Arcykapłani i członkowie Wysokiej Rady

Rekolekcje wielkopostne 2003

Reklama



Byli ważni. Byli szanowani. Ludzie im się kłaniali. Decydowali o najważniejszych sprawach. Musieli lawirować między wiernością tradycji przodków a lojalnością wobec okupanta. Musieli troszczyć się o to, aby żaden szaleniec przez wywołanie rozruchów nie ściągnął na wybrany przez Boga naród gniewu Rzymian. Dla tej sprawy gotowi byli poświęcić jednostki: „Lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11,49). A Jezus był niewygodny. Podważał autorytety. Odrzucał część świętych tradycji. A przy tym znajdował u ludzi taki posłuch, jakiego oni nigdy nie mieli. I pół biedy, że słuchali go Galilejczycy. Gorzej, że i w Świętym Mieście zdobywał zwolenników. Należało Go zgładzić. Trzeba było tylko znaleźć odpowiednią okazję. A ta nadarzyła się, gdy jeden z Jego uczniów za 30 srebrników obiecał Go wydać.

Dziwny to proces, w którym sądzi się człowieka szukając dopiero powodów do Jego skazania. Ale oni w swoim sercu już dawno Go skazali. Teraz musieli znaleźć coś, co uspokoiłoby ich sumienia. Świadkowie nie zeznawali jednomyślnie. A przecież wszystko musiało być zgodnie z prawem. Dlatego najwyższy kapłan wyszedł na środek i zapytał Jezusa, czy jest Synem Bożym. Odpowiedź, którą usłyszeli w zupełności wystarczyła do skazania. „Tak, Ja nim jestem. Ale powiadam wam: odtąd ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich” (Mt 26,64). Ktoś, kto mówi, iż będzie zasiadał po prawicy Boga jest bluźniercą, bo czyni się równym Bogu. A za bluźnierstwo kara była jedna: śmierć. Jakaż ulga dla obolałego sumienia...

Uspokojone sumienie pozwoliło teraz na odrobinę okrucieństwa. Niektórzy z nich zaczęli pluć na Jezusa, bić Go po twarzy i szydzić z Niego. Trzeba było jeszcze tylko dopilnować, aby prokurator, przedstawiciel Rzymu, także wydał wyrok śmierci. Nieważne, że tym razem oskarżenia były fałszywe. Nieważne, że zauważył to nawet Piłat. Za wszelką cenę trzeba było Jezusa skazać. „My mamy prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym” (J 19, 7). Choćby przyszło wypowiedzieć słowa, które żadnemu pobożnemu Izraelicie, wierzącemu w to, że Bóg jest prawdziwym królem Izraela, nie mogły przejść przez gardło: „Poza Cezarem nie mamy króla” (J 19, 15)...

Wielka musiała być ich nienawiść, skoro niektórzy poszli napawać się swoim zwycięstwem aż pod krzyż. Przyszli, by szydzić ze Skazańca. Przeszkadzał im nawet napis nad Jego głową: „To jest Król Żydowski”. Dlatego zwrócili się do Piłata, by kazał go zmienić. A dzień później poszli do niego jeszcze raz, by przy Jego grobie wystawił straż...

My też czasami przypominamy owych arcykapłanów i członków Wysokiej Rady. Dostrzegamy wielkie dobra, których powinniśmy chronić. I mamy zasady, według których sądzimy innych. W swojej gorliwości nie pytamy jednak o prawdę. Wystarczy, że ktoś nie pasuje do naszych wyobrażeń, nie realizuje naszej wizji. Wtedy staje się naszym największym wrogiem. Takiego jesteśmy gotowi skazać na publiczną śmierć. A zamiast wyrzutów sumienia pojawia się poczucie dobrze spełnionego obowiązku. W takich sytuacjach nawet oplucie skazanego nie wydaje się nam niegodne Ewangelii...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

« » Styczeń 2018
N P W Ś C P S
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

Reklama

Pobieranie...

Reklama