Sylwester: Wielkie zamieszanie i dwanaście winogron

Ludzie wierzyli, że papież św. Sylwester w roku 317 zamknął w podziemiach Watykanu smoka. Zgodnie ze starą przepowiednią, smok miał się wydostać na wolność w rocznicę śmierci świętego i zniszczyć świat, gdy rozpocznie się rok tysięczny. 31 grudnia 999 r. wszyscy byli przerażeni. Kiedy po północy nic złego się nie stało wybuchła ogromna radość. Sympatyczna historia, niestety zupełnie nieprawdziwa.

Dlatego to, kiedy jedni spędzają „ostatki” na hucznych zabawach, wśród obżarstwa, pijaństwa i szału rozpusty, inni zapełniają w tym samym czasie świątynie, aby się modlić.

Jest to piękny zwyczaj, że w wieczór sylwestrowy gromadzą się wierni w świątyni na nabożeństwa: dziękczynne, pokutne i przebłagalne. Nie wiemy, co nam przyniesie nowy rok, jakie nadzieje i zawody. Nie wiemy nawet, czy go szczęśliwie przeżyjemy. Staje on przed nami jak jedna wielka niewiadoma. Dlatego słusznie ścielemy się u stóp ołtarza, by ubłagać również zmiłowanie i potrzebne łaski.

Cena czasu

Z wielkim wzruszeniem zrywam zawsze ostatnią kartkę kalendarza, żegnam stary rok, tak bardzo nabrzmiały w wydarzenia i przeżycia. Tych kart zerwałem już w życiu... Czy doczekam się roku nowego? Czy tej nocy nie zabierze mnie śmierć spośród żyjących? Codziennie odchodzi z tej ziemi ok. 150 000. W ciągu roku więc śmierć zabrała ok. 50 milionów. Wprost nie do wiary, jak ogromna liczba. Widziałem kiedyś obraz śmierci w postaci kościotrupa w całunie, z kosą w ręku, z zawiązanymi oczyma. Tłum jej nie widział i szedł na oślep w jej ramiona. Ona zaś nie patrząc, kto pod kosą, niemiłosiernie siekła. Tak, śmierć nie patrzy na wiek, na stan, nikt jej dotąd nie zmógł, nikt nie oszukał, nikt nie przekupił. Ileż już ścięła koronowanych głów, papieskich tiar, biskupich mitr. Powiedziano słusznie, że tylko śmierć jest sprawiedliwa, bo wszystkich równa. Przypominają się słowa Pańskiego mędrca: „Nasze życie jest krótkie i smutne! Nie ma lekarstwa na śmierć człowieczą... Urodziliśmy się niespodzianie i potem będziemy, jakby nas nigdy nie było... Imię nasze pójdzie w niepamięć i nikt nie wspomni naszych poczynań. Przeminie życie nasze jakby ślad obłoku i rozwieje się jak mgła, ścigana promieniami słońca i żarem jego przebita. Czas nasz jak cień przemija, śmierć nasza nie znaodwrotu”.

A jednak właśnie te kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat - to wielka szansa, dana nam od łaskawego Boga. Stworzyciel w ręce nasze złożył losy nasze. Nie jest prawdą, że piasek ziemi wraz z naszym ciałem pokryje wszystko. Chrystus Pan nas poucza, że śmierć nie jest końcem, ale początkiem nowego życia, jest progiem, przez który przejść trzeba. Dlatego Kościół święty kapłanom swoim kładzie w usta w prefacji Mszy świętych za zmarłych te pełne ufności słowa:„W Nim to zabłysła dla nas nadzieja chwalebnego zmartwychwstania, i chociaż nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności. Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy; i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.

Jak kiedyś Mojżesz wyprowadził z niewoli egipskiej naród wybrany do ziemi obiecanej poprzez pustynię Synaju, tak i nowy lud Boży, odkupiony męką i śmiercią Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, podąża do niebieskiej ojczyzny pod wodzą Jego Kościoła i pasterzy.

I właśnie chodzi tylko o to, aby nie zatrzymywać się na ziemi, by nie widzieć w niej celu życia, by w drogach jej krętych przypadkiem się nie zagubić, ale mieć oczy stale utkwione w niebo, gdzie nasz dom, gdzie czeka na nas Ten, którego pozdrawiamy codziennie słowami: Ojcze nasz, który jesteś w niebie.

Wydarzyło się naprawdę

Władysław Pogrobowiec, król węgierski i czeski, był zaręczony z Małgorzatą, córką króla Francji, Króla VII. Przed weselem wyprawił Władysław poselstwo najprzedniejszych panów i szlachty w liczbie kilkuset panów i pań, strojnych w najkosztowniejsze szaty w powozach złotem obitych. Tak świetnego orszaku dawno nie widziała Europa. Ale co za ironia losu. Jeszcze wspaniały poczet nie dojechał do Paryża, kiedy specjalny goniec doniósł o śmierci króla Władysława (listopad 1457). Tak to uroczystości weselne zamieniły się w żałobne.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...