publikacja 19.12.2013 12:18
Garść uwag do czytań na IV niedzielę Adwentu roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.
Mirosław Rzepka /GN
Tak, jak kiedyś doczekaliśmy się jego narodzenia, tak doczekamy Jego powtórnego przyjścia. Znaki nadziei już widać...
Do Bożego Narodzenia już blisko. Od 17 grudnia Adwent niepostrzeżenie zmienia swój charakter i z czasu oczekiwania na paruzję staje się przygotowaniem na pamiątkę narodzin Jezusa – zapowiadanego przez proroków Mesjasza; niecierpliwe „Pan powróci” zamienia się we wspominanie oczekiwania na pierwsze przyjścia Jezusa. Czytania IV niedzieli Adwentu przypominają właśnie tamto oczekiwanie.
Ukazane zostało ono z różnych perspektyw. Najpierw proroctwa żyjącego wiele wieków przed Jezusem Izajasza, potem – w Ewangelii – z perspektywy wydarzeń bezpośrednio poprzedzających narodzenie Jezusa. A w drugim czytaniu mamy wręcz do czynienia z retrospekcją; wspomnieniem tego wydarzenia i wskazaniem na jego znaczenie.
Dlaczego akurat tak? Chyba po to, by wejść w atmosferę oczekiwania. Ale niekoniecznie na święta. Raczej po to, by obudzić nadzieję, że jeśli Bóg już raz przyszedł na ziemię, nie będzie dla Niego żadnym problemem powrócić.
W pierwszym i trzecim czytaniu wyraźnie pojawia się jeszcze coś, na co koniecznie trzeba zwrócić uwagę. Temat zaufania Bogu....
1. Kontekst pierwszego czytania Iz 7,10-14
Czytany tej niedzieli fragment księgi Izajasza pochodzi z tej jej części, która nazywana jest Księgą Emmanuela. Prócz innych tekstów zawiera ona trzy mesjańskie proroctwa: to, czytane tej niedzieli, kolejne o narodzinach Dziecięcia (przepiękne, czytane w noc Bożego Narodzenia na pasterkach 9, 1-6) i o „różdżce z pnia Jessego” (11, 1nn), czytane w Adwencie w II niedzielę roku A. A wszystko z wojną syro-efraimską w tle. Hmmm… Przepraszam, ale bez choćby pobieżnego naszkicowania tej historii tekst pierwszego czytania trudno sensownie wyjaśniać...
Co zrobić, gdy ktoś chce na mnie napaść, a sam obronić się nie dam rady? To proste. Trzeba poszukać sojusznika. Trzeba jednak przy tym bardzo uważać. Nie zawsze opłaca się zbytnio osłabić swoich przeciwników. Mogą się przydać, gdy mój teraźniejszy sojusznik, upojony swoją siłą, zechce sięgnąć i po moje. Wojna syro-efraimska jest podręcznikowym przykładem takiej sytuacji.
Był VIII wiek przed Chrystusem. Przywódcy Aramejczyków (Syryjczyków) i Efraimitów (Izraela, północnej części dawnego państwa Dawida) postanowili zawiązać koalicję przeciwko rosnącej w potęgę Asyrii. Chcieli by przystąpił do niej również, Achaz, król Judy (południowej części dawnego państwa Dawida). Ten jednak odmówił. Co robić? Postanowili osadzić na tronie Judy władcę, który poprze ich plany. Najechali więc Judę. Korzystając zresztą z pomocy Edomitów z południa. Achaz też postanowił poszukać sojusznika. Nikt w tej sytuacji nie był lepszym, niż Asyryjczycy, przeciwko którym knuli pozostali. Pozbierał kosztowności ze swojego pałacu i... ze świątyni i wysłał do Tiglat-Pilesera. „Jestem twoim sługą i twoim synem. Przybądź i wybaw mnie z ręki króla Aramu i króla Izraela” (2 Krl 16, 8).
Król asyryjski wybawił. Zdobył Damaszek (stolicę Aramu). Osłabiony i okrojony o Zajordanie Efraim przetrwał jeszcze 10 lat. Juda uległ jednak politycznej dominacji Asyrii. A po 20 latach, już za pobożnego króla Ezechiasza, Asyryjczycy stanęli ze swymi wojskami pod murami Jerozolimy...
No to przeczytajmy teraz Izajaszowe proroctwo...
I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: «Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!» Lecz Achaz odpowiedział: «Nie będę prosił, i nie będę wystawiał Pana na próbę». Wtedy rzekł [Izajasz]: «Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.
No proszę. Jaki porządny król! Nie będzie wystawiał Pana Boga na próbę! Problem w tym, że to ściema. Achaz był, delikatnie mówiąc, królem mało pobożnym. Nie wiemy dokładnie jak ewoluowały jego poglądy religijne, ale jak czytamy w 2 Księdze Królewskiej, skłaniał się ku kultom pogańskim. W końcu posunął się nawet do tego, że złożył bożkom swego syna w ofierze. A tu prorok wzywa go do zaufania Bogu! Mówi nawet, że jeśli Achaz się boi, to może prosić nawet o jakiś znak, którym Bóg udowodni, że obroni Judę. Achaz jednak nie chce. Nie ufa jakiemuś tam Bogu swoich przodków. Woli swoją pozycję oprzeć na sojuszu z silną Asyrią. Zresztą po zwycięstwie zacznie w swoim państwie wprowadzać kulty pogańskie na wielką skalę (wszystko w tym 2 Krl 16). Co mu odpowiada prorok?
Biblia Tysiąclecia tłumaczy „Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu?” W nowszym tłumaczeniu Biblii Paulistów przetłumaczono: „Nie wystarcza wam uważać ludzi za bezsilnych, że tak samo traktujecie mojego Boga?” Chyba trochę jaśniej, prawda? Przypomnijmy: Achaz potrzebował pieniędzy na skłonienie do sojuszu władcę Asyrii. Skoro zabrał kosztowności ze świątyni, to pewnie i obłożył podatkami mieszkańców swojego kraju. Na tym więc polegało owo naprzykrzanie się, owo nieliczenie się z ludźmi. Prorok pyta: myślisz, że Bóg jest tak samo bezsilny jak ludzie, których dla realizacji swoich planów chcesz ograbić? I zapowiada, że Bóg sam da znak. „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”. Czyli, tłumacząc na polski, „Bóg z nami”.
Trzeba uczciwie powiedzieć, że Żydzi proroctwo Izajasza odnoszą do syna Achaza, Ezechiasza. Jednego z nielicznych pobożnych królów Judy. Taka interpretacja jest w zasadzie zgodna z dalszą częścią tego proroctwa.
Śmietanę i miód spożywać będzie, aż się nauczy odrzucać zło, a wybierać dobro. Bo zanim Chłopiec będzie umiał odrzucać zło, a wybierać dobro, zostanie opuszczona kraina, której dwóch królów ty się uląkłeś. Pan sprowadzi na ciebie i na twój lud, i na dom twego ojca czasy, jakich nie było od chwili odpadnięcia Efraima od Judy.
Zanim chłopiec jako tako podrośnie Aram i Efraim, których się teraz boisz, upadną. Ale i tobie się dostanie. Emmanuel będzie jadł „śmietanę i miód”. To synonim jedzenia porządnego, ale jednak ubogiego. Posiłku raczej pasterzy, nie rolników, co może zapowiadać upadek rolnictwa w kraju. Czyli – zapowiada prorok Achazowi – zubożejesz, twój kraj zubożeje. No i dostanie się pod obce wpływy...
Obraz tej sytuacji poetycko został zarysowany w dalszej części proroctwa...
W owym dniu zagwiżdże Pan na muchy przy końcu odnóg nilowych w Egipcie i na pszczoły w ziemi asyryjskiej. I przylecą, i wszystkie razem obsiądą parowy potoków i rozpadliny skalne, każdy krzak kolczasty i wszystkie pastwiska. W owym dniu ogoli Pan brzytwą, wynajętą za Rzeką, głowę i włosy na nogach, także i brodę obetnie. W owym dniu każdy będzie hodował sztukę bydła i dwie owce, a dzięki obfitemu udojowi mleka będzie jadł śmietanę. Zaiste, śmietanę i miód jeść będzie każdy pozostały w kraju. W owym dniu wszelki obszar, tam gdzie jest tysiąc winnych szczepów wartości tysiąca syklów srebrnych, będzie pastwą głogu i cierni. Ze strzałami i z łukiem wejdzie tam myśliwy, bo cała ziemia będzie pokryta głogiem i cierniami. A we wszystkie góry, które się uprawiało motyką, nikt się nie zapuści, bojąc się głogu i cierni; posłużą one na wygon dla wołów i do deptania przez trzodę.
No dobrze, gdzie w tym wszystkim Mesjasz? Czemu Emmanuelem miałby nie być Ezechiasz, ale jakiś przyszły, bliżej nieokreślony ktoś? No właśnie. Izajasz zapowiada, że owego Emmanuela pocznie panna, dziewica. To przecież miał być znak. Znak, który miał przekonać Achaza. Jakim znakiem miałoby być urodzenie dziecka przez żonę Achaza? Nikt nie pomyślał nawet, że dziewicą mogłaby być matka Ezechiasza. Znaku więc nie było. Prorok prorokował fałszywie? A może tego znaku jeszcze nie było, ale kiedyś zostanie dany? I to już nie Achazowi, ale całemu Judzie i Izraelowi?
Uczniowie Jezusa poznając prawdę o dziewiczym poczęciu swojego Mistrza odkryli, że oto znak został dany. Teraz trzeba przestać kalkulować po swojemu. Trzeba zrobić to, czego nie zrobił Achaz: zaufać Bogu. Wespół z dalszymi zapowiedziami z Księgi Emmanuela szczegół ten każe chrześcijanom, patrzącym już z perspektywy wydarzenia Chrystusa, widzieć w proroctwie zapowiedź kogoś więcej, niż tylko dobrego króla Ezechiasza. Zwłaszcza że ów ktoś miałby nosić imię Emmanuel, „Bóg z nami”. Tylko Jezus Chrystus był w pełni tych słów znaczeniu Bogiem z nami...
Naciągane? Do Jezusa odnosi ten tekst Ewangelista Mateusz w czytanej tej niedzieli Ewangelii. Nie miałoby to może większego znaczenia, gdyby... Pewnie niektórzy czytelnicy pamiętają taką scenę, gdy Jezus „zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im (uczniom), co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24, 27). Oczywiście nie wiemy, co wtedy Jezus powiedział. Ale być może... Skoro Apostoł Mateusz takiego argumentu użył....
2. Kontekst drugiego czytania Rz 1,1-7
Drugie czytanie tej niedzieli to początek listu do Rzymian. Dla wygody przytoczmy jego tekst:
Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, z powołania apostoł, przeznaczony do głoszenia Ewangelii Bożej, którą Bóg przedtem zapowiedział przez swoich proroków w Pismach świętych. Jest to Ewangelia o Jego Synu, pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym, o Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Przez Niego otrzymaliśmy łaskę i urząd apostolski, aby ku chwale Jego imienia pozyskiwać wszystkich pogan dla posłuszeństwa wierze. Wśród nich jesteście i wy powołani przez Jezusa Chrystusa. Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie: łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa.
Dlaczego w takim dniu to akurat czytanie? Pewnie z powodu owego podkreślenia kim jest Jezus. Według ciała – potomek Dawida. Paweł tym jednym lapidarnym stwierdzeniem włącza Jezusa w całą bogatą tradycję mesjańskich oczekiwań Starego Testamentu. Obietnicy danej kiedyś samemu Dawidowi, ale i tej o którym słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, danej jego potomkowi, apostacie Achazowi. Izrael ciągle czekał na Mesjasza z rodu Dawida. Jezus był z rodu Dawida – pisze święty Paweł. Ale jednocześnie nie jest On tylko potomkiem Dawida. Sam Jezus zwrócił zresztą na to uwagę, gdy zagadnął uczniów o Dawidowy psalm rozpoczynający się od słów „Rzekł Pan do Pana mego” (Mt 41, 46) i tłumacząc, że skoro Dawid nazywa Mesjasza swoim Panem, to nie może on być tylko jego potomkiem. Musi być kimś nieskończenie większym. A że Jezus faktycznie był kimś nieskończenie więcej niż tylko potomkiem króla – pisze św. Paweł – pokazało Jego zmartwychwstanie. Będąc potomkiem Dawida Jezus jest prawdziwym Synem Bożym.
Jeśli Paweł jest apostołem, a adresaci listu „umiłowani przez Boga”, „powołani” i „święci” to właśnie przez Niego...
Zwróćmy jednak jeszcze uwagę na parę szczegółów. Mniejsza o coś, co miało znaczenie w czasach gdy żył Paweł, a nie ma dziś, gdy wszyscy już nazywamy Pawła apostołem, choć nie był jednym z Dwunastu; że Paweł dwa razy podkreśla to swoje apostolskie powołanie. Dlaczego Paweł pisze, że pochodzący według ciała z rodu Dawida Jezus dopiero przez powstanie z martwych zostaje ustanowionym pełnym mocy Synem Bożym? Nie był Synem Bożym od dnia narodzin, czy wręcz od dnia poczęcia? Trzeba prawidłowo położyć tu akcent. Nie na "Syn Boży", ale na "pełen mocy".
Jezus Chrystus był i jest Bogiem od dnia narodzin (czy poczęcia). Będąc prawdziwym Bogiem stał się jednocześnie prawdziwym człowiekiem. Jak to ujęto na soborze w Chalcedonie w jednej osobie Jezusa Chrystusa zjednoczyła się w pełni natura boska i ludzka; odwiecznie żyjący Syn Boży, nie przestając być Bogiem przyjął na siebie pełne człowieczeństwo. Dla sobie współczesnych był zwykłym człowiekiem. Choć sygnalizował, ze jest kimś więcej nawet Jego uczniowie chyba nie bardzo to rozumieli. Dopiero Jego zmartwychwstanie, a potem wniebowstąpienie, o którym zasiadł po prawicy Ojca pokazały jego uczniom, kim jest naprawdę. To "ustanowienie pełnym chwały Synem Bożym" trzeba rozumieć jako uroczysta proklamację tego faktu.
Nie sposób nie zauważyć jednak w tym czytaniu jeszcze jednego: tego nazwania chrześcijan "przez Boga umiłowanymi", "powołanymi świętymi". Chybna dość często wydaje się dziś chrześcijanom, zwłaszcza katolikom, że ta Boża miłość, o której mnóstwo się mówi jest mocno warunkowa. Bóg kocha, jeśli jestem "grzeczny", obraża się i odwraca ode mnie, gdy grzeszę. Mówimy przecież, że grzech ciężki niszczy przyjaźń z Bogiem, prawda? A skoro nam samym po grzechu dalej na Bogu zależy, to widać On się obraził... Nie przekonuje serca tłumaczenie, że to ja się tym grzechem od Boga odwróciłem, nie On ode mnie... Ten tekst jest przypomnieniem: chrześcijanie, jacy by nie byli, są przez Boga umiłowani. On ich wybrał powołał, On dal im łaskę wiary, łaskę bycia blisko Niego, czyli.. świętości. Nie tak? Być może nad niejednym Bóg płacze, ale kochać nie przestaje... Ta świadomość chrześcijan, że są Bożymi wybrańcami bardzo często przewija się przez nowotestamentalne teksty. Szkoda, że dziś często to poczucie u wielu zanika. Bo, słyszą, Bóg kocha "wszystkich". A skoro mocniej zagubione owce, zagubione drachmy czy synów marnotrawnych, to widać ja się dla Niego niespecjalnie liczę; mnie już ma; Co najwyżej się zirytuje..
3. Kontekst Ewangelii Mt 1,18-24
Tekst pierwszego czytania tej niedzieli pochodzi z początku Ewangelii Mateusza. Jej dwa pierwsze rozdziały to tzw. Ewangelia dzieciństwa. Ma ona pokazać małego Jezusa jako tego, w którym wypełniają się proroctwa Starego Testamentu. Rozpoczyna ją rodowód Jezusa, w którym jest On ukazany jako prawdziwy Izraelita, potomek Abrahama, potomek króla Dawida... A potem Ewangelista rysuje 5 scen z Jego dzieciństwa i do każdej dopasowuje jedno z proroctw. Taki też jest sens historii przedstawionej w Ewangelii tej niedzieli.
4. Warto zauważyć
Dla wygody czytelników przytoczmy najpierw tekst Ewangelii.
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienna za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.
A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy ”Bóg z nami”. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.
Zanim przejdziemy do sedna, parę słów wyjaśnienia...
Najważniejsze: Mateuszowi w tej scenie chodzi o pokazanie, że w Jezusie wypełniają się zapowiedzi proroków. Konkretnie, zapowiedź Izajasza o Pannie, Dziewicy, która pocznie Emmanuela. Znak został dany: dziewica porodziła. Zwraca uwagę, iż ów Emmanuel nie ma być jakimś królem, który przywróci dawne królestwo Izraela. Będzie tym – jak mówi anioł do Józefa – który „zbawi lud od grzechów”. Czyli nie chodzi o uleczenie ran zadanych Izraelowi przez polityczne potęgi. Ale o uleczenie rany, jaką zadało nieposłuszeństwo pierwszych rodziców. I wcale nie tylko potomków Abrahama wedle ciała. „Jego ludem” – jak pisze św. Paweł – są przecież ci, którzy jak Abraham uwierzyli...
5. W praktyce
Pierwsze... Współczesność niesie nam mocne akcentowanie wolności i niezależności człowieka. Ja chcę, ja mam prawo, mnie się należy. W wielu wypadkach takie podejście do życia idzie w parze z promowaniem ludzkiej godności. Ale bywa, że prowadzi do zniewolenia. Czytania tej niedzieli pokazują z jednej strony Achaza, z drugiej Józefa. Pierwszy nie zaufał Bogu. W ogóle się z Nim nie liczył. Źle na tym wyszedł i on sam i jego potomkowie i jego królestwo. Józef zaufał. Wyszedł na tym świetnie nie tylko on, ale i cała ludzkość. Opłaciło się zaufać Bogu? Opłaciło.
Drugie... Chyba jest pewną przesadą spotykane czasem wśród niektórych chrześcijan ciągłe zastanawianie się, czego Bóg od nas chce. Bo zasadniczo wiemy, czego chce i nie trzeba szukać jakich znaków, by to odkryć. Chce byśmy kochali. I Jego i naszych bliźnich. Czasem trzeba jednak wybierać trzeba nie między dobrem a złem, a jednym i drugim dobrem. Jak sprawy rozeznać? Anioł raczej nam nie wyjaśni, w którą stronę pójść... Chyba warto wybrać wtedy to, co się samo najbardziej narzuca: iść dalej w tym kierunku, w którym się szło. Jak Józef, który miał poślubić Maryję. Anioł tylko go utwierdził w przekonaniu, że tą drogą może pójść...
Trzecie, jeszcze jedno, co do zastanawiania się nad wolą Bożą... Niestety, wśród uczniów Chrystusa spotkać się można dziś także z postawą nieliczenia się z Bogiem. Owszem, jest unikanie poważniejszych grzechów. Ale reszta – kompletnie po swojemu. Własna hierarchia wartości, daleka od zasad Ewangelii. Bo ewangeliczne zasady wydają się takie nieżyciowe, takie nie przystające do zasad obowiązujących w nowoczesnym społeczeństwie XXI wieku…. Chyba za mało nas niepokoi, że układy rodzinne, koleżeńskie, pracownicze, społeczne bywają tak odległe od ewangelicznych ideałów; zadowalamy się unikaniem najgorszego, ale wcale nie chcemy pełnić woli Bożej. Jakbyśmy nie kochali dobra, a tylko chcieli, by Bóg się nas nie czepiał....
Czwarte, w nawiązaniu do drugiego czytania... "Bóg cię kocha" mocno się chyba w naszych czasach zdewaluowało. Odczytywane bywa jako wymówka do nieprzejmowania się Nim; jako pozwolenie na grzeszne życie "po swojemu". Nie należy chyba tego zagrożenia lekceważyć. Faktycznie, takie stawianie sprawy może dokonać w ludzkim życiu wielkiego spustoszenia. Chyba jednak warto często podkreślać to wybranie chrześcijan, to umiłowanie ich przez Boga. Żebyśmy czuli się jednak dla Boga ważni, nie jak piąte koło u wozu, którego równie dobrze mogłoby nie być. Syn marnotrawny zyskał Boże przebaczenie. Ale to jego starszemu bratu, ojciec powiedział, że wszystko, co jego, ojca, do niego właśnie należy... Słowem, nie twórzmy wrażenia, że dla Boga liczą się tylko zagubieni. Ci, którzy mniej lub bardziej wiernie przy Nim trwają też się liczą. Na pewno są dla Boga ważni. Przecież ich wybrał, dał łaskę wiary, przez możliwość obcowania z nim uczynił świętymi...