5. Niedziela Wielkanocna (C)

dodane 19.04.2016 22:56

Sześć homilii

Świadectwo miłości wzajemnej

ks. Leszek Smoliński

Jako chrześcijanie doskonale wiemy, że istnieje ogromne zapotrzebowanie w świecie na wzajemną miłość. Przypomina nam o tym Jezus w Wieczerniku, dając nowe prawo – prawo miłości, które jest znakiem rozpoznawczym Jego uczniów: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. Chrześcijańska miłość bliźniego jest nie tylko znakiem rozpoznawczym, ale także znakiem jedności we wspólnocie wierzących. Stanowi nie tyle wynik poświęcenia się dla innych co raczej najgłębsze pragnienie serca i osobisty zysk dla kogoś, kto kocha. Każdy człowiek odnosi korzyść, gdy jest kochany. Jednak paradoksalnie największą korzyść odnosi ten, kto kocha innych, daje siebie. Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże nie może bowiem w pełni zrealizować samego siebie inaczej jak tylko poprzez miłość, czyli przez bezinteresowny, szczery dar z samego siebie, ze swojego życia. Chrystus dając nam „Nowe przykazanie” wzywa nas jednocześnie do tego, żeby stale na nowo żyć według niego.

Św. Josemaria Escirva stwierdza, że „najważniejszym apostolstwem jaki chrześcijanie mogą czynić na świecie, najlepszym świadectwem wiary, jest współpracować, by wewnątrz Kościoła zawsze panował klimat autentycznej miłości”. Może warto więc zacząć od małych kroków. Może warto zacząć od małych kroków, od drobiazgów, by zobaczyć w drugim człowieku Jezusa, któremu możemy pomóc? Bez wzajemnej miłości trudno sobie wyobrazić normalne funkcjonowanie w domu, w pracy, na ulicy czy w parafii. Dlatego często szukamy miłości wokół siebie. Wokół nas jest tak wielu ludzi, również takich, o których można powiedzieć „to dobry człowiek”. Niektórzy jednak stwierdzają: „dobroć dla innych” nie zawsze jest niestety znakiem firmowych chrześcijan. Co trzeba zrobić, aby tak się stało? Jak kochać tych, których nienawidzimy z racji na wyrządzoną krzywdę, których wpisaliśmy na swoją „czarną listę”? W jaki sposób troszczyć się o to, by nasze chrześcijaństwo nie zamieniło się w pustosłowie?

Nie czekajmy z naszym wyrażaniem miłości, aż będzie za późno. Na zakończenie wsłuchajmy się w słowa Gabriela Marqueza, laureata literackiej Nagrody Nobla z 1982 roku, chorego na nowotwór złośliwy układu limfatycznego. Tak napisał w liście do swoich przyjaciół: „Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć ‘jak mi przykro’, ‘przepraszam’, ‘proszę’, ‘dziękuję’ i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni”.

Jesteśmy umiłowani

Piotr Blachowski

Ucząc się, zgłębiając tajniki wiedzy, chcemy naszą wiedzę przekazywać innym. Naszym zadaniem jest ewangelizacja tych, którzy zapominają o Bogu. Możemy spotkać się z różnymi reakcjami, negatywnymi i pozytywnymi. Ale musimy się przełamywać i głosić Ewangelię, Zmartwychwstałego i Zbawienie. Dlaczego? Bo wszyscy, jako chrześcijanie, zobligowani jesteśmy do głoszenia Słowa Bożego, bo taki obowiązek nakłada na nas Chrzest Święty.

O takich właśnie sprawach opowiadają nam dzisiaj Dzieje Apostolskie, przypominając, że to nasze dziedzictwo. Mamy, tak jak Paweł i Barnaba, iść przez życie „Umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego.” (Dz 14,22).

W Apokalipsie św. Jan dodaje, że wierząc, wyznając wiarę i ją głosząc, na końcu naszych czasów zobaczymy „przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie "BOGIEM Z NIMI”. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły.” (Ap 21,3-4).

Zaś w Ewangelii Jezus Chrystus mówi nam, jak powinniśmy postępować, by dotrwać do szczęśliwości ostatecznej: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.”(J 13,34). Chrystus wypowiada do nas wszystkich te słowa pełne miłości. Można by zapytać, dlaczego to przykazanie Pan Jezus nazywa nowym?

Przecież już za Jego życia apostołowie i uczniowie zrozumieli, że najważniejsza jest miłość bliźniego, a sam Pan Jezus poszerzył ten wymóg o miłość do naszych nieprzyjaciół i o modlitwę za tych, co nas prześladują. Chrystus objawił niezrównaną miłość, mówił: ”jak Ja was umiłowałem” i swoje nauczanie potwierdzał czynami. Nowe przykazanie nie jest nakazem, bo czy można komuś kazać kochać lub nie kochać? Nowe przykazanie jest otwarciem oczu na prawdę, że ten, kto żyje dla drugich, jest uczniem Chrystusa.

Teksty, które słyszymy w dniu dzisiejszym, powinny nas nieustannie inspirować, do nich powinniśmy ciągle wracać, nimi żyć. Nasz egoizm – cecha dość częsta dzisiaj – ogranicza nas do naszych własnych kłopotów i skutecznie zniechęca do zajmowania się kłopotami innych ludzi. Czy taka powinna być postawa uczniów Pana Jezusa? Chyba jednak ten, kto wyznaje wiarę w Niego i chce iść po Jego śladach, nie może poprzestać na unikaniu czynienia innym tego, czego sam chciałby uniknąć. Pamiętajmy o tym, bo, jak pouczał Pan: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi”.

Jezu Chryste, daj nam umiejętność rozumienia Twoich Słów i ich stosowania, dopomóż, byśmy, żyjąc według Twoich słów, byli zawsze gotowi na spotkanie z Tobą.

Miłość odporna na wszystko

Augustyn Pelanowski OSPPE

Przez wiele ucisków zmierzamy do Nowej Ziemi i Nowego Nieba, gdzie Bóg otrze każdą naszą łzę. Wzruszające są słowa Jezusa, wypowiedziane po wyjściu Judasza, gdy do swoich uczniów zwraca się jak do dzieci, pragnąc uchronić od tego, co najgorsze. A nie ma wcale na myśli cierpienia, tylko brak miłości. Znamy słynne zdanie Sartre’a: „Piekło to inni”. Bp Kallistos Ware odpowiada: „Piekłem nie są ludzie – to ja, odcięty od bliźnich, odrzucający wszystkie ludzkie więzi, wypierający się Trójcy”.

Bóg nas nie skazuje, my sami wydajemy na siebie wyrok. Mając miłość, można znieść nawet cierpienie, bez niej nawet to, co nie jest przykrością, staje się torturą. Miłość jest zawsze najlepszym rozwiązaniem, gdyż pozwala znieść zdradę. Zdrada nie może jednak znieść miłości. To wyjątkowe wyznanie Jezusa, wypowiedziane po wyjściu Judasza, jest dowodem istnienia w Chrystusie miłości niepohamowanej i bezwarunkowej. To najlepsza nowina, gdy się zrozumie, że miłość jest odporna na wszystko jak organizm, którego nie dopada żaden wirus.

Bóg czyni wszystko nowe, stwarza Nowy Świat bez łez cierpienia, bez śmierci, bez żałoby, bez krzyku przemocy, bez chorób i rozpaczy. Wierzę w taki świat nie dlatego, że mam dosyć tego świata, ale dlatego, że Boga stać na kosmiczny gest i piramidalny efekt. Gdyby nie był możliwy doskonały świat, to każda, nawet najzwyklejsza miłość byłaby naiwnym podejściem do życia doczesnego. Po co kochać, skoro miłość nie mogłaby stać się wiecznym przebywaniem ze sobą? Świat nowy, wieczny nie jest zwykłym przedłużeniem czasu, który obecnie przeżywamy. Morze czasu jest głębiną, do której wrzucona jest sieć ludzkich więzów, trzymana ręką Boga niczym ręką rybaka. Jesteśmy pochwyceni, a pewnego dnia wynurzymy się nad powierzchnię czasu do nowej rzeczywistości. Nasze zdumienie będzie wówczas przypominać zdumienie otwartych oczu wyłowionej ryby. Każda sekunda życia jest istotna, jeśli tworzymy w niej sieć miłości. Nie chodzi o jakąkolwiek miłość, lecz o miłość, którą On wskazał, o życie w Duchu Świętym, w Jego łasce i w wyrzeczeniu się grzechu.

Bezbożność zaczyna się już wtedy, gdy wieczór spędzamy bez Boga. Każda sekunda może zaś stać się szczeliną, przez którą możemy zobaczyć to, co ujrzał Jan, gdy pisał o widzeniu Nowej Ziemi i Nowego Nieba. Wieczność jest tuż-tuż, a wchodzimy w nią nie w jakiejś odległej przyszłości, ale w każdej chwili, gdyż królestwo Boże jest ENTOS HYMON, czyli „wewnątrz nas i pomiędzy nami”, w sieci relacji, ale też w zasięgu ręki, tuż obok! Nie jest to więc królestwo, które kiedyś się ujawni, ale jest tuż za ścianą czasu, za rogiem każdej godziny, za drzwiami tej minuty. Byleby tylko kochać tak, jak On chce, abyśmy kochali. Tym więcej i tym pewniej, gdy twój wieczernik opuszcza twój osobisty Judasz, trzaskając drzwiami.

Bóg jest żywicielem


Augustyn Pelanowski OSPPE

Jezus im bliżej był krzyża, tym usilniej objawiał swoją miłość do uczniów. Przez najczystsze gesty, ale też przez długie mowy i wyjaśnienia, w których ze wzruszeniem i nieustępliwą wolą zachęcał słuchających do miłości. Czas się kurczył. Odejście było coraz bliżej, dlatego starał się mówić o tym, co najważniejsze.

Ludzie w naszej epoce już nie szukają dowodów na istnienie lub nieistnienie Boga. Szukają prawdziwej i wytrwałej miłości. Ewangelia jest skutecznie i prawdziwie głoszona jedynie wtedy, gdy uczniowie Jezusa, którzy ją obwieszczają, mają siłę nie tylko kochać, ale i być kochanymi. Mają siłę do wzajemnej miłości. Trzeba większej odwagi do tego, by być kochanym, niż do tego, by kochać. Gdy ja kocham, to jeszcze mam wolność do wycofania się, zamknięcia się, zwątpienia, ucieczki albo po prostu udawania. Ale gdy pozwalam innym mnie kochać, to decyduję się na to, by inni mnie emocjonalnie i duchowo „skonsumowali”.

Tych, którzy nie spożywają Komunii świętej, na pewno zdziwi to, co napisałem. Gorszą się ci, którzy zazdroszczą, ale nie mają odwagi przyznać się do tego. Mnie nigdy nie zgorszyły Jezusa słowa o spożywaniu Jego Ciała i piciu Jego Krwi. Tak, daje nam życie wieczne, gdy nam się daje „zjeść”! Niektórzy jednak z uczniów zgorszyli się takimi słowami i już nie chodzili z Jezusem. Jest o tym mowa w 66. wierszu 6. rozdziału Jana. Znamienna liczba! Matka karmi dziecko swoim mlekiem i nikt się tym nie gorszy, a Bóg karmi Ciałem i Krwią, więc dlaczego miałoby to być zgorszeniem?

C.S. Lewis napisał: „Bóg jest ŻYWICIELEM, który rozmyślnie stwarza własne pasożyty, powołując nas do życia, byśmy mogli Go wyzyskać. To jest miłość”. Tak, to jest wzór samej miłości i wszystkich miłości. Co myśleć więc o Jego wezwaniu, gdy mówi, żebyśmy się nawzajem tak kochali, jak On nas pokochał? A jak On nas pokochał? Pokochał tak, że dał z siebie ostatnią kroplę krwi, choć wystarczyła jedna do zbawienia, jak powiedziała św. Teresa z Lisieux. Drżę, kiedy zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, z jakim Bogiem związałem się na całe życie. Drżę, bo kochać jak ON, oznacza tak samo jak On dać się wykorzystać, oszukać, zdradzić, dać się zmiażdżyć jak kęs chleba w ustach. Dać się pogryźć, a ja nie lubię, gdy inni mnie kąsają! Dać życie tym, którzy mnie go pozbawią, i jeszcze uczynić to z miłości, a nie tłumiąc nienawiść i mściwość. To mnie przerasta. Rozumiem słowa Jezusa, jakie skierował do swych uczniów, posyłając ich na misję, gdy kazał im iść jak owce między wilki… na pożarcie! Ktoś powie, że to nie miłość, tylko jakieś szaleństwo. Ale czy miłość, która nie przekracza granic tego, co opłacalne, korzystne, rozsądne i wykalkulowane, jest jeszcze miłością? Miłość nie jest wyrachowaną strategią liczącą na jakiś posag, tylko zatraceniem siebie dla zbawienia innych, po prostu poświęceniem. Miłości nauczyli mnie tylko ci, którzy mnie wykorzystali. Żałuję, że nie miałem wytrwałej miłości do tych, od których uciekłem, próbując uratować siebie.

Nowe przykazanie i ziemia nowa


ks. Tomasz Horak

Mamy ustawę «O broni i amunicji». Komu ona potrzebna? Wszystkim? Zresztą – czy ta ustawa jest i będzie skuteczna, skoro tylu ludzi ma broń i nikt nad tym od dawna już nie panuje. Czujemy się zagrożeni.

W pewnej szkole skarcono ucznia. Napisał do jakiegoś tam komitetu obrony praw dziecka. Efekt – nauczyciele poczuli się zagrożeni, dyscyplina w szkole rozluźniła się w sposób widoczny. Do tego stopnia, że za jakiś czas doszło do ciężkiego pobicia kolegi. Pamiętacie, kilka lat temu uczeń wrocławskiego liceum z siekierą napadł na nauczycielki. To inna szkoła, ale problem ten sam. Czujemy się zagrożeni.

Masz pracę? Masz, ale boisz się o nią. Tylu ludzi usłyszało: „Już pana nie potrzebujemy”. I dobrze wiadomo, że to nie tylko sprawa kwalifikacji, ale często jakichś układzików, stosuneczków, prezentów. To też powód, by czuć się zagrożonym w źle funkcjonującym społeczeństwie.

Co łączy tych kilka – i tysiące innych – przypadków? Egoizm i bezwzględność ludzi wobec siebie. Egoizm: tylko ja i moje prawa się liczą. Prawa i zachcianki. Bezwzględność: zarówno w stosowanie prawa, jak i w bezprawiu. Nie bójmy się powiedzieć, że zasady chrześcijańskie i chrześcijańskie wartości giną w naszym społeczeństwie. I to zarówno wśród zwykłych, szarych ludzi – jak i w kręgach władzy, biznesu, a nieraz nawet i ludzi Kościoła. Pamiętacie sprzed kilku lat wojnę o zapis w ustawie o telewizji: czy publiczna telewizja winna szanować wartości chrześcijańskie. Tylko „szanować” – a już i to przeszkadzało tak wielu ludziom wPolsce. Dramatem jest to, że publicznie zaprzecza się wartościom nie tylko chrześcijańskim, lecz często ogólnoludzkim.

„Ja Jan, ujrzałem niebo nowe i ziemię nową”. Chcielibyśmy, aby nasza ziemia odnowiła się choć trochę, aby otrzeć łzy, aby nie mnożyć żałoby, krzyku, niepotrzebnego trudu i udręki. Czy to osiągalne? My chrześcijanie twierdzimy, że tak. Ale wskazujemy na Boga, który mówi: „Oto czynię wszystko nowe”. I to jest podstawa naszej nadziei. Doskonale jednak rozumiemy, że Bóg nie uczyni tego za nas, nie wyręczy nas i nie zdejmie z żadnego ludzkiego pokolenia ciężaru współbudowania nowej ziemi.

A nowa ziemia może powstać tylko na fundamencie przykazania nowego. Jakie to przykazanie? Nałożył je na nas Jezus w czasie ostatniej wieczerzy: „Daję wam przykazanie nowe: abyście się wzajemnie miłowali tak, jak ja was umiłowałem”. Miłość – nie tylko i nie tyle ta pełna emocji miłość zakochanych w sobie dwojga ludzi. Ale miłość jako zasada społecznego życia, miłość jako wszechogarniająca siła. I miara takiej miłości. Gdy Jezus mówił te słowa, w wielkoczwartkowy wieczór, Apostołowie nie mogli jeszcze przypuszczać jaka jest ta miara – objawił ją Jezus w godzinę krzyża. Słowa „przykazania nowego” są piękne, ale trudne, bardzo trudne – bo krzyż jest trudny. I dlatego ludziom od wieków towarzyszy inna pokusa: rewolucja w miejsce ewangelii.

Rewolucja – czyli naprawianie świata siłą. Rewolucja jest łatwiejsza, ale zawsze kończy się w ślepej uliczce i rodzi nową przemoc, nowe zło, nowe cierpienie. Rewolucje już były. I w naszym XX wieku też... Dobrze wiemy, ile zła i cierpienia przyniosły. I do dziś odczuwamy skutki tamtego zła. Chrześcijanin nie może być rewolucjonistą. Ani szeryfem z Dzikiego Zachodu. Co więc ma czynić chrześcijanin obdarzony zaufaniem Jezusa nakładającego nań „przykazanie nowe”?

Chrześcijanin musi umieć zmieniać swój mały świat. Najpierw samego siebie. Potem najbliższe otoczenie. Siebie – nawet na siłę, choćby bolało serce, dusza i ciało. Otoczenie – z wielkim taktem i wyczuciem, by bólu jak najmniej sprawiać, by przypadkiem „trzciny zgniecionej nie złamać ani knota tlejącego nie dogasić” (por. Mt 12,20) – tak czynił i tak uczył postępować Jezus. I jeśli chrześcijanin potrafi to naśladować w swym najbliższym otoczeniu, Bóg poprowadzi go dalej, do ludzi, do wielkiego świata. Tak zaczynali apostołowie i uczniowie Jezusa – a Bóg prowadził ich ciągle dalej i dalej, aż oblicze świata zaczęło powoli się zmieniać i Ewangelia stała się początkiem końca systemu opartego o niewolnictwo.

Tak może stać się i dzisiaj. Opowiadał mi ktoś o zwolnieniach wpewnym przedsiębiorstwie. Zwolniono ojca wielodzietnej rodziny, gdzie oczekiwano kolejnego dziecka. Ktoś drugi zamienił się: ja pójdę na zasiłek. On bardziej potrzebuje tej pracy. Nieprawdopodobne? A jednak prawdziwe, są jeszcze tacy ludzie. Anowe przykazanie jest naszą jedyną szansą.

Nowy człowiek


ks. Tomasz Horak

I otrze Bóg z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: ”Oto czynię wszystko nowe”. Proroctwo, zapowiedź czegoś, co Jan w widzeniu już oglądał: I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły. Takie jest odwieczne oczekiwanie ludzi wszystkich czasów. I cały wysiłek wszystkich pokoleń zmierza w tym kierunku: zbudować świat lepszy, bezpieczniejszy, piękniejszy. Życie uczynić łatwiejszym, choroby opanować, starość złagodzić, śmierć uczynić bezbolesną. Trzeba przyznać, że ludzie zbiorowym trudem dokonali wiele. Przestaliśmy się bać cholery i piorunów, potrafimy przewidzieć burze i huragany, przestrzeń nie dzieli. Sięgamy po coraz więcej w różnych dziedzinach życia. Właściwie wszystko wydaje się możliwe. Może prawie wszystko.

Człowiek osiągnął wiele. Równocześnie wiele stracił. Każdy sukces cywilizacyjny przyniósł nowe zagrożenia. Dla przykładu: leki zmniejszają naturalną odporność. Samochody zatruwając środowisko, niszczą też warstwę ozonową. Nowoczesne techniki stają się środkami uśmiercania. Telefony są przysłowiową smyczą wiążącą człowieka. A wszystko narzuca takie tempo życia i takie zagęszczenie ludzi na małych przestrzeniach, że wzajemna agresja narasta do niespotykanych dotychczas rozmiarów. I nie wiadomo, czy cierpienia fizycznego jest mniej, czy więcej niż kiedyś. Równocześnie nasilają się kontrasty społeczne: zamożności, wykształcenia, dostępu do lecznictwa, do dóbr kultury. To zaś powoduje wewnętrzne, psychiczne cierpienia. Nasila się społeczna izolacja. W efekcie wielu ludzi dramatycznie przeżywa samotność wśród tłumu. Właściwie wszystko wydaje się możliwe - każdy znany i każdy nowy rodzaj cierpienia także.

Czy zatem fałszywe i zwodnicze jest proroctwo o nowej ziemi i nowym niebie, gdzie bólu i łez, i płaczu nie będzie? Nie, Bóg nas nie zwodzi. Ale obiecując - nakazuje. Niebo nowe i ziemia nowa - a równocześnie przykazanie nowe! Odczytaliśmy je dziś jeszcze raz z kart Ewangelii: Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nie może być mowy o niebie nowym i ziemi nowej, jeśli zasady naszego życia pozostaną stare: ”oko za oko, ząb za ząb” lub ”bliźniego będziesz miłował, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził”. Więcej mamy takich niechlubnych zasad, których z Ewangelią pogodzić nie można. A najgorsza ta, która własny interes stawia jako zasadę naczelną, bez oglądania się na oceny moralne. Póki nie zaczniemy jako ludzkość, jako społeczeństwo, jako sąsiedzi, jako rodziny, jako osoby starać się postępować wedle przykazania nowego, póty nie zaznamy spokoju, a wszelkie cywilizacyjne udogodnienia będą się obracały przeciwko nam.

A ostateczny rozrachunek? Ten w wieczności? Odpowiedź wydaje się naturalna: jeśli ktoś nie stara się żyć w zgodzie z przykazaniem nowym teraz, na ziemi, czy będzie potrafił przyjąć od Boga dar nieba nowego i ziemi nowej? Warto, nie oglądając się na nic, Ewangelię Jezusa uczynić i osobistym, i społecznym kodeksem życia. Warto - na dziś i na całą wieczność. Dla chrześcijanina jest to bezwzględna powinność.