Refleksja na dziś - 3. tydzień Adwentu (C)

dodane 12.12.2009 14:42

Przeczytaj i rozważ

Niedziela


Radość (So 3,14-18a; Iz 12,2-6; Flp 4,4-7; Łk 3,10-18)

Pokój, który proponuje nam Bóg, „przewyższa wszelki umysł” – więcej znaczy niż nasze najlogiczniejsze plany, kalkulacje, polisy na życie. To on ma strzec naszych myśli i serc – to jedyne rozwiązanie. Bowiem choćbyśmy sami nie wiem co robili, nie wiem jak się zabezpieczali, nie unikniemy ani trosk, ani cierpienia.

Boża logika każe nam oddać drugą suknię, podzielić się żywnością – nie zatrzymywać ich dla siebie na czarną godzinę. Nie pozwala wykorzystywać możliwości, które daje nam nasza pozycja. Uczy ostrożnie wyznaczać granice tego, co nam się należy, na równi stawiać potrzeby swoje i braci.

W tym jednym mamy być nieostrożni, nielogiczni, rozrzutni – w dawaniu, w dobru, w świętości.

Pokażę ci drogę do nieba

Jak w niebie są różne stopnie chwały dla wybranych – stosownie do zasług każdego – tak i w piekle są różne stopnie mąk i niejako tyle jest piekieł, ilu jest potępieńców, bo każdy z odrzuconych cierpi tam stosownie do liczby i jakości swoich grzechów.
św. Jan Maria Vianney


Poniedziałek


Prawda prostoty (Lb 24,2-7.15-17a; Ps 25,4-9; Mt 21,23-27)

Z wczorajszego kazania – „Rób to, co do ciebie należy. Najlepiej jak potrafisz”. Całkiem zwyczajnie. Po prostu. Oto coś, czego niekiedy staramy się za wszelką cenę unikać: uznając prawdę za banał, a roztrząsanie wydumanych problemów za duchową głębię.

Jezus pytał starszych o chrzest Janowy. Oni „zastanawiali się między sobą: Jeśli powiemy: z nieba, to nam zarzuci: Dlaczego więc nie uwierzyliście mu? A jeśli powiemy: od ludzi – boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka”. Żadna odpowiedź nie wydawała się w tej sytuacji dobra – lepiej więc nie udzielić żadnej, zasłonić się niewiedzą, próbować wyjść z twarzą. Tyle tylko, że w takich chwilach okazujemy się nie sprytni, a żałośni. Kiedy zaczynamy kombinować, dorabiać filozofię do własnego postępowania – to, co szczere, prawdomówne, przejrzyste łatwo nas zawstydzi.

Pokażę ci drogę do nieba

Przyjacielu! Przed Bogiem drżą Święci Aniołowie, którzy nie ośmielają się podnieść ku Niemu oczu, więc zasłaniają skrzydłami swoją twarz, bo nie mogą znieść blasku Jego Majestatu! A ty, okryty grzechami, klękasz sobie na jedno kolano, a drugie trzymasz w powietrzu! A więc te słowa, które wychodzą ci z ust – że wierzysz w obecność Bożą – są czymś wstrętnym.
św. Jan Maria Vianney


Wtorek


Efekt końcowy (So 3,1-2.9-13; Ps 34,2-3.6-7.17-19.23; Mt 21,28-32)

Niestety, kto choć raz brał się do sprzątania, wie dobrze – liczy się jedynie efekt końcowy. Piszę „niestety”, bo czasem to takie niesprawiedliwe – na nic prawie codzienne ścieranie kurzu, mycie naczyń i podłogi, bo niespodziewani goście i tak przyjdą wtedy, gdy sobie odpuścisz. I co zobaczą? Bałagan. Tak jak deszcz ze śniegiem, który pada akurat wtedy, gdy umyjesz okna.

Czasem stajemy przed Bogiem jak ci, którzy się sprzeniewierzyli. Którym znów nie wyszło. Którzy nie mogą się pochwalić dobrymi uczynkami, być dumni z własnych osiągnięć. Możemy być wtedy jak ci, o których słyszymy dzisiaj: „I zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana”. Liczy się bowiem jedynie efekt końcowy: czy jako grzesznicy szukamy Boga, przychodzimy na Jego wezwanie, bierzemy się do pracy w winnicy. Nawet jeżeli ma się to dokonać w naszej nędzy, liczy się efekt końcowy – Jego zwycięstwo.

Pokażę ci drogę do nieba

Grzesznicy, którzy w swoich nieprawościach śpią – którzy nie zamierzają porzucić swoich grzechów, a mimo to przychodzą się modlić – żyją tylko pozornie, bo dawno już poumierali. Modlitwa takiego grzesznika – grzesznika, który nie chce się poprawić – jest wedle Ducha Świętego obmierzła w oczach Pana.
św. Jan Maria Vianney


Środa


Przygotowani (Iz 45,6b-8.18.21b-25; Ps 85,9-14; Łk 7,18b-23)

Czasem słyszymy o misyjności Kościoła, nowej ewangelizacji, o głoszeniu Chrystusa aż po krańce ziemi. Z założenia, przez sakrament chrztu i my mamy w tym uczestniczyć. Czy jednak jesteśmy gotowi, by przyjąć wezwanie, które Jezus dał uczniom Jana: „Idźcie i donieście to, coście widzieli i słyszeli”? Czy nasza wiara, nasza więź z Bogiem jest na tyle bliska i żywa, byśmy umieli traktować je normalnie, mówić o nich zwyczajnie, tak, jak mówimy o tym, co widzimy i słyszymy?

W adwencie jakoś szczególnie świat patrzy prosto na nas – bo to są NASZE święta. Tysiące naszych przodków tworzyło bożonarodzeniowe tradycje, to my, chrześcijanie, wiemy, jakie to święto, co ono oznacza, dla Kogo całe to oczekiwanie. W przedziwny sposób sprzątanie, zakupy, namysł nad słowem Bożym, roraty, podział obowiązków, trzepanie dywanu, pieczenie pierników – to wszystko, czym się na co dzień zajmujemy, to, co widzimy i słyszymy, słowem: nasze życie – staje się znakiem oczekiwania na Wcielonego, miłosnym przygotowaniem, cichym i cierpliwym, świętością przeżywaną w zwyczajne dni. To ona ma pociągać innych, to ona ma zaświadczyć o Chrystusie – to, co widzimy i słyszymy, w czym uczestniczymy, nic więcej.

Pokażę ci drogę do nieba

Ja k wspaniale wygląda ten nieprzeliczony szereg sprawiedliwych, których ciała wydają blask wspanialszy niż światło słońca! Widzicie męczenników z palmami zwycięstwa w rękach? Ile dusz zbawili, tyle teraz promieni chwały ich ozdabia.
św. Jan Maria Vianney


Czwartek


Król (Rdz 49,2.8-10; Ps 72,1-4.7-8.17; Mt 1,1-17)

Dzieciątko w żłóbeczku, zapach siana, nastrojowość, słodycz kolęd… Aura podsycana jeszcze przez uliczne, świecące w mroku dekoracje i wszędobylskie, pseudoświąteczne reklamy… Niekiedy chcąc nie chcąc zapominamy, że Bóg przychodzi na świat, aby panować, aby zająć należne sobie miejsce. Biblijne wołanie jest bardzo wyraźne: „Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!”.

Ten, którego wyglądamy – oczekując Bożego Narodzenia i Paruzji – przyjdzie, aby wziąć władzę w swoje ręce. Nie chodzi o to, aby się pozachwycać, ani nawet o to, by w miłej i rodzinnej atmosferze zasiąść do stołu, wzruszyć się przy dzieleniu opłatkiem. Chodzi o to, by ster własnego życia przekazać w Jego ręce. By oddać Mu swoich bliskich, strach przed przyszłością, nieumiejętność przebaczenia. By zaufać Jego potędze, poddać się.

Pokażę ci drogę do nieba

„Mówiono nam, że Bóg jest dobry.” Tak, Bóg jest nieskończenie dobry i tyle razy doznaliście Jego dobroci i miłosierdzia za życia. Ale na sądzie panuje tylko Jego sprawiedliwość i pomsta!
św. Jan Maria Vianney


Piątek


Ten, co nadchodzi (Jr 23,5-8; Ps 72,1-2.12-13.18-19; Mt 1,18-24)

Czasem różne pobożne dusze każą nam wspominać ku pokrzepieniu serc działanie Boga w naszym życiu – to, co dokonało się w przeszłości: chrzest, Pierwszą Komunię czy sakrament małżeństwa, jakąś ważną spowiedź, rekolekcje, wysłuchane prośby... Wspominać te chwile, kiedy dotykaliśmy nieba, byliśmy blisko Boga, a On działał, uzdrawiał, umacniał. Na pewno to pożyteczne, ale... Ale dzisiaj Bóg mówi nam coś jeszcze, tak jak prorok wołał do Izraelitów: „Dlatego oto nadejdą dni – wyrocznia Pana – kiedy nie będą już mówić: Na życie Pana, który wyprowadził synów Izraela z ziemi egipskiej, lecz raczej: Na życie Pana, który wyprowadził i przywrócił pokolenie domu Izraela z ziemi północnej i ze wszystkich ziem, po których ich rozproszył, tak że będą mogli mieszkać w swej ziemi”.

Nie to co było, ale to, co jest. Nie dobro, które już się dokonało, ale to, które dokonuje się i dokonywać będzie na naszych oczach. Nie tylko to ma nas umacniać i pocieszać, że spowiedź trzy lata temu, obietnice chrztu czy wysłuchana wczoraj modlitwa – nie tylko przeszłość z Bogiem, ale Jego bliskość dziś i w przyszłości. W wierze to, co było, jest mniej wspaniałe niż to, co nadejdzie.

Pokażę ci drogę do nieba

Prawdziwy żal nie może nie łączyć się z mocnym postanowieniem nie grzeszenia więcej. Jeżeli chęć poprawy jest szczera, będziecie naprawdę unikali grzechu, złych, mściwych, nieczystych myśli, będziecie się też strzec wszelkich okazji prowadzących do grzechu i użyjecie wszelkich środków, by się ze złych nałogów poprawić.
św. Jan Maria Vianney


Sobota


Tuż, tuż (Sdz 13,2-7.24-25a; Ps 71,3-6.16-17; Łk 1,5-25)

Spotykamy Boga w tym, co dotyczy naszego życia. Na przykład taki Zachariasz – przeżył zwiastowanie w czasie pełnienia kapłańskich obowiązków. Elżbietę dotknął Bóg w jej doświadczeniu „hańby w oczach ludzi”. Jan był napełniony Duchem Świętym już w łonie matki. Manoachowi została objawiona wola Boża w czasie rozmowy z żoną, która przekazała mu obietnicę narodzin Samsona i wskazała sposób jego wychowania.

Takich czynności, obowiązków do spełnienia, doświadczeń, spraw radosnych i trudnych jest w życiu każdego z nas wiele. Bóg jest blisko nas, o krok.

Czytania mszalne rozważa Katarzyna Solecka

Pokażę ci drogę do nieba

Rozgrzeszenie wyrywa biedną duszę z tyranii szatana, przywraca jej przyjaźń i łaskę Bożą, przywraca również nieoceniony spokój sumienia.
św. Jan Maria Vianney



Tagi: