19 września 1846 roku Melania Calvat i Maksymin Giraud zobaczyli Piękną Panią siedzącą z twarzą ukrytą w dłoniach. Maryja płakała.
Z cyklu Różaniec z płaczącą Panią
„Jezus zapłakał” (J 11,35). To jedno z najkrótszych zdań Ewangelii, a zarazem jedno z najbardziej przejmujących. Chrystus płacze przy grobie Łazarza, choć wie, że za chwilę przywróci mu życie. Jego łzy nie są więc znakiem bezradności. Pokazują Boga, który nie stoi obojętnie wobec ludzkiego cierpienia.
Podobny obraz otwiera wydarzenie w La Salette. 19 września 1846 roku Melania Calvat i Maksymin Giraud zobaczyli Piękną Panią siedzącą z twarzą ukrytą w dłoniach. Maryja płakała. Dopiero później wstała i zaczęła mówić o swoim Synu, modlitwie, niedzieli, ludzkich zaniedbaniach i potrzebie nawrócenia.
Łzy są tutaj pierwszym słowem, choć jeszcze bezgłośnym. Można je odczytać jako znak miłości, której nie jest obojętne to, co dzieje się z człowiekiem. Matka nie patrzy spokojnie na dziecko idące drogą, która prowadzi je ku nieszczęściu. Nie dlatego, że chce je osądzić, lecz dlatego, że kocha.
Właśnie w ten sposób warto rozpocząć październikową drogę z La Salette. Nie od pytania o grzechy innych, kryzys świata czy stan wiary wokół nas, ale od spojrzenia na własne serce. Co we mnie mogłoby wywołać łzy kogoś, kto naprawdę mnie kocha? Jakie dobro zaniedbuję? Z czym tak bardzo się oswoiłem, że przestałem widzieć potrzebę zmiany?
Nawrócenie nie oznacza pogrążenia się w poczuciu winy. Ewangelia nie mówi: zobacz, jaki jesteś zły i pozostań przy tym. Mówi: zobacz prawdę i pozwól Bogu poprowadzić cię dalej. Łzy Maryi nie zamykają drogi. Przeciwnie – są wezwaniem, aby wrócić.
La Salette przypomina przy tym, że wielkie sprawy duchowe rozgrywają się w zwyczajności. Maryja mówi o modlitwie, niedzieli, chlebie, pracy i sposobie odnoszenia się do Boga. Nie kieruje dzieci ku abstrakcyjnym rozważaniom. Pokazuje miejsca, w których wiara staje się życiem albo pozostaje jedynie deklaracją.
Sto osiemdziesiąta rocznica objawienia może być okazją do poznania jego historii. Jeszcze ważniejsze jest jednak pytanie, czy historia ta dotknie naszej teraźniejszości. Najlepszą odpowiedzią na łzy nie jest wzruszenie. Jest nią decyzja, aby nie pozostawać obojętnym.
W świetle nauczania Leona XIV: Podczas podróży do Francji Leon XIV przypomniał, że Kościół ma być świadkiem pokoju i prowadzić człowieka ku temu, co prawdziwe, dobre i piękne. Łzy Maryi z La Salette można odczytać w tym świetle nie jako zatrzymanie się na smutku, lecz jako sprzeciw miłości wobec tego, co niszczy człowieka. Papieskie wezwanie do pokoju zaczyna się więc bardzo blisko: od serca, które pozwala Bogu nazwać własne nieuporządkowanie i nie przerzuca całej odpowiedzialności na innych.
Modlitwa: Maryjo z La Salette, Matko pojednania, naucz mnie patrzeć na moje życie w prawdzie, ale bez lęku. Wyproś mi serce wrażliwe na Boga i drugiego człowieka. Prowadź mnie do Chrystusa, który zna moje słabości i nie przestaje wzywać mnie do nowego życia. Amen.
Krok na dziś: Zatrzymaj się wieczorem na kilka minut i zapytaj: co w moim życiu najbardziej potrzebuje dziś nawrócenia? Nie twórz długiej listy. Wybierz jedną rzecz i nazwij pierwszy możliwy krok.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |