Brutalne zakończenie

Dla tych, którzy trwają w zachwycie rozmodlenia po spotkaniu z Panem, zakończenie Eucharystii jest w pewnym sensie brutalne. Uczta skończona. Idź już.

Reklama

Podczas niedzielnej Mszy zwięzłość obrzędów zakończenia Eucharystii nie jest tak dostrzegalna. Między dziękczynieniem i modlitwą po Komunii, a rozesłaniem są jeszcze parafialne ogłoszenia. Gdy ogłoszeń nie ma, pośpiech, z jakim kończy się Świętą Ucztę, aż rzuca się w oczy.

Uczestnicząc w Mszy chrześcijanin dotykał nieba. Składał Ojcu ofiarę Syna, był kapłanem wstawiającym się za innymi, Boga nazywał swoim ojcem, a potem, choć tak niegodny, jednoczył się z Chrystusem przyjmując Go jako pokarm na życie wieczne. Struktura Mszy nie pozwala jednak na długie trwanie w zachwycie. Na niebo jeszcze czas. Teraz zejdź na ziemię. Błogosławieństwo i już idź. Idź w pokoju Chrystusa.

Błogosławiony znaczy szczęśliwy. Błogosławić... Napisano na ten temat niejedną książkę, ale można powiedzieć tak: gdy to my błogosławimy Boga, myślimy zazwyczaj o tym, że Go sławimy; chwalimy dziękując za dobro, którym nas obdarował. Gdy mówimy o Bożym błogosławieństwie, mamy nadzieję, że Bóg życzy nam szczęścia. I że to szczęście pomoże nam osiągnąć.

Gdy Msza się kończy, życzenie dobra w życiu doczesnym jest jak najbardziej na miejscu. Czasem obrzęd błogosławieństwa jest dość rozbudowany, ale najczęściej sprowadza się do krótkiego dialogu. Najpierw tyle razy już podczas Mszy słyszane zdanie: „Pan z wami”. Tak księże, i z tobą – odpowiadają wszyscy. Po co po raz kolejny? To dla przypomnienia: za chwilę wyjdziecie, ale Bóg was nie opuszcza i ciągle będzie z wami. A potem słowa błogosławieństwa: „Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty”. Niech wam szczęści w każdym dniu i w każdym waszym dziele. Niech was prowadzi, bo...

„Idźcie w pokoju Chrystusa” nie oddaje dobrze łacińskich słów zakończenia Mszy. Ani wcześniej używane „Idźcie, ofiara skończona”. „Ite, missa est” to coś znacznie więcej. Idźcie, macie misję do spełnienia. Nie po to człowieku przez chwilę dotykałeś nieba, żebyś zaspokoił swoje pragnienie szczęścia, ale po to, byś swoją codzienność wypełnił Bogiem.  Masz ziemię zamieniać w niebo. Swoimi czynami masz sprawiać, by świat był lepszy. Masz „opatrywać rany ludzkich serc, pomagać słabym nieść ich ciężary, masz pocieszać smutnych, dostrzegać zapomnianych”. Masz tym, którzy zgarbieni niesieniem swoich ciężarów tkwią nosem przy ziemi ogłaszać radosną nowinę, że jest dla nich nadzieja na nowe, lepsze i niekończące się życie.

Stąd ów trudny do zrozumienia pośpiech w obrzędach zakończenia. Tak, było ci dobrze jak kiedyś uczniom na Górze Przemienienia. Dlatego chętnie rozbiłbyś przy boku Boga swój namiot. Jednak nie czas na kontemplację. Jak najszybciej, póki jeszcze płonie w tobie ogień radości i entuzjazmu, idź w świat i przemieniaj go wedle Bożego zamysłu.

Zejść z Taboru (Góry Przemienienia) nie zawsze jest łatwo. Proza i trud życia potrafią dobić. Ale pamiętaj: Bóg też kiedyś dla Ciebie zszedł z nieba na ziemię.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • gut
    27.09.2011 22:08
    Rozumiem intencje Autora ale niestety źle to ujął dałem; 3.
  • Tomek
    27.09.2011 22:49
    1. Zwracam uwagę na piękno liturgii Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich (np. w Warszawie). Jest tam cos, czego trochę brakuje mi w innych kościołach... np. muzyka po homilii. wykorzystanie cytry jako instrumentu muzycznego obok organów i kilku innych...
    2. Szybkie zakonczenie liturgii... w niektórych krajach - np. w USA - jest zwyczaj,że wierni udają się na swego rodzaju mini-agapę: do przykościelnej sali lub kawiarenki na kawę/herbatę... tego mi trochę w Polsce brakuje. podobnie, jak zwyczaju, że kapłan przy wyjściu żegna się z wiernymi...
  • end
    28.09.2011 19:53
    A ja uważam, że bardzo zgrabnie autor skomentował obrzędy zakończenia Mszy św. I nieszablonowo.
  • nika
    18.08.2013 15:03
    Rozumiem intencję Autora, ale mnie zawsze ten pośpiech zakończenia po Komunii św. przeszkadza. Uczestniczę, nawet w tygodniu, we Mszy św., na której jest spokojny czas na dziękczynienie i śpiewem, i w milczeniu, a czasem "moderowane" przez celebransa. A i po zakończeniu Mszy św. niemal nikt nie wychodzi od razu. I tak jest dobrze. Jak się namodlimy, możemy z tym nasyceniem wyjść do świata.
    Nie pamiętam, który to święty wysłał ministrantów ze świecami za osobą, która wychodziła z kościoła zaraz po zakończeniu Mszy św., chociaż przyjmowała Komunię św., żeby jej samej uświadomić, że oto PAN w niej zamieszkał... To też coś mówi...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Listopad 2017
    N P W Ś C P S
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama