19. Niedziela zwykła (C)

dodane 04.08.2016 11:33

Sześć homilii

Co to znaczy wierzyć?

ks. Leszek Smoliński

Czym jest wiara? Autor Listu do Hebrajczyków naucza, że „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Wiara jest Bożym darem i jest postawą człowieka. To Duch Święty uzdalnia nas do tego, że rozumem i wolą staramy się przylgnąć do tego, co Bóg nam objawił, najpełniej w swoim Synu. Skoro wiara jest łaską, trzeba o nią prosić i za nią dziękować.

Biskup Jan Szkodoń zauważa, wiara jest postawą człowieka: jego rozumu i woli oraz są to czyny człowieka. Wierzymy w Boga i wierzymy Bogu. Wierzymy w Boga, który objawił się nam jako Trójca Osób – Ojciec, Syn i Duch Święty. Wierzymy Bogu, to znaczy uznajemy za prawdę to, co Bóg objawił, ale także w pełni Bogu ufamy. Wiara jest aktem świadomym i wolnym. Człowiek może powiedzieć Bogu „nie”. Może Boga wykluczyć ze swojego życia. Może żyć tak, jakby Boga nie było. Może powiedzieć: „Bóg nie istnieje”.

Znane jest powiedzenie: „Jeśli nie będziesz czynił, jak wierzysz, zacznij wierzyć, jak czynisz”. Jeżeli człowiek nie stara się postępować według wiary, wtedy zaczyna swoje grzeszne życie usprawiedliwiać i to usprawiedliwianie może prowadzić aż do niewiary.

Matką wszystkich wierzących jest Kościół. Św. Cyprian powiedział: „Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę”. Wierzymy w to, co jest objawione w Bożym słowie, spisanym i przekazanym, a co Kościół podaje nam do wierzenia jako objawione przez Boga. Nasz wiara wzrasta natomiast, gdy dzień po dniu się modlimy. Modlę się, ponieważ wierzę, wierzę, ponieważ się modlę. Wierzę, więc rozwijam swoją wiarę przez kontakt ze słowem Bożym. Wierzę, więc się spowiadam. To się odnosi do Komunii św. i do każdego czynu. Warto zwrócić uwagę na to, że wiara, jeśli jest coraz głębsza, wyraża się w trosce o wiarę innych. Wierzę, dlatego chcę, by inni też wierzyli.

Na jakie zagrożenia wiary warto byłoby zwrócić uwagę?  Największym grzechem przeciwko wierze jest niewiara, świadome, dobrowolne odrzucenie Boga, ale także subiektywizm. Jeśli ktoś mówi, że wierzy, ale nie praktykuje, jest niekonsekwentny, ponieważ wiara bez uczynków jest martwa (por. Jk 2, 20). Często jest tak, że ludzie mówią: „wierzę w te prawdy, w tamte nie wierzę. To przyjmuję, co Kościół głosi, a tamtego nie przyjmuję. Ja mam swoją wiarę”. W tym może się zawierać niewiedza, ale może się też wyrażać pycha człowieka. Jeśli wierzę w Boga i Bogu, to znaczy, że wiem, iż Pan Bóg nie może się mylić i kłamać.

Wiara jest filarem życia chrześcijańskiego. W naszym życiu bywają chwile trudne. Chwile, przez które to właśnie wiara pomaga przejść obronną ręką. Czasem, gdy po ludzku nie możemy sobie z czymś poradzić, czujemy, że mamy oparcie u Boga. Wiemy, że ktoś nad nami czuwa. Wiara jest dla nas natchnieniem i nadzieją. Przypomina nam, że Bóg kocha każdego z nas takim, jacy jesteśmy. Jeśli mówisz przyjacielowi: „Wierzę ci”, znaczy, że mu ufasz. Ale gdyby od jego wierności zależało twoje życie, być może zadrżałbyś w obawie przed zdradą. A jeśli miałby w imię waszej przyjaźni narażać życie, czy także wtedy ufałbyś mu do końca? Nadal byś mu wierzył?

Być, żyć, mieć

Piotr Blachowski

W okresie urlopowym uciekamy od spraw, które nas nużą, takich jak praca, nauka, kłopoty. Pragniemy odpoczywać pełną piersią i nie myśleć o problemach dnia powszedniego. Ale przecież można znaleźć czas na przewertowanie ksiąg Pisma świętego, a wtedy znajdziemy fragmenty pasujące do naszych czasów, do nas, zarówno do okoliczności, z którymi mamy do czynienia, jak i do sytuacji, które nas niejednokrotnie zaskakują.

          Każdy wers Pisma świętego przypomina nam o powinnościach nakładanych na nas przez wiarę, nakładanych na nas dlatego, że jesteśmy Ludem Bożym. To przypomina nam o radości z życia w komunii z Chrystusem, zaś to, że poprzez chrzest zostajemy włączeni w rodzinę Kościoła, a co za tym idzie, że stajemy się Jego członkami, powoduje, iż nad wieloma sprawami musimy się poważnie zastanowić, by podjąć decyzję zgodną z sumieniem, a nie decyzję przynoszącą nam chwilowe korzyści.

Apostoł Narodów, św. Paweł, w Liście do Hebrajczyków poucza ich, a zarazem i nas: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” (Hbr 11,1). Tak więc na naszą zwyczajną pracę i czynności, które wykonujemy, musimy patrzeć z wiarą, tzn. wykonywać wszystko tak, jakby to sam Chrystus robił, i tak, jak On sobie życzy, by było wykonane. Podając przykłady Jakuba, Izaaka, Sary, pokazuje nam, jak nasi przodkowie wykonywali swoje obowiązki bądź jak oczekiwali, trwając w wierze.

W Ewangelii świętego Łukasza Jezus opowiada nam o życiu w bliskości Boga, jednocześnie dając nam do zrozumienia, że nigdy nie poznamy dnia ani godziny, kiedy nastąpi Paruzja, kiedy zostaniemy wezwani do zdania relacji ze swojego życia oraz zadań, które zostały nam dane i zlecone przez Boga. Nie ma znaczenia, czy to będzie praca fizyczna, umysłowa, powołanie do zawodu czy do służby, w tym kościelnej, z wszystkich naszych działań będziemy musieli zdać sprawę. Pamiętać jedynie musimy, że „Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.” (Łk 12,48).

Jezu Chryste, daj nam umiejętność trwania w pełnej gotowości na spotkanie z Tobą w każdej chwili i o każdej porze.

Niezwykłe w rzeczach zwykłych

Augustyn Pelanowski OSPPE

Nigdy nie wiemy tak naprawdę, kogo przed sobą mamy, gdy udzielamy mu jakiejkolwiek gościny, począwszy od tej zwykłej, która dba o zwykły głód i znużenie, aż po przyjęcie kogoś do gospody serca, a nawet do pałacu duszy. Odkąd Syn Boży stał się człowiekiem, w każdym ludzkim obliczu można dopatrzeć się oblicza Syna Bożego. Nie da się przeniknąć tej tajemnicy wiecznych konsekwencji wynikających z poświęcenia komuś czasu i noclegu, pokarmu i dobrego słowa, rady i modlitwy.

Cóż znaczy mieć zapalone pochodnie, oczekując na powrót Pana? Instrukcja Kościoła skierowana do osób konsekrowanych z 2002 roku „Rozpocząć od nowa od Chrystusa” na pytanie, gdzie konkretnie szukać oblicza Chrystusa, wskazuje jakby palcem: „w Słowie i sakramentach, a szczególnie w Eucharystii, a także w tych, którzy są najmniejsi, biedni, w tych, którzy cierpią i są w potrzebie” (III,23). Oblicze Chrystusa nie jest jaskrawo zamanifestowane nam wszystkim, trzeba mieć pochodnię z języków ognistych Ducha Świętego, by je rozpoznać. Może w tej chwili zaskoczę katolickich czytelników, ale posłużę się przykładem z samych Himalajów. Kiedy poszukiwano XIII Dalajlamy (poprzednika obecnego), mnisi buddyjscy wyruszyli w małej karawanie i błądzili po górskich wioskach, szukając niezwykłego chłopca wśród zwykłych chłopskich zagród.

Kewcang Rinpocze, przywódca grupy poszukiwawczej, dotarł do zapadłej wioski Takcer i poprosił o gościnę biedną rodzinę. Przyglądał się małemu chłopcu usiadłszy przy kuchennym palenisku. Chłopczyk wdrapał się mu na kolana, po czym chwycił różaniec i zażądał, aby mnich mu go oddał, twierdząc, że należy do niego. W tej buddyjskiej legendzie chodzi o zdolność dostrzegania tego, co niezwykłe, w tym, co najzwyklejsze. Właśnie takiej zdolności oczekuje od nas Chrystus. Buddyści szukając niezwykłej istoty, wędrują po najbardziej zapadłych wsiach, a my szukając Chrystusa, nie moglibyśmy Go dostrzec w zwykłej Biblii, w zwykłym kawałku chleba albo w człowieku najmniejszym, biednym, cierpiącym?

Jezus daje nam miliony okazji, by Go zobaczyć w tych, w których już nikt nic nie widzi. Są najmniejsi jak Hostia i niepozorni jak Biblia. Nie ma w Ewangeliach mowy o drugiej czy trzeciej straży, ale jest mowa o czwartej. Jeden jedyny raz, gdy uczniowie płynęli przez jezioro samotnie, a On modlił się na górze sam. Lecz w pewnej chwili zobaczyli jakąś postać kroczącą po falach. Myśleli, że to zjawa i przerazili się (Mk 6,45-52). Czwarta straż jest na pewno bliższa wschodowi niż trzecia czy tym bardziej druga. Te wcześniejsze są jeszcze większą ciemnością, mrokiem budzącym lęk i dreszcze strachu na skórze. A jednak On nam każe oczekiwać swojego powrotu nawet w tym, co budzi nasze przerażenie, i w tym, w czym wydaje się nam, że jest niemożliwe, by było przestrzenią ujawnienia się Jego oblicza.

W kogo jesteś zapatrzony?

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Adorowanie Słowa Bożego to czas nie tylko wglądu w Jezusa, ale też i w siebie. Mistyka jest wejściem w siebie z największą delikatnością. Psychologia niekiedy czyni to niepokornie i nie zawsze z miłości. Medytacja jest dla mnie o wiele bardziej żywa niż autoanaliza. Jest uzdrawiającą i obdarowującą człowieka szczerością. Mistyk, wpatrując się w prawdę Jezusowych źrenic, nie ma szans ukryć czegokolwiek przed Nim i przed sobą.

Jednym z najniebezpieczniejszych współczesnych zagrożeń jest pojawienie się okultyzmu, a także zainteresowanie magią, alternatywnymi duchowościami, religiami Wschodu, medytacjami balansującymi na granicy otchłani. Harald Baer stwierdza, że eksplozja okultyzmu jest zjawiskiem protestu przeciw skostniałemu chrześcijaństwu. Fascynacje okultyzmem to symptom niewystarczalności elementu mistycznego w Kościołach. Poza tym ucieczka w odległe klimaty duchowe jest wyrazem ucieczki od siebie takim, jakim się dotychczas było, próbą zaprzeczenia temu wszystkiemu, co się nosi w sumieniu, a co jest nie do pogodzenia najczęściej z idealną wizją siebie samego. Choć Biblia usilnie namawia wierzących do medytowania słów Bożych i kontemplowania Syna Bożego, niewielu znajduje chętnych.

Symbolem medytacji modlitewnej jest właśnie owa lampa czy pochodnia, która powinna być w rękach oczekujących na powrót Chrystusa. Lampa to oświetlanie sobie drogi do umiłowania Boga sam na sam, kontemplowanie, medytowanie, słuchanie, adorowanie, nade wszystko możliwość zobaczenia rzeczywistości! Taką, jaka jest naprawdę, zarówno w sobie, jak i poza sobą! Naszą siłą jest adorowanie i medytowanie, stąd mowa nie tylko o lampie, ale i o przepasanych, jak u atlety, biodrach. Jezus mówi, że biodra nasze będą przepasane, gdy będziemy trzymali lampę w rękach. Człowiek nie jest rozpasany, gdy ma światło zapatrzenia się w miłości w oczy Jezusa! Światłem ciała jest przecież oko. To, w co się wpatrujemy, oświetla nasze wnętrze. W kogo lub w co jesteś tak naprawdę zapatrzony? Gdzie twoje oczy najwięcej czasu tracą na patrzenie? Leon XIII w encyklice o Najświętszym Sakramencie napisał, że czystość jest darem dla tych, którzy adorują Najświętszy Sakrament, adorują Jezusa! Szczęśliwi są czuwający jak straże – mówi Jezus.

Chwila spędzona z Bogiem nigdy nie przestanie istnieć, staje się naszą szczęśliwością i wiecznością. Chwila, w której unikamy naszego Pana, staje się otchłanią, czarną dziurą, której już nigdy nie wypełnimy łaską.

 

Gdyby gospodarz wiedział...

 

ks. Jan Waliczek

Powszechne poczucie zagrożenia życia, zdrowia i mienia sprawia, że ciągle wzrasta zapotrzebowanie na działalność służb porządkowych i ochroniarskich, na sprawne funkcjonowanie służby zdrowia, na instytucje uczciwie ubezpieczające, a także na nowe rozwiązania techniczne, skutecznie uniemożliwiające naruszenie zgromadzonych dóbr materialnych.

Z dzisiejszej Ewangelii wynika, że również w czasach Chrystusa nie brakowało włamywaczy i złodziei, skoro ich obrazem posłużył się w swoim nauczaniu. Podkreślił w nim prawdę, że ostatecznie bezpieczeństwo samego gospodarza, jak i jego domu, zależy od czujności człowieka. Istotnie, czujność ludzka może być wspomagana, ale nie zastąpiona: „gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swojego domu”.

Nasz dom to nie tylko mieszkanie, miejsce pracy czy odpoczynku. To nie tylko zgromadzone przez nas dobra materialne. Nasz dom to także nasza osobowość, rodzina i naród, nasza wiara i Kościół, a także bogata historia i tradycja. W tym wszystkim niejako mieszkamy i z tego wszystkiego czerpiemy. Wydaje się jednak, że o te właśnie „kondygnacje naszego domu”, a nawet o jego fundamenty przestaliśmy się troszczyć. Coraz częściej reagujemy już tylko wtedy, gdy zagrożony jest nasz mniejszy lub większy skarb materialny. Czyżby serca przylgnęły tylko do takich skarbów?

Trudno bronić swojej osobowości wobec licznych, często sprzecznych ze sobą wzorców życia. Trudno rozwijać osobowość wobec powszechnej niechęci do samokrytyki i auto – dyscypliny. Niełatwo bronić właściwego modelu rodziny, gdy liczba potomstwa bywa regulowana aborcją, a brak odpowiedzialności za współżycie płciowe kamufluje się antykoncepcją. Takie między innymi są oblicza współczesnego włamywacza do naszych rodzin i do życia narodowego. I co najgorsze nieraz okazujemy się gospodarzami, którzy udają, że włamywacza nie dostrzegają.

Zaczynamy natomiast zauważać niebezpiecznego włamywacza, który chce zburzyć dom naszej wiary. Jest nim nie tylko ateizm, ale także działalność sekt oraz ruchów podważających prawdy objawione i na różne sposoby uzależniających człowieka. Nie brak również grup, które pod pozorem wierności Kościołowi sprowadzają na niego niebezpieczeństwo kolejnego rozdarcia. Nie można nie zauważyć bardzo licznych dzisiaj antychrześcijańskich, antykościelnych i pseudoreligijnych wydawnictw. Wiele wskazuje na to, że żyjemy w okresie wzmożonych włamań i to do każdej dziedziny życia. Nie możemy jednak pozwolić zastraszyć się podobnym zjawiskiem. W tym roku staramy się pamiętać o obecności i potężnym działaniu Ducha Świętego. To właśnie On chce nas zabezpieczyć przed najgorszym włamywaczem. Z głębokim przekonaniem i wiarą śpiewamy: „Odpędź od nas Czarta złego”. Odpędź go od nas samych i od tego wszystkiego, co stanowi nasz dom. Ufamy, że Duch Święty w swojej Boskiej mocy zwycięży najgroźniejsze ataki. Trzeba jednak, byśmy w naszym domu byli obecni nie tylko jako jedzący i pijący, ale nade wszystko jako czuwający. Istotnym wyrazem czujności niech będzie pamięć o Duchu Świętym i aktywne współdziałanie z Nim.

 

Życie jest drogą ku Panu

 

ks. Roman Bogusław Sieroń

Słowa dzisiejszej Ewangelii (Łk 12, 32-48) wzywające do czujności i gotowości na przyjście Pana, z mocą nawołujące do uznania siebie za gości i pielgrzymów na ziemi (Hbr 11,13), odnoszą się bardzo konkretnie do naszej ziemskiej egzystencji. Do człowieka w drodze - homo viator, który rzeczywiście jest Pascalowską trzciną myślącą. Doświadczenie uczy, że zarówno smutki, jak i radości spływają nieoczekiwanie. Wyjeżdżający z domu samochodem nie przypuszcza, że za chwilę w wypadku drogowym stanie w sytuacji granicznej - śmierci. Diagnoza choroby nowotworowej spada jak grom z jasnego nieba, a nie tylko ewangeliczny złodziej - dzisiejszy groźny przestępca - pozbawia nas nieoczekiwanie mienia, zdrowia czy życia. Przychodzące zaś dobre wiadomości miło nas zaskakują i są powodem radości.

Obecny sierpniowy czas typowo polskich pielgrzymek na Jasną Górę do Matki i Królowej jeszcze mocniej unaocznia pielgrzymi charakter życia chrześcijańskiego. Tak oto komentuje dzisiejsze Słowo Boże żyjący w IV wieku ojciec Kościoła św. Bazyli:,, Czy i wam nie wydaje się to życie jakąś drogą ciągle rozwijającą się i podróżą podzieloną na wieki życia jakby przez stacje? Na początku gotuje ono boleści porodowe matki, a jako metę biegu ukazuje namioty grobów i do nich wszystkich prowadzi: jednych prędzej, drugich wolniej. Pierwsi przeszli przez wszystkie odległości czasu, drudzy nawet na pierwszych stacjach życia nie przenocowali. Inne drogi, które z miasta prowadzą do miasta, można ominąć i nie kroczyć nimi, jeżeli się nie chce; ta zaś, choćbyśmy chcieli odłożyć bieg, chwyta nas przemocą i wlecze kroczących po niej do kresu ustanowionego przez Pana”. W perspektywie tych słów, a szczególnie doświadczenia codzienności, zaiste nasze życie nabiera mocnego wymiaru eschatologicznego - ostatecznego. W przemijającej postaci tego świata (por. 1Kor 7,31) słowa Pańskie: ,,Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostanie ani mól nie niszczy” (Łk 12,33) nabierają szczególnego blasku prawdy. U kresu naszej pielgrzymki po drogach życia będziemy sądzeni tylko z miłości, z czasu poświęconego Bogu i ofiarowanego człowiekowi - bliźniemu. Jak echo przywołujemy tu słowa niezapomnianego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, który na modne hasło tego świata ,,Czas to pieniądz” odpowiedział: ,,A ja wam powiadam, że czas to miłość”. I dobrze byłoby te słowa przypomnieć dzisiejszym maklerom i przedstawicielom handlowym, bezrobotnym i będącym na marginesie dzisiejszych przemian. Wszystkim nam, którzy po grzechu pierworodnym bardziej zerkamy na biblijną miskę soczewicy niż na Chleb, który z nieba zstępuje.

Wezwanie do czujnego oczekiwania na przyjście Boga opiera się na dojrzałej i głębokiej wierze, na wierze, której symbolami są przypomnieni w Liście do Hebrajczyków (11) giganci wiary: Abraham, Sara, Izaak. Ludzie żyjący wiele pokoleń przed nami, a jednak bardzo podobni do nas, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi cechami ludzkimi. Ludzie, którzy nie bali się rzucić na głębiny wiary i wszystko zawierzyć swemu Stwórcy.

Pan Jezus swoim dzisiejszym słowem wzywa do ewangelicznego czuwania i gotowości. Życie chrześcijanina powinno być jednym ustawicznym czuwaniem. W owym czuwaniu, w tej gotowości do wyjścia na spotkanie z Chrystusem, chrześcijanie mają być podobni do Żydów gotujących się do wyjścia z Egiptu, co malowniczo opisuje starotestamentalna Księga Wyjścia. Wszyscy mieli przepasane biodra - żeby powłóczyste szaty nie utrudniały im ruchów ciała, i trzymali w rękach zapalone pochodnie, by oświetlać nimi mroki nocy. Dla kapłanów znakiem ustawicznego czuwania niech będzie dzisiaj istotny element stroju liturgicznego - cingulum - sznur - znak wiernej gotowości, a dla wszystkich - wieczna lampka przed tabernakulum - symbol nie tylko Chrystusowej obecności, ale naszej postawy wiernego sługi. Pielgrzyma gotowego stanąć przed Panem.