Podburzyć świat

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii (1Kor 9,16). Zastanawiamy się w kółko, jak dziś mówić o Bogu, o Jezusie, o zbawieniu. Paweł głosił Dobrą Nowinę odważnie, z miłością, zawsze i wszędzie. I może o to właśnie chodzi?

Św. Paweł:

Ileż on miał energii! Chciał dotrzeć z Ewangelią na krańce ziemi. Był przekonany, że nie ma dla ludzi cenniejszej wiadomości niż ta: Jezus Chrystus umarł za mnie, grzesznika, wziął na siebie całe moje zło, dał nadzieję na wieczne życie z Bogiem. Dzięki Niemu już jestem zbawiony. Wystarczy tylko uwierzyć, czyli przyjąć darmową „wejściówkę” do nieba. Paweł nie tylko głosił Dobrą Nowinę, on był Dobrą Nowiną. Pisał: „Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1 Kor 11,1). Kto z nas miałby odwagę powiedzieć tak samo? Był świadkiem. Żył tym, co głosił, a raczej Kogo głosił. „Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Głoszenie Ewangelii nie jest głoszeniem idei, ale przekazywaniem życia, które narodziło się na krzyżu. Misyjne podróże wymagały od Pawła nie tylko niezwykłej odwagi, ale i strategii. Apostoł Narodów wiedział, że sam nie dotrze do wszystkich, ale liczył na to, że Kościoły, które zakładał w ważnych dużych miastach, staną się zaczynem, że dzięki nim imię Chrystusa stanie się znane wszystkim. Ewangelizacja jest sztafetą – przekazywaniem dalej tego, co sam otrzymałem. Paweł wymienia w swoich listach około 40 imion współpracowników lub następców, kobiet i mężczyzn, którzy dalej głoszą Ewangelię.

My:

Coś się popsuło w naszym Kościele. Utraciliśmy poczucie, że mamy być wysłannikami. Przekazujemy chrześcijaństwo jako pewną lokalną historyczną tradycję. Pogodziliśmy się z myślą, że pewne ludzkie przestrzenie są z natury pogańskie lub zarezerwowane dla innych religii. Przyznawanie się do Chrystusa uchodzi w naszej kulturze coraz bardziej za obciach, za coś niesmacznego, za naruszenie standardów obowiązkowej neutralności albo za dyskryminację ateistów. Czy Dobra Nowina jest dobra tylko dla chrześcijan? Przecież ona jest dobra dla wszystkich ludzi, bez wyjątku. Szacunek dla ludzi inaczej wierzących czy ateistów nie oznacza rezygnacji z pragnienia, aby wszyscy poznali Chrystusa. Nie chodzi o narzucanie komuś czegokolwiek, chodzi o zapraszanie i przekonywanie, że warto pójść tą drogą. Nasza wiara słabnie, kiedy nie jest przekazywana. Rośnie, kiedy mamy odwagę przyznać się do niej. Najpierw swoim życiem, ale także słowem.

Adwentowe porządki:

Żeby mówić innym o Jezusie, trzeba samemu o Nim usłyszeć. Nie można przekazać czegoś (kogoś), czego (kogo) się nie ma. Czy powiedziałem „tak” Ewangelii, przyjąłem ją jako prawdę dla mojego życia? Czy Jezus stał się moim osobistym wyborem, czy pozostaje odległym bohaterem z pobożnych opowieści z dzieciństwa? Czy kiedykolwiek byłem w sytuacji, która zmusiła mnie do jednoznacznego opowiedzenia się za Jezusem? Czy potrafię mówić o Bogu moim dzieciom? Czy dbam o to, by w Wigilię w mojej rodzinie odczytano Ewangelię i odmówiono wspólną modlitwę? Po kilku dniach działalności Pawła w Tesalonice rozgorączkowany tłum wołał: „Ludzie, którzy podburzają cały świat, przyszli też tutaj”. Podburzyć świat... czy nie jest to wskazówka i dla mnie? Czy jest we mnie coś z tej świętej niezgody na pogański świat? Czy moja wiara ma wartość zaczynu? Czy czuję się odpowiedzialny za stan wiary w moim świecie?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
Pobieranie...