Małżeńskie Drogi Krzyżowe

Mikołaj Rybarczyk/KODR

dodane 16.03.2017 20:20

Panie, otwórz moje serce, bym raczej podnosił niż przygniatał, bym usprawiedliwiał zamiast potępiać.

Małżeńskie Drogi Krzyżowe ks. Włodzimierz Piętka / Foto Gość

Wstęp

Panie Jezu, miłości moja! Nazywam Cię Panem, bo chcę, byś był Panem mojego życia. Jakże dziwne to Twoje panowanie – „przyszedłeś, aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28b). Chcę dziś rozważać, jak bardzo mnie ukochałeś. Nie tylko w słowach i uczuciach, ale przede wszystkim Twoimi czynami. Oddałeś za mnie swoje życie, swoją godność. Cierpiałeś Ty i Twoi najbliżsi. Otwórz moje uszy, mój umysł i serce, bym mógł przyjąć Twoją łaskę i odpowiedzieć miłością.

Stacja I – Jezus na śmierć skazany

„Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich” (Iz 53, 7).

Jezu! Cóż za pokora! Ty się nie bronisz niewinnie sądzony przez wrogów. Chociaż znasz Prawo, bo sam je dałeś. Przecież racja jest po Twojej stronie.

Ja walczę o swoje zdanie nawet wtedy, kiedy nie mam racji. I nie z wrogami. Jak często odpowiadam nienawiścią wobec moich najbliższych? Trudno mi przyjąć drobne uwagi, chociaż na nie zasłużyłem. Jak można tak rezygnować z dochodzenia sprawiedliwości? Przecież wszyscy wejdą mi na głowę. Ale Ty na to pozwoliłeś i to Ty masz rację. Na sobie zatrzymałeś ten łańcuch zła. Ja walczę o swoje i przegrywam, bo na końcu jestem smutny i cierpię ja i moi najbliżsi.

Panie, daj mi serce zdolne kochać naprawdę, zamykać usta i rezygnować z siebie dla mojej żony, męża, dla Twojej miłości.

Stacja II – Jezus bierze krzyż na swe ramiona

„Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego” (Iz 53, 4).

Jezu, cóż za miłość! Ty dźwigałeś skutki moich grzechów, moje winy zaniosłeś na Golgotę. A przecież wiedziałeś, że wiele razy będę niewdzięczny, nie będę o Tobie pamiętał, wiele spraw postawię wyżej niż Ciebie.

Ja nie chcę przyjmować nawet drobnych cierpień. Bronię się, kiedy ktoś zabiera mi czas, pieniądze, święty spokój. Odrzucam własne problemy, uciekam w głupie rozrywki, telewizję, alkohol, grzechy. A cóż dopiero problemy żony, męża, dzieci? Dlaczego mam je dźwigać? Krzyż mojego charakteru, historii życia, wielu niepowodzeń, trudnych wydarzeń, także małżeństwa, rodzicielstwa, pracy. Całuję Twój krzyż w Wielki Piątek, ale swój najchętniej bym zostawił, zmienił.

Panie, otwórz moje oczy, abym mógł odkryć sens wydarzeń, które mi dajesz, bym przyjął Drogę Zbawienia, którą Ty dla mnie przewidziałeś – mój konkretny krzyż. Bym mógł doświadczyć, że dzięki Twojej ofierze, może się on stać „słodkim jarzmem”, które trzyma mnie na drodze ku Tobie i Ojcu.

Więcej rozważań Drogi Krzyżowej znajdziesz na WIARA.PL

Stacja III – Pierwszy upadek pod krzyżem

„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 53, 3).

Jezu! Opuszczony i przygnieciony moimi winami. Iluż gapiów drwiło z Ciebie i napawało się widokiem Twojego upadku? Jak wiele razy ja mam satysfakcję gdy ktoś upada? Ktoś, kogo nie lubię, komu zazdroszczę, kogo się boję… Kiedy moja racja jest na wierzchu i wydaję się sobie mądrzejszy, lepszy, silniejszy.

Panie, otwórz moje serce, bym raczej podnosił niż przygniatał, bym usprawiedliwiał zamiast potępiać. Ty mnie nigdy nie potępiłeś. Wstajesz za mnie, aby zniszczyć moje grzechy, moje podłości,
zazdrość, pożądliwość, pychę...

Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę

„Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34b-35).

Maryjo, jak niezwykła jest Twoja droga! Jak Abraham, ojciec wiary, prowadził Izaaka na górę Moria, Ty odprowadzasz swego Syna na ofiarę. Ta ofiara jest także Twoja. Twoją duszę przenika miecz, a jednak nie złorzeczysz Bogu, nie poddajesz się rozpaczy, bo Ty rozpoznałaś Jego drogę. Nie próbujesz odciągnąć Syna od pełnienia woli Bożej.

Jezu, naucz nas akceptować wolę Boga w naszym życiu, nawet kiedy jest trudna. Naucz nas mądrej miłości, która nie zniewala drugiego, szanuje jego wolność i jego wybory, ale potrafi także upominać.

Często małżeństwa są niszczone przez zaborczą i nadopiekuńczą miłość rodziców. Panie, pomóż mi budować prawdziwą jedność z moją żoną, moim mężem – jedno ciało według Twojej woli. Spraw by to on, ona był ważniejszy niż inne osoby na świecie – moi rodzice, także dzieci, które powierzasz nam na jakiś czas. Daj mi stawiać Boga na pierwszym miejscu, aby wszystko inne miało sens w moim życiu.

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

„Ty jesteś moim Bogiem od łona mojej matki, Nie stój z dala ode mnie, bo klęska jest blisko, a nie ma wspomożyciela” (Ps 22, 11b-12).

Jezu, Szymona przymuszono, aby Ci pomagał. Wracał zmęczony z pola i pewnie nie miał ochoty, aby iść z jakimś skazańcem i męczyć się dla niego. I właśnie to był moment, kiedy spotkał Ciebie. Nie wiedząc o tym, brał udział w zbawianiu świata. Człowiek, który niósł krzyż razem z Tobą. Ile razy unikam okazji do takiego spotkania. Mogę pomagać i nie mam ochoty. Oceniam, komu warto pomóc, a komu nie. Albo myślę, że to nieodpowiedni moment, albo że nie potrafię lub może nie jestem godny.

Pomóż mi, Panie, widzieć w potrzebujących okazję do pomocy Tobie. W mojej rodzinie pomóż mi dawać moje siły, mój czas, moją uwagę, czułość żonie, mężowi, naszym dzieciom. Bym nie ominął Ciebie dźwigającego krzyż i nie pozostał sam.

Więcej rozważań Drogi Krzyżowej znajdziesz na WIARA.PL

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

„O Tobie mówi moje serce: Szukaj Jego oblicza! Szukam, o Panie, Twojego oblicza; swego oblicza nie zakrywaj przede mną” (Ps 27, 8-9a).

Jezu, Weronika nic nie mówi. Nie stara się płytko pocieszać. Ona okazuje swoją miłość w prostym geście.

Wiele razy nie wiemy, co powiedzieć wobec cierpienia. Czasem słowa nie są zresztą potrzebne. Ważne są proste, zwykłe gesty czułości, sympatii, czasem sama obecność. Te małe gesty czułości są tak ważne w małżeństwie, także dla naszych dzieci, by czuły się kochane. Nie wymagają wiele wysiłku, ale tak często skupiamy się na swoich problemach, zajęciach, pasjach i nie zauważamy drugiego.

Podarowałeś Weronice swój wizerunek odbity na chuście, ale Twój obraz, Panie, jest w każdym człowieku, szczególnie tym słabym i cierpiącym, który potrzebuje pomocy. Daj mi nie odwracać się od Ciebie, widzieć Twój obraz w każdym z tych najmniejszych. Aby w moim sercu odcisnął się Twój obraz, bym mógł stawać się podobny do Ciebie, mojego Mistrza i Nauczyciela.

Stacja VII – Drugi upadek pod krzyżem

„Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53, 6).

Jezu, jak ciężkie brzemię wziąłeś na siebie. Nieść winy wszystkich i każdego z nas. Ja ciągle upadam. Jestem słaby i niewdzięczny. Tyle spowiedzi, Eucharystii, tyle Słowa i wciąż daję się oszukiwać. Ale Ty masz dla mnie cierpliwość. Nie tak przejmujesz się moimi upadkami, jak tym, bym za każdym razem powstawał. Tak, byś zastał mnie stojącego, kiedy przyjdziesz.

Czasem boję się, czy ma sens spowiadanie się ciągle z tych samych grzechów? Czy w końcu się nie zniechęcisz? Ale Ty powiedziałeś do św. Małgorzaty Alacoque, że nie pamiętasz jej grzechów z poprzedniej spowiedzi, bo już je przebaczyłeś. Ty dajesz mi za każdym razem czystą kartę, nową nadzieję, nowe zaufanie. Ja długo pamiętam przewiny innych. Ileż razy wypominam żonie/mężowi to, co zrobiła/ł wiele lat temu. Albo gdy prosi mnie o przebaczenie, myślę sobie, że to się i tak powtórzy, bo taka/ taki już jest.

Daj mi, Panie, Twoją postawę wobec moich bliskich, bym nie wypominał i nie narzekał, ale dawał kolejną szansę, tak jak Ty dajesz ją mi.

Stacja VIII – Jezus spotyka płaczące niewiasty

„On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53, 2).

Jezu, kobiety płakały nad Tobą. Nad Twoim cierpieniem, zmarnowanym życiem, straconymi szansami… Ale Ty nie zmarnowałeś życia. Ty oddałeś je dla mnie i dla nich i dla każdego człowieka, choćby najgorszego, najmniej znaczącego. To było najlepiej wykorzystane życie w całym Wszechświecie. Jak często nie rozumiem wydarzeń, nie widzę ich w perspektywie życia wiecznego, Twojej miłości. Przybijają mnie porażki, cierpienia, choroby moje i bliskich. Sukcesy przypisuję sobie i pysznię się nimi i wywyższam nad innych. Sądzę tych, którzy sobie nie radzą i myślę, że to ich wina. Zazdroszczę innym, którzy mają lepiej ode mnie. Potępiam tych, których uważam za grzeszników.

Panie, otwórz moje oczy, abym w wydarzeniach mojego życia widział Twoje działanie, Twoją Ojcowską troskę i miłość, która czasem karci, ale zawsze jest wierna i zawsze chce mojego dobra. Bym widział, że życie konkretne, które dajesz, jest najlepsze dla mnie: najlepsza żona, najlepszy mąż, najlepsze dzieci. Wszystko, co mnie spotyka, jest potrzebne, bym poznał i pokochał Ciebie. Nawet moje słabości są potrzebne, bym przestał osądzać.

Więcej rozważań Drogi Krzyżowej znajdziesz na WIARA.PL

Stacja IX – Trzeci upadek pod ciężarem krzyża

„Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu. Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, rozwierają wargi, potrząsają głową: Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje” (Ps 22, 7-9).

Jezu, Ty się nie poddałeś. Z miłości do mnie byłeś gotów wstawać. Chociaż szedłeś ku czemuś jeszcze gorszemu.

Panie, jak to możliwe, że się mną nie gorszysz, że nie masz mnie dosyć, choć ja często jestem sobą zgorszony? Czy naprawdę możesz być przy mnie, skoro znowu upadłem? Czy mogę być Twoim uczniem będąc taki słaby? Twoje drogi Panie nie są moimi drogami. „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9b). „Bóg nie nudzi się przebaczaniem”. Rzeczywiście, Panie, pycha jest moim największym wrogiem – korzeniem wszelkiego zła. Gdybym znał siebie, powinienem raczej dziwić się, kiedy udaje mi się trwać przy Tobie, niż kiedy upadam. Ale kiedy idzie dobrze, to jak łatwo mi wtedy sądzić drugiego – moją żonę, męża, szefa w pracy, mojego sąsiada, księdza, który zgrzeszył.

Pomóż mi, Panie, akceptować moje słabości, a jeszcze bardziej słabości moich bliskich. Daj mi wiarę, że one nie przeszkodzą Ci mnie kochać i zbawić. Spraw, bym ja nie nudził się przebaczaniem i proszeniem o przebaczenie.

Stacja X – Jezus z szat obnażony

„A oni się wpatrują, sycą mym widokiem; moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię” (Ps 22, 18b-19).

Jezu, święty i czysty! Także to musiałeś znieść za moje grzechy?

Ty dałeś nam ciała, byśmy mogli być darem dla drugiego. Szczególnie w małżeństwie, byśmy mogli mówić kocham ciebie w całości i oddaję się tobie w całości, bez zastrzeżeń, miłością pełną, czystą, wyłączną i płodną. Taką, która daje życie dla drugiego i która daje nowe życie naszym dzieciom. Jak wiele zła czynimy w tej sferze, jak bardzo nie słuchamy Twojej nauki! Niszczy nas pożądliwość, erotyka, pornografia, chęć egoistycznego wykorzystania drugiego człowieka. Ileż razy grzeszymy przeciw wierności myślami, oczami i w uczynkach! Ileż razy karzemy naszego małżonka, odmawiając mu czułości! Jak często zamykamy się z błahych powodów na dawanie życia i sięgamy po antykoncepcję! Jak często zabijamy w sobie wstydliwość i czystość!

Jezu, ratuj nasze małżeństwa. Wyrywaj nas z naszych uzależnień, daj dar prawdziwej czystości i wierności, byśmy mogli być naprawdę szczęśliwi. Pomóż nam wychowywać nasze dzieci ku czystości i wierności.

Stacja XI – Jezus do krzyża przybity

„Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci. Bo sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców. Przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości” (Ps 22, 16-18).

Jezu, Ty ukochałeś Boga całym sercem, które zostało przebite włócznią. Ukochałeś Go całym umysłem, bo Jego wola była ważniejsza od Twoich pragnień i pozwoliłeś, by ciernie wbiły się w Twoją głowę, krzyżując Twój rozum. Ukochałeś Go ze wszystkich sił, dając unieruchomić Twe ciało na krzyżu. Twoje ręce i nogi przebite gwoździami już nie mogą chodzić, pracować, uzdrawiać. Ty wypełniłeś to największe przykazanie w całości z miłości do Ojca i do mnie. „W Twoich ramionach otwartych jaśnieje miłość Boga”. Tak Bóg kocha grzesznika. Oto miłość Ojca, który rozkłada ramiona, by przyjąć i przytulić z czułością mnie, marnotrawnego syna.

I my mamy swoje krzyże. Choroba lub śmierć kogoś kochanego, może dziecka, problemy z mieszkaniem, z pieniędzmi, samotność, niezrozumienie, może jakieś poważne nałogi.

Daj mi, Panie, zobaczyć, że w tym moim krzyżu jesteś najbliżej mnie. Że jesteś tam ze mną, cierpiący po to, bym nie zginął, by to cierpienie mnie nie przygniotło, bym nie stracił nadziei. Aby to była dla mnie droga zbawienia.

Więcej rozważań Drogi Krzyżowej znajdziesz na WIARA.PL

Stacja XII – Jezus umiera na krzyżu

„Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53, 5).

Jezu, Synu Boga i Synu Człowieczy, a więc to jest miejsce, gdzie mogłeś skłonić głowę? Oddałeś Ducha w ręce Ojca z ufnością dziecka, które wie, że jest kochane. Wykonało się. Miłość zwyciężyła, miłość w wymiarze krzyża, silniejsza od śmierci, miłość, której pragniemy, której szukamy i której tak bardzo nie umiemy dawać. A przecież taka jest nasza przysięga małżeńska. „Nie opuszczę cię aż do śmierci”. Do śmierci fizycznej, ale też do śmierci mojego „ja” dla współmałżonka. Raczej zrezygnuję z siebie dla jego dobra. Duch jest ochoczy, ale ciało słabe.

Ty, Panie, tę przysięgę wypełniłeś wobec mnie. Nie przypadkiem prastary hymn chrześcijański nazywa krzyż „łożem miłości, gdzie nas poślubił Pan”. Oto prawdziwy Oblubieniec, który oddaje życie za oblubienicę! Tak właśnie mnie ukochałeś. „Wziąłeś śmierć ode mnie, abym ja dostał życie od Ciebie”.

Dziękuję Panie, za Twój dar. Dotknij dziś mojego serca, przemień je. Skrusz wszelkie urazy, które chowam do innych, szczególnie tych najbliższych. Daj mi dar pojednania z żoną, mężem, może z ojcem, który mnie opuścił, z tymi, którzy mnie zawiedli lub skrzywdzili. Daj mi odpowiedzieć czynem na Twoją miłość, na Twoje przebaczenie. Niech w moim sercu zrodzi się przebaczenie dla bliźnich i niech mogą go doświadczyć ode mnie. Pozwól mi także prosić o przebaczenie moich nieprzyjaciół. Bez Twojego Świętego Ducha to jest niemożliwe, ale Ty Panie wszystko możesz uczynić.

Stacja XIII – Jezus z krzyża zdjęty

„Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? Tak! Zgładzono Go z krainy żyjących; za grzechy mego ludu został zbity na śmierć” (Iz 53, 8).

Jezu, tylko nieliczni zostali pod krzyżem. A przecież tylu za Tobą chodziło, tylu uzdrowiłeś, tylu Cię słuchało. Nawet najbliżsi uczniowie uciekli. Został najmłodszy, Twoja Matka i kilka kobiet. Jak trudno towarzyszyć drugiemu w cierpieniu? Szczególnie, gdy jesteśmy bezsilni i nie możemy nic zrobić. Kiedy to nas przerasta, nie rozumiemy, nie potrafimy wytłumaczyć, boimy się.

Twoi najbliżsi przyjęli Twoje ciało z czułością i miłością. Obmyli je i przygotowali na pogrzeb. Pomóż nam, Chryste, abyśmy nie opuszczali w umieraniu naszych bliskich. Szczególnie rodziców, którzy dali nam życie, a którzy na starość mogą być dla nas niewygodni i uciążliwi. Daj nam miłość i siły, aby ten trudny czas mogli przeżywać otoczeni kochającymi osobami, wspierani modlitwą i troską. Nawet jeśli to wydaje się niemożliwe lub bezsensowne. Ty, Panie, widziałeś sens w wyniszczeniu siebie dla mnie. Daj nam też odwagę i mądrość, by głosić im Dobrą Nowinę.

Stacja XIV – Jezus do grobu złożony

„Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało. Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami” (Iz 53, 9-12).

Jezu, to ja zasłużyłem na śmierć przez moje grzechy, a Ty zająłeś moje miejsce. Ty – Dawca Życia – zostałeś złożony do grobu zamiast mnie, aby już żaden grób nie był bezsensownym końcem, nie był bez nadziei. Twoje ciało jest martwe, ale Ty sam zstępujesz właśnie do otchłani, aby uwolnić jeńców. Wyrywasz z niej Adama i Ewę i wszystkich, którzy oczekiwali wybawienia.

Ty pierwszy mnie szukałeś. Ty schodzisz do otchłani mojego cierpienia, samotności, grzechu, beznadziei, aby mnie ratować. Ty nie patrzysz biernie na żadne cierpienie. Niech Twój grób, nad którym już błyszczy jutrzenka zmartwychwstania, da nam wiarę i wytrwałość w modlitwie, byśmy ufali, że Ty wszystko możesz i nie popadali w zniechęcenie. Szczególnie, kiedy my lub nasi znajomi przeżywają poważne kryzysy, kiedy wydaje się, że miłość umarła, że nie ma nadziei.

„A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5).

Ześlij nam Panie, swego Ducha, by odnowił oblicze ziemi i naszych rodzin.

Zakończenie

Nie wiem, czy pomogłem Ci przeżyć tę Drogę Krzyżową, może byłem raczej przeszkodą. Na pewno chciałem pomóc, abyś myślał o Chrystusie, który kocha Ciebie i jest obecny w Twoim codziennym życiu. Mówi do Ciebie przez ludzi, wydarzenia, swoje słowo. On zawsze był dla mnie dobry, nawet kiedy jeszcze tego nie wiedziałem i nie zauważałem. Jeśli Ty to widzisz, to błogosław Go razem ze mną. Jeśli tego nie widzisz, to nie czekaj bezczynnie. Szukaj miejsca w Kościele, gdzie możesz Go spotkać osobiście.

Dziś Kościół nie jest popularny. Wielu ludziom trudno uwierzyć, że to zgromadzenie grzeszników może im coś zaoferować. Ja jednak w tym właśnie Kościele spotkałem dobrego Boga, który działa i rozdaje swoją miłość. Dla mnie tym miejscem była Droga Neokatechumenalna – mała wspólnota w parafii, gdzie wszyscy się znamy i gdzie zaczynamy doświadczać miłości i jedności, która pochodzi od Chrystusa. Może i dla Ciebie to będzie dobre miejsce, a może znajdziesz inną wspólnotę. Jest ich wiele. Ważne, abyś nie był sam, bo możesz zginąć na pustyni, a w karawanie łatwiej jest dotrzeć do Ziemi Obiecanej, którą Bóg dla Ciebie przygotował.

Mikołaj Rybarczyk, od 20 lat mąż Małgorzaty, ojciec 6 dzieci
Droga Neokatechumenalna

Więcej rozważań Drogi Krzyżowej znajdziesz na WIARA.PL