Refleksja na dziś - 4. tydzień Adwentu i Boże Narodzenie

dodane 19.12.2009 21:03

Przeczytaj i rozważ

Niedziela


Szybko (Mi 5,1-4a; Ps 80,2ac i 3b.15-16.18-19; Hbr 10,5-10; Łk 1,39-45>

„Panna na ten czas Psałterz czytała.” Słyszałem, jak śpiewała babka. Zamykałem oczy i widziałem Ją, jak na obrazie. Dostojną, skupioną, pełną powagi. Wyobrażałem sobie, jak idzie. Drobny krok, delikatnie stawiana stopa, żadnych gwałtownych ruchów. Bo przecież niesie pod sercem Zbawienie świata. Więc i nie wypada, i troska musi być nawet w stawianiu kroków, by Dziecięciu spokój zapewnić, i warunki dla rozwoju najlepsze stworzyć. Aż tu po latach lektur zaskoczył mnie święty Łukasz słowem, do tej pory umykającym uwadze. Pośpiech. Przystoi takowy Najświętszej Panience?

Owszem, przystoi. Bo pełna łaski nie musi oznaczać pełna powagi. Święta nie musi z dostojeństwem celebrować swojej świętości. Przecież to Gwiazda, nie gwiazdeczka. Stąd i pośpiech się zdarzy, zwłaszcza, że okoliczność szczególna. Może i zadyszki dostała, niewiele czasu znajdując, przy przysiąść na kamieniu i odpocząć, bo miłość w zadyszce uderzeń serc nie liczy. Miłość nigdy nie liczy.

Patronko naszych dni zabieganych, ucz nas, jak z pośpiechem nieść bliźniemu Boga i siebie.

Pokażę ci drogę do nieba

Nie odbywajcie waszych spowiedzi z pośpiechem, nie dobierajcie słów, które by zasłaniały wasze grzechy i pomniejszały ich zło. Jeżeli przez kilka lat ukrywaliście jakieś grzechy, to wyspowiadajcie się z nich czym prędzej, nie zwracając uwagi na podszepty diabła.
Św. Jan Maria Vianney


Poniedziałek


Za murem (Pnp 2,8-14 albo So 3,14-18a; Ps 33,2-3.11-12.20-21; Łk 1,39-45)

„Daj mi usłyszeć swój głos!” Pieśń przyzwyczaiła nas, że w ten sposób zwracamy się do Oblubieńca. Tymczasem to właśnie On przemawia do oblubienicy. Kościele, pokaż swą pełną wdzięku twarz! Kościele, daj usłyszeć swój głos! Woła, stojąc za murem, patrząc przez okno, zaglądając przez kraty.

Mur to świat rzeczy i pragnień, który sami wznieśliśmy, oddzielając się od Boga. Stworzyliśmy własny świat. Panuje w nim najlepszy według nas porządek. Mur daje gwarancję świętego (pozornego mimo wszystko) spokoju. On w tym murze uczynił okno. Dzięki niemu można nie tylko spoglądać na zewnątrz, ale i zajrzeć do środka. Oknem jest sumienie. Przez nie Oblubieniec zagląda do środka, rozświetla wnętrze i zaprasza do wyjścia zza krat niewoli, jaką człowiek zgotował samemu sobie przez grzechy.

Powstań i pójdź! Bo minęła zima obojętności, ustał deszcz zwodzących iluzji, przeszedł czas wyczerpującej samotności. „Powstań, przyjaciółko moja, piękna moja, i pójdź!”

Jeszcze nie widzisz i nie słyszysz? Przemyj oczy i uszy w wodzie Jego miłosierdzia.

Pokażę ci drogę do nieba

Pan Bóg nie przebaczy wam waszych grzechów dopóty, dopóki sami szczerze nie pojednacie się z waszym bliźnim i z korzeniami nie wyrwiecie z serca odrazy i niechęci.
Św. Jan Maria Vianney


Wtorek


Wdzięczność (1 Sm 1,24-28; 1 Sm 2,1,4-5,6-7,5abcd; Łk 1,46-56)

Wyszliśmy z Koninek. Dzień był pogodny, słoneczny, trochę przypiekało. Dwie godziny podejścia nie aż tak bardzo trudnym szlakiem. Około południa dotarliśmy na Czoło Torbacza. Skałki i trawa wokół przypominały pobojowisko. Co można było usłyszeć przy okazji, lepiej nie wspominać. Jęki, płacze, narzekania… Tego samego dnia, po południu zatrzymaliśmy się przy Bulandowej kapliczce na Jaworzynie Kamienickiej. W krótkiej homilii diakon nawiązał do finału wspinaczki. „Maryja nie miała polarowej kurtki i butów z goretexu. Jednak po przejściu tych stu dwudziestu siedmiu kilometrów, gdy weszła do domu Elżbiety, nie rzuciła się na łóżko i nie opłakiwała swego zmęczenia. Nie padło z jej ust żadne brzydkie słowo. Zamiast tego z głębi jej serca wydobyła się pieśń wdzięczności. „Wielbi dusza moja Pana…”

Czasem tak bardzo jesteśmy zajęci celebrowaniem siebie samych, że nie zauważamy, iż dar Boży jest większy od naszego zmęczenia, bólów, porażek i niepowodzeń. I wtedy pokarm radości i wdzięczności zamienia się w pokarm goryczy i rozczarowań.

Pokażę ci drogę do nieba

Pokutę mamy odprawić z radością, a to dlatego, że tak łatwym sposobem możemy zgładzić grzechy, przez które zasłużyliśmy na wieczne potępienie.
Św. Jan Maria Vianney


Środa


Ostatni dzwonek (Ml 3,1-4. 4,5-6; Ps 25,4-5,8-9,10 i 14; Łk 1,57-66)

Poprzedzające święta dni przeżywamy jak w transie. Kumulacja życzliwości, chwytająca za serce muzyka (tak naprawdę nie związana z Adwentem) – to wszystko przenosi nas w inny, nierzeczywisty świat, sprawiając – paradoks? – że w miarę zbliżania się pamiątki dnia narodzin Zbawiciela, coraz bardziej oddalamy się od Boga i od siebie po to, by za parę dni przeżyć wielkie rozczarowanie. Dlatego liturgia, niemalże w ostatniej chwili, próbuje nas otrzeźwić. Karmi słowem ostrym, jak przyłożona do pnia siekiera, wspominana przez Jana w drugą niedzielę Adwentu. Zamiast mile brzmiących w uszach opowieści mówi o strachu, ogniu, przetapianiu srebra i przecedzaniu złota. To ostatnia chwila, by się zatrzymać i postawić pytanie o stan przygotowania tego najważniejszego w przeżywaniu świąt miejsca. By nadchodzące dni były czasem miłym nie tylko dla nas, ale i dla Niego.

Masz już dar dla Tego, który dla ciebie stał się Darem? „Wtedy będzie miła dla Pana ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych” (Ml 3,4).

Pokażę ci drogę do nieba

Piękna róża musi być otoczona kolcami. A najpiękniejsza z cnót – czystość – rozkwita pośród umartwienia.
Św. Jan Maria Vianney


Czwartek


Nawiedzi nas (2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16; Ps 89,2-3,4-5,27 i 29; Łk 1,67-79)

Ranek poprzedzający Wigilię Narodzenia Pańskiego. Kościół śpiewa razem ze świętym Zachariaszem. Tym samym przypomina starożytną tradycję, nakazującą rozpoczynać dzień tymże kantykiem. „Dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce.” Ten fragment pieśni odsyła nas do innej Wigilii, kiedy przy poświęconej świecy kapłan śpiewa: „Niech ta świeca płonie, gdy wzejdzie słońce nie znające zachodu, Jezus Chrystus, Twój Syn Zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem”. Tak, te dwie Wigilie, choć rozłożone w czasie, tworzą całość, są jednością. Wcielenie prowadzi do Tajemnicy Paschy i w niej znajduje ukoronowanie. Wcielenie i Pascha to objawienie miłosierdzia i wypełnienie obietnicy, danej Abrahamowi. Wcielenie i Pascha wyrywa nas z mocy nieprzyjaciela, byśmy Mu służyli bez trwogi.

Może warto wrócić do starej tradycji i włączyć Kantyk Zachariasza do kanonu codziennych modlitw. Przecież nie po to z taką intensywnością przeżywaliśmy ten czas przygotowania, by później wszystko miało być takie same.

Pokażę ci drogę do nieba

Wszyscy potępieńcy są nieszczęśliwi, bo nie oglądają Boga, co jest ich największą karą – gdyby potępiony mógł widzieć Boga choćby raz na tysiąc lat, to jego piekło przestałoby istnieć. Ale mylą się bezbożnicy, którzy mówią, że wszystko jedno, czy pójdą na potępienie za wielką liczbę grzechów, czy za małą!
Św. Jan Maria Vianney


Piątek – Narodzenia Pańskie


Matura (Iz 52,7-10; Ps 98,1,2-3ab,3cd-4,5-6; Hbr 1,1-6; J 1,1-18)

Pasterka to przedszkole. Małe Dzieciątko, Józef z Maryją, aniołowie i pasterze. Swojski klimat, choć rodzice Jezusa nie byli ową swojskością z pewnością zachwyceni. Zdziwienie pasterzy prawdopodobnie nie tylko śpiewy z nieba wywołały. Nadziwić raczej nie mogli się Bogiem w skrajnym ubóstwie. To, co my pokochaliśmy i stało się dla nas magiczne, w nich musiało budzić co najmniej oburzenie. W zwyczajnym, ludzkim odruchu. Bo nikt nie pragnie takiego szczęścia dla swojego dziecka. Czy istnieje magia skrajnego ubóstwa?

To pytanie jest trampoliną, mającą odbić nas z poziomu przedszkola na poziom matury. Liturgia jest dobrym wychowawcą. Nie pozwala skupić się na odczuciach i emocjach. Prowadzi w głąb. Chce zaangażować nasz rozum i wolę. To List do Hebrajczyków i Prolog Jana. „Ja będę Mu Ojcem, a On będzie Mi Synem.” „Na początku było Słowo, a Słowo Było u Boga i Bogiem było Słowo.” Życie, światło, dzieci Boże, moc, poznanie, świadectwo. Słowa klucze. Istota Wcielenia. Bez nich wiara, obrzęd i tradycja, choćby najpiękniejsza i najbardziej magiczna, stają się puste. Więc pierwszy dzień Świąt to matura, wymagająca nie tyle wiedzy, ile umiejętności słuchania. By spośród wielu magicznych, ale często pustych słów, wydobyć to jedno jedyne, najważniejsze Słowo. Bo od Niego zależy życie i miłość, i to wszystko, co składa się na rozdawane od kilku dni wszystkim szczęście i zdrowie.

Sobota - Św. Szczepana, pierwszego męczennika


Garść owsa (2 Dz 6,8-10;7,54-60; Ps 31,3cd-4.6 i 8ab.16-17; Mt 10,17-22)

Spojrzałem na świąteczne życzenia. Niezachwianej pewności, nawet gdy zamilkną śpiewy aniołów, a na drodze pojawią się żołnierze Heroda. Właściwie dziś nie powinniśmy już śpiewać kolęd. Sugerujące dobór pieśni antyfony mszalne mówią o kamieniach, modlitwie za prześladowców (antyfona na Komunię) i chwale, jaką został uwieńczony pierwszy z męczenników (antyfona na wejście). Ale polska pobożność chyba nie zna utworów, odpowiednich na tę okazję. Więc łudzimy się, że choć poleciały kamienie i polała się krew, to wszystko jest w porządku. Taki drobny epizod, zakłócający spokój świętowania. Na szczęście pod koniec Mszy św. organista zaśpiewa „Lulajże Jezuniu” i wszystko wróci do normy. Nie wróci. Gdy będziemy wychodzić ze świątyni w wielu miejscach poleci na naszą głowę garść owsa. To nie mający umilić święta zwyczaj, ale znak, że za chwilę skończą się uczucia, a łaska Boża poprowadzi nas na drogi wierności i wytrwałości. Na nich nie będzie miejsca na kolędową lirykę, lecz na otarte stopy, kurz i pragnienie. Może nie polecą kamienie, ale też nie zawsze towarzyszyć będą na niej życzliwe spojrzenia. Wtedy liczyć się będzie tylko jedno – dojść, widząc przed sobą niebo otwarte i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. To zadanie jest wykonalne. Pod warunkiem, że nie będzie awarii czujnika, ostrzegającego i włączającego hamulce za każdym razem, gdy na drodze napotkamy życzliwych, radzących zrezygnować z bezsensownego wysiłku i zachęcających do pozostania w bezpiecznej krainie chwilowej rozkoszy.

Czytania mszalne rozważa ks. Włodzimierz Lewandowski


Tagi: