Przemienienie Jezusa i... nasze!

„Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował (por. 1 J 4, 11), aż do całkowitej ofiary z siebie” – mówił Benedykt XVI w Warszawie podczas ostatniej pielgrzymki do Polski.

Reklama

-Popraw się! Zmień się! Zrób coś ze sobą! Itd. itd. Nawoływanie do zmiany postępowania jest bliskie bez mała wszystkim. W szkole, w pracy czy nawet w rodzinnym domu spotykamy się z postawami niedojrzałymi, czy nawet bulwersującymi. Typowym ludzkim odruchem jest wówczas moralizowanie: „Dlaczego tak robisz?”; „Zobaczysz, Pan Bóg Cię ukarze...”

W takim, pogubionym człowieku rodzi się wówczas opór, a nawet chęć odwetu. Czuje się osaczony. Uważa, że wszyscy są przeciwko niemu. Taki mechanizm działa na przykład u alkoholików. Kiedy mąż przychodzi do domu mocno „wstawiony” i słyszy od żony wiązankę wyzwisk, czuje się pokrzywdzony. Rodzi się wówczas mechanizm obronny w postaci ... kolejnego upicia się. Jeszcze inny przykład: bywa tak, że ktoś nas obrazi, powie coś niemiłego. Wtedy również reakcją bywają mocne słowa, zaprawione nierzadko sporą dawką inwektyw. Wszystko to dzieje się zwykle pod wpływem silnych emocji. Efekt jest podobny ja w przypadku wspomnianego alkoholika. W okrzyczanym człowieku rodzi się poczucie krzywdy i pragnie on odwetu. Zwykle też do niego dochodzi. Efekt? Znów odwrotny do zamierzonego. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż sposób naszego postępowania, myślenia, a nawet rodzaj głoszonych przez nas poglądów są wypadkową naszej wiary, rozumianej jako zakotwiczenie w Bogu. „Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował (por. 1 J 4, 11), aż do całkowitej ofiary z siebie” – mówił Benedykt XVI w Warszawie podczas ostatniej pielgrzymki do Polski. Ojciec Święty wielokrotnie podkreśla, że wiara polega na zaproszeniu Jezusa do codziennego życia: „Powierzając się Chrystusowi, nie tracimy nic, a zyskujemy wszystko ” – powtarza często. Ta więź z Chrystusem powoduje, że człowiek duchowo się przemienia. Chrystus przemienia się wobec uczniów na sposób zewnętrzny: „Wygląd Jego twarzy się odmienił, a jego odzienie stało się lśniąco białe (Łk 9,29). Daje w ten sposób nam znak, iż każdy kto przylgnie do Niego, zjednoczy się z Nim, przemienia się. Niekoniecznie towarzyszy temu zmiana wyglądu zewnętrznego, ale w kategoriach duchowych, taki człowiek po prostu pięknieje. Człowiek przemieniony wewnętrznie przez Jezusa odkrywa w sobie niespotykane dotąd bogactwo myśli, niezmącone niczym poczucie pokoju. Chrystus obdarza tego człowieka swoja miłością, czego efektem staje się chęć służby innym ludziom. To zaś rodzi radość, poczucie spełnienia. Przemienienie duchowe rodzi też dar przebaczenia i pokory. Ktoś, kto jeszcze nie dawno się pysznił, stawiał siebie zawsze na pierwszym miejscu, teraz nagle potrafi ustąpić, okazać skruchę. Przemienienie w Chrystusie daje też wewnętrzne przekonanie, że to wszystko, co dokonuje się w moim życiu jest efektem woli Boże, że nic nie dzieje się z przypadku. W konsekwencji budzi się spokój ducha i wewnętrzna spójność. Aby ta przemiana nastąpiła potrzebna jest głęboka modlitwa, zatopienie w Bogu.

Wiele osób pozostaje jednak zamkniętych na Pana Boga. Ktoś, kto nie wierzy pozostaje sam ze swoimi problemami i słabościami. Kiedy pojawiają się problemy, ucieka od nich, albo szuka sobie innego „bożka” w postaci alkoholu lub narkotyków. Jeśli natomiast wierzę, to wiem, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach jest Ktoś, komu mogę powiedzieć o moich sprawach, kto mnie rozumie. I nie chodzi tu wcale o to, aby problemy te znikły, ale abym w starciu z nimi po prostu nie był sam. To daje wiara, to daje przemienienie duchowe w Chrystusie.

Wróćmy do sytuacji, kiedy spotykamy kogoś skrajnie błądzącego czy powodującego wiele zła wokół siebie. Jeśli zdam sobie sprawę, że nic nie zmienię gniewem, moralizowaniem, to jedynym ratunkiem dla tego człowieka jest szczera modlitwa o jego nawrócenie. Jeśli Bóg go nie zmieni to człowiek tym bardziej. Oczywiście w sytuacji, kiedy zło jest na tyle daleko posunięte, że zaczyna zagrażać zdrowiu i życiu, zawsze mamy prawo do obrony i ratunku. To są jednak sytuacje skrajne. W większości innych momentów najlepszą bronią w walce ze złem jest wielka pokora, cichość serca i szczera modlitwa.

Zauważmy, że Pan Jezus nikogo nie moralizował, ani nie potępiał, nawet jawnogrzesznicy: „Kto z Was jest pierwszy bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem (J 8,7). Niech więc Jezus nieustannie nas przemienia, a wówczas i my zaczniemy przemieniać innych i dostrzegać w każdym, nawet najbardziej błądzącym człowieku jakiś pierwiastek dobra, czego sobie i wszystkim Czytelnikom Portalu Wiara.pl z serca życzę!



«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

« » Luty 2018
N P W Ś C P S
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 1 2 3

Reklama

Pobieranie...

Reklama