Powrót czyli ciąg dalszy

ks. Włodzimierz Lewandowski

publikacja 24.12.2011 15:51

Powrót to konieczność odnalezienia swojej drogi. To odwaga opowiedzenia o spotkaniu. To umiejętność odróżniania dróg pasterzy od dróg Heroda.

Powrót czyli ciąg dalszy Henryk Przondziono/Agencja GN Powrót to konieczność odnalezienia swojej drogi. To odwaga opowiedzenia o spotkaniu. To umiejętność odróżniania dróg pasterzy od dróg Heroda.

Najpiękniejsze wyjścia są w nocy. Te na wschód słońca. Wyrusza się z domu o północy. By nie oślepiać innych nie używa się latarek. Na początku trzeba przyzwyczaić oczy do ciemności. Po kilku minutach odróżniamy kamienie od korzeni, ścieżkę od pobocza, dostrzegamy kałuże i nawet potrafimy je ominąć. Jednak w dalszym ciągu, zwłaszcza podczas pierwszej takiej przygody, ani nie widzimy celu, ani nie potrafimy określić miejsca, w jakim się znajdujemy. W zupełnej ciemności, w nieznanym terenie, pozostaje nam jedno. Zaufać przewodnikowi.

Im bliżej szczytu, tym więcej światła. Budzi się dzień, a wraz z nim ptaki. Oczekiwaniu towarzyszy ich świergot i… przejmujące zimno. Niektórzy zasypiają ze zmęczenia, wtuleni w ramiona bardziej wytrwałych. „Zbudź się o śpiący i powstań z martwych. A zajaśnieje ci Chrystus.” Żaden inny tekst nie pasuje tak bardzo na tę szczególną chwilę, jak ten Pawłowy. To do mnie – pomyślał budząc się kiedyś jeden z uczestników wyprawy. Bo trzeba przebudzić się ze snu, by móc kontemplować z wysoka wschodzące Słońce.

Pamiętam jeden taki wschód. Sprawowaliśmy na Gorcu Kamienickim Eucharystię. Gdy na słowa „Oto Baranek Boży” trzymałem wysoko uniesioną Hostię, znad Mogielicy zaczęło wychodzić słońce. Jezus. Słońce Sprawiedliwości. Pan i Zbawiciel. Mesjasz. Później, już po wszystkim, wydawało mi się, że ta wyprawa miała coś wspólnego z wyjściem pasterzy do Betlejem. Ciemność, bezdroża, gwiazda za przewodnika. Zaufanie do gwiazdy w sercu. I do nawołującego anioła. Skoro powiedział „idźcie”, nie można siedzieć w miejscu. Tym bardziej spać. Potem spotkanie z Dzieciątkiem. Słońcem, Panem, Zbawicielem. Choć wszystko było tak tajemnicze i niemal zupełnie niezrozumiałe. I to głębokie pragnienie serca, by ta chwila trwała, by czas zatrzymał się w miejscu. Iluż to przeżywało. Abraham pod dębami Mamre, Eliasz na Bożej górze Horeb, pasterze w grocie, Piotr i Jan chcący stawiać trzy namioty. Nie jedna i nie jeden uczestnik ewangelizacji… Tam, na Gorcu, też chcieli zostać…

Mesjasz. Pan. Jedyny Zbawiciel. Ilu Go spotkało, ilu w tych najprostszych słowach złożyło wyznanie wiary, ilu powierzyło Mu swoje życie…? Ilu w tym momencie chciało, by czas się zatrzymał? By trwał ten śpiew, wydobywający się z nieznanego dotąd porywu serca. By pozostać tylko z Nim i dla Niego… Idźcie! Wezwanie do wyruszenia w drogę jest także nakazem powrotu. Osiągnięty cel niczego nie kończy. Koniec jest zawsze początkiem. Otwiera nowy etap. Nową drogę w nieznane.

Powrót okazuje się trudniejszym od wyjścia w ciemności. Bo oznacza  konieczność zmierzenia się z dobrze znanymi demonami. „Idź, wracaj twoją drogą ku pustyni Damaszku” – usłyszał Eliasz na Horebie. Pasterze „wrócili, wielbiąc wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane”. Mędrcy, „otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą wracali do swojej ojczyzny”.

Powrót to konieczność odnalezienia swojej drogi. To odwaga opowiedzenia o spotkaniu. To umiejętność odróżniania dróg pasterzy od dróg Heroda. By wrócić, wkraczając „w bezkresną przestrzeń, której nie zabraknie dla biegnących do Pana”, również potrzeba przewodnika.

Gwiazda nie zatrzymała się nad grotą. Zapaliła pochodnię miasta na górze. Tam płonie aż do dnia, gdy już nie będzie potrzebne światło słońca i księżyca, ani światło miasta na górze. Bo zapłonie lampa niebieskiego Jeruzalem. Baranek, dziś ogłoszony Mesjaszem i Panem. To przed nami. Dziś jeden z siedmiu aniołów woła „chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka”. Anioł zwołujący pasterzy, prowadzący ich do Betlejem, wskazuje Przewodniczkę tym, którzy w Jezusie uznali Mesjasza i przyjęli Go jako Pana i Zbawiciela. Pewną Przewodniczkę. To Ona jest gwarantem dalszego ciągu. Wskazuje drogę powrotu.

Skoro „Jezus Chrystus jest moim Światłem i Życiem oraz jedyną Drogą do Ojca”, to „Kościół - wspólnota pielgrzymującego ludu Bożego, zjednoczona z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym jest jedynym środowiskiem życia, w którym może rozwijać się Nowy Człowiek”. Skoro „przyjąłem Go jako mojego Pana i Zbawiciela”, to „chcę wrastać coraz głębiej w tę braterską wspólnotę poprzez żywą komórkę grupy w ramach Kościoła lokalnego”. (Drogowskazy Nowego Człowieka Ruchu Światło-Życie.)

Nie wystarczy do Betlejem dojść. Trzeba jeszcze wrócić. Inną drogą.