Refleksja na dziś - Niedziela Chrztu Pańskiego i 1. tydzień zwykły (C)

Przeczytaj i rozważ

Reklama


Nadzieja znad Jordanu. (Iz 42,1-4.6-7; Ps 29,1-2,3ac-4,3b i 9b-10; Dz 10,34-38; Łk 3,15-16.21-22)

Przychodzili i w dowód szczerego pragnienia nawrócenia wyznawali swoje grzechy. I zastanawiali się, czy Jan jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem. Czy jest tym, który przyniesie narodom prawo, który otworzy oczy niewidomym i wypuści z zamknięcie jeńców.

Rozumiem ich oczekiwanie. Sam czasem mam wrażenie, że siedzę w ciemności. Co chwila ktoś prosi mnie o modlitwę za kolejnego złamanego chorobą. Widzę, jak pogmatwane nieraz maja ludzie życie. I odwiedzam cmentarze, na których coraz częściej przystaję nad grobem kogoś znajomego.

Jestem w lepszej od tamtych ludzi sytuacji. Znam już koniec misji Tego, na którym spoczął Duch Święty. Już wiem, że Ten który nie gasi knotka o nikłym płomyku i nie łamie trzciny nadłamanej, zmartwychwstał. Patrząc na beznadziejnie szarą pogodę za oknem i czując w kościach zbliżającą się starość mogę spokojnie patrzyć w przyszłość. Przez chrzest, będący zanurzeniem w śmierci Syna umiłowanego, sam stałem się Bożym Synem…
 


Niesłychana oferta (1 Sm 1,1-8; Ps 116B,12-13.14 i 17.18-19; Mk 1,14-20)

Czego się spodziewali po Jezusie? Na co liczyli? Czy zdawali sobie sprawę, że poza drobnymi epizodami już nie wrócą do swojego zajęcia? Dla Jezusa natychmiast zostawili swoje łodzie i sieci. Szymon, Andrzej, Jakub i Jan.

Bliskie jest Boże królestwo. Nawracajcie się. Wierzcie w głoszoną przeze Mnie Dobrą Nowinę. To wezwanie Jezusa i dziś jest aktualne. A ludzie, zamiast z entuzjazmem skoczyć w otchłań Bożej oferty – jak Szymon, Andrzej, Jakub i Jan – wymyślają dziesiątki powodów, aby decyzję odwlec. Jakby była ostateczna i nieodwracalna. Jakby pomyłka skazywała na wieczną męczarnię…

Moja wiara w Ewangelię bywa słaba. Moje nawrócenie – problematyczne. Ale chyba rozumiem Szymona, Andrzeja, Jakuba, Jana. Życie u boku Jezusa jest po prostu piękne. Bo tylko On potrafi wypełnić moje duchowe pustki: zaspokoić moje głody, moje pragnienia, wyleczyć ból istnienia. I dać radość i pokój…
 


Diabeł nie katecheta (1 Sm 1,9-20; 1 Sm 2, 1.4-5.6-7.8; Mk 1,21-28)

Wystarczyło powiedzieć, żeby z niego wyszedł. Wszyscy widzieliby wielki cud. No i słyszeli na własne uszy, z rąk istoty nadprzyrodzonej, że ten Jezus jest kimś wyjątkowym: Świętym Bożym. A jednak Jezus kazał mu milczeć.

Czasem słyszę, jak ktoś podpiera swoje wątpliwe pod względem teologicznym tezy zdaniem „diabeł podczas egzorcyzmów powiedział”. Tak jakby można było kiedykolwiek ufać temu, którego Pismo nazywa ojcem kłamstwa. I jakby można było wierzyć w słowa tego, który próbował oszukać (w scenie uzdrowienia opętanego z Gerazy) samego Jezusa....

Nie próbuję z nim dyskutować. Wiem, że byłbym skazany na porażkę. Czasem, niestety, ulegam jego namowom. Zna moje słabe strony i potrafi je przeciw mnie wykorzystać. Dlatego co dzień proszę Boga „zbaw mnie ode Złego”...
 


Działanie i modlitwa (1 Sm 3,1-10.19-20; Ps 40,2 i 5.7-8a.8b-10; Mk 1,29-39)

Dlaczego się modlił? On, który jest Bogiem, nie potrzebował przecież żadnego pouczenia od Ojca. A jednak, gdy brakowało Mu czasu, wolał poświęcić godziny snu, niż zaniedbać spotkanie z Ojcem.

A ja? Czasem wymawiam się, że mam tyle zajęć. Nawet gdyby tak było, to głupia wymówka dla usprawiedliwiania braku modlitwy. Przecież gdy zaczyna jej brakować wszelka aktywność staje się podobna do młócenia słomy: traci sens. Z Bogiem i w Bogu nawet najprostsze słowa, najprostsze gesty, nabierają blasku wieczności.

„Wszystkie moje źródła są w Tobie” – przypominał psalmista. Tak. Bez Boga żaden ze mnie pożytek…

 


Wiara jak magia (1 Sm 4,1-11; Ps 44,10-11.14-15.24-25; Mk 1,40-45)

Dlaczego przegrali bitwę? Któż to wie. W każdym razie doszli do wniosku, że zabrakło im Bożej opieki. Dlatego zrobili to, co wydawało się najbardziej oczywiste: następnym razem zabrali ze sobą do walki Arkę Przymierza. Czyż nie emanowała z niej nadzwyczajna moc? A jednak tę bitwę też przegrali. Zginęło 30 tysięcy piechurów. Klęska za klęską. Bóg zapomniał?

A może zamiast ufać Bogu, ufali Arce. I myśleli, że to ona, a nie działający za jej pośrednictwem Bóg, zapewni im zwycięstwo?

Ileż razy sam ulegam pokusie takiej magicznej pobożności? Nie, nie chodzi tylko o „łańcuszki św. Antoniego”. Czasem to nadzieja, że pomoże woda z Lourdes, że wystarczy powiesić krzyżyk, nawiedzić jakieś sanktuarium, przejść na kolanach po schodach albo odmówić konkretną modlitwę do konkretnego świętego. A tak naprawdę wszystko to ma sens, jeśli jest w tym jeszcze głęboka wiara. Ale wiara w Boga, nie w magie przedmiotów, miejsc czy w słowa modlitwy traktowanej jak zaklęcie...
 


Bezradność (1 Sm 8,4-7.10-22a; Ps 89,16-17.18-19; Mk 2,1-12)

Tak będzie lepiej – mówiłem oponując przeciwko ruchom, które, moim zdaniem, oznaczały zamienienie lepszego gorszym. Czas pokazywał, że niekoniecznie miałem rację; że czasem zmiany strukturalne stwarzały nową jakość. Ale rozumiem Samuela niezadowolonego z faktu, że jego lud postanowił oprócz Boga mieć jeszcze ziemskiego króla. Ciężko patrzyć, jak piękne idee zastępowane są bezdusznym pragmatyzmem. I tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy gdyby wiernie trwać przy pierwotnych rozwiązaniach, efekt nie byłby lepszy.

Naśladowanie gotowych wzorców może wydawać się „fachowe” i „bezpieczne”. Ale nigdy nie pozwoli sięgnąć dalej, zdobyć więcej.

„Wysłuchaj głosu ludu we wszystkim, co mówi do ciebie, bo nie ciebie odrzucają, lecz Mnie nie chcą mieć za króla, który by nad nimi panował” – powiedział Bóg Samuelowi. Nie porównując moich i Samuela spraw, może w takich chwilach Bóg chciałby, żebym zrobił podobnie?
 


Byle kto (1 Sm 9,1-4.17-19;10, 1a; Ps 21,2-3.4-5.6-7; Mk 2,13-17)

Zagadkowe są Boże wybory. Wybiera ludzi na oko zupełnie się nie nadających do wypełnienia szczytnego powołania. Szukający oślic ojca królem? Co z tego, że wysoki, dorodny i piękny? Czy nie lepszym byłby jego ojciec, Kusz? Przynajmniej był dzielnym wojownikiem. Zresztą jak Saul skończył. W obłędzie, odrzucony przez Boga. A taki celnik Apostołem? Może i nie był zdziercą i oszustem, ale przynajmniej jakieś teologiczne wykształcenie miał?

Dziś pewnie też niejeden się dziwi, że ten czy ów poszli do seminarium. Albo zastanawia się, czy na takie czy inne stanowisko nie było lepszych. Prawda, czasem względy czysto ludzkie wyprowadzają na społeczne szczyty miernoty. Tyle że Bóg robi czasem podobnie…

Może Bóg nie lubi „specjalistów”? „Byle kto” być może pozwala lepiej działać łasce. Przynajmniej jej działanie lepiej wtedy widać. A może chodzi o to, że dla Boga „byle kto” jest jednak kimś?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Październik 2017
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11

Reklama

Pobieranie...

Reklama