18. Niedziela zwykła (C)

dodane 19.07.2016 22:15

Sześć homilii

Nienasycona chęć posiadania

ks. Leszek Smoliński

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zwraca uwagę na istotę chciwości, którą stanowi lęk o siebie. Chciwość, która jest oznaką braku zaufania do Boga, jakimś rodzajem bałwochwalstwa, zajmuje drugą pozycję w katalogu grzechów głównych. Sprzeciwia się miłości, która uczy, by móc się dzielić, dawać i ubogacać innych. Chciwy człowiek chce tylko brać, zagarniać i odbierać.

„Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia”. Następnie Jezus opowiada przypowieść o bogaczu, który woli budować spichlerze niż zatroszczyć się o swe zbawienie. Jest to przypowieść o nienasyceniu. Gdy masz trochę, chcesz więcej! Gdy masz więcej, brakuje ci jeszcze trochę! I tak w koło! Zdumiewający jest egoizm tego chciwca. Cały swój dorobek i urodzaj wykorzystał tylko dla siebie, dla poprawienia swego losu.

W jakich sytuacjach mamy dziś do czynienia z chciwością?

Spójrzmy choćby na łapówki, które biorą się z chciwości i prowadzą do korupcji. Często gorszymy się, że inni je dają i przyjmują, a jak jest z nami? Czy nie chcemy wpłynąć przez nie na jakość załatwianych przez nas spraw w urzędzie, szpitalu czy na uczelni?

Inny przejaw chciwości to skąpstwo, czego dowodem są choćby katastrofy budowlane. Ktoś chce zaoszczędzić, jak ów pracownik, który miał wybudować piękny dom. Nie wiedział, że jest to podziękowanie od szefa firmy za jego dobrą pracę. Gdy skończył, a budował „nadmiernie oszczędzając – dowiedział się, że to dla niego.

Owocem chciwości są kradzież to też owoc chciwości. Cóż to takiego zagarnąć coś, co się nam przyda lub mogłoby się przydać. A przecież to czyjaś własność i w ten sposób pozbawiamy kogoś jego prawa do posiadania. 

Inna forma chciwości prowadzi do bezrobocia. Bo oto chciwi szefowie firm, korporacji i prywatnych fortun windują swoje uposażenia kosztem pracowników oraz rozpadu firmy. A za bezrobociem często idzie rozbicie rodzin, bo ktoś pracuje daleko i w domu nie ma go całymi miesiącami.

Widzimy więc, że jeżeli człowiek pozwoli się opanować chęci posiadania za wszelką cenę, to chciwość staje się bogiem, a człowiek jej sługą, niewolnikiem. I jako niewolnik musi robić wszystko, byle tylko służyć wiernie swojemu bożkowi.

Widzimy również dziś, że wielu „wydaje się nieustannie uganiać za takim zajęciem, które pomoże mu pomnożyć posiadany majątek. Niekiedy osiągnięcie owego celu doprowadza do tego, że jest przemęczony i rozdrażniony, budując wokół siebie niezauważalny mur wrogości i niedostępności.

Chciwość więc niejedno ma imię. Nie zawsze materialne. Wielu ludzi pożąda doznań duchowych. Każdy chce czuć się szczęśliwie i bezpiecznie, nie mieć żadnych zmartwień. Dlatego coraz więcej ludzi wędruje do psychoterapeutów, bierze różne lekarstwa, aby móc się sztucznie wyzwolić od trosk. Bo chciwość to nienasycona chęć posiadania więcej. Dlatego Jezus Chrystus daje nam receptę na nieuleganie pokusie chciwości „Gromadźcie sobie skarby w niebie”. Bądźmy więc świadkami Jezusa przez nasze hojne serce i wyciągnięte w pomocnym geście dłonie.

Stan posiadania

Piotr Blachowski

Taka już nasza natura. Gromadzimy pamiątki, ubrania, dobra, by żyć w miarę normalnie, by nasz status nie odstawał od poziomu innych i to przez całe życie. Pragniemy nawet czasami swoje dobra mieć stale przy sobie, by czuć ich dotykiem, czuć zasadę pragnienie i chęć posiadania. W zasadzie zawsze mamy dla siebie usprawiedliwienie, bo chcemy dobrze wypaść przed rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami.

I tak sobie myślę, że w zasadzie to normalne, ale do czasu. Bo w pewnym momencie nadejdzie taki moment, gdy to wszystko, co nagromadziliśmy, z dnia na dzień zostanie wyrzucone, spalone, w najlepszym wypadku pójdzie do noclegowni, lub nasze sprzęty znajdą się u bardziej potrzebujących. Nastąpi to w momencie naszego odejścia z tego świata. Gdybyśmy w tym momencie mogli to widzieć to zapewne (byśmy) protestowalibyśmy, przecież każdy z tych przedmiotów, ubrań, sprzętów przypomina nam różne momenty naszego życia. To przykre? Jak dla kogo. Chyba czasami warto zrobić remanent naszych dóbr. Bo to co mamy jest tu doczesne. Po naszym zejściu rzadko co komu się przyda.

W swojej księdze Kohelet określa swoje, a w parafrazie czytamy, ze nasze życie, to „marność nad marnościami”. Idąc tym tokiem rozumowania konstatuje: „Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.” (Koh 2,22-23). Głębokie frustracje Koheleta, stanowią dla nas przykład jak możemy postrzegać nasze życie i do czego ono prowadzi, jeśli w tym naszym życiu brakuje Boga. A jeśli brakuje Boga, to pozostaje nam tylko postka.

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy już w następnym czytaniu z Listu Świętego Pawła do Kolosan, gdzie odnajdujemy poniższe słowa: „Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne. (Kol 3,5a)”. Ktoś zapyta, w jakim celu, po co mamy to czynić? Czy to oznacza pozbycie się wszystkich pamiątek, ulubionych rzeczy? Ale przecież to nasz dorobek, nasze dziedzictwo i ojcowizna. Jakże pozbyć się tego, co nas sobą przedstawia i charakteryzuje? Jakże odrzucić to, co nas określa? Tutaj nie pomoże Pani Dobra Rada. Tu tylko pomoże nam nasz rozum i wiara.

Bo powtórzę wcześniejsze zdanie: Po naszym zejściu rzadko co komu się przyda… To właśnie dzisiejsza Ewangelia a w niej Jezus Chrystus, daje nam odpowiedź przestrzegając nas słowami z przypowieści: „Bóg rzekł do niego: >>Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?<<" Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.” (Łk 12,20-21). Wnioski nasuwają się same: pierwszy: trzeba być zawsze gotowym na spotkanie z Chrystusem. Przepustką do nieba będą nasze dobre uczynki, a nie to co zgromadziliśmy w czasie ziemskiego życia. Tak dokładnie, to Jezus chce byśmy w ostatnich minutach naszego życie, nie żałowali tego, co tutaj zostawimy, lecz zdawali sobie sprawę z dobrze przeżytego życia i byli gotowi wejść do nowego, tego lepszego świata, Daj Boże...

Jezu Chryste, daj nam sposobność codziennej gotowości na spotkanie z Tobą w nowej rzeczywistości bez oglądania się na to, co pozostawiamy na ziemi.

Niebezpieczne credo egoisty

Augustyn Pelanowski OSPPE

Przypowieść mówi o niebezpiecznych potrzebach, które czynią człowieka zaślepionym egoistą. Bogacz chce sam siebie pokrzepić, sam w sobie znaleźć „odpoczynek”. Tym samym greckim słowem Ewangelia mówi o zaproszeniu Jezusa do tego, by wszyscy w Nim znaleźli „odpoczynek i pokrzepienie” (Mt 11,28). Bóg wszedł do swego odpoczynku, stwarzając szabat i do tego odpoczynku najpierw zaprosił swój lud. Pokój płynie z zajmowania się Bogiem, taki był sens szabatu. Jezus demaskuje na przykładzie tego chciwca obłędne przekonanie, iż sami w sobie znajdziemy ukojenie i odpoczynek. Wszak nieustannie szukamy czasu dla siebie. Co to znaczy? To znaczy, że sami sobą chcemy się rozkoszować. Zastanawiam się, czy Bóg jest dla mnie odpoczynkiem, czy też znużeniem albo zmęczeniem? Właścicielowi spichlerzy ani Bóg, ani nikt inny nie jest potrzebny.

Druga jego potrzeba została prawie wulgarnie zamanifestowana jako egoistyczne przykazanie: „jedz”, wyrażone po grecku: „fage”, co można też przetłumaczyć jako „pożeraj” albo „przejadaj się”. Septuaginta identyczne przykazanie wkłada w usta szatana, który wymuszał konsumpcję owocu rajskiego na Ewie (Rdz 2,16). Zatem bohater tej przypowieści kusi sam siebie, sam dla siebie jest wężem! Z nikim nie chce się podzielić swym dostatkiem – jakikolwiek by on nie był: materialny, intelektualny, emocjonalny czy duchowy. Konsumuje właściwie siebie samego, jak wąż, który pożera własny ogon. Chciwość, jak żadna inna skłonność upadłej natury człowieka, jest postawą przemieniającą nas w takie istoty, których szatan nie musi już osaczać.

Chciwiec ma jeszcze trzecie marzenie: „pij!”. Począwszy od zwykłego pijaństwa, aż do niezwykłego upajania się swymi sukcesami lub wielkością, wszystko to mieści się w tym słowie! W Nowym Testamencie to słowo pojawia się w odniesieniu do Jezusa, który „jadł i pił” z grzesznikami i celnikami, czyli z najgorszymi, upodlonymi i przez nikogo nie uszanowanymi. Czynił to z taką życzliwością, że nazwano Go „przyjacielem grzeszników i celników”. Zaprzyjaźnił się z tym, co najlichsze w świecie ludzkim (Mt 11,19). Bogaty człowiek z tej przypowieści z nikim nie jadał ani nie pił, ukazano go jako chciwego samoluba.

I wreszcie ostatnie przykazanie samolubstwa: „używaj!”. Co może też oznaczać: „wesel się”, „ciesz się”. Po raz pierwszy użyto tego słowa w Biblii w Księdze Estery, gdy żona Hamana Zeresz kazała się weselić i używać swemu mężowi zaraz po tym, gdy ten postawił pal, na którym miał zawisnąć Mardocheusz (5,14). Apokalipsa nakazuje takie rozweselenie nad upadłym Babilonem tym wszystkim, którzy zostali przez Babilon skrzywdzeni. Jest to ostatnie miejsce w Biblii, w którym pada ten wykrzyknik. Cieszą się bowiem i używają ci, którzy na końcu się cieszą. Jeden z psalmów mówi: kto we łzach sieje, żąć będzie w radości!

Chciwość dzieli

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Jezus wydobywa na zewnątrz istotę chciwości. To lęk o siebie. Chciwość jest oznaką braku zaufania do Boga, jakimś rodzajem bałwochwalstwa. Czy pieniądz lepiej o nas zadba niż Bóg? Mimo tego, że znamy odpowiedź, postępowanie większości z nas nie wskazuje na to, żebyśmy ufali bardziej Bogu niż papierkom z napisem: „In God we trust”. Św. Paweł napisał do Kolosan, by zadawać śmierć temu wszystkiemu, co jest przyziemne, czyli lubieżności, rozpuście i chciwości, ponieważ widział w niej bałwochwalstwo (Kol 3,5). Jeśli masz nieprzezwyciężoną obawę o siebie w dziedzinie materialnej, to jest to znak, że nie ufasz Jezusowi! W świecie duchowym działa następująca zasada: szukaj królestwa Bożego, a Bóg poszuka Ciebie w Twojej biedzie na ziemi, i odszuka, i obdarzy wszystkim, czego potrzebujesz.

Mowa Chrystusa zaczęła się od rozmowy z jakimś człowiekiem, który przyszedł poskarżyć się na nieuczciwego brata. Owszem, jest to niesprawiedliwe! Zdumiewające jest to, że w tę dziedzinę Jezus w ogóle nie ingerował. Chciwość dzieli ludzi, oddziela nas od innych, dzieli nas wewnętrznie. Oddziela nas wreszcie od Boga! Jezus nie daje się wciągnąć w pułapkę przejęcia nadodpowiedzialności za czyjeś życie. Po czym następuje przypowieść o chciwcu. Jest to przypowieść o nienasyceniu. Gdy masz trochę, chcesz więcej! Gdy masz więcej, brakuje ci jeszcze trochę! I tak w koło! Nienasycenie zostaje przekierowane z dziedziny duchowej na materialną. Za maską wielkich inwestycji ukrywa się niekiedy umiłowanie komfortu, obżarstwa i pijaństwa. Zdumiewający jest egoizm tego chciwca. Cały swój dorobek i urodzaj wykorzystał tylko dla siebie, dla poprawienia swego losu.

Biblia od początku nakazywała w stosunku do bliźniego miłość, która była troską, promocją bliźniego, myśleniem o czyichś potrzebach, działaniem na jego rzecz. Stąd częste zachęty do troski o sieroty, wdowy, cudzoziemców, ludzi starszych. Salanter mówił: „Materialna potrzeba mojego bliźniego jest duchową potrzebą dla mnie”. Podobnie w relacji z Bogiem – miłowanie Go to spotykanie się z Nim twarzą w twarz, w najbardziej ukrytych i pustynnych warunkach. W pustce, w ciemności, w samotności, a nie w pałacach i dworach. Bóg umiłował sobie ubóstwo jako miejsce spotkania z kimś, i ubogich, jako najbliższych przyjaciół! Mojżesz i Eliasz spotykali się z Nim twarzą w twarz z daleka od hałasu świata, w oddaleniu od wszystkich, na pustyni. Salomon zaś oddalił się od Boga w swym pałacu pełnym złota i drogocennych kamieni. Dawid dopiero wtedy zgrzeszył, gdy zamieszkał w wygodnej siedzibie w Jerozolimie. Ów dwór był tak wygodny, że pewnej wiosny nie chciało mu się już iść na wojnę i wyszedł na taras, z którego zobaczył nagą Batszebę. Potem już były same nieszczęścia. Biblia namawia nas do jałmużny. To drugi sposób pozyskiwania sobie oszczędności eschatologicznych! Dostajemy pieniądze po to, by się nimi dzielić, a nie po to, by tworzyć podziały między braćmi. Jałmużna gładzi grzechy, chciwość je produkuje.

Szukać sensu - szukać ładu

 

ks. Tomasz Horak

Pamiętacie migawki z ulic w czasie mundialu? Wściekłe twarze „kibiców”, szalone spojrzenia, wykrzywione wargi... Znamy to nie tylko w powiązaniu ze sportem. Chaos opanowuje życie polityczne. Bezprawie zda się rządzić życiem gospodarczym. Nie dziwią na tym tle rodzące się ruchy anarchistyczne – nie od dziś zresztą. Z drugiej strony budzą się ciągoty faszystowskie: silna i bezwzględna organizacja miała by być odpowiedzią na rozsypujące się życie społeczeństw.

Czy oba te nurty, anarchistyczny i faszyzujący, mają ze sobą coś wspólnego? A narkomania? A alkoholizm? A szukanie zapomnienia w seksie? A rosnąca ilość samobójstw? Choroby współczesnej Europy. Wszystkie płyną z jednego źródła. A nie jest to źródło nowe. Kohelet, starożytny mędrzec, pytał, co jest warte życie. Odpowiedział: „Marność nad marnościami i wszystko marność...” Źródłem, z którego sączą się liczne choroby także naszych czasów, jest poczucie bezsensu życia: „Wszystko marność...” Ale mądry Kohelet nie poprzestał na tym stwierdzeniu. Szukał i pytał dalej. I miał wiele wątpliwości. Jak my. Jednak kończąc księgę, pisze: „Wszystkiego tego wysłuchawszy: Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj, bo cały w tym człowiek!”

Życie człowieka ma sens, znaczenie i wagę. Ale to może pojąć tylko ten, kto ma prawdziwą i zdecydowaną hierarchię wartości. Kto wie, co jest ważne, co ważniejsze, co mało ważne, a co najważniejsze. Nawet nie chodzi o granicę dobra i zła. To byłoby tylko jakieś przeraźliwe minimum. A jeśli i tego minimum nie ma...? Świat jest chory. Bardzo. Świat bez Boga.

Hierarchia wartości... Nie nam ją ustalać. Podziwiamy odkrywców: Kolumba i Marię Curie. Dlaczego nie mamy ambicji odkrywania wartości moralnych i ich wzajemnego powiązania? Dlaczego potrafimy być zauroczeni porządkiem kosmosu, niezwykłą regularnością wnętrza atomu, a niewiele nas interesuje niebywały ład, jaki Stwórca nadał światu wartości moralnych. Wystarczy ten ład zobaczyć, zachwycić się nim, uznać – i... i dać się ponieść fali tych wartości, ich porządkowi, ich logice. Hierarchia wartości, odczytana z głębin ludzkiego ducha, komentowana, przypominana przez takich ludzi, jak Kohelet, a przede wszystkim Jezus, nie jest czymś na dziś i jutro. Jest porządkiem budującym wieczność.

„Głupcze! – mówi Jezus – jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie!” Chrześcijanin musi być realistą. Śpiewamy psalm: „Obracasz w proch człowieka i mówisz: ‘Wracajcie, synowie ludzcy! Człowiek jest jak trawa, która rośnie: rankiem zielona i kwitnąca, wieczorem więdnie i usycha’”. Chrześcijański realizm idzie dalej. „Liczyć dni” – to roztropność. Ale „gromadzić skarby, by być bogatym przed Bogiem” – to jest mądrość. Życie człowieka sięga wieczności i samego Boga. To podstawa chrześcijańskiej i głęboko ludzkiej hierarchii wartości.

Czy ów bogacz z Jezusowej przypowieści czynił źle, zabiegając o pomnożenie majątku? Bynajmniej. Jezus nie umniejsza wagi ani pracy, ani przezorności, ani nawet pomnażania majątku (pamiętasz przypowieść o talentach, czyli ogromnych sumach pieniędzy?). Z całej jednak Ewangelii wynika całkiem jasno, że to wszystko są środki, a nie cele człowieczego „być albo nie być”. I że skarby warte cokolwiek przed Bogiem, są nieprzeliczalne na jakiekolwiek wartości materialne. A zatem: Co ważne? Co mniej ważne? Co tylko potrzebne? A co niepotrzebne? Czy wiesz?

Paweł Apostoł nieco inaczej, ale wskazuje na ten sam problem. Powiada: „Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi”. Coś jest wznioślejsze, coś bardziej przyziemne. Czyż nie tak? Ale: co znaczy „dążyć do tego, co w górze”? Może postąpić tak, jak Iwona. Przez pomyłkę wpisano jej na świadectwie „bardzo dobrze”, choć w dzienniku było tylko „dobrze”. Przyszła do szkolnej kancelarii z „reklamacją”. Różne były reakcje otoczenia. Ale dziecko wybrało to, „co w górze, nie to co na ziemi”.

Może postąpić tak, jak zdecydował Daniel, gdy przeniósł się do innego akademika, widząc jak powoli wciąga się w trwonienie czasu, a co gorsza w pijaństwo. Przyziemność mu dolegała.

Może tak, jak zachowała się Hanka, która grzecznie a zdecydowanie odprawiła chłopaka, który po krótkiej znajomości postawił całkiem niedwuznaczną propozycję. Przystojny był. Ale ona szukała więcej.

Drobiazgi? Może i drobiazgi. Ale to właśnie te „drobiazgi” świadczą o właściwym uporządkowaniu życia. Gdy przyjdzie chwila trudna, wtedy taki człowiek nie będzie pytał osens życia. Odnalazłszy ład – odnalazł sens.

 

Bogaty przed Bogiem

 

ks. Jan Kochel

Ewangelia nie piętnuje ludzi bogatych, lecz postawę typową dla kogoś, kto czuje się zachwycony sobą, kto potrafi się cieszyć tylko coraz zasobniejszym portfelem, coraz większą władzą, wygodą, rozrywką i jednocześnie nie zdaje sobie sprawy, że jest wewnętrznie pusty, pozbawiony głębszych uczuć i wartości. Jezus nazywa to chciwością, czyli pragnieniem posiadania wszystkiego tylko dla siebie, które może przerodzić się w pragnienie posiadania siebie. A przecież ”nawet gdy ktoś ma [wszystkiego] w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia” (Łk 12,15).

Jest zatem coś, czego człowiek nie może kupić za pieniądze!

Biblijny mędrzec Kohelet aż 64 razy powtarza w swej Księdze słowo ”marność”. Eklezjastes uczy wytrwale swoich słuchaczy, że dobra, które stają się udziałem człowieka, są niestałe, zwodnicze i bezużyteczne, jeśli nie mają odniesienia do Boga i Jego praw (Koh 12,13n). W swym pesymizmie Kohelet dochodzi do rozpaczliwego pytania: ”Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? (...) To także jest marność”.

Jezus Nauczyciel - w ogniu polemiki z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie - musiał również zmierzyć się z problemem posiadania i używania dóbr tego świata. Bezpośrednią przyczyną podjęcia tego tematu okazała się prośba jednego ze słuchaczy, który błagał o wstawiennictwo i pomoc w sporze o spadek. Jezus nie chciał być sędzią albo rozjemcą w rodzinnym sporze o majątek. Opowiedział jednak przypowieść o pewnym zamożnym człowieku (Łk 12,16-21), w której przekazał naukę o etycznych skutkach złego dysponowania dobrami materialnymi. Chrystus ostrzega, że nie można ze środka do życia uczynić celu swojego życia i utożsamiać swego istnienia z ilością nagromadzonych dóbr materialnych. Tylko ten, kto posiada dobra tego świata dla siebie i dla innych, czyli potrafi posiadanym majątkiem dzielić się i służyć bliźniemu, jest naprawdę bogaty - bogaty przed Bogiem.

Tomasz á Kempis w swojej książce O naśladowaniu Chrystusa, dodaje do biblijnej sentencji Koheleta pouczający komentarz: ”Marność nad marnościami i wszystko marność; oprócz jednego: miłować Boga i Jemu służyć”. Kto w trosce o dobra tego świata zapomni o miłości Boga i bliźniego, może usłyszeć gorzkie słowa z dzisiejszej Ewangelii: ”Głupcze, tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”.

Sięgnijmy pamięcią do tragicznego roku wielkiej powodzi: gromadzone przez lata dobra (domy, pola, dobytek...) w jednym momencie zniszczył straszny żywioł. Co pozostało z nagromadzonych bogactw? Tylko to, co okazało się trwałą wartością: sąsiedzka solidarność, ofiarna pomoc, wiara i nadzieja, że może uda się - z Bożą pomocą - zacząć od nowa. Wielu powodzian powtarzało: ”Żyjemy, zachowaliśmy zdrowie i siły, i nie zapomnieliśmy o Bogu!”.

Apostoł Narodów poucza więc wspólnotę w Kolosach: ”Jeśli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus” (Kol 3,1). To On jest naszym bogactwem, ”w Nim - jak uczy św. Paweł - wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte” (Kol 2, 3). Prawdziwe skarby człowiek gromadzi w sercu, a deponuje w niebie (Łk 12,33n). W tym niebieskim ”banku” warto mieć swoje ”konto”, gdyż z tego skarbu będziemy korzystać w wieczności.