Dzięki za wyróżnienie

Jestem wierzący, więc Pan Bóg powinien mi coś za to dać – myśli niejeden mało rozumiejący sprawy duchowe chrześcijanin. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: to my dzień i noc powinniśmy dziękować za wyróżnienie.

Reklama

Druga Modlitwa Eucharystyczna – chyba najczęściej podczas sprawowania liturgii odmawiana – jest tak znana, że wydaje się nie móc niczym zaskoczyć. „Wspominając śmierć i zmartwychwstanie Twojego Syna” – zaczyna kapłan po aklamacji, przypominając sens tego, co stało się przed momentem na ołtarzu. Jednak już druga część zdania, które wypowiada, uważnego słuchacza wprawić może w osłupienie. „…ofiarujemy Tobie, Boże, Chleb Życia i Kielich Zbawienia”. Zaraz. Czy nie przynieśliśmy do ołtarza tylko chleba i wina? Czy to nie sam Duch Święty – jak to ujął celebrans tuż przed słowami przeistoczenia w Epiklezie – sprawił, że stały się Ciałem i Krwią Bożego Syna, Jezusa Chrystusa? I my, nic w tej sprawie nie znaczący, możemy teraz powiedzieć w modlitwie Ojcu, że ofiarujemy Mu Jego Syna?! Bo przecież to On jest owym Chlebem Życia i Kielichem Zbawienia.

A przecież podobnie modlimy się w Koronce do Miłosierdzia Bożego. „Ofiaruję Ci Ciało i Krew, duszę i bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego, Jezusa Chrystusa”. Te tylekroć słyszane w modlitwie eucharystycznej słowa niosą ze sobą niesłychaną treść: w osobie Jezusa Bóg tak bardzo się z nami, ludźmi, solidaryzuje, że aż pozwala sobą rozporządzać; składać, kiedy tylko chcemy,  Ojcu ofiarę z samego siebie. Dokładniej: gdy chcemy uobecniać jedyną krzyżową ofiarę Syna. Czy człowiek może zostać dopuszczonym do głębszej wspólnoty z Bogiem? Jeśli tak jest, to już lepiej rozumiem, czemu św. Paweł przekonywał Efezjan, że już tu, na ziemi, są współobywatelami świętych i domownikami Boga (Ef  2,19).

Zaskakujące jest także dokończenie owego zdania eucharystycznej modlitwy. „…i dziękujemy, że nas wybrałeś, abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”. W świecie, w którym tylu rezygnuje z wiary, wybierając wygodniejsze na krótszą metę życie bez Boga, może się wydawać, że wierzący robi Bogu łaskę. Bo dla Niego znosi niewygodę przestrzegania przykazań, zmusza się do pójścia na niedzielną Mszę, a w piątki odmawia sobie jedzenia mięsa i głośniejszych zabaw.  A przecież jest inaczej. Być sługą Boga to niesamowity zaszczyt. Zwłaszcza kiedy uświadamiam sobie, do jakiej zażyłości Wszechmocny mnie, swojego sługę,  dopuszcza.

Wyprawiający się na wojnę po stronie papieża Jan Bernardone, późniejszy święty Franciszek,  usłyszał w  mistycznej wizji nieco żartobliwe pytanie samego Boga: „Komu chcesz służyć: Panu, czy słudze?”. Wybrał Pana i zyskał sławę, jakiej nie dałaby mu żadna ziemska służba i ludzkie zaszczyty. A na dodatek otrzymał życie wieczne. Jest za co dziękować Bogu, który nas, małych ludzi, do służby sobie dopuszcza.

Jestem nikim? Oczywiście! Ale będąc chrześcijaninem razem ze współsługami mogę Przedwiecznemu Ojcu ofiarowywać Jego Syna. Rację miał psalmista, gdy modlił się:

„Zaiste, jeden dzień w przybytkach Twoich
lepszy jest niż innych tysiące.
Wolę stać w progu mojego Boga
niż mieszkać w namiotach grzeszników" (Ps 84,11).

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Maj 2017
    N P W Ś C P S
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama