Refleksja na dziś - 2. tydzień zwykły (C)

dodane 16.01.2010 21:09

Przeczytaj i rozważ

Niedziela


Święto trwa (Iz 62,1-5; Ps 96,1-2.3 i 7b-8a; 1 Kor 12,4-11; J 2,1-12)

Zdążyliśmy już zapomnieć o świętach, bury śnieg zalega ulice, do kościoła jakoś pod górkę, zimno. Tymczasem to, czego Bóg chce dla nas – łaska, pokój, sprawiedliwość, zbawienie – wcale się nie kończy. Obecna w dzisiejszych czytaniach symbolika ślubu, wesela, złączenia kochających, przemiany wody w wino, niezakłóconego niczym święta – to właśnie dokonuje się między Bogiem a Kościołem, pomiędzy Nim a nami. Dzisiejsze Boże słowo, zapełniające je obrazy są dla nas swego rodzaju napomnieniem. Tak jak byśmy trochę za szybko zrezygnowali, stracili perspektywę, przestali oczekiwać, zszarzeli.

A jesteśmy przecież „prześliczną koroną w rękach Pana”, „królewskim diademem w dłoni Boga”. To właśnie nami On się rozraduje, nam „wszystkim objawia się Duch dla wspólnego dobra”.

Poniedziałek


Wyczucie czasu (1 Sm 15,16-23; Ps 50,8-9.16bc-17.21; Mk 2,18-22)

Kiedy dzieciom gada się ze sobą najlepiej? Gdy mają czasu akurat tyle, by sprawnie wyszykować się do szkoły. Kiedy puszczają w telewizji najlepszy film? Zazwyczaj tego wieczoru, gdy musisz nazajutrz wstać wcześnie rano albo wzięłaś robotę do domu. Tak więc pokus nie brakuje – zawsze jest coś, co wydaje się lepsze, przyjemniejsze, bardziej właściwe od tego, czym mieliśmy się zająć w danej chwili. Przypadek Saula nie jest tu od odosobniony – zamiast zrobić jak nakazuje Bóg, działał po swojemu, chciał zaspokoić swoich ludzi, porządzić. To jak wlewanie młodego wina do starych bukłaków czy przyszywanie łaty z surowego sukna do starego ubrania. To nie jest nietakt, lecz klęska – niszczymy to, co mieliśmy chronić, tracimy to, co miało nas ocalić.

Boży człowiek wie, kiedy jest czas na post, a kiedy na święto. Umie wybrać raczej posłuszeństwo niż ofiarę. Szuka tego, co podoba się Bogu, nie tego, co „mi się wydaje”. Nawet jeśli to ostanie pociąga. Jest takie kuszące. Błyszczy.

Wtorek


Kredyt zaufania (1 Sm 16,1-13; Ps 89,20.21-22.27-28; Mk 2,23-28)

Oto Bóg odrzuca Saula – króla, którego przecież sam wybrał. Każe Samuelowi może nie skłamać wprost, ale wyprowadzić władcę w pole: udać się w podróż pod pretekstem złożenia ofiary i namaścić innego. Jednak wcale nie któregoś z tych, którzy prorokowi wydawali się odpowiedni. Oto Jezus bezczynnie patrzy, jak jego uczniowie naruszają spoczynek szabatu. Nie karci ich, ba, zdaje się ich nawet popierać, bronić. Sprawy wiary, relacji z Bogiem, dobrego postępowania – są niekiedy takie pogmatwane, nie rozumiemy, gubimy się. Niekiedy ogrania nas lęk, nie wiemy, co jest słuszne, co zrobić…

Bóg mówi do nas to, co powiedział prorokowi: Ja sam we właściwej chwili „powiem ci, co masz robić”. Jezu podkreśla: to „Syn Człowieczy jest panem szabatu”. Ufność, która należy się od nas, chrześcijan, Bogu nie jest na moment, na dwa tygodnie czy trzy lata. Nasze „tak” jest na zawsze. Trzeba pozwolić Bogu działać. Tak jak On chce.

Środa


Wiecznie w opozycji (1 Sm 17,32-33.37.40-51; Ps 144,1bc.2ab.9-10; Mk 3,1-6)

My, chrześcijanie, jesteśmy na czasie, nasze myślenie nie jest rodem z zaścianka. Korzystamy ze zdobyczy techniki, odwołujemy się do rozumu i wyobraźni, mamy własne zdanie na temat sztuki, spotkać nas można na młodzieżowych zlotach i w najmodniejszych restauracjach. Kształcimy się, zasiadamy w wybitnych gremiach, odwołujemy się do własnych praw, jawne się staje nasze miłosierdzie... Wszystko jest OK, widać nas w pierwszym szeregu współczesności. Tyle tylko, że gdzieś i tak leży nieprzekraczalna granica. Doskonale ją czujemy – ci, wśród których żyjemy, w każdej chwili mogą przestać uznawać nas za swoich.

Co z tego, że Jezus na oczach tłumów uzdrowił człowieka? Prędzej czy później czeka nas ten sam los, co Jego: …„faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić”.

Czwartek


Moje miejsce (1 Sm 18,6-9;19,1-7; Ps 56,2-3.9-10.12-13; Mk 3,7-12)

Jonatan i Dawid – syn króla i sługa króla, przyjaciele. Jonatan mógłby być zazdrosny, a przed ojcem bierze Dawida w obronę, przekonując władcę, że ten nie buntuje się przeciw niemu. Dawid ma czyste zamiary – mógłby zażądać wiele dla siebie, a zwycięża dla Saula, służy mu najlepiej jak potrafi. Dowody na to, że prawym człowiekiem można być zawsze, wszędzie. Jako pan i jako sługa. Jako ten, komu zaszczytne miejsce należy się bez własnej zasługi i jako ten, kto zdobył je własnymi rękami.

Postąpiliśmy tak a nie inaczej. Nie jesteśmy głupi. Moglibyśmy znaleźć tysiące najbardziej słusznych argumentów, najprawdopodobniejszych wytłumaczeń, usprawiedliwionych okoliczności. Ostatecznie jednak nie miejsce, w którym jestem, rozstrzyga o moim działaniu, ale ja sama. Miejsce – rozumiane oczywiście nie geograficznie, a raczej bytowo: pozycja społeczna, stanowisko, taki a nie inny zakręt w życiu – miejsce to tylko kontekst, punkt zaczepienia. To ja decyduję.

Piątek


Wyróżnieni (1 Sm 24,3-21; Ps 57,2.3-4.6 i 11; Mk 3,13-19)

Czytamy dzisiaj: „powołał do siebie tych, których sam chciał”. Zdanie akurat nadające się na wieczyste śluby, prymicje, przyjmowanie stanowisk i godności. Przydatne wszędzie tam, gdzie wybranka czy wybraniec zostają w jakiś sposób wywyższeni. Można oczywiście mówić o pokorze – Bóg wybiera bez naszych zasług – ale świadomość wywyższenia pozostaje...

Czytamy dzisiaj o Bożym wybrańcu, Dawidzie: jak zaszczuty, kryje się wśród skał z garstką sprzymierzeńców, ścigany przez potężne wojska króla. Słyszymy o wybraniu apostołów – którzy generalnie skończyli źle, wśród trudów drogi, schwytani i zamęczeni. Wybranie nas przez Boga na chrześcijan jest wywyższeniem, na pewno. Ale to wyróżnienie czasem ciąży, wolelibyśmy rozpłynąć się w tłumie. Krzyż, którym się szczycimy, zaczyna przypominać oznaczenie na strzelniczej tarczy. „Powołał do siebie tych, których sam chciał” to znaczy: wystarczy nam wtedy Jego łaski.

Sobota


My wszyscy (1 Sm 24,3-21; Ps 57,2.3-4.6 i 11; Mk 3,13-19)

Cenimy sobie indywidualizm, chętnie podkreślamy własną odrębność, to, co powszechne, co przyciąga wielu, wydaje się nam z definicji mało wartościowe. I być może zazwyczaj tak jest. A jednak nie lekceważmy woli tłumu, przypatrzmy się uważnie, badajmy, byśmy w imię własnej odrębności nie przegapili czegoś ważnego.

Oto gdy Saul i Jonatan polegli w bitwie, Dawid rozdarł swe szaty na znak żałoby, a za nim wszyscy, którzy z nim byli. Razem „lamentowali i płakali, i pościli aż do wieczora”. Gdy Jezus nauczał – słuchało go mnóstwo ludzi. Potem „przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli”. Owo czynienie czegoś razem w czasach proroków, owo ludzkie mrowie, które tłoczyło się wokół Jezusa nie jest nieistotne. Myślimy o Reszcie Izraela, o kilkunastu apostołach, o tych nielicznych w naszym otoczeniu biorących wiarę na poważnie. Ale chrześcijaństwo nie jest dla elit. Czasem trzeba przyłączyć się do tłumu, dzielić tęsknotę wielu, wykonywać te same gesty co inni. Wierzyć, że Bóg jest z nami, dla nas. Wszystkich.


Czytania mszalne rozważa Katarzyna Solecka


Tagi: