Jak śpiewać?

Wzrastanie 6/2010

Gdy spotkało się mnóstwo młodych, by ćwiczyć śpiew, gdy zjechali się z Polski najlepsi nauczyciele, gdy wspólnie spędzili kilka dni, zebrało się wszystkim na refleksję. I poczęli się zastanawiać, jak to jest z tym śpiewem w Kościele.

 

Paradoks. Niby to wszystko takie kościelne smęty dla babć, a tylu licealistów, studentów i nawet gimnazjalistów się spotkało i chcą razem uwielbiać głosem Pana. Podstawowym pytaniem było więc – jak to się stało, że zaczęli...

...zajmować się taką muzyką.

Radosna Katarzyna Młynarska z Opola, która trenuje z śpiewającymi emisję głosu, z otchłani pamięci przywołuje odległe wspomnienia: – Pierwszą scholę prowadziłam w piątej klasie podstawówki. Nie wiem, co ja tam robiłam, ale był taki fakt. Mieliśmy keyboard, na którym – na szczęście! – nie grałam podczas Mszy… bo jeszcze nie umiałam (śmiech). Lata 80., taki sprzęcior! A ja nic. Pan Bóg nawet nieumiejętnością potrafi się posłużyć.

Sławek Witkowski – być może jedyny w Polsce kantor zatrudniony niezależnie od organisty do animowania śpiewu w parafii: – Nie pamiętam dokładnej daty, podobnie jak Kasia byłem grzecznym dzieckiem i chodziłem z mamą i tatą do Kościoła, i tam słuchałem pieśni pobożnych. Gdy byłem ministrantem kazano mi śpiewać psalm, kiedyś nawet nie dokończyłem, zabrakło mi tchu (śmiech). Momentem przełomowym była oaza, tam się dowiedziałem, że mam słuch. To było też pierwsze zetknięcie z chorałem, i tak wsiąkłem… Coraz bardziej mnie on pociąga, coraz mniej polifonia.

– Zaczynałem dosyć późno – inaczej widzi swój rozwój Paweł Bębenek, krakowski kompozytor – skończyłem 18 lat i dopiero zainteresowałem się muzyką. Poszedłem do kościoła, usłyszałem śpiew i zaczęło się moje nawrócenie, z czasem zacząłem komponować.

Opowieść o nawróceniu Pawła brzmi niecodziennie, ale najbardziej przejmująco przypomniał swoje początki Jakub Tomalak: – Gdyby nie muzyka w moim życiu, nie byłoby chyba w nim Pana Boga – mówi ze wzruszeniem kaliski muzyk i kompozytor. – To był jedyny sposób, by do Niego dotrzeć. A przez muzykę do umiłowania pieśni liturgicznej. „Pieśń o nadziei” Dawida Kusza… Usłyszałem jeden utwór i moje życie się przekierowało. I płyta wspaniałego człowieka, siedzącego tu Pawła Bębenka.

Zgromadzeni muzycy reprezentują różne nurty, nie obyło się bez prowokacji:

monodia czy polifonia

powinna być wykorzystywana podczas liturgii?

Można wejść do kościoła, zachwycić się polifonią i, jak Paweł Bębenek, nawrócić. Ale – twierdzi Sławek Witkowski – to jest taki etap dojrzewania, ta muzyka przemienia, ale czegoś brakuje i pojawia się nawrót do korzeni, i wtedy pojawia się monodia (przerywają mu brawa i śmiech, Sławek ciągle wraca do słowa „monodia”). Doceniamy pieśni tradycje, pieśni, które śpiewały nasze babcie, prababcie, i myślę, że przyszłość jest właśnie w tym. Znajomy ksiądz powiedział, że trzeba pokochać monodię, chorał, bo w niebie tylko monodia (Sławek znów wzbudza euforię).

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Grudzień 2017
    N P W Ś C P S
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama