Pierwsza prefacja adwentowa

Justyna Nowicka

dodane 25.11.2016 22:04

Przez pierwsze dwa tygodnie Adwentu będziemy modlić się w czasie Eucharystii tekstem pierwszej prefacji adwentowej. Jest to, można powiedzieć, rodzaj medytacji liturgicznej nad Wcieleniem Syna Bożego. Bóg przychodzi. Czy może raczej należałoby powiedzieć: objawia swoją obecność.

Henryk Przondziono /Foto Gość

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie. Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. On przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił swoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia. On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy. Dlatego z Aniołami i Archaniołami i z wszystkimi chórami niebios głosimy Twoją chwałę, razem z nimi wołając: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów. Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej. Hosanna na wysokości. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. Hosanna na wysokości.

 

 

Prefacje były kiedyś rodzajem katechezy przed chrztem. Wprowadzały w Modlitwę Pańską. Do dziś zachowała się ta ich funkcja – są wprowadzeniem w liturgię dnia traktując o sensie danej uroczystości.

Przez pierwsze dwa tygodnie Adwentu będziemy modlić się w czasie Eucharystii tekstem pierwszej prefacji adwentowej. Jest to, można powiedzieć, rodzaj medytacji liturgicznej nad Wcieleniem Syna Bożego. Bóg przychodzi. Czy może raczej należałoby powiedzieć, że objawia swoją obecność.

Przyjście Chrystusa na świat musi być postrzegane w kontekście objawionej w Starym Testamencie historii zbawienia. Zwłaszcza upadek człowieka i Przymierze, zapowiadające zbawienie, odnoszą się do osoby Syna, który jest spełnieniem obietnicy. Chrystus wyrywa nas z mocy grzechu i zła, byśmy mogli być dziećmi Boga. To w zbawieniu szuka się odpowiedzi na pytanie: po co Jezus przyszedł na ziemię w ludzkiej postaci. Zbawienie jest organicznie związane z Wcieleniem.

To pytanie nie jest tylko akademickim dyskursem. Ale może stać się bardzo egzystencjalne, zawsze wtedy, kiedy pojawiają się wątpliwości - po co Jezus w moim życiu? Czy moja tęsknota za Prawdą, za Dobrem nie jest tylko… „szukaniem wiatru w polu”. I czy ma sens wiara, że kiedyś we mnie umrze grzech… skoro tyle razy historia mojego życia była raczej historią upadku, niż odkupienia… Znamy przecież to dobrze…



 

 

 

Zastanawiając się nad tajemnicą Wcielenia na pewno natkniemy się na pytanie czy, jeśli człowiek nie popełniłby grzechu, to czy przyjście Chrystusa byłoby potrzebne, skoro człowiek nie potrzebowałby Zbawiciela. Można jednak odwrócić perspektywę i przyjąć, że Wcielenie od początku było postanowieniem Boga; tym samym, że Chrystus jest ostateczną racją stworzenia człowieka. Można powiedzieć, że Bóg powołał do istnienia człowieka, ponieważ sam chciał się nim stać. Zgodnie z tym zamierzone od wieków człowieczeństwo Jezusa jest „modelem” dla stworzenia człowieka. Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Jezusa.

W tej perspektywie możemy odczytać także dzieło odkupienia. Przez grzech człowieka nie tyle zmienia się plan Boga, nie „wymyśla” On wtedy Wcielenia, ale zmienia się sposób w jaki wpisuje się w historię. Nie jest więc od razu uwielbieniem, ale najpierw prowadzi do śmierci na krzyżu. I dopiero krzyż stał się drogą do zmartwychwstania w chwale i wywyższenia Boga-Człowieka po prawicy Boga. Co staje się zapowiedzią i nadzieją tego, że i człowiek znajdzie się w takiej bliskości Boga. Wydaje się, że można przyjąć ten pogląd, ponieważ trudno wyobrazić sobie, by grzech stworzenia mógł sprowokować takie wydarzenie, jak przyjęcie przez Boga natury ludzkiej.

Bóg jest więc tym, który tęskni za człowiekiem, za jednością z nim. I każdego z nas, już od poczęcia, chce objąć tym pragnieniem zjednoczenia ze Sobą. Jak trudno wierzyć w takiego Boga, który nie ma żadnego „interesu” w tym, żeby zbawić człowieka. A jak łatwo podejrzewać Go o jakiś „kruczek prawny”, wypisany małym druczkiem pod Przymierzem, którego nie widzimy i w ten sposób pozwalamy się wykorzystać. Na szczęście jeśli człowiek nie poddaje się tym podejrzeniom, ale zaufa miłości Boga, to ona zwycięża.

Tekst prefacji odnosi się nie tylko do przeszłości, czyli Wcielenia i wydarzenia paschalnego, ale także do przyszłości. Wyrażono w niej wiarę w ponowne przyjście Chrystusa, czyli w paruzję. Będzie to kres historii zbawienia, dopełniony przez Chrystusa. Paruzja jest przedmiotem chrześcijańskiej nadziei. To wtedy odbędzie się sąd nad światem oraz rozdzielenie dobra i zła, by zło mogło być ostatecznie unicestwione. Wtedy też człowiek w pełni zjednoczy się z Bogiem. Wypełni się ta jedność człowieczeństwa i Bóstwa, która teraz realizuje się w osobie Chrystusa.

Nie mamy więc oczekiwać Boga jedynie z lękiem przed sądem, czy z nerwowym wyczekiwaniem katastrof, choćby w 2012 roku… ale z nadzieją na wypełnienie obietnic o zbawieniu. Z nadzieją na zjednoczenia z Bogiem. Bóg wciąż na nowo chce ożywiać i podtrzymywać w nas tą nadzieję… i na pewno nie czyniłby tego, jeśli nie miałaby ona szans na spełnienie. Gdyby tęsknota nie miała zostać przemieniona w obecność.

Stając przed takim Bogiem nie można nie wychwalać Go za to, co czyni. Nie można nie wielbić Boga, wraz z Aniołami i Archaniołami i z wszystkimi chórami niebios…Święty, który przychodzisz do mnie… Święty, który ogarniasz i napełniasz moje życie… Święty, który przemieniasz mnie swoim przyjściem… Hosanna… zbaw mnie, Boże, daj mi się poznać, uwolnij mnie od grzechu, nie daj umrzeć nadziei na życie z Tobą w wieczności.