Dziękując Bogu uświadamiam sobie, jak wiele mam ku temu powodów.
Zamyślenia nad drugą Modlitwą Eucharystyczną
Tak to bywa, że nawet po wielokroć odmawiane modlitwy, mogą kryć nową, świeżą dla człowieka myśl. Bo kiedy znamy je (prawie) na pamięć, często przestajemy się zastanawiać ich treścią. Zresztą przy sporym nagromadzeniu głębokich, choć lapidarnie ujętych prawd, nie sposób ogarnąć tego wszystkiego w ciągu paru sekund potrzebnych do ich wyrecytowania. Dlatego warto od czasu do zatrzymać się i nad takimi dobrze znanymi modlitwami. Spróbować odkryć ich głębię i w nią wejść. Bez tego ślizgamy się po powierzchni, a słowa, które mogłoby być przewodnikiem po głębi, stają się sloganem. Tak może być i w przypadku często używanej w liturgii II Modlitwy Eucharystycznej. W poprzednim odcinku tego cyklu zatrzymaliśmy się na dialogu, jaki na początku każdej prefacji kapłan prowadzi ze zgromadzonym ludem Bożym. Tak, prefacji, bo ta Modlitwa Eucharystyczna ma swoją własną. Teraz pójdźmy dalej.
Zbawienne
A dalej, już w modlitwie skierowanej do Boga Ojca, kapłan najpierw potwierdza to, na co wskazywał już jego dialog z ludem: godne to i sprawiedliwe składać Ci Boże dziękczynienie. W modlitwie prefacji zawsze jednak ta myśl jest przedstawiona szerzej i szerzej jest uzasadniona. Dziś o tym szerszym przedstawieniu. O szerszym uzasadnieniu – w następnym odcinku cyklu.
W II Modlitwie Eucharystycznej ujęto to najpierw tak:
Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy Tobie, Ojcze święty, zawsze i wszędzie składali dziękczynienie przez umiłowanego Syna Twojego, Jezusa Chrystusa.
Tak, godzi się dziękować Bogu; to nie lizusostwo, a oddanie Bogu sprawiedliwości – pisałem w poprzednim odcinku. Dlatego – modli się kapłan – jest to postępowanie słuszne. Uznaje przed Bogiem, że tak właśnie jest. I – zwróćmy uwagę – dodaje, że to zbawienne. Czyli służące naszemu zbawieniu. To ciekawe stwierdzenie.
Zakorzenione jest w prawdzie, że Bóg chce naszego zbawienia. Daje nam je oczywiście wiara w Tego, którego posłał Ojciec, w Jezusa Chrystusa. To dzięki Niemu mamy życie wieczne. I nie ma do tego celu innej drogi: zawsze przez Chrystusa. Choć, zauważmy, pewnie mogą być zbawieni i ci, którzy bez własnej winy w Chrystusa nie uwierzyli – np. prorocy Starego Testamentu – to przecież zawsze jest to dar, który otrzymać mogą tylko dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Bez Jego krzyża niebo dla człowieka byłoby zamknięte; On, przez swoje posłuszeństwo aż do śmierci naprawił grzech Adama; sprawił że człowiek ma możliwość wejść do Nowego Edenu, osiągnąć szczęśliwą wieczność.
Jeśli „zbawiennym” jest składać dziękczynienie Bogu to nie dlatego, że bez tego Bóg nie chciałby nam dać nieba; że to swoisty szantaż: niebo za dziękczynienie, a jak nie, to fora ze dwora. Dziękowanie Bogu jest zbawienne, bo przypomina nam, dziękującym, jak wiele od Boga otrzymaliśmy. I to dziękowanie Mu, pozwala na właściwe ukierunkowanie relacji z Nim.
Zwróćmy uwagę: dziś wielu ludziom wydaje się, że Boga nie potrzebuje. Że wiara w Niego tylko by ich ograniczała, a oni chcą żyć po swojemu. Tymczasem prawda taka, że Bóg jest naszym największym dobrodziejem. Dał nam istnienie z wszystkimi tego pięknymi konsekwencjami; chce też dać nam zbawienie, życie wieczne, czyli coś czego sami, o własnych siłach, nie potrafimy sobie dać. Bo nie jesteśmy samowystarczalni. Nigdy ziemi nie przebudujemy w niebo. Potrzebujemy Boga. Dziękowanie Mu przypomina nam, kim naprawdę dla nas jest. Człowiek świadom tej prawdy raczej nie będzie się przeciw Bogu buntował, nie będzie Mu stawiał zarzutów, a bardziej skłonny będzie, by Mu ufać. Nawet gdy przyjdą chwile trudne. Bo On przecież chce dla nas jak najlepiej. I na tym właśnie polega owa „zbawienność” dziękowania Bogu. Nie pozwala zapomnieć, jak wiele od Niego otrzymaliśmy i jak wspaniałe są Jego plany względem nas.
Ojciec święty
Zwróćmy na to uwagę: w modlitwie prefacji kapłan nazywa Boga Ojca „Ojcem świętym”. Pomińmy tu kwestię tego, dlaczego podobnego tytułu używamy na określenie papieża, ale spróbujmy uświadomić sobie, co się pod tym określeniem kryje.
Ojciec? To ten, który dał życie. Bez którego byśmy nie istnieli. To też ten, który się troszczy, który się opiekuje, to ten, który jest dobry. Tak to przynajmniej wygląda, gdy mówimy o ideale ojcostwa, bo wiadomo, ojcowie bywają różni, czasem i wyrodni. Ale Bóg jest dla nas takim wspaniałym, doskonałym ojcem. I ta właśnie prawda podkreślona jest w tej modlitwie przed dodanie, że chodzi o Ojca świętego.
Co to znaczy „święty”? To nie znaczy w pierwszym rzędzie „bezgrzeszny”. To znaczy będący ponad tym, co przyziemne, będący ponad naszymi ziemskimi układami. Bez cienia złej woli, bez cienia stronniczości i stawania po stronie silniejszego przeciw słabszemu. Święty Jan w swoim 1 Liście ujął to dwoma stwierdzeniami. Najpierw pisząc „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności (1J 1,5). Potem oświadczając: „Bóg jest miłością” (1J 4,8). Bóg jest samym dobrem, nie ma w Nim najmniejszej odrobiny zła. I do takiego Boga zwraca się kapłan, nasz przedstawiciel, w tej modlitwie nazywając Go Ojcem świętym. To nasz wielki i ze wszech miar prawy dobrodziej.
Zawsze i wszędzie
Znów, zwróćmy uwagę, bo to dość zaskakujące: jesteśmy na Mszy prawda? Składamy Bogu dziękczynienie. Tak, „Eucharystia” – jedna z nazw określających to, co zazwyczaj nazywamy Mszą – znaczy dziękczynienie. I ta Msza odprawiana jest w konkretnym miejscu, kościele. No a ile trwa? Godzinę? Tymczasem kapłan modli się, że godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne jest „ZAWSZE I WSZĘDZIE” składać Bogu dziękczynienie. Czyli nie tylko na tej odprawianej w kościele Mszy. Ciekawe, prawda? Kapłan w modlitwie uznaje przed Bogiem, że całe życie chrześcijanina powinno być przepełnione dziękowaniem Bogu. Zawsze, czyli przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i 365 dni w roku. I wszędzie, czyli i w domu, i w szkole i w pracy, i podczas spotkań towarzyskich. Jak to rozumieć? Mamy ciągle mieć złożone ręce i szeptać w duchu jakieś modlitwy? Także podczas aktu małżeńskiego?
Nie może chodzić o ciągłe dziękowanie słowem. To nierealne. Chodzi raczej o dziękowanie życiem. O przyjęcie postawy wdzięczności Bogu za wszystko, co nam daje. O życie ze świadomością, że jeśli istnieję, to dzięki Bogu, jeśli jestem zdrowy, to dzięki Bogu; że jeśli mam pracę, to dlatego, że Bóg nie dopuścił na mnie próby, jaką jest bezrobocie. Że jeśli mam co jeść, to dzięki temu, że mogłem zarobić i mogłem kupić (co dla pamiętających kolejki w czasach komuny nie jest tym samym). Że Jemu zawdzięczam, iż mam dach nad głową i w co się ubrać. Że On stworzył prawa natury powodujące, że tak piękne są wschody i zachody słońca, że to On sprawił, że latem mogę grzać się w jego cieple, a zimą jeździć na nartach. Że to On dał mi tych kochających mnie ludzi. A jeśli spotyka mnie coś trudnego, śmierć kogoś bliskiego, choroba, utrapienie z dziećmi czy w pracy, to nie jest tak, że pozwolił na to, by się nade mną poznęcać. Mogę ufać, że to, co trudne, jakoś przyczyni się do większego dobra. Dla mnie, dla innych ludzi. Bo Bóg jest dobry. I skoro nawet ze zła wyprowadza jakieś dobro, to można i trzeba dziękować Mu i za to, co trudne. Za wszystko, bez wyjątku.
Przez umiłowanego Syna
Jezus Chrystus, Syn Boży, druga Osoba Przenajświętszej Trójcy... Zostawmy jednak w tym miejscu sprawę jakiegoś ujaśniania jak to jest, że, jak wierzymy, jest Jeden Bóg w Trzech Osobach (Jedna natura trzy Osoby). Zwróćmy uwagę na stwierdzenie, że to dziękczynienie Bogu Ojcu składamy, mamy składać, przez Jezusa Chrystusa...
Dlaczego przez? Bo On jest naszym pośrednikiem. To przez Niego mamy dostęp do Ojca. Jeśli możemy zbliżyć się do Ojca to dlatego, że On, przez swoje posłuszeństwo aż do śmierci, zgładził nasze grzechy. On pojednał nas z Bogiem. On niejako idzie przed nami. Jako pierwszy zmartwychwstał, jako pierwszy z ciałem i duszą wstąpił do nieba. My czekamy. Na swoje zmartwychwstanie, na swoje niebo. Ale już tu na ziemi On, ciągle obecny z Duchem Świętym w Kościele, prowadzi nas do Ojca.
Przywykliśmy za naszych pośredników u Ojca traktować świętych. Zwłaszcza Najświętszą Maryję. „Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza” – modlimy się. Ale nie byłoby tego pośrednictwa świętych, gdyby nie było tego „podstawowego pośrednika” – Jezusa Chrystusa.
W liturgii prawda ta szczególnie zaakcentowana jest w tzw. Wielkiej Doksologii, na końcu Modlitwy Eucharystycznej. „Przez Chrystusa z Chrystusem i w Chrystusie (...) Tobie, Boże Ojcze, wszelka część i chwała przez wszystkie wieki wieków”... Adam w Edenie przestał ufać Bogu. Tak na świat i na każdego człowieka wszedł grzech. Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, zaufał Ojcu aż do śmierci. Oddał Mu w ten sposób cześć, której żaden inny człowiek nigdy do końca Mu nie oddał. Eucharystia, która jest przecież udziałem w męce i śmieci Jezusa, jest tym szczególnym momentem, kiedy dziękujemy Bogu, wielbimy Go, nie sami, ale razem z Chrystusem właśnie. Dokładniej „przez Niego w nim i z Nim” właśnie. On składa Ojcu ofiarę za nas z samego siebie, a my dokładamy swoje dary, swoje ofiary... Ale o tym szerzej pod koniec tego minicyklu.... Choć taka jest też przecież wymowa tego, co przed prefacją: przygotowania darów. Jednak nie wszystko naraz :)
A za co konkretniej dziękujemy? To już w dalszej części prefacji. I tym już w kolejnym odcinku.
Poprzedni odcinek cyklu: Przygnębiony? Ospały? Obudź się do radości
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |