Refleksja na dziś - 3. tydzień Wielkanocny

Przeczytaj i rozważ

Reklama


W tej samej godzinie (Dz 2,14.22-28; 1P 1,17-21; Łk 24,32, Łk 24, 13-35)

Jeszcze poprzedniego dnia wieczorem siedzieli za zamkniętymi drzwiami. Dziś Piotr przemawia w mieście. Mówi o Zmartwychwstałym.

Jeszcze niedawno uciekali z Jerozolimy, smutni i przerażeni. Gdy spotkali Jezusa, w tej samej godzinie wrócili do Jerozolimy, opowiedzieć o spotkaniu.

Cóż się stało? Jedni i drudzy spotkali Boga. Bardzo często można usłyszeć, że nabrali odwagi. Być może, jednak nie odwaga jest tu najważniejsza. Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy się bali, czy nie. Najważniejszy jest Bóg, który wzywa ich do działania, do dzielenia się radością Zmartwychwstania z innymi. Mimo obaw, bo przecież okoliczności w niczym się dla nich nie zmieniły.

Boże, nie mam odwagi, by podjąć się tego zadania! Lepiej zostawię je innym! Nie mam odwagi… Może lepiej powiedzieć wprost: nie mam dość wiary?

Uczniowie uwierzyli. To im wystarczyło. Ich wiara i nadzieja były skierowane ku Bogu. A ja?



Cóż mamy czynić? (Dz 6,8-15; Ps 119; J 6, 22-29)

Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła miłe Bogu? Czyli inaczej: co jeszcze powinienem poświęcić, by się Bogu spodobać?

Ludzie wymieniają tu wiele punktów do wykonania. Czasem zbyt wiele. Tymczasem Jezus mówi tylko jedno: "Na tym polega dzieło Boga, byście wierzyli w Tego, którego On posłał."

Cóż to za odpowiedź? Czyli mamy tylko wierzyć? To ma Bogu wystarczyć?

Wystarczy, jeśli uwierzę Mu naprawdę. Jeśli uwierzę, że On jest Bogiem Wszechmogącym i wiernym, Bogiem, który mnie miłuje. Wtedy pojmę, że niczego nie muszę poświęcać, ale zechcę Mu wszystko oddać.

Niemożliwe? On to może sprawić. Tylko czy tego chcę? Dużo łatwiej przecież wybierać to, co chcę poświęcić i czego mogę się wyrzec. Można wtedy mieć spokojne sumienie... Tyle z siebie daję Bogu, że powinien to docenić i nie domagać się wszystkiego!


Zwyczajny cud (Dz 7,51-59;8,1; Ps 31; J 6,30-35)

Przekonaj nas! – tak najkrócej można streścić prośbę o znak. – Czym się pochwalisz, byśmy Cię uznali za Mesjasza? Jakiej dokonasz sztuczki, by nas zadowolić? Mojżesz dał nam chleba, a Ty co zrobisz, by go przebić?

Jezus odpowiada: dam wam chleba. I precyzuje: Jestem nim ja sam. Tylko jeden warunek: musicie we mnie uwierzyć.

Bóg nie jest na naszą miarę. Nie będzie wykonywał kuglarskich sztuczek i tańczył na cyrkowej linie byśmy mu uwierzyli. Nikogo do siebie nie przymusza. Chce tylko jednego: naszej miłości. A jej warunkiem jest wolność.

Bóg nie potrzebuje oklasków. Nie daje się zmanipulować, nawet jeśli próbuję. Spokojnie odpowiada: Masz przed sobą największy cud – mnie samego. Czegóż chcesz więcej? Że to cud codzienny i mało spektakularny? Że się już opatrzyłem, że stałem się codziennością? Nie mogę Ci dać nic więcej, niż całego siebie…

Dostrzec na nowo cud Eucharystii. Największy i najzwyczajniejszy cud…


Wyruszasz w drogę? (Dz 8,1b-8; Ps 66,1-3a.4-5.6-7a; J 6,40; J 6,35-40)

Ciekawe, co myśleli uczniowie, gdy zabito Szczepana i gdy rozpoczęły się prześladowania. Musieli uciekać z Jerozolimy, rozproszyli się Judei i Samarii. Wydawało się im zapewne, że wspólnota się rozsypuje...

Jednak każdy z nich, uciekając, gdzieś przybywał, jakąś drogą wędrował. A uciekając stawał się świadkiem dla tych, którzy Ewangelii jeszcze nie znali. Dobra Nowina zaczęła docierać coraz dalej, powstawały nowe wspólnoty. Z prześladowań rodziła się misja.

Być świadkiem jako wędrowiec nie jest łatwo. Wtedy, gdy nasze bezpieczeństwo wisi na włosku. Wtedy właśnie, gdy życie się wali. Wtedy, gdy tak naprawdę świadectwo jest ostatnią rzeczą, która przychodzi do głowy.

Po prostu - jak być może Filip - widzisz człowieka, któremu trzeba pomóc. Pomagasz, mimo własnej sytuacji. Czasem masz okazję powiedzieć, dlaczego, a czasem sam tego nie wiesz...

Nie widzisz, że pada ziarno. Być może nigdy nie zobaczysz, jak wyrośnie.


Rozmowa o lekturze (Dz 8,26-40 • Ps 66 • J 6,44-51)

Filip – posłuszny Duchowi – wyszedł na drogę, którą miał jechać dworzanin królowej Etiopii. Potem usłyszał, że właśnie o ten powóz chodziło… i na tym koniec. Resztę Bóg pozostawił jemu samemu. Nie tłumaczył mu, co ma powiedzieć, by przekonać. Nie powiedział nawet, że ma przekonywać!

Myślę o niedawnym – bardzo formalnym w założeniach spotkaniu. Nie potrafię powiedzieć, w którym momencie zaczęłam mieć wrażenie, że w tej rozmowie chodzi o coś znacznie większego. Spotkanie przerodziło się w opowieść o nie-prostym życiu, w którym działa Bóg.

Wiele razy było tak, że nie planowałam być w tym konkretnym miejscu. Przypadek, natchnienie Ducha? Ale właśnie tam spotkałam kogoś, kto tego spotkania potrzebował. Niezwykle rzadko jednak mówiłam coś, bo miałam poczucie, że akurat tych słów potrzeba. Najczęściej były to zwykłe spotkania i przypadkowe słowa, adekwatne do sytuacji…

Filip usłyszał, co czyta przejeżdżający człowiek. Cóż bardziej naturalnego, niż porozmawiać o lekturze?


Co by było, gdyby? (Dz 9,1-20 • Ps 117 • J 6,52-59)

Co by było, gdyby Szaweł wykazał odrobinę więcej uporu? W końcu był przekonany, że służy Bogu. Zapewne niełatwo było mu uwierzyć w to, czego doświadczył. O co się modlił przez te trzy dni ścisłego postu? Czy prosił Boga o to, by przejrzał? Tylko fizycznie czy też duchowo?

Co by było, gdyby Ananiasz nie zaryzykował? Polecono mu pójść do człowieka, który miał wszelkie prawo go uwięzić tylko dlatego, że wierzy w Jezusa. Miał pójść i… przyznać się do wiary. Po ludzku zupełny absurd!

Co by było, gdyby Ananiasz nie zwrócił się do Szawła „bracie”? Bóg go wybrał, ale czyżby już naprawdę nie było innego człowieka, niż ten jeden? Dlaczego, Boże, zlecasz tak wielką misję komuś, kto tylu z nas skrzywdził???

Bóg buduje na ludzkiej pokorze i czasem heroicznej odwadze. Czy potrafię zgodzić się na coś po ludzku kompletnie szkodliwego tylko dlatego, że tak jest uczciwie? Czy wolę szukać swoich - ludzkich - sposobów, by ominąć „szkodliwą” zasadę?

Przyjąć dotychczasowego wroga jak brata jest już bardzo trudno. Ale zrobić to ze świadomością, że to człowiek jest wybrany przez Boga do wielkich zadań i być może będzie większy ode mnie?

I w końcu: ile potrafię i chcę zaryzykować dla Boga?


Panie, czy chcesz? (Dz 9,31-42 • Ps 116B • J 6,55.60-69)

Ceniona w mieście kobieta umarła. Opatrzono już nawet ciało. Ale uczniowie dowiedzieli się, że w pobliżu jest Piotr, więc posłali po niego. Posłali, by przyszedł nie do chorej, a do zmarłej!

Przyzwyczailiśmy się do modlitwy o uzdrowienie, ale ile trzeba wiary, by prosić o wskrzeszenie umarłego? Ile trzeba ufności, że cud może się zdarzyć, mimo że na co dzień się nie zdarza? Czy to nie bezczelność, uznanie, że lepiej od Boga wiem, że ten człowiek powinien żyć?

Piotr został sam z ciałem i modlił się. Można się domyślać, że ta modlitwa była nie tylko prośbą, ale przede wszystkim jednym wielkim pytaniem: „Panie, czy chcesz? Czy chcesz, by ta kobieta żyła? Czy chcesz ją zwrócić jej sąsiadom, tym, którzy ją kochali?”

Dopiero gdy zyskał pewność zwrócił się do ciała.

Tajemnica skutecznej modlitwy, to właśnie to pytanie: Panie, czy chcesz? Czy taka jest Twoja wola? Jeśli tak, proszę... Wtedy dzieją się cuda.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Styczeń 2018
N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

Reklama

Pobieranie...

Reklama