My, sól i światło

Andrzej Macura

publikacja 05.02.2014 22:16

Garść uwag do czytań na V niedzielę zwykłą roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.

My, sól i światło Józef Wolny /GN "Wy jesteście solą ziemi". Czy potrafimy nadawać mu lepszy smak?

Co za różnica, czy bandzior do uduszenia kogoś użyje struny czy różańca?  Doświadczenie zła boli niezależnie od tego, jaką wiarę wyznaje ten, kto się go dopuszcza. I przynosi tej wierze wstyd. Oczywiste? Niby tak. Ale już przeglądając internetowe fora można pomyśleć, że wielu nie zauważa, iż powtarzanie niesprawdzonych zarzutów czy rzucanie obraźliwymi epitetami nawet w najsłuszniejszej sprawie też jest złem. Jeśli my, chrześcijanie nie wyróżniamy się na tle reszty niczym pozytywnym, niczym nie jesteśmy w stanie do siebie przyciągnąć. Niestety, bywamy gorszycielami. Liturgia słowa tej niedzieli przypomina nam, że za deklaracjami o wierze musi iść prawdziwie chrześcijański styl życia. Konkretne dobre czyny. I te dobre czyny przyciągną do Chrystusa bardziej niż najmądrzejsze słowa.

1. Kontekst pierwszego czytania Iz 58,7–10

Nie! Ręka Pana nie jest tak krótka, żeby nie mogła ocalić,
ani słuch Jego tak przytępiony, by nie mógł usłyszeć.
Lecz wasze winy wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem;
wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze przed wami tak, iż was nie słucha.
Bo krwią splamione są wasze dłonie,
a palce wasze - zbrodnią.
Wasze wargi wypowiadają kłamstwa,
a przewrotności szepce wasz język.
Nikt nie skarży się do sądu według słuszności
i nikt tam szczerze sprawy nie dochodzi:
byleby się oprzeć na fałszu i powiedzieć kłamstwo,
byle uknuć podstęp i spłodzić niegodziwość (Iz 59, 1-4)

Piękne, prawda? To nie jest tak, że Bóg nie może pomóc. Ale jak pomagać niegodziwcom, którzy w swojej niegodziwości nie widzą nic złego? Taka jest główna myśl fragmentu Księgi Izajasza, z której pochodzi pierwsze czytanie tej niedzieli. Warto przytoczyć je w nieco szerszym kontekście (Iz 58, 1-10). Fragment pogrubiony to ten, po lekkim dostosowaniu formy gramatycznej, użyty w czytaniu.

Krzycz na całe gardło, nie przestawaj!
Podnoś głos twój jak trąba!
Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa
i domowi Jakuba jego grzechy!

Szukają Mnie dzień za dniem,
pragną poznać moje drogi,
jak naród, który kocha sprawiedliwość
i nie opuszcza Prawa swego Boga.
Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa,
pragną bliskości Boga:
„Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś?
Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?”

 

Otóż w dzień waszego postu
wy znajdujecie sobie zajęcie
i uciskacie wszystkich waszych robotników.
Otóż pościcie wśród waśni i sporów,
i wśród bicia niegodziwą pięścią.
Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie,
żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości.
Czyż to jest post, jaki Ja uznaję,
dzień, w którym się człowiek umartwia?
Czy zwieszanie głowy jak sitowie
i użycie woru z popiołem za posłanie -
czyż to nazwiesz postem
i dniem miłym Panu?
Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram:
rozerwać kajdany zła,
rozwiązać więzy niewoli,
wypuścić wolno uciśnionych
i wszelkie jarzmo połamać;
dzielić swój chleb z głodnym,
wprowadzić w dom biednych tułaczy,
nagiego, którego ujrzysz, przyodziać
i nie odwrócić się od współziomków.

Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza
i szybko rozkwitnie twe zdrowie.
Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie,
chwała Pańska iść będzie za tobą.
Wtedy zawołasz, a Pan odpowie,
wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!”

Jeśli u siebie usuniesz jarzmo,
przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie,
jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu
i nakarmisz duszę przygnębioną,
wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach,
a twoja ciemność stanie się południem.

Wszystko jasne. Niczego nie trzeba tłumaczyć. Warto jednak odnieść te słowa do naszego tu i teraz. I pamiętać, że nie chodzi tylko o pomaganie biednym. Akcentuje to czytanie tej niedzieli, ale Izajasz myśli szerzej. O prawości, jaka powinna cechować członków Ludu Wybranego. To nie jest tak, że Bogu wystarczy to, że odmawiamy paciorek, chodzimy do Kościoła, a w piątek nie jemy mięsa. Musimy jeszcze postępować jak przystało członkom Bożego Ludu….

2. Kontekst drugiego czytania 1 Kor 2,1–5

Pochodzące z 1 Listu św. Pawła do Koryntian drugie czytanie tej niedzieli jest kontynuacją rozpoczętej dwa tygodnie temu niedzielnej lektury tego listu. Niekoniecznie jest więc celowo mocniej związane z pozostałymi. Ale, jak to zwykle bywa, trochę jednak jest…

Warto zwrócić uwagę na kontekst, z którego zostało wzięte. Paweł tłumaczy Koryntianom, że nie powinno być wśród nich podziałów. Wskazuje przy tym, że styl, którym się powinni kierować, mądrość która powinna ich cechować, jest zasadniczo różna od stylu i mądrości przyjętej w tym świecie. Ten świat dba o godności, powiązania, znajomości. Dla chrześcijanina najważniejszy jest Chrystus. I w tym właśnie kontekście padają słowa czytane tej niedzieli.

Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

I dalej Paweł wyjaśnia, że choć nie wedle ludzkiej miary, ale wedle Bożej chrześcijanie jednak posiadają mądrość…

Uderza w tym wyznaniu Pawła, że jest świadom, iż nie jest właścicielem „świadectwa Bożego”. Jest jego sługą. Dlatego przedstawiając je musi zrezygnować z lansowania samego siebie. Musi pozwolić, by to Bóg, Chrystus, sam mógł zadziałać wśród swoich. A on, Paweł, nijak nie powinien Go przysłaniać.

Pojawiło się ostatnimi czasy pojęcie „katocelebryci”. Nie oceniając nikogo konkretnego można powiedzieć, że taki katocelebryta w formie czystej to ktoś, kto jest przeciwieństwem postawy deklarowanej przez Pawła. Nawet jeśli często mówi o Ewangelii zasłania ją sobą. I przez to blokuje możliwość jej działania w innych…

I tu właśnie widać związek tego czytania z pozostałymi. Świat lubi celebrytów. Świat ich tworzy jako swoje bóstwa, by im potem oddawać hołd. Istnieje pokusa, by głosząc Chrystusa robić podobnie. Lansować ludzi, którzy będą jakimiś wyroczniami, idolami popkultury. Ale styl chrześcijan i w tej dziedzinie musi być inny. Chrześcijanin powinien „dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzy, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków (…); jak powinien przestać grozić palcem i mówić przewrotnie”. Jeśli tak robiąc staje się sławny? W porządku. Byle nie zasłaniał sobą Boga. Powinien być – jak za chwile przeczytamy w Ewangelii – światłem oświecającym drogi życia tych, którzy nie poznali jeszcze Jezusa.

3. Kontekst Ewangelii Mt 5,13–16

Specjaliści zwracają uwagę, że w Ewangelii Mateusza Jezus jest pokazany jako nowy Mojżesz. Jego dzieło jest też nazywane Ewangelią Kościoła. Jak słuszne to uwagi chyba najlepiej pokazuje ta część Mateuszowego dzieła, z której pochodzi czytany w V niedzielę zwykłą fragment: Kazanie na górze.

„Słyszeliście, że powiedziano” – mówi często Jezus, przytaczając tekst tego czy innego przykazania. I dodaje: „a ja wam mówię”. Kto powiedział? Kto ogłosił treść przykazań? Mojżesz. Bóg. Jezus stawia się więc w pozycji kogoś ważniejszego od Mojżesza i poniekąd od samego Boga. Poniekąd, bo jak sam wyjaśni zaraz po czytanym tej niedzieli fragmencie, wcale nie przychodzi by znieść prawo i proroków, ale by je wypełnić. Czyli – jak wynika z treści Kazania na górze – wskazać na ich właściwy sens.

Gdy uświadamiamy sobie, że Boże przykazania przekazane przez Mojżesza były dla Izraela, ludu Bożego Starego Przymierza, czymś w rodzaju konstytucji, jasnym staje się też, czemu Ewangelia Mateusza jest nazywana Ewangelią Kościoła. Kazanie na górze też jest konstytucją Nowego Ludu Bożego. Czyli Kościoła.

Hmmm... Konstytucja? Jej pierwszy punkt stanowią błogosławieństwa. Trzeci – wspomniane wyżej określenie się Jezusa w relacji do Starego Testamentu. A drugim jest czytane tej niedzieli wyjaśnienie zadania uczniów Chrystusa.

Czy to ważne? Okazuje się, że nie jest to byle jakie wskazanie Jezusa. Skoro jest częścią Jego konstytucji trzeba je potraktować jako pewien fundament. Nie radę, którą można ale nie trzeba wcielić w życie. Przytoczmy więc interesujący nas tekst.

Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.  Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

4. Warto zauważyć

Tekst wskazania Jezusa jest jasny, ale warto zwrócić uwagę na pewne szczegóły.
 

  • Wy jesteście solą ziemi. Starożytni pewnie nie mieli pojęcia o znaczeniu soli mineralnych dla funkcjonowania organizmu. Możemy więc sobie podarować dywagacje na ten temat. I chyba też nie ma powodu, by rozważać tu fakt, że sól ma właściwości konserwujące. W przypowieści jest mowa o soli, która ma polepszyć smak. I tego chyba trzeba się trzymać. 

    Trudno sobie wyobrazić, by tak mogło się stać; by sól mogła utracić smak. Chyba tylko przez jakiejś wielkie zanieczyszczenie innymi substancjami. Ale gdyby tak się stało, faktycznie, jako przyprawa do potraw już by się nie nadawała. Podobnie jest z chrześcijanami. Jeśli niczym się nie wyróżniają od reszty świata, jeśli są tacy jak ten świat, nie spełniają wobec niego swojego zadania; nie nadając mu innego smaku, nie przemieniają go. 

    Czym się mają różnić? Jaki smak mają światu nadawać? Nie ma co daleko szukać. Trzeba spojrzeć na to, co jest w kontekście tego wskazania Jezusa. Reszta Kazania na górze. Chrześcijanie, którzy nie wnoszą w świat jego smaku nadają się tylko na wyrzucenie i podeptanie....

    Czyli co konkretnie? Jezus najpierw wyjaśnia, jak rozumieć piąte, szóste i ósme przykazanie. Potem mówi o porzuceniu zemsty i konieczności miłości nieprzyjaciół. Dalej o czystości zamiarów jeśli chodzi o modlitwę, jałmużnę i post. Jeszcze dalej o stosunku do bogactwa i konieczności gromadzenia skarbów w niebie. Następnie o konieczności powściągliwości w sądzeniu i unikaniu obłudy. A na koniec tego pokazywanie ideału ucznia Chrystusa  pada złota zasada: wszystko, co byście chcieli, by ludzie wam czynili, i wy im czyńcie.

    Mocne. Jeśli tak nie żyjemy, jeśli tego światu nie dajemy, jesteśmy do wyrzucenia.
     
  • Wy jesteście światłem świata. Chrześcijanie są jak miasto na górze. Czy chcą, czy nie, są na świeczniku. Niewierzący na nich patrzą. I mają w uczniach Chrystusa zobaczyć dobre czyny. Bo tylko to może ich skłonić, by zaczęli chwalić ich Boga. I jednocześnie to światło może też oświecić mroki ich życia. Czym mają chrześcijanie świecić? Powtórzenie chyba niepotrzebne? Nie chodzeniem co niedziela do kościoła, uczestnictwem w pielgrzymkach czy korzystaniem z katolickich mediów. Stylem życia wskazanym w Kazaniu na górze. Czyli... Wiadomo...
     
  • Gdy czyta się tę Ewangelię mając w pamięci pierwsze czytanie nasuwa się mocno kolejna rzecz. Izajasz mówił, że Izrael nie jest przez Boga wysłuchiwany, bo jego pobożność jest mocno powierzchowna, nie sięga istoty. Tu Jezus mówi, że chrześcijanie nie żyjący Kazaniem na górze nadają się do wyrzucenia....
     
  • Gdy czyta się tę Ewangelię mając w pamięci drugie czytanie widać jeszcze jedno. Paweł pisze tam, że chce być niejako przezroczysty, by nie zniweczyć mocy Bożej. Tu Jezus wyraźnie uczy: nie po to zapaliłem wasze światło, byście się wywyższali, ale byście oświecali drogę innym. Zawsze na pierwszym miejscu Chrystus. Nie jakaś ideologia. Kto tego rozumie, przekłamuje sens bycia uczniem Jezusa....

5. W praktyce

Głównym wezwaniem jakie odnajdujemy w czytaniach ten niedzieli, jest wezwanie do wierności. Bogu, Chrystusowi, Ewangelii. Nie po swojemu, paląc Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Nie chodzi o wiarę w Chrystusa, która jest tyko jak płaszcz, który zakłada się na czas pójścia do kościoła, ale już w codziennym życiu się go nie używa. Chodzi o bycie chrześcijaninem zawsze, w każdej okoliczności życia. W domu, w pracy, w aktywności społecznej, podczas wypoczynku...
 

  • Wskazania, które padają tej niedzieli to konstytucja Nowego Ludu Bożego? To trzeba raz na zawsze porzucić koncepcję  wedle której Kościół jest dominującą siłą w społeczeństwie, rządcą większości dusz. Lud Boży ma być solą, która nadaje światu smak. Ma być tym, który autentycznie świat przemienia, a nie tylko zadowalać się dobrymi statystykami. Nie chodzi więc na pierwszym miejscu o to, by było nas wielu, ale o to, byśmy autentycznie żyli Ewangelią. 
     
  • Lud Boży ma być światłem. Czyli jakby latarnią morską, drogowskazem; ma też być tym, który oświeca, czyli sprawia, że człowiek widzi, co jest wokół, sprawia, że człowiekowi łatwiej wszystko dobrze oceniać, łatwiej się nie potknąć. Nie chodzi jednak w głównej mierze o różne katedry do przekazywania słów. Chodzi przede wszystkim o świadectwo życia. 
     
  • Biją nas? Obrażają? Fałszywie oskarżają? W kazaniu na górze Jezus mówił o piątym i ósmym przykazaniu. I o odwecie. Nie możemy odpłacać tym samym. Inaczej czym będziemy się różnili od tego świata? Będziemy jak sól, która utraciła smak. I nie spełnimy swojego zadania światła rozświetlające mroki świata.
     
  • W kontekście Ewangelii tej niedzieli trzeba też patrzyć na grzechy ludzi Kościoła. Nie tylko zresztą na te, o których ostatnio najgłośniej – te przeciwko szóstemu przykazaniu, zwłaszcza w kontekście wykorzystywania dzieci....

    Warto też pamiętać o innych. Na przykład o korzeniu wszelkiego zła, pysze. Albo o chciwości. Że często oskarżenia o chciwość są przesadzone? Pewnie tak. Ale mamy być solą i światłem, a nie ludźmi szukającymi sprawiedliwej oceny naszych czynów. Warto by też zwrócić uwagę na sprawę kłótliwości uczniów Chrystusa. Częstego niepohamowania języka, prawienia bez większej potrzeby bolesnych złośliwości. Jeśli rzucamy obelgi czy oskarżenia jak niewierzący, to jaki przykład dajemy? W czym jesteśmy inni? Tylko w tym, że chodzimy do kościoła...

    Albo instytucje katolickie. Jeśli przewodzący im zachowują się jak jacyś skupieni na instytucji menadżerowie, to czym się różnimy od tego świata? Jeśli nawet odnosimy biznesowy sukces, jaki smak światu nadajemy?
     
  •  W kontekście drugiego czytania... Wezwanie do piszącego te słowa i innych, których głos w Kościele jest wyraźniej słyszalny: nie przysłaniajcie sobą Chrystusa. To On ma w ludziach rosnąć, nasza pozycja, sława, nie ma znaczenia... A wezwanie dla wszystkich innych? Nie wspierajmy tego stylu "wziętych nauczycieli". Nie chodzi, by nie chwalić, ale by nie deprecjonować wartości tych nauczycieli, którzy może nie są zbyt elokwentni, którzy nie zawsze potrafią wszystko zgrabnie ując i zakończyć ciekawą pointą... Nie chodzi przecież o konsumowanie najlepszych tylko treści chrześcijańskich, ale o to, by być autentycznym, konsekwentnym w swojej wierze chrześcijaninem.