Spocznij!

Marcin Jakimowicz

GN 10/2014 |

dodane 06.03.2014 00:15

Osoba osuwa się na ziemię i leży plackiem na posadzce. Część ludzi rzuca się na ratunek, a część uspokaja: „Zostawcie ją: spoczęła w Duchu Świętym”.

Jeśli „spoczynek” nie prowadzi do zaangażowania w życie Kościoła, jest podejrzany – opowiada o. Enrique Porcu (na zdjęciu na I Kongresie Nowej Ewangelizacji w Kostrzyniu) roman koszowski /foto gość Jeśli „spoczynek” nie prowadzi do zaangażowania w życie Kościoła, jest podejrzany – opowiada o. Enrique Porcu (na zdjęciu na I Kongresie Nowej Ewangelizacji w Kostrzyniu)

Długo uciekałem od tego tematu. Bałem się z nim zmierzyć. Powód jest prosty: zjawisko, któremu przyglądam się od lat, jest zbyt świeże, by móc je ocenić z dystansu. Sam podchodziłem do niego z ogromną podejrzliwością. „Spoczynek w Duchu” to nie teoretyczny, wyssany z palca problem. Nie pojedynczy casus pani Kazimiery, która zasnęła na modlitwie pod Wałbrzychem. „Spoczynki” zdarzają się dziś „hurtowo” na rekolekcjach prowadzonych dla gimnazjalistów czy oazowych rekolekcjach. Łatwo wylać dziecko z kąpielą. Jak w równie ironicznym, co żenującym komentarzu Mikołaja Kapusty na Deon.pl zatytułowanym (gratuluję pokory i odwagi!) „Prawda o zaśnięciach w Duchu Świętym”. Do łez rozbraja szczere wyznanie felietonisty: „Nigdy nie doznam tego stanu, bo noszę białe koszule i nie chciałbym ich pobrudzić”. Tymczasem „spoczynku” doświadczyły w Polsce dziesiątki (jeśli nie setki!) tysięcy ludzi. Co więcej: to konkretne doświadczenie wielu kapłanów, a nawet biskupów. Od dwóch tysięcy lat aktualna wydaje się refleksja Gamaliela: „Jeżeli od ludzi pochodzi ta sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”.

Owoc powiewu Ducha

– Jako pierwsi rekolekcje przeżywali księża – opowiada koszaliński biskup Edward Dajczak. – To oni pękli na początku. Ten powiew Ducha dotknął najpierw nas! W pierwszej turze rekolekcji uczestniczyło 190 proboszczów. Z tej grupy spora część doświadczyła spoczynku w Duchu. Wielu z nich (często ci, po których nigdy bym się tego nie spodziewał) podchodziło do mnie później i mówiło: dziękuję za te rekolekcje! Pierwszy „padłem” ja. (śmiech) Owoców tych rekolekcji ciągle doświadczamy: w diecezji wyrastają nowe wspólnoty, ożyły parafie. Do Skrzatusza (znad morza trzeba jechać sto kilkadziesiąt kilometrów!) przyjechało ponad 5 tysięcy młodych ludzi! Przypadek? Nie. Owoc powiewu Ducha, którego doświadczyliśmy przed rokiem. Patrzyłem na twarze naszych księży. Nas samych niezmiernie zdumiewało to, jak bardzo wybudzaliśmy się duchowo. Jak bardzo byliśmy zdumieni tym, co się stało. Nikt przecież tego nie planował. Rekolekcje rozpoczęły się na normalnej (specjalnie używam tego słowa!) adoracji. Prowadzący poprosił, bym ruszył między ławki z monstrancją i pobłogosławił księży. Powiedziałem: „Ojcze, dobrze, ale zanim ruszę pobłogosławić mych braci, proszę o błogosławieństwo”. Nie czułem żadnych odlotów, żadnych wielkich poruszeń, jasne, że byłem szczęśliwy, widząc tak modlących się księży. I nagle osunąłem się na ziemię i doświadczyłem spoczynku w Duchu. To uczucie ogromnego ciepła, głębokiego pokoju, błogości, niezwykłej bliskości, a następnego dnia Ogrójca i bólu. Kiedy wstałem, wziąłem monstrancję i ruszyłem do księży. Trochę z nich już leżało na posadzce… A ci mężczyźni to twardzi faceci, stąpający mocno po ziemi i pracujący przez lata w niełatwych parafiach. Oni nie są skłonni do tanich emocji, do sentymentalizmu. To nie są ludzie z grup charyzmatycznych. 190 chłopa… Skoro tak się stało, to znaczy, że ten znak był nam potrzebny.

– Wielu znajomych księży zauważyło, że dziś nie wystarczą już same słowa. Kilka lat temu to jeszcze „działało”. Dziś już nie – opowiada ks. prof. Leszek Misiarczyk, patrolog i – uwaga – egzorcysta, którego trudno posądzić o brak rozeznania duchowego. – Dotychczasowe formy duszpasterstwa nie skutkują. Może to tajemnica zła, które działa mocniej, brutalniej? Nie bójmy się charyzmatów. Badajmy je, rozeznawajmy, ale nie wyśmiewajmy tej biblijnej rzeczywistości. Ile razy słyszałem od kolegów: „Pomachasz rękami, ponakładasz dłonie. Śmiesznie wyglądasz”. Odpowiadam: „Tyle że po tym machaniu rękami ludzie wracają do Kościoła, do sakramentów, budują na nowo rozsypane małżeństwa, zaczynają walkę z nałogami”. A skoro owoce są tak wielkie, to czy nie pochodzą one od Boga? Co ma przyciągnąć młodych do Kościoła? Jeden ze znajomych księży na rekolekcjach zorganizował dla młodzieży modlitwę wstawienniczą. Przyszli. Na drugi dzień podszedł do niego pewien chłopak i rzucił: „Co wyście nam zrobili w czasie tej modlitwy? To działa mocniej niż marycha”. (śmiech) Może dziś, by uwierzyć, trzeba huknąć o posadzkę kościoła? Gdyby Paweł nie rąbnął o ziemię pod Damaszkiem, nie nawróciłby się. Czasami mówię księżom: nie oceniajcie zbyt łatwo. Nie nazywajcie z taką łatwością Bożej rzeczywistości diabelską. Bo to grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Najważniejsze jest podjęcie trudu rozeznania tego nowego działania Ducha.

Trup ściele się gęsto

Scena z filmu Dokowicza i Bodasińskiego „Duch”. Ojciec Antonello, na co dzień pracujący w brazylijskich slumsach, maszeruje ulicą São Paulo. Nakłada na ludzi ręce, a ci padają na asfalt. Jeden za drugim. „Kiedy osoba jest dotknięta mocą Ducha Świętego, przeżywa wielkie odprężenie” – opowiada włoski kapłan. – „Pada na ziemię, czuje się przytulona przez Boga, bezpieczna jak dziecko w ramionach matki lub ojca. Towarzyszy temu intensywne działanie Ducha Świętego w głębi serca. Prawdziwy odpoczynek w Duchu leczy rany wewnętrzne, zranienia emocjonalne z przeszłości”. „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie” – przypomina św. Paweł. Pamiętajmy, że ostatecznym argumentem są – jak zapowiedział Jezus – owoce. Zjawisko spoczynku w Duchu jest świeże i trzeba czasu na spokojne rozeznanie. Sam byłem przez lata niebywale sceptyczny. Badałem, czytałem, przyglądałem się, rozmawiałem z dziesiątkami osób, które przeżyły to doświadczenie i – piszę to z pełną odpowiedzialnością – nie spotkałem dotąd osoby, która po takim doznaniu odwróciłaby się od Boga. Widziałem za to ludzi, którzy wracali do sakramentów Kościoła, gimnazjalistów lgnących do wspólnot, chorych, dla których moment upadku był początkiem procesu uzdrowienia, osoby zdecydowane po takim kilkuminutowym doświadczeniu przebaczyć ludziom, którzy boleśnie zranili je w przeszłości. Więc – pytałem często wbrew sobie – może to rzeczywiście „odgórne” dotknięcie? Oczywiście najbezpieczniejszą sytuacją dla sceptyków wrzucających podobne zjawiska do pudełka z napisem „Danger” (niebezpieczne) byłaby ta, którą znalazłem w Biblii wydanej w latach 70. Przy 12. rozdziale 1 Listu do Koryntian, czyli w poradniku „charyzmaty dla średnio zaawansowanych”, znalazłem przypis: „Chodzi o dary, które zanikły w pierwszych wiekach chrześcijaństwa”. I tu pojawia się problem. Dary nie zanikły. – Dziś już wiemy, że potrzebne jest przebudzenie Ducha i to już nikogo nie dziwi. A jeszcze kilkanaście lat temu ludzie dzwonili do kurii: „Co się tam u nich wyprawia! Oni wywołują Ducha Świętego!” – śmieje się s. Bogna Młynarz, doktor teologii duchowości. Ważna uwaga: „Spoczynek” nie jest charyzmatem. Nie wymienia go św. Paweł, nie mieści się w definicji charyzmatu pojmowanego jako 5 x D: „Dar darmo dany dla drugiego”. – Kiedyś włączyłem uczniom na religii film „Duch” – wspomina Michał Olszewski, sercanin, egzorcysta. – Byli pod ogromnym wrażeniem. Kiedy wychodziliśmy po filmie, zauważyłem, że jedna z dziewcząt jest bardzo przybita. Zapytałem ją: „Co ty taka smutna jesteś?”. Okazało się, że ojciec odszedł, została z mamą. Była przytłoczona ogromnym smutkiem. Płakała. Zapytałem dyrektorki: „Mogę porozmawiać z uczennicą w pani gabinecie?”. Zgodziła się. Zaproponowałem dziewczynie: „Chcesz? Pomodlę się, by Bóg cię pocieszył”. Kładę na nią rękę, zaczynam się modlić, a ona fik – spoczynek. „No nic – mówię – niech Pan Bóg podziała, niech ją leczy”. Wstała. Powiedziałem: „Nie przejmuj się, będzie dobrze, możesz teraz trochę płakać, trochę się śmiać. Jak mama zapyta, czemu płaczesz, powiedz, że cię chłopak rzucił, a jak będzie pytać, dlaczego się śmiejesz, powiedz, że masz dobry dzień. To jakoś tam przejdzie”. I położyłem jej rękę na głowie, zrobiłem krzyżyk, a ona fik na ziemię. (śmiech) Drugi raz. Gdyby ktoś wszedł, stwierdziłby, że ks. Michał molestuje dziecko.

Minęły lata. Ostatnio dowiadywałem się, co u tej dziewczyny słychać. Okazało się, że był to początek jej zaangażowania w Kościół. Opowiadała, że doświadczyła wówczas mocy żywego Boga. Najpierw dołączyła do grupy Małych Misjonarzy, później zaangażowała się w działające przy parafii grupy apostolskie. Naprawdę wierzę w to, że istnieje prawdziwy spoczynek jako dar Ducha. Widziałem to setki razy. Wczoraj modliłem się nad niezwykle zbuntowanym siedemnastolatkiem. Przyprowadziła go zrozpaczona matka. Rzucał szyderstwem, jadem, kpił z duchowych rzeczywistości. Nałożyłem na niego ręce, modlitwą związałem duchy szyderstwa i nagle zobaczyłem, że on – ku swojemu zdumieniu – przestał szydzić. Zaczął się chwiać, być bezwładny. Duch zaczął mocno działać w jego sercu.

Demoniczna podróba?

To, że pod Bramą Floriańską wiszą bohomazy imitujące „Słoneczniki”, nie oznacza, że nie istnieje oryginał – zapierające dech w piersiach płótno Van Gogha. – Oczywiście jak zawsze w rzeczywistości duchowej mamy też czasem do czynienia z udawaniem, zwykłą pokazówą, zdarzają się upadki związane z emocjami czy nawet – sporadycznie – działaniem złego ducha, który małpuje przecież dobre dzieła Boże – podsumowuje ks. Olszewski. – Ale to niewielki margines nieprzekreślający w żadnym stopniu prawdziwości zjawiska. Mogę szczerze powiedzieć, że od chwili gdy sam doświadczyłem przed laty takiego spoczynku, moje kapłaństwo odnowiło się. Bo to moment, w którym Bóg pozwala nam doświadczyć w wyjątkowy sposób swej obecności. W spoczynku możemy odczuć Jego bliskość, miłość. – Po czym poznać, że spoczynek w Duchu jest udawany? – pytam ks. Rafała Jarosiewicza, który przygotowuje właśnie książkę na ten temat. – To proste – odpowiada. – Po siniakach. Nigdy nie widziałem, by w czasie interwencji Ducha Świętego komukolwiek stała się krzywda. Na większości rekolekcji, które prowadzę, ten znak Bożej obecności objawia się. Dlaczego tak bardzo widzę w tym miłość Boga i Jego troskę o nas? Poznaję po owocach. Kiedy w poprawczaku, w którym pracowałem w Koszalinie, oglądaliśmy film „Duch”, nie myślałem, że kilka miesięcy później chłopaki na jednej z lekcji zapytają, czy to możliwe, by takie doświadczenie było ich udziałem. Powiedziałem w prostocie serca, że Duch Święty przychodzi jak chce i kiedy chce, ale zawsze przychodzi, gdy jest wzywany. Wstał jeden z uczniów: „To może się ksiądz nade mną pomodlić?”. Widziałem wzrok wszystkich i pytanie: co teraz? Chłopak był wielkim facetem, dobrze zbudowanym i najwyraźniej chętnym, by zobaczyć, czy ten spoczynek w Duchu Świętym to nie jakaś „ściema”. Położyłem ręce na jego głowie i z całą klasą modliliśmy się, tak jak kto umiał. W pewnej chwili ten człowiek osunął się na ziemię. Nastała głęboka cisza. Wszyscy patrzyli, niektórzy trochę z niedowierzaniem, inni pełni zachwytu, jeszcze inni pytali: jak to możliwe? Po kilku chwilach ów chłopak wstał. Był poruszony. Po tym spoczynku kolejni wychowankowie poprawczaka ustawiali się do modlitwy. Jedni byli wzruszeni, inni zszokowani. Jak to się skończyło? Większość poprosiła o spowiedź z całego życia!

Zostałem na całą noc i spowiadałem… Płakałem wraz z nimi i cieszyłem się jak dziecko… Analizowałem wiele świadectw osób doświadczających w ten sposób Boga. Miłość, jaką objawiał Pan przez osobiste „dotknięcie”, była dla wszystkich, z którymi rozmawiałem, tak mocnym spotkaniem z Jezusem, że nie można już było zostać tym samym człowiekiem. Niejeden podczas takiej modlitwy został uwolniony od depresji, myśli samobójczych czy różnego rodzaju chorób. Noszę w sercu świadectwa wielu powrotów do Kościoła. – W świetle sprawozdania tych, którzy doświadczali tzw. spoczynku i w refleksji teologicznej dokonanej zwłaszcza przez kard. Suenensa w „Dokumentach z Malines” trzeba by powiedzieć: w tego rodzaju doświadczeniu mamy do czynienia z łaską odpoczynku, odprężenia – opowiada ks. Jan Reczek, autor znakomitej książki „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch”. – Objawia się to w wyłączeniu władz psychicznych i fizycznych człowieka, który w czasie modlitwy nagle osuwa się. Czasem jest to bardzo nagłe, ale nie widziałem, by kiedykolwiek wiązało się to z jakimkolwiek szwankiem. Nawet gdy upadało wielu w dużym zgromadzeniu, między rzędami krzeseł, żadna głowa nie była zraniona. Nie jesteśmy poddani sile, która przekraczałaby akt woli. Jeśli ludzie oddadzą swoje pragnienie Bogu, nie będzie im grozić histeria. Jeśli Kościół leży i odpoczywa, to ja się bardzo cieszę, ale to jest dopiero początek. Dla mnie ważniejsze, co będzie, gdy ten Kościół wstanie! Na ile ci „leżący” dadzą świadectwo wzajemnej miłości, na ile będą posłuszni słowu Bożemu. Jacy będziemy, gdy wstaniemy, opuścimy zgromadzenie i wejdziemy między dzieci tego świata? To dopiero będzie przekonujący znak działania Ducha Bożego.

Środek, nie cel!

– Niepokojące jest to, że w wielu środowiskach, gdzie spoczynki są praktyką normalną, celem modlitwy nie jest Jezus, ale spoczynek – dopowiada o. Remigiusz Recław SJ. – Ludzie podchodzą do modlącego się, aby otrzymać spoczynek. Co więcej, modlący się ma taki sam cel! Taką postawę krytykuje o. Leo Thomas, autor książki „Posługa uzdrowienia”. Uważa on, że spoczynek jest narzędziem uzdrowienia, a nie celem do osiągnięcia. Tymczasem to, czego często jesteśmy świadkami w Polsce, wyraźnie pokazuje, że jest on traktowany jako cel sam w sobie. Ponieważ upadek na ziemię jest wydarzeniem dość spektakularnym, staje się obiektem pożądania grupy „łowców charyzmatów” krążącej między Tychami, Licheniem i Częstochową. Na często zadawane mi pytanie: „Gdzie Duch Święty działa najmocniej?”, odpowiadam: „W twoim sercu. Ono jest Jego świątynią”. Lepiej skupić się na trzykrotnym upadku pobitego do nieprzytomności Jezusa, niż gonić za nowinkami „w stanie spoczynku”. – Należy przestrzec przed histerią, przed nastawieniem się na takie doświadczenie – znakomicie podsumowuje ks. Jan Reczek: – Nie trzeba nadmiernie tego pragnąć ani zbyt szybko wyrokować, natomiast jeżeli ktoś doświadczy spoczynku, niech pozostaje we wdzięczności, że taka chwila umocnienia została mu dana.

Tagi: