publikacja 18.10.2012 00:15
Miliony ludzi na świecie zachorowały na „różę”. To bezbolesna odmiana różyczki. Żadnych skutków ubocznych. Objawy? Wymieniają się tajemnicami.
istockphoto
Świat trwa jedynie dzięki oddechowi dzieci studiujących Torę – uczyli rabini. A może trwa również dzięki osobom przesuwającym palce na paciorkach różańca? Kto wie… Leszek Dokowicz, zwiewający w piorunującym tempie ze świata techno i psychomanipulacji, w którym ugrzązł w Niemczech, na własnej skórze odczuł, że przekroczył granicę kraju, który dla wielu jest „republiką moherów klepiących codziennie zdrowaśki”. Odczuł ogromną ulgę, poczuł się chroniony, otoczony murem modlitw. – Żyłem 20 lat poza granicami naszego kraju – opowiada. – Od powrotu z mojego Egiptu dziękuję Panu Bogu każdego dnia za to, że pozwolił mnie i mojej rodzinie znowu zamieszkać w Polsce. W kraju, w którym tysiące ludzi każdego dnia odmawia Różaniec. Od kilku lat w październiku internauci wywołują nową „rewolucję październikową”. Przypominają, by chwycić w dłonie różańce. Na blogach, Facebooku i stronach internetowych pada co chwilę słowo „róża”, które nawet w kontekście rewolucyjnego slangu wreszcie przestaje kojarzyć się z Różą Luksemburg. Ich akcja to nic innego jak tylko nowocześnie zapakowana róża różańcowa. Kółka różańcowe nie mają dobrego PR-u. Już sama nazwa kojarzy się z czymś zaściankowym, obciachowym, wiejącym na kilometr nudą. Niesłusznie!
Daj się wciągnąć!
Na spotkaniu w Warszawie-Rembertowie został powołany zarząd Stowarzyszenia. – Ma on na celu zintegrowanie środowisk Żywego Różańca obecnych w całej Polsce – wyjaśniał dominikanin o. Stanisław Przepierski. – Zarząd ma organizować konferencje, spotkania moderatorów diecezjalnych, aby nadać pewien naturalny rytm rozwojowy tej pięknej tradycji. – Różaniec jest skutecznym narzędziem nowej ewangelizacji – podkreślił abp Henryk Hoser podczas Ogólnopolskiego Spotkania Moderatorów Żywego Różańca w marcu br. – To „drabina Jakubowa”, instrument zbawienia, swego rodzaju łańcuch, którym wyciągamy z czeluści zła duszę człowieka przeznaczoną do szczęścia wiecznego – wyjaśniał. – Kiedyś o. Andrzej Madej śmiał się. – W wielu kościołach zauważam tablice: „Tu, w tym miejscu, Pan Bóg wysłuchał mojej prośby”, ale jeszcze nigdy nie widziałem tablicy: „Tu, w tym miejscu, ja posłuchałem Pana Boga”. – A byłby to nie mniejszy cud! – opowiada Cezary Sękalski, autor książki „Różaniec święty na nowo odkryty”. – Różaniec jest sposobem na słuchanie Pana Boga. Z praktyki wiem, że najczęściej w różach różańcowych jest on modlitwą prośby. Traktujemy go jako skuteczne narzędzie wypraszania łask. Jasne, to jeden z aspektów tej modlitwy, ale w Różańcu zawarty jest też drugi, niesamowicie ważny: formacja i medytacja. Gdy Karol Wojtyła był w róży różańcowej, prowadzący ją Jan Tyranowski robił swoim podopiecznym wykłady z duchowości św. Jana od Krzyża! Raz w tygodniu prowadził też osobistą formację. Był to czas okupacji: spacerowali sobie po bulwarach wiślanych i rozmawiali o Bogu. Jeśli takie będą nasze róże różańcowe, to nie mam zastrzeżeń – dodaje. Miliony ludzi na całym świecie wymieniają się tajemnicami. Dzięki nim modlitwa maryjna płynie i płynie na zasadzie „niekończącej się opowieści”. – Lepiej trzymać się pewników, zwłaszcza płaszcza Matki Bożej – opowiadał z błyskiem w oku o. Joachim Badeni. – My, dominikanie, mamy opowieść, że ktoś poszedł do nieba i nie znalazł tam ani jednego dominikanina. Okazało się, że wszyscy schowani są pod płaszczem Matki Bożej, nawet bardzo gruby św. Tomasz, do którego Matka Boża powiedziała: Tomaszu, mówiłam ci – nie jedz tyle spaghetti. Trzymać się płaszcza Matki. To najpewniejsza droga do nieba.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł