Aż w głowie się nie mieści

Nie wiesz, jak cenny jest dany ci prezent, dopóki nie wyjmiesz go z opakowania.

Zamyślenia nad drugą Modlitwą Eucharystyczną

Za co dziękować Bogu? Tak wiele tego, że aż trudno wymienić. Za stworzenie nas, za wyrwanie nas, po upadku pierwszych rodziców, z niewoli grzechu, za obietnicę nieba i wiele innych. Mszalne prefacje nie przedstawiają niczego nowego. Pomagają jednak głębiej wniknąć w Boże dzieła, konkretniej je kontemplować i dostrzegać dotąd niezauważone. Oczywistości, nieraz spłaszczone w naszym myśleniu do sloganu, zyskują przez to niezwykły blask. I tak jest też w prefacji własnej II Modlitwy Eucharystycznej. Mamy dziękować Bogu? Tak, godne to i sprawiedliwe. Zbawienne, bo właściwie ustawia relację między człowiekiem a Bogiem. Zwłaszcza gdy chrześcijanin uświadamia sobie, jak wielkiej łaski doświadczył dzięki temu, co zrobił Jezus Chrystus... Ale dokładnie za co dziękować? Jak to ujęto w tej prefacji?

On jest Słowem Twoim, przez które wszystko stworzyłeś. Jego nam zesłałeś jako Zbawiciela i Odkupiciela, który stał się człowiekiem za sprawą Ducha Świętego i narodził się z Dziewicy. On spełniając Twoją wolę, nabył dla Ciebie lud święty, gdy wyciągnął swoje ręce na krzyżu, aby śmierć pokonać i objawić moc Zmartwychwstania.

On, Stwórca, Zbawca i Odkupiciel

„Na początku było Słowo (Logos) – czytamy w Ewangelii Jana – a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało,a bez Niego nic się nie stało, co się stało”. Słowo, Logos. Czyli, idąc tropem myśli starożytnych filozofów – porządek, racjonalność, mądrość. Wszystko przez Nie, przez Niego się stało. I nie ma niczego, co powstałoby bez Niego – pisze Jan. Cały stworzony świat jest mądrze, racjonalnie urządzony i kieruje się takimiż zasadami.

Nie ma wątpliwości, że ten Logos, to Słowo, było u Boga przy stwarzaniu świata. Widzimy to na co dzień. Widzi to jeszcze wyraźniej fizyk, widzi to biolog. Ale Jan pisze, że ten Logos, to Słowo, nie tylko było u Boga, ale że też było Bogiem. Dla nas chrześcijan, oczywiste, ale dla czytających te słowa Jana przekonanych, że Bóg jest jeden, rewolucyjne. Jest Ten, którego nazywamy Ojcem, jest też Ten, którego nazywamy Synem. Dla judaizmu czasów apostolskich kamień obrazy...

Posłany przez Ojca

Ale w modlitwie tej prefacji nie chodzi o rozważanie tajemnicy Trójcy. Przypomina nam ona przede wszystkim prawdę, że ten, który był i ciągle jest Bogiem, został posłany przez Ojca na świat. „Nam zesłałeś” – modli się dokładnie kapłan. No właśnie: Słowo, Logos, Syn, został posłany dla nas. Nie dla upadłych aniołów. Nie dla innych materialnych stworzeń. Dla nas, ludzi. I – co podkreśla tekst tej modlitwy – nie po to, by nas gnębić, by być naszym nadzorcą. Jako Zbawiciela i Odkupiciela.

Będziecie jak Bóg znali dobro i zło – obiecał Wąż - Szatan Ewie w rajskim Edenie. Tak, Adam i Ewa je poznali. Doświadczyli go na własnej skórze. Szybko pojęli, że to był nadgniły owoc. Poznali przez to smak wstydu przed samymi sobą, wstydu przed Bogiem; doświadczyli utraty zaufania do siebie, a potem tego wszystkiego, co wiązało się wygnaniem z Edenu, ze zdjęciem ochronnego parasola, który Bóg dotąd nad nimi rozciągał: cierpienia, krzywd, konieczności pracy w pocie czoła na własne utrzymanie, a w końcu i śmierci. Zobaczyli jak niemądrzy byli dając się zwieść Szatanowi i tracąc zaufanie do swojego Przyjaciela i Stwórcy. Tyle że nie dało się już wrócić do tego, co było przedtem: ludzka natura została zraniona. A człowiek do tego grzechu zaczął dokładać kolejne. Czytamy o tym w Księdze Rodzaju, gdy Kain zabił Abla, a Lamek ogłosił, że gotów jest być mściwym okrutnikiem. I nic nie dało pozbycie się przez potop złych, a pozostawienie dobrych – Noego i jego rodziny. Oni też szybko popadli w grzechy. Bo człowiek, obarczony tym, co dziś nazywamy grzechem pierworodnym, nie potrafi nie grzeszyć. Jest z nim tak, jak to w Liście do Rzymian opisał św. Paweł: nawet jeśli chce dobrze, często i tak wychodzi mu źle. Sam nie potrafi swojej zepsutej grzechem natury naprawić. I nie potrafi wrócić do Edenu. Ideologie, które to człowiekowi obiecują, także dziś, to utopie.

Człowiek potrzebował więc, kogoś kto go zbawi. Kto wyzwoli go z tego nieszczęścia, w które przez swoją głupotę popadł. Kto naprawi, co grzech Adama zepsuł. Kto jego nieposłuszeństwo naprawi swoim wiernym posłuszeństwem. Potrzebował Zbawiciela. I... No właśnie: czemu nazwanego też Odkupicielem? Komu zapłacił by nas odkupić? Temu, pod którego w jakiejś mierze władania grzech nas oddał, Szatanowi ? A może Bogu? Ale czemu tak bolesną cenę?

W żadnej mierze nie jest tak, że Syn Boży, Jezus Chrystus zapłacił za nas Szatanowi. On zawsze mu się sprzeciwiał, On nas wyrwał z jego mocy. W myśleniu, że zapłacił za nas Bogu Ojcu też kryje się pewna pułapka: pułapka myślenia o Bogu, że jest kimś żądnym zemsty, a jego Syn, dobry i łagodny, stał się kimś w rodzaju chłopca do bicia: zamiast uderzyć nas, Ojciec uderzył Jego i w ten sposób uśmierzył swój gniew. Ale to zupełnie nie tak.

Szczególne znaczenie w rozumieniu sensu zbawczej męki i śmierci Jezusa ma fragment Listu św. Pawła do Filipian, hymn o uniżeniu i wywyższeniu Bożego Syna.

On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci -
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył
i darował Mu imię
ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich i podziemnych.
I aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest PANEM -
ku chwale Boga Ojca.

Słowo - klucz to w tym tekście nie cierpienie czy śmierć, ale posłuszeństwo, wierność. To wiernością Ojcu aż do śmierci nas zbawił, odkupił nasze winy. Naprawił grzech Adama. Posłuszeństwem, wiernością, które wiele kosztowały. Ale wiernością, posłuszeństwem, nie cierpieniem jako takim.

Stał się człowiekiem

W dalszej części tej modlitwy padają słowa o niepojętej tajemnicy: Słowo, Syn Boży, stał się człowiekiem. Że nie chodzi o jakąś przenośnię zaznaczono: za sprawą Ducha Świętego narodził się z Dziewicy. Nie za sprawą mężczyzny. Ale stał się człowiekiem. Z wszystkimi tego konsekwencjami.

Kościół uczy, że Jezus Chrystus to osoba, w której złączyły się – ale nie zmieszały! – dwie natury: boska i ludzka. Będąc w pełni człowiekiem w pełni pozostał Bogiem. Będąc Bogiem stał się w pełni człowiekiem: miał zarówno ciało, jak i ludzką duszę. Trudno pojąć konsekwencje takiego połączenia np. co do samoświadomości Jezusa. Jedno jest pewne: to coś niesamowitego. Stwórca stał się swoim stworzeniem! By nas zbawić, odkupić, stał się naprawdę jednym z nas! Tak jak każdy człowiek potrzebował troskliwej miłości swoich rodziców, tak jak każdy musiał jeść, pić, sikać, jak każdy dorastał. Potem, gdy pewnie zaczął pomagać swojemu ziemskiemu opiekunowi, Józefowi, po prostu pracował. A potem, odrzucony przez swój naród, wierny Bogu Ojcu do końca, poniósł straszną śmierć na krzyżu.... Stał się człowiekiem. Dla nas. Niepojęta jest miłość Boga ku nam. Stwórcy do swojego stworzenia. Tak ważni dla Niego jesteśmy...

I tak wielki jest Syn Boży, który nas zbawił. Tak wielki, że nie dbał o cześć, honory, splendor.....

Nabył nas dla Boga

A dalej kapłan modli się: On spełniając Twoją wolę, nabył dla Ciebie lud święty, gdy wyciągnął swoje ręce na krzyżu, aby śmierć pokonać i objawić moc Zmartwychwstania.

No właśnie: spełniając wolę Boga. Wolą Ojca było, by nas zbawił. To nie jest tak, jak można by pomyśleć, że Ojcu nie zależało, a nasze zbawienie jest inicjatywą Syna...

Nabył? Zapłacił okup? Już to rozważaliśmy: nie zapłacił za nas ani Szatanowi, ani Bogu Ojcu... To „nabył”, „kupił” znaczy, że byliśmy oddaleni od Boga, niezdolni zbliżyć się do Niego, a i On, był z powodu naszej grzeszności jakby bezsilny. Nie mógł nas mieć w niebie, bo grzeszni, obciążeni skutkami grzechu pierworodnego, spowodowalibyśmy, że zło utrwaliło by się na wieki. To właśnie był powód, dla którego niegdyś Bóg usunął człowieka z Edenu. Czytamy w tym w Księdze Rodzaju: „Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki” (Rdz 3,22). Trzeba było najpierw to zło wynikłe z grzechu pierwszych rodziców naprawić. I to właśnie zło, to zło u którego źródeł było nieposłuszeństwo Adama i Ewy względem Boga, naprawił Jezus Chrystus swoim posłuszeństwem aż do śmierci. I tak nabył nas Bogu....

Zwróćmy uwagę, jak ciekawie (choć lapidarnie) ujęta została w tej modlitwie prawda o krzyżu. W tekście prefacji słyszmy, że Chrystus nabył nas Bogu, gdy „wyciągnął swoje ręce na krzyżu”. Nie „gdy wyciągnięto jego ręce na krzyżu”. To podkreślenie dobrowolności ofiary Chrystusa. On sam chciał. On sam dobrowolnie, w duchu wierności Ojcu, przyjął tę mękę....

Dalej mowa jest o paradoksie: Jezus umierając na krzyżu pokonał śmierć. Tak, pokonał przez swoje zmartwychwstanie, ale... Tu chyba jednak jest coś więcej. Że pokonał przez śmierć właśnie. Niezrozumiałe? Ależ skąd. Przecież śmierć jest jednym ze skutków grzechu. Pokonując grzech zniweczył też moc śmierci... Przez swoją śmierć pokonał śmierć...

A dalej mowa o tym, co ze zbawczą śmiercią Jezusa na krzyżu nierozłączne: o zmartwychwstaniu. „Objawił moc zmartwychwstania”... Czyli pokazał, że śmierć naprawdę została pokonana; pokazał, że i my możemy zmartwychwstać; dał nam mocną nadzieję, że i nasze życie, jak wielkie by były wrogie siły, które się przeciw nam sprzysięgną, dobrze się skończy, skończy zmartwychwstaniem i życiem wiecznym.... Tak, jest za co Bogu przez Jezusa Chrystusa dziękować. Groby nie będą naszym domem na wieki....

Już nie dziwi, że na wielu wiszących w naszych kościołach, w kapliczkach czy domach krzyżach Jezus wcale nie wygląda na cierpiącego, prawda? On na krzyżu zwyciężył...

Faktycznie święty?

Coś opuściłem, prawda? Tak, to zawarte w tym zdaniu modlitwy prefacji stwierdzenie, że my, nabyci dla Boga, jesteśmy „ludem świętym”. Jesteśmy? My, słabi, grzeszni, jesteśmy święci?

Święty nie znaczy w pierwszym rzędzie bezgrzeszny. Święty to przede wszystkim inny, będący ponad; inny niż to, co zwykłe; będący ponad zwyczajnością. I takim ludem Kościół właśnie jest. Różni się od wszystkich innych ludów tego świata tym właśnie, że jest „ponad”. Jest ludem, który wie, że nie jest tylko z tego świata, wie że jego jest też wieczność z Bogiem. Jest ludem, który dostąpiwszy łaski bycia blisko Świętego, nieustannie się uświęca. Albo przynajmniej może się uświęcać... To ważne, gdy pytam kim jestem, czym różnie się od tych, którzy nie wierzą w Chrystusa: jestem szczęściarzem, który zmierza do nieba.

Tak, kiedy człowiek wsłucha się w tę modlitwę uświadamia sobie, że oto postawiono go nad przepastną głębią. Nie trzeba się jej bać warto w nią wejść. By nie ślizgać się po płyciznach sloganów.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
« » Październik 2026
N P W Ś C P S
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7

Reklama

Reklama
Pobieranie... Pobieranie...