16 grudnia

Piotr Alabrudziński

dodane 15.12.2010 23:00

Wszechmogący Boże, jesteśmy Twoimi niegodnymi sługami i zasmuca nas świadomość własnych grzechów, prosimy Cię, abyś nas napełnił radością z przyjścia Twojego Syna. Który z Tobą żyje i króluje...

Henryk Przondziono/Agencja GN Klasztor Benedyktynek w Staniątkach. Kancjonał z ok. 1535 roku.

Od czego należy zacząć budować relację z drugą osobą? Co powinno być pierwsze? Nie można chyba zacząć od niczego innego, jak tylko od prawdy. Przede wszystkim musi to być prawda o mnie samym – kim jestem? Potem przychodzi czas na prawdę o tej drugiej stronie – kim ona jest? Połączenie tych dwóch pytań daje kolejne – kim jesteśmy? Tak jest również w relacji z Bogiem. Owszem, najpierw - jak podaje kerygmat ewangelizacyjny – jest uprzednia i wszechogarniająca miłość Boga. Ale... ale po co mi ta miłość, kiedy sam mam wszystko? Dopiero gdy zobaczę kim jestem mogę zwrócić się ku Bogu. A kim jestem? Jestem sługą nieużytecznym i niegodnym, który popełnia coraz to nowe lub coraz starsze grzechy. A Bóg? Bóg może mnie, takiego, jakim jestem, napełnić radością, bo On mimo wszystko szaleje za mną i chce do mnie przyjść. A teraz najtrudniejsze – kim jesteśmy razem?...