Rozmowa oznacza zadawanie pytań, wyjaśnianie zdarzeń i okoliczności, rozwiewanie wątpliwości. Matka chciała wiedzieć, czy dalej ma przygotowywać posiłki, z czego będzie żył, gdzie zamieszka, co zrobić z pozostawionymi w domu osobistymi rzeczami. Dalsi krewni (tu zwani rodzeństwem) mieli prawo wiedzieć kto zatroszczy się o samotną kobietę. Musiało im bardzo zależeć na tej rozmowie i pewnie okazali się dość natarczywi, skoro informację o ich przybyciu przekazano Mistrzowi.
Nie wiemy, jak na słowa Jezusa zareagowała Maryja. Relacje kończą się wskazaniem duchowej rodziny. Być może, tak zwyczajnie, po ludzku, było jej przykro. Być może miała w oczach łzy. To normalne i nie powinno dziwić. Bo przecięcie pępowiny, również tej duchowej, musi być bolesne. Kto wie, czy nie właśnie w tym momencie po raz pierwszy doświadczyła przepowiadanego przez Symeona miecza boleści?
Taki sposób rozmowy wydaje się być częścią Jezusowej pedagogii, tu zastosowanej w sposób niezwykle delikatny. Inni usłyszeli: zejdź mi z oczu, szatanie; plemię żmijowe; groby pobielane; kto nie ma w nienawiści ojca swego i matki… Wiele takich sytuacji można wyliczać. Myśląc o nich zacząłem się zastanawiać jak bym zareagował, słysząc podobne słowa. Nie mam wątpliwości. Złość i urażona ambicja pewnie by mnie pchnęły do zerwania kontaktu i niewybrednych komentarzy. Tylko co bym w ten sposób osiągnął?
Czytania mszalne rozważa ks. Włodzimierz Lewandowski
Przeczytaj komentarze | 6 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
I tu wchodzi chyba ta wolność od człowieka..że owszem,jesteś mi przyjacielem,bratem,matką,córką-ale ,nie jestem twoją własnością..mam cel,mam powołanie,a nawet jeśli to chęć pobycia samemu ze sobą,w ciszy i samotności..mam do niej prawo.
Łatwiej jest nam komuś pozwolić czekać..niż samemu oczekiwać na spotkanie,i zostać "zlekceważonym".
cały czas powtarzam..cierpliwość,to naprawdę piękna cnota ;),i dobrze ,że można ją wypracować i doskonalić.
Czy mogę w takim razie i ja, wtrącić swoje 3 grosze ?
Do rzczy; sądzę że zbyteczną jest dłuższa dywagacja na temat łez wynikających z przecięcia pępowiny a już w ogóle, przecięcia więzi duchowej. To boli. Tak, boli to bodaj najbardziej. Niemniej jednak, cierpliwość, o której wspomniał " ataner" nasuwa mi kolejne pytanie ( być może retoryczne ). Czy należy uczyć się cierpliwości w zderzeniu z bolesnymi doświadczeniami by nauczyć się li tylko pokory ? Czy może Bóg uczy nas jeszcze czegoś ? Może uczy nas oczekiwania, które nie ma końca. A jeśli tak, to czy nie jest to przypadkiem metoda przygotowywania nas jeszcze za ziemskiego żywota lub próba uzmysłowienia, oswojenia nas do bezkresu czy nieskończoności ? hm...
wszystkie komentarze >