Refleksja na dziś - 29. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Absurd (Iz 53,10-11; Ps 33,4-5.18-19.20 i 22; Hbr 4,14-16; Mk 10,35-45)

Spodobało się Panu zmiażdżyć swojego Sługę cierpieniem – mówi Izajasz. I dodaje, że jeśli Sługa umrze… będzie żył (!). Więcej nawet – doczeka się potomstwa. Ludzkie doświadczenie powinno tutaj zakrzyknąć wielkim głosem: Absurd! Niemożliwe! Jeśli nie ma w nas protestu, to tylko dzięki „oczywistości”, jaką jest zmartwychwstanie umarłych.

Jezus proponuje absurd w mniejszej skali. Jeśli ktoś chce być wielkim, niech będzie sługą. Kto by chciał być pierwszym, niech będzie niewolnikiem wszystkich – mówi. A jednak Mu nie wierzę, skoro nie idę za jego wskazówką. Wolę być tylko trochę większa, niż wielka – za to nie służyć. A już na pewno nie wszystkim, ewentualnie wybranym.

Łatwo mówić: jeśli umrę, żyć będę. Łatwo, bo przecież mimo wszystko nie liczę się ze śmiercią za chwilę, za godzinę, za dzień. Dużo trudniej schylić się jak On, by umyć drugiemu nogi.



On przyrzekł (Rz 4,20-25; Łk 1,68-69.70-71.72-73.74-75; Łk 12,13-21)

Te słowa wracają do mnie od lat. Słowa nadziei dla wszystkich zniechęconych sobą, podnoszeniem się z tych samych upadków, wracaniem po raz… Czy to się nigdy nie skończy? Czy tak już będzie zawsze? Czy w ogóle jest sens jeszcze raz próbować coś zmienić?

„Da nam, że z mocy nie przyjaciół wyrwani służyć Mu będziemy bez trwogi w pobożności i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni nasze”.

Więc jeśli dziś wydaje ci się, że nie ma sensu, że nie masz siły, że chyba nigdy nie będziesz wierzyć tak, jakbyś chciał czy chciała, pamiętaj, że On wspomni na swoje przymierze i przysięgę złożoną ojcu naszej wiary. On sam uczyni w nas to, czego dla nas pragnie. Ja mam tylko i aż trwać przy Nim. Resztą się zajmie sam. Przyrzekł.



Weź wszystko (Rz 5,12.15b.17-19.20b-21; Ps 40,7-8a.8b-10.17; Łk 12,35-38)

Zaczyna się zwyczajnie. Czuwajcie. Waszym – sług – zadaniem jest być na miejscu na czas. Nie ma mowy o jakichś zaniedbaniach. Trzeba, byście byli gotowi. W przeciwnym wypadku…

Nie wiemy z tego fragmentu, co w przeciwnym wypadku. Jezus nie straszy i nie grozi. Dowiadujemy się natomiast, że dla tych, którzy doczekają, przewidziano nagrodę. Jaką? W gotówce?

Pan każe im zasiąść do stołu i będzie im usługiwał! Można się poczuć zawiedzionym. Tylko tyle? W innej przypowieści starszy syn skarży się, że nigdy nic od ojca nie dostał na własność. Zapomniał, że wszystko, co do ojca należy, jest jego. Z wszystkiego może korzystać do woli.

Przyjaciołom, już nie sługom, Bóg daje nie część, a wszystko, co ma. Wszystko – nawet siebie.



Ile dostałam? (Rz 6, 12-18; Ps 124, 1-2. 3-5. 6-8; Łk 12,39-48)

Komu wiele dano… Ile ja otrzymałam? Dużo czy mało? Na ile mnie to zobowiązuje? Prawo wdzięczności jest w końcu jedną z silniejszych zasad społecznych. Dostałam łaskę, trzeba oddać w postaci posłuszeństwa. Chyba już wystarczy, chyba nie oczekujesz, Boże, wszystkiego??

Ile otrzymałam? Inni dostali więcej, czyż nie? Przecież to widać gołym okiem, więc czym mam się przejmować? Oni…

Komu wiele się odpuszcza, ten bardzo miłuje. Ile mi odpuszczono? Wolę nie pamiętać. Nie wspominać. Tak zdrowiej. To przecież przeszłość. Już zapomniana.

Powraca tylko pytanie: ile otrzymałam?



Miłość nie-słodka (Rz 6,19-23; Ps 1,1-4.6; Łk 12,49-53)

Wielu chce w chrześcijaństwie widzieć tylko orędzie powszechnej miłości i pokoju. Tymczasem dziś słyszymy słowa wprost przeciwne. „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię” – mówi Chrystus. I dodaje, że przyniesie rozłam, a nawet miecz, czyli przemoc. I to wśród najbliższych, w rodzinie, tam gdzie powinna panować miłość! Jak to pogodzić?

Miłość – tak. Ale miłość, która potrafi wymagać, mówić prawdę, która w imię świętego spokoju nie będzie milczeć. Rozłam – tak. Ale nie z powodu naszej małości, gniewu, nieprzebaczenia… Rozłam, który nie niszczy miłości nawet wtedy, gdy człowieka przyprawia o śmierć.

Taka miłość i taki rozłam się nie tylko nie wykluczają, ale potrafią współdziałać. Tylko czy my w ogóle chcemy zmierzyć się z tym połączeniem? Czy chcemy zrozumieć?



Nie wiemy (Rz 7,18-24; Ps 119, 66 i 68. 76-77. 93-94; Łk 12,54-59)

Skąd moglibyśmy wiedzieć? Nie jesteśmy pewni, musimy sprawdzić! Póki tej pewności nie mamy nie oczekuj, Boże, że będziemy żyli według Twojej woli! Jak tylko się upewnimy, to oczywiście natychmiast, przecież chcemy Ci być posłuszni, ale powinieneś nas przekonać!

Dowód pierwszy, drugi, trzeci, kolejne… Ciągle mało. Ciągle budzą się wątpliwości. Ciągle jest pretekst, by niczego w swoim życiu nie zmieniać i czuć się usprawiedliwionym. Pewność zmusiłaby przecież do jasnego opowiedzenia się: Bóg lub ja sam. A tak? Tak mogę trwać wygodnie w zawieszeniu, z uspokojonym sumieniem.

Dlaczego sami z siebie nie rozpoznajecie tego, co jest słuszne? – pyta Jezus z gniewem i mówi o obłudzie. A ja? Czy na pewno chcę znać prawdę?



Źle myślicie (Rz 8, 1-11; Ps 24,1-2. 3-4ab. 5-6; Łk 13,1-9)

Dlaczego oni zginęli? Dlaczego ja przeżyłem? Czym oni zasłużyli, czym ja?

Śmierć Galilejczyków musiała nimi wstrząsnąć, skoro przyszli Jezusowi o tym opowiedzieć. Pewnie snuli różne domysły, skoro taką otrzymali odpowiedź. Źle myślicie – mówi Jezus - ich cierpienie i śmierć nie były wykonaniem wyroku. Źle myślicie, bo sami nie jesteście lepsi niż oni. Źle myślicie, łudząc się że skoro żyjecie, to widać oni byli gorsi, a wam nic nie grozi. A to, że żyjecie, a oni zginęli? Dostaliście szansę – wykorzystajcie ją! Dostaliście czas, ale nie wieczność!

Być może nie zawali się na mnie wieża. Ale przecież jutro mogę się nie obudzić. Czy chcę o tym pamiętać?
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...