Komentarze 28
  • mamakatarzyna
    26.09.2013 08:17
    Przyznam,że tego nie rozumiem. Dla mnie dar języków to przede wszystkim możliwość głoszenia Ewangelii, nie polegał na tym, że każdy Apostoł klepał, co mu na język przyszło, ale mówił w swoim języku, głosił Ewangelię, a słuchający, mimo że nie znali ich języka, rozumieli.
    Wiem, znam 1Kor 12,10, ale razi mnie egzaltacja w takich przypadkach i do
    tego jeszcze nazywanie tego kontemplacją.

    Przepraszam, nikogo nie chcę urazić, ale to raczej trans, a nie kontemplacja.
    Moda ta przyszła od protestantów, choć znana była w kościele pierwotnym.
    Modlitwa, medytacja kontemplacja wymaga ciszy. Na Górę Karmel wchodzi się przede wszystkim poprzez ćwiczenia duchowe i ogołacanie duszy z przywiązań do świata (św. Jan od Krzyża)

    Jeśli już zbiorowa medytacja prowadząca do spotkania z Bogiem, to taka jak na spotkaniach młodych z Taizé.

    Ale niezbadane są drogi Pana. Po owocach ich poznacie.
    Czasem jednak nie Pan prowadzi a guru do sekty.
    • Paweł
      26.09.2013 22:38
      "Przepraszam, nikogo nie chcę urazić, ale to raczej trans, a nie kontemplacja." - to nie jest trans. Technicznie rzecz biorąc można modlić się w językach i jednocześnie pisać posty na forum. W stanie transu byłoby trudno :)
  • AndrzejGGG
    26.09.2013 08:40
    To nie moda, ale odkrycie takiego normalnego chrześcijaństwa, które kiedyś podbiło świat, gdy w pierwszych wiekach przygotowywali się do chrztu jak neokatechumenat i modlili się jak odnowa, jeszcze św. Augustyn poleca pielęgnować modlitwę w językach i mówi że jest to najpiękniejsza modlitwa chrześcijańska, nasze chrześcijaństwo dzisiaj zanika i do Polski przyjeżdzają na ewangelizację murzyni właśnie dlatego że traktujemy jako sekciarskie narzędzia które dają dostęp do spotkania z Bogiem żywym.
    Sama modlitwa w językach nie jest niczym innym jak narzędziem otwarcia na świat Ducha, w którym następuje wspólnotowe spotkanie z Chrystusem, we wspólnotach modlitewnych które normalnie działają i modlą się razem jest to narzędzie, aby wejść modlitwę wspólnotową charyzmatyczną, nikt nie robi z tego daru nie wiadomo jak wielkich historii, ujawnia się podczas modlitwy i dla niej służy, oczywiście przy odpowiedniej formacji i ustawieniu samej modlitwy, aby nie była tylko indywidualną zabawą czymś, czego się nie rozumie, ale budowaniem wspólnoty Kościoła żywego, bo do tego służą wszelkie charyzmaty.
    Zestawienie Jana od Krzyża ze wspólnotami modlitewnymi Kościoła pierwotnego jest raczej średnim pomysłem, żył on w innej epoce, gdy zanikły już wspólnotowe formy spotkania z Bogiem tak powszechne w Kościele pierwszych wieków i ciężar chrześcijaństwa przesunął się na zakony i na figury świętych kontemplatyków. Jest to cały czas to samo chrześcijaństwo, ale przeżywane w sposób diametralnie odmienny, stąd bezpośrednie porównanie diametralnie innych dróg dojścia do Boga nie ma wielkiego sensu. Kościół jest wielkim bogactwem, bo przez tysiące lat historii narodziło się wiele sposobów przeżywania wiary, ale należałoby unikać banalnych zestawień, czy pomówień, bo jak przypomina obecny papież, to nie Pan Bóg się kryje za pomówieniami czy posądzeniami. Ten sam papież przyjmował modlitwę przez włożenie rąk od pastorów protestanckich, bo czy chcemy czy nie, są oni także chrześcijanami... może czasami wystarczyłoby nie być większym niż sam papież...
    • mamakatarzyna
      26.09.2013 09:26
      Nie zestawiłam Kościoła pierwotnego i daru języków z mistykami. Wyraziłam tylko swoje zdanie na temat kontemplacji.

      Nie jest pomówieniem fakt, że niektóre grupy Odnowy w Duchu św. bez opieki księży katolickich były penetrowane przez zielonoświątkowców.
      Warto wiedzieć również o tym
      http://www.apologetyka.katolik.pl/dyskusje-z-chrzescijanskimi-pogladami/problemy-charyzmatyczne/181/724-katoliccy-charyzmatycy-a-zielonowitkowcy-zwierzenia-dunika

      Nie lekceważę żadnej drogi do Boga w Kościele, ale nic na to nie poradzę, ze nie potrafię modlić się np. Kursie Filipa, bo bardziej przypomina mi to seans terapeutyczny niż modlitwę.
      Są jednak ludzie, osobiście znam , którzy nawrócili się właśnie na takim kursie, który ma wiele wspólnego z Odnową w Duchu Świętym.

      Ale znam również osoby, które trafiły z Odnowy w Duchu Świętym do zielonoświątkowców.
      W każdej wspólnocie charyzmatycznej potrzebna jest opieka i czuwanie duszpasterza.
      I tylko o tym napisałam.
    • mamakatarzyna
      26.09.2013 11:03

      Przeczytałam jeszcze raz uważnie i zapytam.
      To katolików już nie obowiązuje Credo? Wystarczy, że są chrześcijanami?

      Nie wierzymy już, że Jzus Chrystus jest Bogiem, achleb i wino staje się podczas Ofiarownia Całem i Krwią  Syna Bożego?


      Prośba o skonkretyzowanie, gdzie i kiedy ten sam papież przyjmował modlitwę przez włożenie rąk od pastorów protestanckich.

       

       

  • Jerzyk
    26.09.2013 09:18
    "mamakatarzyna"

    Było to chyba w 2ooo roku, kiedy wstąpiłem do Wspólnoty Charyzmatycznej. Uczyłem się wtedy dopiero wszystkiego.
    Przyniosłem do domu kasetę z nagranym spotkaniem charyzmatycznym i oglądałem w pokoju. Gdy nadszedł moment modlitwy w językach, moja żona usłyszała to z kuchni i przyszła do pokoju zobaczyć co to jest. Ledwie przyszła, od razu doznała "zaśnięcia w Panu", jak to określa się w Wspólnotach charyzmatycznych.
    Modlitwa w językach, to niesamowita moc.
    Jest to modlitwa serca, niejako z pominięciem rozumu, prosto do Boga.
    Szatan jej nie rozumie i wścieka się.
    Bóg rozumie, bo zanim słowo w nas powstanie Bóg je już zna.

    Chodzę często na Eucharystię do klasztoru Karmelitanek Bosych i niesamowicie czuje napełnienie tego miejsca modlitwą.

    W Jezusowym Kościele jest miejsce na różne rodzaje modlitw.
    Niektórzy twierdzą, że najlepsza jest modlitwa ciszy.
    - Bo co my możemy powiedzieć Bogu czego On jeszcze nie wie?

    Według mnie, módlmy się taką modlitwą, która nam najbardziej odpowiada, w której się odnajdujemy.
    Pozwólmy też innym modlić się tak jak oni tego pragną.
    - Mimo że tego nie rozumiemy.

    Wszyscy jesteśmy Kościołem.
    Świętym Jezusowym Kościołem.
    • mamakatarzyna
      26.09.2013 09:33

      @Jerzyku

      Zgadzam się:

      "Pozwólmy też innym modlić się tak jak oni tego pragną.
      - Mimo że tego nie rozumiemy.

      Wszyscy jesteśmy Kościołem.
      Świętym Jezusowym Kościołem".

      Napisałam tylko, dlaczego nie umiem modlić się w takiej wspólnocie charyzmatycznej i dlaczego.

      Dodam, ze kiedyś nie wróciłam właśnie z tego względu na kurs Filipa i usłyszałam od oburzonych przyjaciół, którzy mnie tam zaprosili, ze to diabeł mną pokierował.

      Wiary nie straciłam, ale przyjaciół tak. Jak można w te sposób manipulować ludźmi?

      • Jerzyk
        26.09.2013 16:41
        Jak by nie było Kasiu, nie dałaś sobie szansy do zobaczenia całości.
        Nauczanie Jezusa, razem z Wieczernikiem, Ofiarą i Zmartwychwstaniem, dopiero są całością.
        Ktoś kto nie zna Zmartwychwstania, nie zrozumie Krzyża, uzna śmierć Jezusa za stratę.

        Przed kilkoma latami, razem ze Wspólnotą, służyłem w jednej z parafii w Częstochowie na kursie(rekolekcje) "Nowe Życie".
        - To taki uaktualniony "Filip".
        Uczestnikami kursu przeważnie byli seniorzy. Pod koniec kursu, w czasie przerwy zauważyłem u jednej starszej pani(ok 80 lat) łzy w oczach. Podszedłem i zapytałem,
        - Czy mogę w czymś pomóc?
        Pani poprosiła abym usiadł obok.
        Zaczęła opowiadać. Jestem emerytowaną nauczycielką. Od dziecka jestem w Kościele. Każdego dnia jestem na Mszy Św. i przyjmuję Jezusa. Jestem w kółku różańcowym, charytatywnym, ... i wymieniła jeszcze kilka.
        - Wie pan, że ja dopiero teraz poznałam Jezusa?
        - Te łzy, to łzy szczęścia.
        Dla mnie samego to był szok. Nie zapomnę tego nigdy.
        Prze kurs "Filipa" Bóg w 2000 roku także całkowicie odmienił moje życie.
        Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę robić takie rzeczy jakie robię teraz, nigdy bym nie uwierzył.
        Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że po modlitwie wstawienniczej ktoś odzyska zdrowie, czy rak się cofnie, też bym nie uwierzył.
        - Przecież ja nie potrafię robić cudów.
        Ja nie potrafię, ale Jezus potrafi. Potrzebuje do tego takich szaleńców, co Mu ufają i wykonują Jego polecenia.
        Negowanie charyzmatów, negowanie modlitwy w językach, to negowanie Jezusa, który jest Słowem Bożym zapisanym w Piśmie Świętym.
        Jezus wyraźnie powiedział, że Jego uczniowie będą robić takie i inne rzeczy.
        - Wierzysz Jezusowi?
    • Rohirrim
      26.09.2013 11:26
      Jerzyku,

      Poczytaj Jacka Schmidta, kiedyś lidera wspólnoty charyzmatycznej:

      "W ramach tej ostatniej działalności zetknąłem się z czymś, co dziś nazywam „charyzmatyczną gnozą”, łączącą się z intensywnym uprawianiem „ekumenizmu ponad podziałami”. Byłem wtedy w dość bliskich relacjach z kilkoma ważnymi liderami wspólnot wychowanymi w RŚŻ2, również promującymi owo „duchowe przebudzenie”, które w połowie lat 90. doprowadziło do szeregu rozłamów oraz porzucenia Kościoła katolickiego nie tylko przez pojedyncze osoby, ale także przez całe wspólnoty"

      oraz : "w latach 1996—1997 moja postawa uległa ważnej przemianie. Dostrzegłem, że jako lider charyzmatyczny nie tkwię w zdrowej mistyce katolickiej, ale raczej w doświadczeniu duchowego zwodzenia. Nie mam wątpliwości, że ową przemianę zawdzięczam orędownictwu Matki Bożej Fatimskiej, ponieważ był to czas, kiedy zacząłem się orientować według znaków fatimskiego objawienia

      polecam więcej:
      http://www.bibula.com/?p=62377
      • Jerzyk
        26.09.2013 16:56
        Założycielem i liderem Wspólnoty w której jestem jest kapłan. Jest zakonnikiem. Wspólnota prowadzi Szkołę Nowej Ewangelizacji, prowadzimy rekolekcje w parafiach w różnych miejscach w Polsce i za granica.
        Przed laty byłem na ewangelizacji Wiednia.
        W zeszłym roku byłem na Misjach Świętych na Ukrainie.
        Codziennie jestem na Eucharystii i przyjmuję Jezusa.
        Pomagam ludziom, czasami nawet w beznadziejnych okolicznościach i dzieją się cuda.
        - Ja nie potrafię robić cudów.

        Proszę odpowiedz,
        - Widzisz jakieś zagrożenia?
        - A może uważasz, że nie wolno nam naśladować Jezusa?
        - Mamy się bać i nic nie robić?
        - ???
    • Savonarola
      26.09.2013 19:13
      Do Jerzyka.
      Kosciol rzymski powoli odkrywa to,co juz od dawna praktykowane jest w Kosciele zielonoswiatkowym.Dla mnie ,katolika szokiem w pozytywnym tego slowa znaczeniu bylo uczestnictwo ok. 20 lat temu w takim nabozenstwie w zielonoswiatkowcow,podczas ktorego ludzie nie tylko wielbili Boga swoimi slowami (a nie wyuczonymi uprzednio i wyklepanymi z pamieci modlitwami),ale uzywali niezrozumialych dla mnie slow,a potem ktos inny tlumaczyl te slowa na jezyk polski.Bog jest ponad Kosciolami i powoli ta prawda dociera nawet do wyznawcow Kosciola rzymskiego.Ruchy Odnowy w Duchu Swietym,a ostatnio Nowa Ewangelizacja ma za zadanie przebudzic duchowo takich spiacych,niedzielnych,ale zadowolonych z siebie "chrzescijan".Nie odbywa sie to naturalnie bez przeszkod,bo szatan buntuje serca tych zadufanych w tradycji i pewnych swego tzw. "wiernych".Chwala BOGU!
  • Mella23
    26.09.2013 10:05
    Dlaczego Gość tak nachalnie promuje charyzmatyków? Gdybym nie chodziła do kościoła, nie znała mnóstwa wierzących ludzi, nie angażowała się w różne inicjatywy przy kościele (modlitewne i inne), to po przeczytaniu Gościa miałabym wrażenie, że katolicyzm to tylko jazda na uczuciach. Na szczęście tak nie jest.
    • MT
      26.09.2013 19:38
      Dlaczego nazywasz artykuł o ciekawej, a mało znanej ogółowi rzeczywistości w Kościele "promowaniem"? To tylko zwykła informacja i możesz z nią zrobić, co chcesz. Pewnie, że nie każdemu to pasuje. Ja też nigdy takiego doświadczenia nie miałam, ale przeczytałam z ciekawością i jestem Panu Bogu wdzięczna za to, że jest taka różnorodność w Kościele.
      Poza tym uważaj, wielbienie Boga to nie żadna jazda na uczuciach, tylko to, co w sumie najważniejsze. Bardziej niż na intelektualne rozważania, choć też pożądane, Bóg czeka na proste słowa wdzięczności.
      • ABC123
        29.09.2013 22:52
        Tych artykułów w Gościu jest pełno. Jak się je czyta to wychodzi na to, że dopiero charyzmatycy obudzili ludzi do wiary. Do tej pory nic sie nie działo i dopiero bum! wybuch charyzmatów i odnowienie wiary.
    • Fidelis
      26.09.2013 23:14
      Nic tylko pogratulować komuś kto uważa działanie Ducha Świętego "jazdą na uczuciach". Ze swojej strony dodam, że jestem Katolikiem należącym do grupy charyzmatycznej, ale który jednocześnie ma wielki szacunek i przywiązanie do tradycji, jestem więc również zakochany we mszy trydenckiej. Mam więc pewne porównanie tych dwóch, że tak powiem duchowości; tej tradycyjnej jak i tej charyzmatycznej. I powiem jedno. Obie są dziełem Bożym i obie należy kontynuować i dbać o nie. Jedna forma nie wyklucza drugiej. A tak nawiasem mówiąc... od kiedy emocje są złe?
      • ABC123
        29.09.2013 22:54
        Raczej pogratulować komuś kto w emocjach widzi Ducha Świętego. Emocje są złe kiedy rządzą nami i przysłaniają jasność widzenia.
  • tadek
    26.09.2013 10:36
    Rok temu byłem katolikiem który owszem uczeszczał zawsze na niedzielna Mszę Św. i kilka razy w roku bywał równiez u spowiedzi jednak była to wiara strasznie płytka. Kiedy teraz o tym myslę to zadaje sobie pytanie w co ja tak na prawdę wierzyłem? Szczególnie "uczulony" byłem na wszelkiego rodzaju dewocje, cuda, objawienia, dziwne organizacje katolickie itp. Jednak chęć poszukiwania Boga skłoniły mnie do tego żeby wybrać sie na Msze charyzmatyczną. To co zobaczyłem przeraziło mnie. Raczki w górze, klaskanie, spiewy i radość ludzi zaupełnie nawiedzonych, twierdzenie księdza że osobie której tydzień temu rozerwał sie różaniec oznacza że Jezus ją dotyka??? Może bym to wszystko wytrzymał ale jak zobaczyłem jak ludzie "padają na podłogę" to od razy przypomniałem sobie jakiegoś pastora który robił to samo w tv. Wyszedłem zniesmaczony ale trochę też skołowany.
    Nastepnego dnia w niepojęty sposób dotarło do mnie że coś się bardzo waznego stało w moim zyciu. Takie Msze nie są w moim stylu, jestem raczej powściągliwy, nieufny i nie lubie klaskac :) i mimo że według mnie to najmniej skuteczny sposób żeby pogłebić moja wiarę a raczej najskuteczniejszy żeby przerazic i zniechecić stało sie inaczej. Od tego czasu moje zycie bardzo sie zmieniło. Zdałem sobie sprawę że rozumem nie jestesmy pojąć planów Boga.
  • Yanosh
    26.09.2013 10:53
    Bez wiary niczego się nie zrozumie. Jak wytłumaczyć dar języków? otóż szatan zna wszystkie języki świata i może łatwo się nimi posługiwać. Znamy to z opisów egzorcystów choćby św. Vincenzo Palottiego. Nie zna tylko jednego języka - języka wielbienia Boga. Dlatego u św. Pawła jest tak dużo o darze języków i Duchu Św.
  • Yanosh
    26.09.2013 10:53
    Bez wiary niczego się nie zrozumie. Jak wytłumaczyć dar języków? otóż szatan zna wszystkie języki świata i może łatwo się nimi posługiwać. Znamy to z opisów egzorcystów choćby św. Vincenzo Palottiego. Nie zna tylko jednego języka - języka wielbienia Boga. Dlatego u św. Pawła jest tak dużo o darze języków i Duchu Św.
  • Maria
    26.09.2013 12:43
    A ja Marcinie dziękuję Ci za ten artykuł.. Rozumiem intelektualną debatę jaka się toczy w umyśle każdego, kto nie doświadczył tego daru.. niemal każdy jej wtedy doświadcza... On wymaga wyjścia poza schematy własnego mądrego umysłu i pokornego uznania, że to Bóg ma prawo decydować w jaki sposób się udziela i objawia człowiekowi...., że Bóg ma prawo przekraczać nasze wyobrażenia i mniemania o Nim...
    Jestem absolutnie przekonana, bo wiem jakie owoce zrodził i rodzi nadal w moim życiu, że jest to dar umacniający moją relację z Bogiem, uczący mnie zdawać się na niego, w pełni Mu ufać i modlić się raczej sercem niż głową, raczej według Jego potrzeb i pragnień niż moich. Przenosi moją uwagę i troskę ze mnie samej na Niego i odsłania Jego serce...
    • tadek
      26.09.2013 14:53
      Pięknie i przekonująco napisane Mario :). Jednak rok temu bys mnie nie przekonała, podobnie jak ja nie mogę tego uczynić w stosunku do bliskich mi ludzi. Ciężko przełamać w sobie tą jak to nazwałaś "intelektualną debatę".
    • mamakatarzyna
      26.09.2013 16:11
      A to wiara wyklucza rozum?
      • Maria
        27.09.2013 22:57
        Oczywiście, że wiara nie wyklucza rozumu:)
        Rozum też pochodzi od Pana i jest jednym z darów, dzięki ktoremu dokonuje się chociażby rozeznawanie duchowe czy często podejmowanie prostej zwyczajnej służby innym...Z resztą darów duchowych jest nam danych sporo i pięknie się dopełniaają w skali wspólnoty...

        Niestety mieszanka "rozumu" (a bardziej intelektu)z pychą zazwyczaj jest mieszanką zabójczą dla wiary...
        Drugą zabójczą dla naszej wiary rzeczywistością są lęki, zwłaszcza jeśli pozwolimy ssobie podążać za nimi...

        Może dlatego odnajdują wiarę najpierw "maluczcy"..ci, któży uznają swą małość wobec Boga ...
        (i tu odpowiedź dla Tadka... :))
        Ostatnio baardzo spodobał mi się cytat ze św.Franciszka opublikowany w "Gościu":
        "Bezustannie ucz Ewangelii, w razie konieczności używaj słów"
  • gut
    26.09.2013 16:31
    Fajny artykuł.
  • Rohirrim
    27.09.2013 09:09
    Jerzyku,

    Oczywiście Twoje codzienne zaangażowanie w relację z Chrystusem poprzez pełne uczestnictwo we Mszy Świętej jest bardzo ważne. Oby owoce, których bronisz, tak jak i Twojej wspólnoty - rzeczywiście nie podlegały nigdy błędowi. Niezależnie jednak od tego istnieją obiektywne zagrożenia w ruchu charyzmatycznym, o których pisał nawet życzliwy w końcu charyzmatykom biskup Siemieniewski. Może w ramach pokory przyjmiesz te uwagi do wiadomości i zaczniesz zwracać na nie uwagę w swoim życiu ?
    O naśladowaniu Chrystusa pięknie pisał Tomasz a Kempis, mam nadzieję że jego nauki także nosisz w swoim sercu ?
    • Jerzyk
      27.09.2013 12:03

      - Zagrożenia zawsze były i zawsze będą.
      Ludzie zawsze popełniali błędy i my tego nie zmienimy.
      - "ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi." Dz 1:8 bt

      Kiedy Jezus wysłał na ewangelizację 72 uczniów, powiedział,
      - "Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki." Łk 10:3 bt
      - My mamy iść.
      Nie wiemy co nas spotka. Jeżeli będziemy opierać się na Jezusie, wszystko będzie OK.
      Jeżeli na sobie ...

      Wiem o Wspólnotach, które odeszły.
      - Czy w związku z tym mamy nie robić tego co Jezus nakazał?
      Czytam także Tomasza a Kempis.
      Jezus jest moim Panem. Oddałem Jezusowi swoje życie.

      • bea
        27.09.2013 16:31
        Duch Święty to nie zabawka, którą w dziecinny sposób posługują się charyzmatycy. To Moc, która wywraca życie do góry nogami. Zagrożenia są wszędzie - a najwięcej nie tam, gdzie się modlą językami, ale tam, gdzie Boga obrażają i wyśmiewają jego przykazania. Dla mnie Odnowa Charyzmatyczna to najważniejsze doświadczenie w moim życiu, które trwa już od prawie 30 lat (mam lat prawie 50 :)). Widziałam oczywiście odejścia od Kościoła, ale więcej z powodu słabości ludzkiej niż te do "Zielonych". Moi przyjaciele - już leciwi, z dziećmi i niektórzy z wnukami - potwierdzają swoim życiem, to czego sama doświadczam: Jezus żyje, a Duch św. wieje tam gdzie chce i chwała Mu za to. Zamknięcie się na Jego moc to duży błąd - tego bardziej się bójmy niż zagrożeń. Bo bez Niego nic nie możemy uczynić... Nawiasem mówiąc nie jestem uczuciowa, klaskać w Kościele nie lubię, językami się modlę, w Kościele widziałam i cuda i odstępstwa i świętość. Po doświadczeniu Odnowy większość charyzmatyków idzie taką ścieżką: Tomasz a Kempis, rekolekcje Ignacjańskie, Ojcowie Kościoła. Ja wylądowałam na regule św. Benedykta. Bogactwo Kościoła jest zdumiewająco wielkie - każdy znajdzie swoje miejsce. Nie dzielmy się tylko łączmy, a następnie POMNAŻAJMY! :D
  • Minerwa
    29.09.2013 21:59
    A ja tak nie chcę. Boję się. Nie wiem, kto będzie przemawiał przez moje usta, nie wiem, co będzie mówił. A jeśli tę drogę wybierze sobie szatan, żeby przeze mnie bluźnić Bogu? Nie. To ja już wolę powtarzać w kółko "uwielbiam Cię, uwielbiam Cię" - bo wtedy wiem, że uwielbiam. Na sposób na pewno ograniczony i niedoskonały, ale świadomy.
    Nie chcę broń Boże deprecjonować w ten sposób daru języków ani modlitewnego zaangażowania tych, którzy go otrzymali - mówię o sobie, bo czuję, że to chyba nie jest moja droga. Mam poczucie, że zostałam powołana do rzeczy zwyczajnych i prostych, do modlitwy jak potrafię i służby w małych rzeczach.
    Przecież i tak zdarza mi się cud największy z możliwych: Bóg przychodzi do mnie w Eucharystii. Wobec tego cudu bledną wszystkie objawienia, nadzwyczajne charyzmaty, nadprzyrodzone interwencje. Największy cud już się stał.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    « » Luty 2018
    N P W Ś C P S
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3

    Reklama

    Pobieranie...

    Reklama