięciu wszystkich, Piotr upadł na kolana i modlił się. Potem zwrócił się do ciała…

Martwe ciało. To obraz, który wyrył się w pamięci apostoła do końca życia. Kojarzył mu się z przepłakaną nocą, upokorzeniem, niedzielnym porankiem, pustym grobem. Piotr odsunął wszystkich. Był sam na sam z ciałem. Czy przypomniał sobie niedawne wydarzenia, gdy „Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno”?

Piotr widział przed chwilą płótna, które uszyła Tabita. Padł na kolana i zwracając się do Tego, który powiedział „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” prosił o cud. Tabita wstała. Bóg znów pokonał otchłań śmierci.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Maj 2018
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
Pobieranie...